Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

19 grudnia 2018

Czy zjednoczenie Słowiańszczyzny jest możliwe? (cz. 1)


 Jeżeli jesteś Słowianinem to masz obowiązki słowiańskie. Tą prostą prawdę należy powtarzać sobie w nieskończoność w celu budowy, wzmacniania i utrwalania świadomości cywilizacyjnej. Jeżeli już uświadomimy sobie, że jako Słowianie jesteśmy zobowiązani (obowiązki słowiańskie) wobec większej całości. To warto się zastanowić, czy zjednoczenie Słowiańszczyzny jest możliwe? W jakiej formie? Jak również w wyniku jakich procesów?

Czy to jest myślenie życzeniowe? Na pewno dzisiaj tak, ale to gdzie możemy być jutro zależy od tego, co o tym myślimy dzisiaj. W Polsce nacjonalizm jest negowany przez mainstream. Pojęcie samoświadomości narodowej zostało zrównane z folklorem i obciachem. Odniesienia do tożsamości słowiańskiej w ogóle nie istnieją w sferze publicznej z wyjątkiem kilku bardzo szlachetnych i bardzo zasłużonych środowisk, które tę świadomość podtrzymują. Niestety w wyniku wieloletniej budowy pozornej i fałszywej świadomości. W naszym społeczeństwie samoświadomość etniczna została wygaszona i zastąpiona dążeniami do samookreślenia się na podstawie cudzych wzorców i ocen silnie uwarunkowanych religijnie i od pewnego czasu politycznie.

Bezwzględnie jest bardzo trudno o tych sprawach pisać przy pełni świadomości pamięci 17 września 1939 roku i jego dramatycznych następstw. Trzeba wyciągnąć lekcję z historii, tak żeby nigdy nie dopuścić nawet do prawdopodobieństwa powtórzenia się tego zabójczego układu. Niestety on nadal jest możliwy i prawdopodobny.

Nie ma bardziej podzielonego Narodu, niż Słowianie. Podział trwa już ponad 1000 lat i wynika z przyjęcia odmiennych tradycji przez różne części Wszechsłowiańszczyzny. Mamy chrześcijańskich schizmatyków na Zachodzie, mamy Prawosławie jako rdzeń Słowiańszczyzny na obszarze Rosyjskiego Świata. Mamy Prawosławnych Słowian Południowych i schizmatyków, nawet Słowian Muzułmanów na Bałkanach. Religijny podział jest przekleństwem Słowiańszczyzny, za które płacimy każdego dnia brakiem jedności.

Podstawą myśli zjednoczeniowej narodów słowiańskich była przez lata unilateryzacja religii. Ta idea jedynie pogłębiła podziały. Stworzono mury w miejsce mostów wynikających z wieloletnich więzi i relacji. Warto pamiętać, że to przez obłąkańczą wizję podporządkowania Prawosławia upadła I Rzeczypospolita. Był to czynnik decydujący o sposobie definiowania wspólnoty przez jej mieszkańców.

Przez wieki jako Słowianie nie mieliśmy łatwo. Presja z Zachodu i Południa po upadku Bizancjum doprowadziły do konieczności wykorzystywania potencjału do obrony, a nie budowania, czy ekspansji. Te dwie sprawy na trwałe udały się tylko Rosjanom. Ich wielkie dzieło budowy Rosyjskiego Świata jest jednym z podstawowych filarów rozwoju cywilizacyjnego ludzkości, to rosyjski wkład do cywilizacji ludzkiej jest realnym wkładem Słowian.

Zachód wiele razy próbował podporządkować sobie Słowiańszczyznę. Nasi bracia na Łużycach w dużej mierze stracili tożsamość, zostali kulturowo i biologicznie przemieleni. Ten sam los był szykowany i dla nas. Obroniliśmy się w 1410. Potem przez wielki było spokojniej, ale presja cywilizacyjna Zachodu trwała cały czas. W wyniku kolejnej porażki zagrażającej naszej biologicznej egzystencji w 1945 roku nasze ziemie wyzwolili i przedefiniowali Słowianie Wschodni. Co prawda rządzeni przez Gruzina i przedstawicieli licznej mniejszości napływowej i nie bez wielkich kosztów. Jednak to że dzisiaj możemy pisać i czytać te słowa jest dziedzictwem ich poświęcenia. Warto o tym pamiętać, a taki dług zobowiązuje na wieki.

Wszystkie inicjatywy międzynarodowe podejmowane przez państwa słowiańskie po 1989 roku, były ukierunkowane na dołączanie i na werbowanie kolejnych poddanych pod struktury Zachodnie. Nazwano to racją stanu i dążeniem np. naszego społeczeństwa od 1945 roku. Problem polega na tym, że to co nam nasze elity przedstawiały jako ostateczny triumf cywilizacyjny i jakieś nadzwyczajnie sprawiedliwe zjednoczenie z Zachodem, dla Zachodu, a zwłaszcza dla jego elit, to nic innego jak zmiana sojuszy powiększająca ich strefę wpływów.

W konsekwencji sami na własne życzenie zdecydowaliśmy się na podległość wobec systemu państw, który z imperializmu uczynił narzędzie dla budowy swojego dobrobytu. To chyba taki pierwszy przypadek w historii świata, żeby jakiś Naród sam włożył głowę w paszczę lwa, czy wręcz wszedł cały pomiędzy szczęki krokodyla. Jednak to się dzisiaj nazywa naszą racją stanu.

Co jest nadzwyczajne ciekawe, nasze elity nie zauważyły, że Zachód się podzielił. Wielkie imperium zza wielkiej wody ma inne interesy i inną wizję relacji, niż państwa Unii Europejskiej, w tym w szczególności Niemcy. Błyskawicznie postępuje emancypacja polityczna tego państwa, którego polityka dekompozycji i wygaszania NATO jest widoczna dla nas domorosłych analityków, ale jest niemożliwa do dostrzeżenia dla ludzi, którzy odpowiadają za nasze bezpieczeństwo.

Na tę chwilę nie mamy żadnej innej koncepcji zapewnienia bezpieczeństwa w regionie, niż układ zbiorowy oparty o Niemcy i gwarancje Amerykańskie, które z jednej strony te Niemcy pętają, a z drugiej są dostarczycielem autentycznego potencjału rzeczywistej potęgi.

Tags: , , , , , ,

29 komentarzy “Czy zjednoczenie Słowiańszczyzny jest możliwe? (cz. 1)”

  1. Inicjator
    21 września 2018 at 04:21

    Doskonały tekstu podsumowanie.

  2. Ronin
    21 września 2018 at 06:51

    mocne

  3. Grzegorz z Kotliny Kłodzkiej
    21 września 2018 at 09:01

    Nie cierpię nacjonalizmu. On wyklucza mądrość. Nacjonalizm z założenia jest ślepą miłością do kraju w dzień św. Walentego. Infantylne podejście do spraw krajowych. Wypaczenie.

