Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

17 października 2018

Nieznane nie jest takie straszne jak go malują, czyli kolejny dzień z życia psa


 Dawno nie pisałam, ale dziś jest mi tak miło i dobrze, że muszę się swoim szczęściem podzielić w szerszym m gronie. Bardzo bałam się tego wyjazdu do nowego, nieznanego miejsca.

Mam jakieś 95 lat i na starość wcale nie miałam ochoty na porzucanie mojego ukochanego domku, kilku łóżeczek, super łąki na dole i słonecznego tarasu. Co jak co, ale stabilizacja jest ważna. Szczególnie w moim wieku. Kiedy więc usłyszałam pierwsze rozmowy na temat wyjazdu do innego kraju byłam przerażona. Tym bardziej, że nigdy go nie opuszczałam. Początkowo to ignorowałam bo pani często podróżowała w różne miejsca na świecie, ale nigdy mnie nie zabierała. Potem wracała stęskniona i było mi jeszcze bardziej super, bo chciała mi wynagrodzić niby samotność, ale ja nie narzekałam nigdy na opiekę, jaką miałam w tym czasie. Jej mama rozpieszczała mnie niemiłosiernie. Właściwie robiłam na osiedlu zakłady – kto dostaje najbardziej wypasione jedzonko na dzielni i często wygrywałam. Potem trochę byłam okrąglejsza, ale komu to przeszkadzało, ale do brzegu, bo nie o to chodzi.

Bałam się tego wyjazdu, bo pani omawiała go z panem do znudzenia. Rósł więc we mnie strach proporcjonalnie do wyczekiwania na ten koszmarny moment, kiedy miałam pożegnać swoje ziomki na rewirze, nie wiedząc właściwie na jak długo. Starałam się wpłynąć na panią, że ta decyzja jest może pochopna, ale ona się uparła i nie zważała na moje małe manipulacje i naciągania rzeczywistości. Za każdym razem jak mnie wsadzała do auta symulowałam ataki paniki już za 3 minuty, udawałam w domu bóle brzucha, budziłam ja w nocy na nadprogramowe spacerki, no cuda wymyślałam, żeby skumała, że przecież wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

Wiedziałam, że to nie żarty, kiedy zaczęła nas pakować. Moje zabaweczki, jedzonko, kocyki i inne pierdółki, które lubię. Zabrała też sporo swoich walizek i rakiety do tenisa, z którymi nigdy nie podróżowała.

Byłam załamana! Nie miałam wyjścia i musiałam posłusznie w środku nocy za nią podreptać do obcego auta, żeby za kilka godzin pojawić się w całkiem innym miejscu i kraju, gdzie po pierwsze nie znałam nikogo, a po drugie nie władałam niemieckim. Uradowałam się jednak bardzo na widok pana i zaczęłam nieśmiało obwąchiwać wszystkie kąciki po kolei. Za chwilę całą trójką ruszyliśmy w kolejne nieznane, czyli do parku, gdzie miałam poznać inne psy i zająć się swoimi sprawami. Park okazał się ogromny, a przede wszystkim podzielony na dwa sektory. 1/3 dla ludzi dużych i małych z placykiem zabaw, oraz 2/3 dla ludzi z psami. No to mi się bardzo spodobało, bo w Polsce tego nie ma. Jak pani zabierała mnie do parku to często jakieś grupki nasyłały na nią kłopoty, chociaż nie ma obowiązku – ani chodzenia na smyczy, jeśli psinka jest grzeczna, a ja do takich należę, ani tym bardziej w idiotycznym kagańcu. Tu parki są również dla piesków. Tak normalnie i bez stresu. „Na legalu” – tak bym to podsumowała.

Potem spotkała mnie jeszcze większa radość. Podbiegł do mnie całkiem przystojny dalmatyńczyk i przedstawił się w moim języku, więc nie wiem co ta pani opowiadała za nieprawdę bojąc się, że bez niemieckiego zginie. Ja doskonale dam sobie tu radę. Poznałam więc najbliższych sąsiadów, którzy podpowiedzieli, że takich parków tu w okolicy to jest kilka więc nudy nie będzie.

Leżę więc tak sobie na tej trawce kilka razy dziennie. Ludzie się do mnie uśmiechają. Słonko świeci wspaniale jak na mojej łące, więc jestem tak szczęśliwa jak byłam, a może nawet i bardziej, bo pan i pani też wiecznie zadowoleni, aż trochę mi za nich wstyd, bo przecież nie są szczeniakami.

Co by więc nie mówić boimy się nieznanego, a ono jak widać może okazać się całkiem mile, a nawet lepsze od znanego. Boimy się niepotrzebnie rzeczy, który są nowe. Stresujemy bez sensu na zapas, a czas pokazuje, że nowe miejsca są fajne. Nowe znajomości bardzo kreatywne, a inne kraje nie są takie straszne jak je malują. Ok. Muszę się zbierać. Zaraz robimy grilla, a miejscowe jedzonko jest niezgorsze!

W każdym więc wieku można cieszyć się ze zmian i poznawać nowe szczęścia, przed którymi niepotrzebnie się bronimy. Pomyślcie o tym!

Tags: , ,

9 komentarzy “Nieznane nie jest takie straszne jak go malują, czyli kolejny dzień z życia psa”

  1. Inicjator
    20 września 2018 at 04:53

    Piękne zdjęcie.

  2. Ferdydurke
    20 września 2018 at 06:05

    a 95 lat to wiek psa czyli ma 13 lat na psie lata przeliczając?

