Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

20 września 2018

Nieznane nie jest takie straszne jak go malują, czyli kolejny dzień z życia psa


 Dawno nie pisałam, ale dziś jest mi tak miło i dobrze, że muszę się swoim szczęściem podzielić w szerszym m gronie. Bardzo bałam się tego wyjazdu do nowego, nieznanego miejsca.

Mam jakieś 95 lat i na starość wcale nie miałam ochoty na porzucanie mojego ukochanego domku, kilku łóżeczek, super łąki na dole i słonecznego tarasu. Co jak co, ale stabilizacja jest ważna. Szczególnie w moim wieku. Kiedy więc usłyszałam pierwsze rozmowy na temat wyjazdu do innego kraju byłam przerażona. Tym bardziej, że nigdy go nie opuszczałam. Początkowo to ignorowałam bo pani często podróżowała w różne miejsca na świecie, ale nigdy mnie nie zabierała. Potem wracała stęskniona i było mi jeszcze bardziej super, bo chciała mi wynagrodzić niby samotność, ale ja nie narzekałam nigdy na opiekę, jaką miałam w tym czasie. Jej mama rozpieszczała mnie niemiłosiernie. Właściwie robiłam na osiedlu zakłady – kto dostaje najbardziej wypasione jedzonko na dzielni i często wygrywałam. Potem trochę byłam okrąglejsza, ale komu to przeszkadzało, ale do brzegu, bo nie o to chodzi.

Bałam się tego wyjazdu, bo pani omawiała go z panem do znudzenia. Rósł więc we mnie strach proporcjonalnie do wyczekiwania na ten koszmarny moment, kiedy miałam pożegnać swoje ziomki na rewirze, nie wiedząc właściwie na jak długo. Starałam się wpłynąć na panią, że ta decyzja jest może pochopna, ale ona się uparła i nie zważała na moje małe manipulacje i naciągania rzeczywistości. Za każdym razem jak mnie wsadzała do auta symulowałam ataki paniki już za 3 minuty, udawałam w domu bóle brzucha, budziłam ja w nocy na nadprogramowe spacerki, no cuda wymyślałam, żeby skumała, że przecież wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

Wiedziałam, że to nie żarty, kiedy zaczęła nas pakować. Moje zabaweczki, jedzonko, kocyki i inne pierdółki, które lubię. Zabrała też sporo swoich walizek i rakiety do tenisa, z którymi nigdy nie podróżowała.

Byłam załamana! Nie miałam wyjścia i musiałam posłusznie w środku nocy za nią podreptać do obcego auta, żeby za kilka godzin pojawić się w całkiem innym miejscu i kraju, gdzie po pierwsze nie znałam nikogo, a po drugie nie władałam niemieckim. Uradowałam się jednak bardzo na widok pana i zaczęłam nieśmiało obwąchiwać wszystkie kąciki po kolei. Za chwilę całą trójką ruszyliśmy w kolejne nieznane, czyli do parku, gdzie miałam poznać inne psy i zająć się swoimi sprawami. Park okazał się ogromny, a przede wszystkim podzielony na dwa sektory. 1/3 dla ludzi dużych i małych z placykiem zabaw, oraz 2/3 dla ludzi z psami. No to mi się bardzo spodobało, bo w Polsce tego nie ma. Jak pani zabierała mnie do parku to często jakieś grupki nasyłały na nią kłopoty, chociaż nie ma obowiązku – ani chodzenia na smyczy, jeśli psinka jest grzeczna, a ja do takich należę, ani tym bardziej w idiotycznym kagańcu. Tu parki są również dla piesków. Tak normalnie i bez stresu. „Na legalu” – tak bym to podsumowała.

Potem spotkała mnie jeszcze większa radość. Podbiegł do mnie całkiem przystojny dalmatyńczyk i przedstawił się w moim języku, więc nie wiem co ta pani opowiadała za nieprawdę bojąc się, że bez niemieckiego zginie. Ja doskonale dam sobie tu radę. Poznałam więc najbliższych sąsiadów, którzy podpowiedzieli, że takich parków tu w okolicy to jest kilka więc nudy nie będzie.

Leżę więc tak sobie na tej trawce kilka razy dziennie. Ludzie się do mnie uśmiechają. Słonko świeci wspaniale jak na mojej łące, więc jestem tak szczęśliwa jak byłam, a może nawet i bardziej, bo pan i pani też wiecznie zadowoleni, aż trochę mi za nich wstyd, bo przecież nie są szczeniakami.

Co by więc nie mówić boimy się nieznanego, a ono jak widać może okazać się całkiem mile, a nawet lepsze od znanego. Boimy się niepotrzebnie rzeczy, który są nowe. Stresujemy bez sensu na zapas, a czas pokazuje, że nowe miejsca są fajne. Nowe znajomości bardzo kreatywne, a inne kraje nie są takie straszne jak je malują. Ok. Muszę się zbierać. Zaraz robimy grilla, a miejscowe jedzonko jest niezgorsze!

W każdym więc wieku można cieszyć się ze zmian i poznawać nowe szczęścia, przed którymi niepotrzebnie się bronimy. Pomyślcie o tym!

Tags: , ,

2 komentarze “Nieznane nie jest takie straszne jak go malują, czyli kolejny dzień z życia psa”

  1. Inicjator
    20 września 2018 at 04:53

    Piękne zdjęcie.

  2. Ferdydurke
    20 września 2018 at 06:05

    a 95 lat to wiek psa czyli ma 13 lat na psie lata przeliczając?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Społeczeństwo

Scroll Up