    Byłem nacjonalistą, brałem udział w marszach, widziałem tych wszystkich nachlanych tłuków, bardzo łatwo nimi sterować. We Wrocławiu na hasło “Rwiemy plakat ze słupa ogłoszeniowego” głupole jak zombie rzucali się z pazurami z prędkością światła, wówczas zrozumiałem psychologię tłumu…zwłaszcza tłumu nacjonalistycznego. Przerazili mnie.

    Nacjonalizm mamy dziś u władzy, że pozbawia mądrości i doświadczenia niech świadczą o tym katastrofy lądowe i powietrzne, niech zaświadczą o tym nieudane transakcje w MON czy lizanie tyłka amerykanom z małej litery. Ojcem nacjonalizmu jest polski paskudny Honor, który nas niszczy, bo pod jego łatką można nam wmówić dosłownie wszystko, jak choćby to, że Ruska należy nienawidzić mimo, iż nie zrobił nam NIC od przeszło 70 lat i jednocześnie to, że mamy do kraju wpuścić bandziora, który od ponad 200 lat napada inne kraje i który zrobił to już 140 razy. To samo dotyczy przecież Niemca. Nauczyli nas jak zarządzać majątkiem, a my ich nienawidzimy.

    Jak pozostać Słowianinem nienawidząc sąsiedztwa? I kto miałby nim być? Ja? Ja jestem nim w 75% czyli jestem czy nie? A jeśli miałbym odwrotne proporcje, to jestem czy nie? A kto z Was jest czystym Słowianinem? Ręka w górę. Śmiało. Czy haplogrupa r1a1 czyni z nas Słowianina WBREW naszej woli także? No bo, jeśli serce chce być a krew wyklucza lub odwrotnie, r1a1 jest a człowiek nie chce. To co? Skończy się stosem?

    Czemu nie kładziemy nacisku na technokratów? Fachowcy by się bardziej przydali jak jakieś durne podziały na krew. Tożsamość powinna rodzić się w społeczeństwie mądrym, nie ogłupiałym po rozpierdzieleniu majątku PRL. Nic z tego dobrego nie będzie.

    Technokraci nie pozwolili na rozpieprzanie majątku, oni w PRL-u budowali, Słowianie honorem to rozpieprzyli. Błąd tamtej władzy polegał na zezwoleniu na bandyckie zgromadzenia w kościołach, kolebce styropianu. Kto dziś da gwarancję, że Popiełuszko nie był podstawiony pod nasz honor? Trzeba było to rozwalić w drobny mak i zaproponować jeszcze więcej kultury. Jak na ironie, w tzw wolnym styropianie tych dni, kościół się rozpierdziela, dzieciarnia chrzani już te pedofilsko-mafijne zgromadzenia. Niechęć narasta.

    Kapitalizm nas wchłonął jak gąbka. Nie mamy nic swojego. I mamy o to pretensje do zachdu. A to dobre.

    Ps. pod koniec roku podnoszę ceny usług po raz 3. Muszę zarobić na pensję minimalną, na 500+, na inne zasiłki. Szach mat.

  4. Xun Zi
    21 września 2018 at 09:11

    Jeśli jesteś jaskiniowcem, to masz obowiązki jaskiniowca.
    Jeśli jesteś członkiem rodu, to masz obowiązki rodowe.
    Jeśli jesteś członkiem plemienia, to masz obowiązki plemienne.
    Jeśli jesteś członkiem narodu, to masz obowiązki narodowe.
    Jeśli jesteś członkiem wielkiej grupy ludów, to masz obowiązki ludowe.
    Jeśli jesteś człowiekiem, to masz obowiązki ludzkie.
    Jeśli jesteś Ziemianinem, to masz obowiązki ziemskie.
    Jeśli jesteś kosmitą, częścią Wszechświata, to masz kosmiczne obowiązki wszechświatowe.
    🙂

  5. wlodek
    21 września 2018 at 09:14

    Zamiast budować zamki na piasku, powinniśmy wreszcie zacząć budować dobrosąsiedzkie stosunki z krajami z kręgu Słowiańszczyzny. Na to potrzeba lat,determinacji, zmiany mentalności ale warto zacząć! Łączy nas język, trudna historia, podobna mentalność!

  6. Adam
    21 września 2018 at 09:44

    Całym sercem jestem za Zjednoczeniem Słowian , stworzenia swego rodzaju UNI SŁOWIASKIEJ. Mam duzo , wprost roi mi się w głowie od różnych koncepcji , ale myslę , że są tu lepsi ode mnie politycy i od ich wizji należałoby się zacząć uczyć .

    Do dzieła Panie Mięcławie.

    a może by tak reanimowac ten trójkąt wyszehradzki i choc by samą nazwą przychylić go do problemu – , nazywając go trójkątem śłowiańskim . Ideę via karpatia możnabt też USŁOWIANIĆ??????.

    Odnosząc się z całym szacunkiem do partii PiS , która jak mniemam , jest za BUDOWĄ SILNEJ SUWERENNEJ POLSKI , to mam cichą i słodką nadzieję , że idea hegemona Polski w budowaniu silnej UNI SŁOWIAŃSKIEJ , pod JEJ PiS-u przewodem , może przypadnie Jej do dustu ?

    Tak silnego swą charyzmą polityka , jak Pan Prezes PiS na dziś ze świecą szukać . W dodatku tak skutecznego!!!

  7. Adam
    21 września 2018 at 10:15

    Panie Mięcławie, Panie Włodku ,Panie Krzyk, Panie JerzyWszyscy mądrzy i wspaniali tu komentatorzy i czubiący się także, , proszę swą mądrością , rozwińcie, budujcie tę ideę.

    Przecież my Słowianie , jesteśmy BRAĆMI, Rosjanie także , a może przede wszystkim i inni tez , rozrzuceni po całym globie czy rozbici w poszczególnych krajach. Nas , samych Polaków , jest rozsypanych po tym głobie 0k. 22 mln. , a gdzie Ci o polskich korzeniach jeszcze?

    To , że najbardziej udało się zyć Rosjanom w największym słowiańskim skupisku , to wynik wielu nakładających się czynników. Bracia , nie mogą żyć w niezgodzie! Może to i tylko budowanie zamków na piasku , a ja zapałałem takak wielką chęcia do budowy nie tylko mostow , ale i całej potęgi SŁOWIAŃSZCZYZNY . Wiem , że te wysiłki były już podejmowane,

    Proszę jednak aby podejmowania ich na nowo , nie obśmiewać.