  3. 50-parolatek
    20 września 2018 at 14:09

    Jeśli w Niemczech, to trza było odwiedzić mojego Wilhelma (czarny 8-letni labrador)…
    – zapewne ucieszyłby się bardzo…
    No chyba, że było to w sierpniu, w tym czasie mój również był w “podróży”, tylko, że nie W Niemczech, a w Polsce. W Beskidzie Zywieckim.
    W przeciwieństwie do “95-latki” Wilhelm uwielbia podróżować. Szczególnie lubi górskie wędrówki.
    A i ja coś z tego mam. Wiążę go sobie do pasa i “chłopak” tak ciągnie, że i największe wzniesienia i stromizny nie są mi straszne 😉

    Słusznie Pani zauważyła, Pani Izabello, że w Niemczech życie psa może być pogodniejsze. Idiotyzmy typu kaganiec, kolczatka, krótka smycz (nota bene, mój nigdy nie miał ani kagańca, ani smyczy – nosi wygodną uprząż) są nie do pomyślenia.
    Ba, spotkały by się prawdopodobnie z krytyką społeczną, a nawet skończyło by się na doniesieniu “o znęcaniu” odpowiednim służbom.

    To wynik “dojrzałego” podejścia do aspektu “zwierząt domowych”. Np., by móc posiadać psa, trzeba go oczywiście zarejestrować, opłacić podatek i równolegle przebadać w przychodni weterynaryjner.
    Podczas tych czynności przeprowadzany jest wywiad (wraz z krótkim testem i “egzaminem” na podstawową wiedzę o życiu i zachowaniach psów) i sprawdzenie przyszłych warunków życiowych zwierzaka.
    W przypadku, gdy, albo człowiek nie nadaje się do posiadania psa (psychiczne odchyłki itp. – zapewne wie Pani o czym mówię), albo warunki w których pies miałby żyć nie zapewniały by mu podstawowego “minimum” (co nagminnie możemy obserwować w Polsce, gdy np. posiadacze 40m² mieszkanka w blokach decydują się na wielkie rasy, które potrzebują w naturze dużo miejsca i wielkiego wybiegu), pies automatycznie jest “odbierany” i ląduje w schronisku, skąd najczęściej trafia do nowych właścicieli, ale już z odpowiednimi warunkami.

    Wiem, w niektórych przypadkach może być to okrutne (np. dla dziecka, któremu odebrano zwierzaka – chociaż osobiście o niczym takim nigdy nie słyszałem), ale przy takim postępowaniu Państwa na pewno wyeliminowano (naturalną drogą, a nie przez brutalnych i bezlitosnych chycli!) tragizm bezdomnych i wygłodniałych psów.

    Pozdrawiam

  4. Dede
    21 września 2018 at 14:03

    Panie Inicjatorze – fotografem była pani:)

  5. Dede
    21 września 2018 at 14:04

    @ Ferdydurke – na ,,ludzkie” mam 15 🙂

  6. izabella
    21 września 2018 at 14:07

    Panie 50 -parolatku,
    Niestety w Polsce wiele rzeczy jest nie takich jak być powinny:(. Nie tylko kwestie zwierząt są zaniedbywane. Całkiem inne ,,życie” wiodą normalne rodziny, które mimo starań z dwóch głodowych pensji nie są w stanie spokojnie egzystować, czy emeryci – u nas skazani na siedzenie w domu i liczenie każdego grosza. Przykre patrzeć jak mmmmm uśmiecha się idiotycznie, a mmmm zagrabia co tylko się da pod stołem… eh…

  7. wieczorynka
    21 września 2018 at 18:31

    Pani Izabello w Polsce też nie jest aż tak źle. Osobiście bym sobie życzyła aby schroniska dla zwierząt były puste a wszyscy czyli koty, psy były adoptowane.
    Mój sąsiad ten z dołu przygarnął kundelka i mieszka u niego (ten kundelek wabi się Maksio)już 3-4 lata i jest zadbany. Kolejny sąsiad ten z góry przyjął koteczkę ze schroniska i też ma się ta koteczka dobrze. Ile kotów wyrzuconych przyjęłam ja do swego domu nikt na palcach nie policzy.
    Miejscowość gdzie żyję, leży 12 km. od miasta jednak to miasto się przybliżyło. Jak zaczynają się wakacje to miastowe przywożą te wcześniej ukochane zwierzątka na wieś, wyrzucają a następnie przyciskają pedał gazu. Więcej wolę nie pisać.

  8. izabella
    22 września 2018 at 10:16

    Pani Wieczorynko,
    oczywiście, że w Polsce nie jest źle. Wszędzie są ludzie z dobrym sercem, czy go pozbawieni… Chodziło mi jednak o taką ogólna akceptację społeczeństwa na pewne zachowania. Przecież wiadomo, że psy wychodzą na dwór i muszą gdzieś pobiegać. Takie miejsca są wiec potrzebne. Trzymanie psa w kagańcu jest konieczne jedynie jeśli dany osobnik jest niebezpieczny, a takich psiaków ja osobiście nie znam.Tekst jednak dotyczył zmian, decyzji, – jakich w pewnych wieku się boimy niepotrzebnie. Pozdrowienia

  9. wieczorynka
    22 września 2018 at 13:44

    Pani Izabello, doskonale zrozumiałam artykuł i chwała, że takie jest zachowanie władz gdy chodzi o traktowanie zwierzątek.

    Opiszę paradoks z mojej wsi: wycięto dużą część lasu i zrobiono park, bo niby wieś ma się cywilizować.
    Z czasem postawiono znak ” zakaz wprowadzania psów”, o kotach nie piszą zatem ja wychodzę ze swoimi kotami do parku. Któregoś razu śliczny kundelek popatrzył na znak, podniósł nóżkę i nasikał, oczywiście na znak.
    Ja zagadałam przyjaźnie do kundelka i nie miałam nic przeciwko aby ten sobie pospacerował po parku. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Społeczeństwo

Scroll Up