  8. Wojciech
    21 września 2018 at 10:30

    Celem przystąpienia USA do II Wojny, oprócz biznesowego interesu kompleksu zbrojeniowego było podporządkowanie lub lepiej skolonizowanie Europu. Co im się całkowicie udało. tworząc w tym celu Unię i pozostawiając kilkadziesiąt baz militarnych z bronią jądrową włącznie. Celem głównym było i jest zniszczenie Rosji i przejęcie zasobów całej Azji. Rosji jakakolwiek ona by nie była, bolszewicka lub kapitalistyczna. W tym celu rozbili Jugosławię i wywołali krwawą wojnę miedzy Słowianami na Ukrainie, a Polskę doprowadzili do roli bezwolnego satelity, sługusa z rządem kierowym przez ambasadę w Warszawie. Pozwalam sobie przytoczyć tutaj fragment ciekawego komentarza Tradera21 o rozbijackiej i podstępnej działalności służ USA wobec Unii:

    “W maju 2019 roku odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. Zarówno w trakcie kampanii, jak i po głosowaniu nieraz usłyszymy o wpływie rosyjskiej propagandy na wyniki głosowania. Media szczegółowo przeanalizują ten temat – jesteśmy o to spokojni.

    Znacznie trudniej jest usłyszeć jaki wpływ na wynik wyborów do PE mają Stany Zjednoczone. Spójrzmy na wypowiedź nowego ambasadora USA w Niemczech Richarda Grenella. Wyraził on zachwyt wzrostem poparcia dla prawicowych ugrupowań i dodał, że zamierza „wspomagać inne konserwatywne ugrupowania w całej Europie”. Słowa Grenella nie wzbudziły większego zdziwienia na Starym Kontynencie, co dobrze pokazuje, że wpływ USA na wybory w Europie nie jest tematem podejmowanym przez media. Czy powinien być?

    Kilkanaście miesięcy temu wspominaliśmy o fundacji George’a Sorosa zwanej Open Society. Światło dzienne ujrzała wówczas lista europosłów wspieranych przez ową fundację. Znalazło się na niej 226 nazwisk, czyli niemal 1/3 całego Parlamentu Europejskiego! Trudno oczekiwać, żeby większość z tych osób nie korzystała ze wsparcia Sorosa podczas nadchodzących wyborów.

    Wszystko wskazuje na to, że w ślady Sorosa przynajmniej częściowo pójdzie Steve Bannon, były doradca Donalda Trumpa. W tym momencie zakłada on w Brukseli organizację non-profit pod nazwą The Movement. Jej celem będzie wspieranie prawicowych, antyunijnych ugrupowań w trakcie walki o miejsca w europarlamencie. Jedną z pierwszych partii, która zdecydowała się współpracować z Bannonem jest brytyjski UKIP, czyli ugrupowanie Nigela Farage’a, mające spory udział w zorganizowaniu referendum ws. Brexitu.

    Zważywszy na działania Sorosa i Bannona, można spodziewać się, że ten pierwszy wciąż będzie wspierał lewicę i komunistów, natomiast drugi pomoże uzyskać lepszy wynik prawicy. Jeśli The Movement osiągnie swój cel i namówi do współpracy większą liczbę partii, to już niedługo większość europarlamentarzystów będzie głosować tak jak nakażą im amerykańscy przełożeni. Oczywiście mamy świadomość, że Europa od dawna jest wasalem USA, natomiast już niebawem możemy doczekać się przeniesienia amerykańskiej sceny politycznej do Brukseli. Podobnie jak w USA, będziemy obserwować walkę dwóch obozów sponsorowanych przez te same grupy interesu, a wszystko nakręcać będą mainstreamowe media.”

  9. Adam
    21 września 2018 at 10:47

    Panie Mięcławie , Panie Włodku, Panie Krzyk , Panie Jerzy , wszyscy inni wspaniali , madrzy komentatorzy i Ci Czubiący się ciut czasem , proszę , rozwińcie te idee.

    Przecież my Polacy , Słowianie jak tylu i wokół nas , jesteśmy braćmi . Banalnie , trywialnie, chciałoby się powiedzieć – Kochajmy się BRACIA Słowianie i Rosjanie z za miedzy także , wespół z nami . Technokratycznie i ekonomicznie , także – bez bzdurnych militarnych teorii, wylęgłych się w ludzkich umysłach przecież.

    Zawsze podkreślam , wszelkie wojny{ Ogólnie rzecz biorąc}, powstają w ludzkich głowach. Ktos powie , jak w piosence, -Ale to już było i panslawizm i inne zamysły , a się nie powiodły .

    Zacznijmy od tego co proponuje autor art. Rozwińmy własne myśli i nie kontestujmy ich , nie obśmiewajmy wzajem.

    Dziękuję Panu Autorowi za podjęcie tego tematu . Ponoć Zbrodniarz Hitler , był Słowianofilem . Skończyło się , gdy rozćwieczyła go odmowa naszego przedwojennego ministra p. Becka , który póżniej jak mawiają brzydko , strzelił sobie w łeb , gdy pojął o co chodziło.Zaś Hitler, kazał podjąć plan – “Fall weis”

    Przepraszam , wymienionych Panów , ale nikogo nie chcę zaprzęgać do roboty , podkresla m , jakby przy okazji tego artykułu , niezwykle pożądaną i korzystną PANÓW , – tu obecność

  10. wlodek
    21 września 2018 at 11:21

    P.Adamie to projekt na pokolenia!Ale kropla drąży skałę. Bądźmy tą kroplą! Pozdro.

  11. jerzyjj
    21 września 2018 at 11:43

    DO Grzegorz z Kotliny Kłodzkiej

    …nacjonalizm «postawa i ideologia uznająca interes własnego narodu za wartość najwyższą»

  12. wlodek
    21 września 2018 at 18:17

    W Polsce jest 5 mszy dziennie, w Czechach 1 ale na tydzień.!

  13. krzyk58
    21 września 2018 at 19:40

    Zdecydowanie ciężko przyjąć “za własną” narrację @Grzegorz z Kotliny Kłodzkiej dlatego że ucieka i rozwadnia temat niczym
    “nasi” komuniści około roku 1950 w Rzeczpospolitej Polskiej,
    w innych krajach demokraci ludowej było podobne zainteresowanie,
    z czego wynikała taka postawa, ano, gdy STALIN rzucił hasło
    i poczyniono pierwsze kroki ‘nasi” komuniści nie bardzo wiedzieli jak
    się zachować zdecydowanie odrzucić, tzn. sprzeciwić się STALINOWI – nie leżało to w ich naturze, pamiętajmy że ‘ony”
    byli całkowicie podporządkowani Moskwie, Kremlowi … a TU
    taka (Sławiański Sojuz) propozycja godząca w ich etniczne interesy………………………………………………………………………….
    …………..В завещании, написанном Сталиным незадолго до его убийства, он писал:

    «После моей смерти много мусора нанесут на мою могилу, но придет время и снесет его… Я никогда не был настоящим революционером, вся моя жизнь – непрекращающаяся борьба с сионизмом, цель которого – установление нового мирового порядка при господстве еврейской буржуазии…

    Чтобы достичь этого, им необходимо развалить СССР, Россию, уничтожить Веру, превратить Русский Державный народ в безродных космополитов.

    Противостоять их планам сможет только Империя.

    Не будет ее – погибнет Россия, погибнет мир…

    Хватит утопий. Ничего лучше монархии придумать невозможно, а значит, не нужно.

    Я всегда преклонялся перед гением и величием Русских Царей.

    От единовластия нам никуда не уйти.

    Но диктатора должен сменить самодержец. Когда придет время.

    Пришла пора объявить новый крестовый поход против интернационализма, а возглавить его сможет только новый Русский Орден, к созданию которого нужно приступить незамедлительно. Единственное место на земле, где мы можем быть вместе, – Россия…

    Помните: сильная Россия миру не нужна, никто нам не поможет, рассчитывать можно только на свои собственные силы.

    Я одинок. Россия – колоссальная страна, а вокруг ни одного порядочного человека…

    Старое поколение поголовно заражено сионизмом, вся наша надежда на молодежь.

    Я сделал, что мог, надеюсь, вы сделаете больше и лучше.

    Будьте достойны памяти наших Великих предков»!

    Мало кто знает, а тем более, помнит о том, что международное конфедеративное образование с похожим названием – «Славянское союзное конфедеративное государство» /ССКГ/ – планировалось создать к 1953-1954гг.

    В составе СССР, Польши, Чехословакии, Болгарии, Югославии или /второй вариант проекта/ – Украины, Белоруссии и упомянутых государств, со столицей в Белграде, Минске, Софии или Варшаве………………………………………………….

    (…)

    А в то время частые болезни Сталина позволяли тормозить работу по созданию Славянской Межгосударственной Конфедерации.

    Отметим также, что наиболее активные и влиятельные сторонники проекта ССКГ скоропостижно умирали, опять-таки, в те же годы:

    А.А.Жданов скоропостижно скончался в 1948-м, Жикица Иованович /лидер антититовской оппозиции/ и Б.В.Асафьев в 1949-м, Васил Коларов /руководитель Болгарии/ в 1950-м, Клемент Готвальд /руководитель Чехословакии/ отравлен в 1953-м, сразупосле убийства Сталина.

    Болеслав Берут скоропостижно скончался в 1956-м, причем тоже в Москве………………….. https://cont.ws/@galtuv/873021

    Amen. czekamy na CD…rozważań KRAKAUERA! Gratulacje!!

    @wlodek. Konkluzja jest krótka, “już po Czechach”, jak i po
    bolszewickim Zachodzie…Wybacz im Panie gdyż nie wiedzą co
    czynią, co by nie było jednostronnie/tendencyjnie , o łaskę (nawrócenia) proszę
    Stwórcę w intencji zbolszewizowanego/zlewaczałego kleru katolickiego, gdyż za dużo swądu piekielnego w świątyni Pana. 🙂
    Amen – po raz wtóry…

  14. wieczorynka
    21 września 2018 at 20:54

    Do zachodu ciążyli ci co mają kompleksy.Oczywiście nie przyznają się do tego i brną dalej. Być może tak daleko zabrnęli, że tak jak z zadłużeniem – nie ma wyjścia.

    To co pisze Jerzyjj o nacjonalizmie jest prawidłowe jednak życie i historia mówi inaczej.

    Natomiast niepokojący jest najazd imigrantów na Europę, dlatego potrzebna jest współpraca Słowian, to jednak potrwa lata.

  15. wlodek
    21 września 2018 at 21:27

    Krzyku,módl się módl pomoże to tak jak umarłemu kadzidło!”Konkluzja jest krótka”już po Czechach”,większej bzdury od czasów Boba nie czytałem. Czy ty oprócz prawicowo- klerykalnej literatury coś czytasz? A dane statystyczne dotyczące zadłużenia, nastrojów społecznych,wyroków sądowych dotyczących pedofilii wśród księży, ukrywania tego procederu przez ojców Kościoła bierzesz pod uwagę? Tak że masz się o co modlić( i nieboszczyk Stalin nie pomoże)!

  16. krzyk58
    21 września 2018 at 22:07

    Игорь Растеряев. Север.
    https://www.youtube.com/watch?v=aedraG4BRSI

    Игорь Растеряев. Месяц.
    https://www.youtube.com/watch?v=IUFnEjNZWd4

  17. XXXL
    21 września 2018 at 22:36

    do krzyk 58

    Boże, zbaw nas od religii!

    Jednym z najmądrzejszych ludzi, jakich kiedykolwiek spotkałem, był stary turecki Cygan, stajenny w cyrku. Pewnego wieczoru spotkaliśmy się przypadkiem, każdy z nas był ze swoimi przyjaciółmi, w knajpie we wsi nad Bosforem. Jak to często dzieje się w Stambule, połączyliśmy nasze stoliki i piliśmy razem całą noc. Dyskutowaliśmy o religii i polityce, palących problemach w muzułmańskim kraju, który nie tak dawno temu powstał z popiołów imperium otomańskiego, zniósł kalifat i opowiedział się za sekularyzmem.
    Stary Cygan nie czynił różnicy między religią i polityką. Jego zdaniem ludzkość dzieli się na dwie grupy: tych, którzy chcą dyktować masom i dlatego garną się do despotów i tych, którzy chcą swobodnie doglądać swoich ogrodów, bez zginania karku przed nikim. A ponieważ i polityka, i religia starają się o władzę nad ludźmi, były dla niego tym samym diabłem z dwiema różnymi — wymiennymi — twarzami.
    O świcie, zataczając się, poszliśmy brukowanymi ulicami w stronę morza, żeby popatrzeć na wschód słońca. Stary Cygan, z trudem powstrzymując łzy, wskazał na wyłaniające się słońce. „To jest Bóg, nasza Matka, rodząca nowy dzień!” Ukląkł i nabrał w garść trochę piasku. „Nie zapomnij nigdy: ta garść ziemi zawiera krew tysięcy. Wszyscy zabici w imię jakiegoś Wielkiego Ojca! Ale jak mógł męski bóg zrodzić tę ziemię? I który męski Bóg?” Westchnął i powoli wypuścił piasek z rąk. „A przecież każda religia mówi: „Nasz Bóg! Nasz Pan Wszechświata! Nasz Pan nad wszystkimi bogami!” A żeby to udowodnić, wysyłają nas, byśmy zabijali lub zostali zabici!” Znowu zwrócił się do wschodzącego słońca. „Kiedy więc następnym razem będziesz się modlić do Boga, módl się, by zbawiła nas Ona od wszelkiej religii!”
    Choć przeświadczenie starego Cygana o żeńskim Bogu uważałem za natchnione, przez lata bardziej absorbował mnie jego pogląd na to, co właściwie oznacza religia. Jak z wszystkimi mglistymi pojęciami roztropnie będzie zdefiniować je tak wyraźnie, jak to możliwe. „Oxford English Dictionary” podaje dwie główne definicje:
    1. Działanie lub zachowanie wskazujące na wiarę, rewerencję i pragnienie zadowolenia boskiej mocy rządzącej; wyrażanie czy praktykowanie rytuałów lub obrządków na to wskazujących.
    2. Uznanie przez człowieka jakiejś wyższej, niewidzialnej mocy, która sprawuje kontrolę nad jego losem i należy jej się posłuszeństwo, rewerencja i religijna cześć; ogólna postawa umysłowa i etyczna wynikająca z tej wiary w odniesieniu do jej wpływu na jednostkę i społeczność; osobista i ogólna akceptacja tego uczucia jako standardu w życiu duchowym i praktycznym.
    Na pierwszy rzut oka te definicje dają poczucie ulgi; a co ważniejsze, poczucie wolności od jednostkowego sumienia. Sugerują ponadto, że mamy zdolność postrzegania wszechobecności „boskiej mocy rządzącej” i akceptacji, że jej współczująca obecność będzie nad nami czuwała.
    Głębszy namysł jednak szybko rozwiewa to poczucie samozadowolenia. Dręczą nas pewne pytania, proste, i tak stare jak ludzkość. Kim lub czym jest to bóstwo? A jeśli jest on „niewidzialną” mocą, to skąd wiemy, że istnieje? (Używam rodzaju męskiego, ponieważ od kiedy patriarchalne społeczeństwa zawłaszczyły sobie sprawy ludzkości, Bóg był zawsze postrzegany jako byt rodzaju męskiego.)
    Dla tych, którzy przyjmują religię, istnieje prosta odpowiedź na te pytania – odpowiedź, która stanowi główną zasadę danej religii i dlatego musi być zaakceptowana jako akt wiary. Stworzenie świata, w którym połączone są wszystkie siły natury — brzmi odpowiedź — jest dziełem, a więc dowodem istnienia tej mocy. A jeśli to nie wystarcza, dalszych dowodów dostarczyli niezliczeni prorocy, którzy doświadczyli boskiego istnienia przez tajemnicze wizje znane jako objawienia. Czy to bóstwo jest wyobrażalne w postaci ludzkiego mężczyzny (jak w chrześcijańskiej Trójcy), czy niewyobrażalne, choć nadal rodzaju męskiego (jak w judaizmie i islamie), jego obecność jest ciągle odczuwana, ponieważ zawsze stoi przy nas, osądzając nas, nakłaniając do powstrzymania się od grzechu, ale stale nam przebaczając.
    Dla tych z nas jednak, którzy nie mogą dokonać takiego aktu wiary — a jestem jednym z nich — te odpowiedzi nie wystarczają. My, „niedowiarki”, widzimy stworzenie świata jako ewolucyjny proces przyczyn i skutków jako zdarzenia, które mają bezsporne — i czasami dające się przewidzieć — wyjaśnienia naukowe. W sposób jeszcze bardziej analityczny patrzymy na objawienia jako na płomienne wizje ekstazy religijnej, w których nadpobudliwa wyobraźnia ascety łączy się z histerią, wzburzeniem uczuciowym lub urojeniami.
    Ponadto dla nas, „niedowiarków”, powstaje jeszcze jedno niepokojące pytanie. Jeśli nie możemy zaakceptować istnienia „boskiej mocy” – „najwyższej i niewidzialnej” — dlaczego mielibyśmy wierzyć, że to bóstwo panuje nad naszym losem, i że należy mu się nasze posłuszeństwo, rewerencja i religijna cześć?
    No cóż, wielu z nas w to nie wierzy. Chociaż można powiedzieć, że większości z nas wiara w boską moc została wszczepiona w tak wczesnym dzieciństwie, że może się wydawać wrodzona, wkrótce zdajemy sobie sprawę z tego, że właśnie instytucja stworzona wokół postaci bóstwa narzuca nauczanie, iż to bóstwo panuje nad naszym losem i że dlatego musimy oddawać mu cześć. Badania antropologiczne pokazały, że w wielu politeistycznych społecznościach stosunki między ludźmi i ich bóstwami układały się na ogół dość zgodnie, czasami jako praktyczne ustalenia biznesowe, a czasami jako zasadniczy element człowieka, dzięki któremu on lub ona może ustanowić mistyczne, pełne szacunku, choć nieco oszołamiające współistnienie z kaprysami kolektywnej podświadomości. W momencie jednak, w którym związek ten przechwytuje pośrednik — instytucja religijna — osobiste dobre stosunki jednostki i jej życia wewnętrznego zostają naruszone.
    Instytucja, twierdząc, że jej autorytet opiera się albo na „głębokim zrozumieniu bóstwa”, albo na rzekomo „bezpośrednim”, a więc świętym nauczaniu otrzymanym od luminarzy bóstwa, wywyższa się do statusu reprezentanta bóstwa na ziemi. Od tego momentu to instytucja wymusza posłuszeństwo, rewerencję i religijną cześć nie tylko dla bóstwa, ale także — a może przede wszystkim — dla samej siebie i dla swoich funkcjonariuszy. Przykłady tego obowiązku posłuszeństwa można znaleźć w doktrynie paulińskiej; w całkowitym podporządkowaniu szyitów rozkazom duchowieństwa, mianowanego pośrednikami Allaha i w podobnym samowyrzeczeniu się, którego ortodoksyjny judaizm oczekuje od swoich wyznawców przy stosowaniu praw, z których wiele jest archaicznych.
    Kiedy instytucja i jej władcy przejmują panowanie nad losem ludzkości, wkrótce ograniczają pojęcie wolnej woli lub, co gorsza, postępującego oświecenia. Nie tylko nie mogą pogodzić się z rozwojem, ale obkładają go klątwą jako herezję. Strategie posłuszeństwa, rewerencji i religijnej czci, jeśli mają okazać się skuteczne, muszą być zorganizowane w taki sposób, żeby dotykały każdego człowieka w ich zasięgu, brały pod uwagę ich życie, aspiracje i troski. Takie struktury potrzebują niezliczonych macek; a każda macka musi zajmować się nie tylko przestrzennymi i duchowymi potrzebami ludzi, ale musi się jej także przypisywać autorytet „wyższej, niewidzialnej” mocy — mocy, która musi być wszechwiedząca i niezwyciężona.
    Z samej swej natury takich struktur nie może stworzyć pojedynczy człowiek. W skutek tego muszą być one zbudowane jako instytucje oligarchiczne. A taka instytucja dąży do zdobycia pozycji nie tylko nadrzędnej nad ciałami świeckimi i politycznymi, ale także — i to szczególnie — nad innymi instytucjami religijnymi. Co jeszcze bardziej niepokojące, stara się wywyższyć jako posiadacz „prawdy absolutnej”, a więc nie dającej się naruszyć przez żadne korekty. Dla osiągnięcia tego celu gotowa jest bezlitośnie zmiażdżyć każdą opozycję, jeśli trzeba używając kar naruszających jej pierwotnie łagodną doktrynę. W rezultacie instytucja, rozciągając swoje pozornie nabożne cele do granic, które praktycznie są nieograniczone, stara się rozwinąć jako jedyny i nienaruszalny monolit.
    Taką właśnie pozycję starała się osiągnąć każda religia w całej historii – wszechmocnego monolitu. A co jeszcze bardziej niewybaczalne, jak w przypadku teokracji, religie starały się zdobyć rządy polityczne jako niekwestionowany i nie odpowiadający przed nikim reprezentant boga, którego można „zobaczyć i osiągnąć” tylko przez rządy kapłańskie. (W naszych czasach uchodźcy z Iranu, którzy uciekli przed rządami ajatollahów, opowiadali mrożące krew w żyłach historie o systematycznych egzekucjach opozycjonistów i intelektualistów. W sytuacjach, kiedy udowodniono, że dany intelektualista jest niewinny przedstawionych mu zarzutów, przewodniczący sądowi ajatollah często oznajmiał, że jeśli oskarżony rzeczywiście jest niewinny, pójdzie prosto do raju i dlatego powinien być wdzięczny reżimowi za zakończenie przed wyznaczonym mu czasem jego marnego życia na ziemi. Historia jest oczywiście pełna podobnych przestępstw popełnianych przez wszystkie religie.)
    Chociaż w naturze bezwzględnych jednostek i instytucji leży dążenie do władzy absolutnej, nie zawsze jest to łatwe przedsięwzięcie. Władza absolutna zawsze miała groźnego przeciwnika: skłonność ludzi do samodzielnego myślenia. Ponadto ludzkość jest także obdarzona wewnętrznym poczuciem „naturalnej sprawiedliwości”. (O naturalnej sprawiedliwości można napisać całe traktaty. Tutaj wystarczy powiedzieć, że pojęcie to jest uniwersalne, najprawdopodobniej rodzimy się z jego instynktowną, choć jeszcze nie sformułowaną świadomością. Ta świadomość jest zasadnicza dla naszego rozwoju jako istot moralnych; przy założeniu, że indoktrynacja i strach przed wolnością jej nie wypaczyły. Niektórzy mogą kwestionować to twierdzenie, ale badania psychologiczne niemowląt wykazały, że jeśli niepokoje i brak pewności siebie rodziców nie wpływają na dziecko, rozwinie ono poczucie moralne. Naturalna sprawiedliwość jest w zasadzie świadomością naszego „etycznego Ja”, które walczy przeciwko niesprawiedliwościom nieograniczonej władzy. W rzeczywistości jest to wrodzona podstawa filozoficzna, która w poszukiwaniu ładu, tworzy zestawy reguł, które stały się podstawą moralności, narzucając się jako przykazania większości religii. W wielu krajach to poczucie sprawiedliwości doprowadziło do proceduralnej praktyki przewidującej dwie główne reguły: 1. wysłuchania oskarżonego; 2. sądzenia przez grupę nieuprzedzonych ludzi.)
    Tak więc, każda instytucja, która chce zdobyć władzę, musi wypracować strategie pokonania rozumu i obalenia osobistego poczucia naturalnej sprawiedliwości. Co więcej, władza jest molochem; nieustannie musi się sycić. A im więcej pożera, tym bardziej staje się nienasycona. W rezultacie dążenie do niepodważalnej władzy, korupcja, która z tego nieuchronnie wynika, zmusza instytucję do użycia wszystkich środków, by utrwalić swoje istnienie. Tak więc, podczas gdy może się wydawać, że instytucja stoi na straży dobrotliwej moralności — a przynajmniej mówi takim językiem — robi to warunkowo. Warunkiem zaś jest narzucenie wiernym całkowitej uległości dogmatom religijnym, hierarchii, a przede wszystkim danym od Boga, a więc nieskalanym objawieniom jakie, jak twierdzi, posiada.
    W pościgu za tym celem kontynuuje upowszechnianie strategii, które bardzo często zmieniają, czy na nowo interpretują, zasady pierwotnie zainspirowane przez naturalną sprawiedliwość. Tworzy doktryny, które stają się coraz bardziej skodyfikowane, coraz sztywniejsze i coraz ciaśniejsze i coraz bardziej autorytarne. W ostatniej instancji tworzy „nienaruszalne” dogmaty, które obalają nasze poczucie moralnego Ja.
    Można by sądzić, że te strategie są subtelnie przebiegłe. W rzeczywistości jednak są one na ogół proste: prymitywnie doktrynerskie „prawdy” i „boska moc”, które wykorzystują niepewność jednostki i destabilizują poszukiwanie osobistej prawdy. Ci stratedzy wiedzą bowiem, z odwiecznego doświadczenia, że pierwotny strach o przetrwanie, dezorientacja co do sensu życia i niepewność istnienia życia po śmierci, dają im znakomity punkt oparcia.
    Tak oto manipulują oni naszym pragnieniem rozwiązania głębokich, osobistych konfliktów, używając go jako wehikułu do podtrzymania swojej władzy. Ich wiodące zasady zapewnienia wiecznego przeżycia naszych dusz są nieodmiennie licencjami na wzmożoną kodyfikację życia na ziemi i gwarancją stałego i niekwestionowanego rządzenia. Dlatego też potępienie staje się bronią, która grozi dysydentom, a zabieganie o zbawienie ma zastąpić walkę o życie osobiste. Ślepe posłuszeństwo ustanawia się jako definitywne rozwiązanie problemu sensu życia.
    W rezultacie większość religii — a z pewnością trzy główne monoteistyczne religie — uczą nas, że nasze życie jest nieważne, że jest tylko próbą czy zasługujemy na wieczne zbawienie, które przyjdzie wraz z Sądem Ostatecznym. Właściwie uczą nas wielbienia śmierci, zamiast życia. Doktryna wiecznie radosnej egzystencji po śmierci, do której tylko sprawiedliwi będą uprawnieni, zatruwa nasze ziemskie życie i propaguje cierpienie jako podstawowy cel, jako usprawiedliwienie istnienia. W skrajnych przypadkach prowadzono politykę godzącą się na wytępienie tak zwanych pogan i niewierzących, aby mogli przez śmierć osiągnąć zbawienie, bo dusze ich miały zostać automatycznie oczyszczone. Hiszpańska Inkwizycja i ludobójstwo Indian w Ameryce Południowej w czasach hiszpańskiego podboju są koszmarnymi przykładami takich zasad.
    Dzisiaj wśród chrześcijańskich fundamentalistów w USA istnieje szybko rosnąca grupa, która ma obsesję na punkcie nieuchronnie zbliżającego się zbawienia. Ci wierni pilnie obserwują to, co nazywają „The Rapture Index” (Indeks Zachwytu). Jak donosi Jon Carrol w „San Francisco Chronicle” z 23.2.2005, ten indeks, „oparty na 45 proroczych kategoriach rzeczy (sic!) takich jak susza, zaraza, powodzie, liberalizm, bestialskie rządy i oznaki bestii” zapowiada powrót Syna Bożego i nadejście Ostatnich Dni – „Zachwytu” — w momencie, w którym indeks przekroczy 145. Wówczas — a miało to nadejść wkrótce, ponieważ w marcu 2005 indeks wynosił 153, co wywołało poradę „zapnijcie pasy” — wszyscy prawdziwi wyznawcy, to znaczy wszyscy godni „Zachwytu” zostaną przeniesieni do Nieba. Będą siedzieć po prawej ręce Boga, podczas gdy reszta ludzkości — a każdy z nich to antychryst — będzie „pozostawiona”, skazana na piekło na całą wieczność.
    Pojęcie „pozostawionych” wykorzystywali na przestrzeni całej historii wszyscy głoszący dogmaty w wielu językach. Nie ma tu miejsca na miłosierdzie. Głosi się wieczną szczęśliwość dla wiernych i wieczne potępienie dla całej reszty.
    Jak wszystkie instytucje, religie współzawodniczą ze sobą. Ich przetrwanie zależy od liczby — i siły — wyznawców ich doktryny. Im większa owczarnia, tym bardziej mogą być pewni zachowania władzy pokonując wcale niemałe wyzwanie ze strony myśli racjonalnej. W tym celu rozwinęli jeszcze jedną potężną zasadę: ekskluzywność. Tak więc ci, którzy się do nich przyłączają mają „zagwarantowane zbawienie”, a ci, którzy się nie przyłączają będą „pozostawieni” i potępieni. Wyjątkiem aktywnego starania się o nawróconych jest judaizm: wyznawcy tej religii są „zbawieni” przez koncepcję należenia do „narodu wybranego”. Chociaż wielu Żydów zastanawia się, co ten „przywilej” właściwie sankcjonuje i co zapewnił Żydom, wiara jest niemniej elitarystyczna. A ponieważ elitaryzm jest inną nazwą ekskluzywności, judaizm oferuje podobny syndrom.
    Ekskluzywność posługuje się bronią pogardy i nienawiści.
    Jako dowód, że otrzymali religię od najwyższego bóstwa — przez co odrzucają argument humanistów, że wszystkie religie rozwinęły się z naszych pierwotnych lęków — instytucje religijne oczerniają wzajemnie swoje dogmaty jako fantazję, ułudę i fałszerstwo. Dążą do ustanowienia samych siebie jako dostarczycieli „prawdziwej religii”, posiadaczy „prawdy ostatecznej”, wizjonerów, którzy rozpoznali „prawdziwego Boga” i zrozumieli, że jest on „Panem Wszechświata”. Taka pogarda, oznajmiana jako rzecz niepodlegająca wątpliwości, wywiera olbrzymi wpływ. Pomaga jednostce pozbyć się niepewności, uśmierza jej egzystencjalne lęki i destabilizuje rozum.
    Jeśli pogarda zawodzi, istnieje jeszcze bardziej trująca broń: nieustępliwa nienawiść skierowana na inne religie, narody, rasy, odłamy, indywidualności. Także nienawiść wobec ludzi o innej orientacji seksualnej. Nienawiść, która jest wykroczeniem przeciwko jednemu z najważniejszych przykazań w Piśmie: „miłujcie cudzoziemca”. (Zwraca uwagę fakt, że to przykazanie nie znajduje się między dziesięcioma przykazaniami, jakie Mojżesz otrzymał na Górze Synaj.) Ta nienawiść zakorzeniona jest w najbardziej paranoicznych częściach naszych świętych tekstów — i w nie mniejszym stopniu w umysłach ich egzegetów. Ta nienawiść dehumanizuje braci i sąsiadów i tworzy podludzi, „innych”, czyniąc ich winnymi wszystkich naszych krzywd w przeszłości i obecnie.
    Odwołam się tu do przemówienia, jakie wygłosiłem kilka lat temu w związku z fatwą na Salmana Rushdiego, rzuconą przez jednego z tych „dobrych sług Bożych” ajatollaha Chomeiniego.
    Mówiłem w nim o nieopublikowanym artykule psychoanalityka Christophera Heringa, zatytułowanym The Problem of Alien. W artykule tym, analizującym film science-fiction „Alien”, Hering rozprawiał o stanie, który nazywa „faszyzmem emocjonalnym”. Stawia on tezę, że jeśli jakaś siła może zostać zmitologizowana jako zagrażająca życiu lub, co gorsza, arcywróg zagrażający całej ludzkości, to psychotyczna fikcja może udawać obiektywną prawdę. Następnie najbardziej niszczycielskie impulsy — do których czulibyśmy odrazę w każdej innej okoliczności — będą tolerowane, wręcz podtrzymywane jako środki zbawienia. Z tego samego powodu zostaną odrzucone wszystkie uczucia takie jak współczucie, troska, wątpliwość, zakaz. Tak więc idea unicestwienia uzyska sankcję do rozwinięcia się w usprawiedliwiony cel, wręcz w imperatyw moralny.
    Psychotyczna fikcja jako prawda obiektywna jest właśnie tym, co często wykorzystywały instytucje religijne — a za ich przykładem pozbawieni skrupułów politycy. Stworzyli ciągłą opowieść, w której inne narody i rasy przedstawione są jako istoty bezduszne, bezmyślne, z jedną tylko wizją: wewnętrznym przymusem zniszczenia „naszych wartości i stylu życia”. Dlatego też twierdzą oni, że tych ludzi trzeba ujarzmić — wręcz wytępić — dla zbawienia nie tylko wyznawców danej religii, ale samej ludzkości.
    Niewątpliwie moje generalne potępienie instytucji religijnych wywoła silny protest. Wielu czytając te słowa, będzie argumentować, że istniały liczne ruchy w każdej religii, które nie tylko starały się o wprowadzenie reform, ale także starały się o pokojowe współistnienie z innymi wiarami. (Na przykład: zwołanie przez papieża Jana XXIII Drugiego Soboru Watykańskiego; działająca dzisiaj żydowsko-amerykańska organizacja Tikkun — co znaczy „uleczyć” — która pod przewodnictwem rabina Lernera głosi Uniwersalną Duchowość i, oczywiście, nauczanie sufizmu o pełnej unii z Allahem, które przez stulecia przeciwstawiało się muzułmańskiemu fundamentalizmowi.) Równie ważne jest to, że każda religia wydała niezliczonych niezwykłych ludzi, którzy bezinteresownie trudzili się — często kosztem własnego życia — by poprawić warunki życia innych.
    Nie zaprzeczam tym faktom. Byli ludzie religijni, którzy przedkładali wartości humanitarne nad ślepą akceptację dogmatów. Ale los tych ludzi wspiera mój argument.
    Bowiem prędzej czy później ci ludzie i ich ruchy reformatorskie są spychane na margines przez konserwatywny trzon oligarchicznych władców ich establishmentu. Trzon składa się z osób, które — żeby użyć starego porzekadła sowieckiego politbiura — mają „solidne plecy”, czyli podwładnych na ważnych i wpływowych stanowiskach, którzy dzięki przekonaniom ideologicznym lub dla osobistego zysku przysięgli lojalność swojemu patronowi. Chociaż te „plecy” nie są ani jednolite, ani stabilne ze względu na własne wewnętrzne konflikty, niemniej na ogół opanowują swoje ambicje w celu zachowania status quo, który zapewnia im przetrwanie. Taka jest faktycznie siła zakorzeniona w tych oligarchicznych strukturach, że dysydenci i innowatorzy albo zostają w końcu zdyskredytowani, albo są zmuszeni do działania jako odizolowane głosy bez żadnego wsparcia. (Reformy papieża Jana XXIII wsiąkły jak nagła ulewa na pustyni z powodu konserwatyzmu jego następców, włącznie z Janem Pawłem II. Niezależnie od tego, jak dzielne są wysiłki Tikkun, jego kampanie stoją poza głównymi nurtami teologicznymi. A fundamentaliści islamscy brutalnie prześladują nauczanie sufistów o pokojowej duchowości.)
    Ponadto, kiedy nowi członkowie instytucji religijnych próbują ruchów prowadzących do zmiany w kierunku bardziej radykalnych aspiracji, niemal zawsze neutralizuje ich to, co filozof polityki Robert Michels nazwał dawno temu „żelaznym prawem oligarchii” [ 1 ], stan umysłów, dzięki któremu organizację kontroluje mała grupa używająca tej kontroli dla dbania o interesy własne, a nie o interesy członków organizacji. Reformiści, wciągani początkowo do hierarchii instytucji jako niezbędni innowatorzy, stopniowo stają się nieskuteczni w biurokratycznym grzęzawisku instytucji. Kiedy zdają sobie sprawę z tego, że ich żywotność zużyto do umocnienia władzy oligarchii, albo stracili już swój początkowy rozmach albo swoją wiarygodność; następnie albo popadają cicho w zapomnienie, albo stają się tym, co kiedyś było dla nich obmierzłe — konformistycznymi filarami establishmentu.
    Jeśli zaś chodzi o bohaterów religii — męczenników i świętych wyniesionych na ołtarze — to są oni być może najbardziej eksploatowani przez instytucje religijne. Mimo że przedstawia się ich jako wcielenie prawości, używa się ich tak, jak armia wykorzystuje żołnierzy — można ich spisać na straty jeśli tylko ich poświęcenie utrzymuje ich instytucję przy władzy. Co więcej, uwielbienie, jakim się ich obdarza, ma jeden główny cel: zapewnienie instytucji dopływu świeżej krwi; ich bohaterskie ofiary mają stanowić inspirację dla męczenników, którzy będą potrzebni w przyszłości. (Przykładów jest wiele — zamordowani księża teologii wyzwolenia w Ameryce Łacińskiej, szkalowani za życia przez własne kościoły, są teraz uważani za naśladowców Chrystusa; samobójcy-terroryści islamu i ultraortodoksyjni osadnicy izraelscy na Wschodnim Brzegu są wysławiani jako obrońcy własnych odłamów wiary.)
    Niemniej pozostaje pytanie: jeśli odwrócimy się plecami do religii, gdzie znajdziemy kotwice, tak potrzebne duchowi ludzkiemu?
    Nadrzędne jest oczywiście to, że niezbędne nam są świeckie państwa, które nie płaszczą się przed żadną religią. Mówię to w pełni świadomy, że także świeckie państwa padają ofiarą „żelaznego prawa oligarchii”. Ale świeckie państwa przynajmniej dają jednostce wolność odzyskania relacji z Bogiem jako głęboko osobistej komunikacji, która wyewoluowała z etycznego „Ja”.
    Jeśli mogę, to chciałbym wyjść poza to, co niezbędne i przedstawić tęskne marzenie.
    Wierzę żarliwie w płciowość, która wiąże ciało i ducha. Na koniec muszę zwrócić uwagę na głęboki antagonizm wobec pożądania seksualnego, a szczególnie wobec kobiet, propagowany przez niemal wszystkie religie.
    Kobiety są dla religii „innymi”. Trzy monoteistyczne religie wyłączają je z wszystkich praktycznie spraw ludzkich. Niektóre frakcje uważają je za nieczyste i niedotykalne poza celami prokreacji — jedynym ich „pożytkiem” — i nie zasługujące na miejsce w rodzinie człowieczej. Wyjątki, których przykładem jest Lady Macbeth, są „bezpłciowe” kobiety, które upodobniły się do mężczyzn — takie jak mityczne Amazonki, które obcięły sobie piersi, żeby lepiej władać łukiem i strzałami. Jest to oczywiście ostateczna ekskluzywność wizji patriarchalnego społeczeństwa niezmiennych dominujących norm.
    I stąd moja tęskna modlitwa.
    Pora już, jak oznajmił mój stary przyjaciel Cygan w Stambule, poczuć Boga jako żeńską siłę w każdym z nas. Pora uwolnić się od zatrutego nauczania patriarchalnych religii. Pora szukać społeczeństwa, w którym męskość i żeńskość przedstawiane są jako współtwórcy. Pora czcić życie zamiast śmierci i wykroczyć — jak to pisze Fernando Pessőa w książce „The Book of Disquietude” — „poza Boga, by znaleźć tajemnicze i głębokie Dobro”. Tym „tajemniczym i głębokim Dobrem” może być tylko nasza kobiecość uwięziona i przykuta łańcuchami.

  18. daniel
    22 września 2018 at 05:34

    potrzebny artykuł. Ja na pewno czuję się i Polakiem i Słowianinem. Ale, jeżeli będę musiał uciekać przed kartoflaną dyktaturą, to ucieknę do Niemiec.

  19. bob
    22 września 2018 at 06:28

    Ale Polacy to nie s Słowianie. Zresztą Rosjanie także. Bo tak naprawdę nie liczy się genetyka ale spuścizna kulturowa. My zostaliśmy ukształtowani przez szlachecką ideologię sarmacką a na Rosjanach decydujące piętno wypaliło Imperium Mongolskie. Różnicę bardzo dobrze obrazuje powiedzenie “Musi to na Rusi a w Polsce jak kto chce“. Tego się nie da zjednoczyć nawet brutalną siłą. Zresztą próbowaliśmy my to robić w XVII wieku, Rosjanie to samo chcieli zrobić z nami od XVIII do XX w. Chociaż różnica taka, że oni chcieli zmusić nas do słowiańskiej jedności współpracując z Niemcami. Tak naprawdę jedynymi narodami słowiańskimi zdolnymi do współpracy są Słowacy i Czesi. Ale także nie przesadzałbym z wychwalaniem tej ich jedności. Gdy w grę wejdą poważne różnice w robieniu kasy to i nasi południowi sąsiedzi szybko skoczą sobie do gardeł. a tak na marginesie narody germańskie jakoś nie trują o jedności. Zresztą są rywalami w wielu dziedzinach a i po łbach też często się wzajemnie tłukli.

  20. krzyk58
    22 września 2018 at 10:09

    @XXXL.
    Uffffffffff!! zaiste, b.duży rozmiar….stary cygan, jako nowa
    przewodnika duchowego czytaj: księdza. można i tak… 🙂

    “(Reformy papieża Jana XXIII wsiąkły jak nagła ulewa na pustyni z powodu konserwatyzmu jego następców, włącznie z Janem Pawłem II.)
    To prawda , Jan ‘któryśtam” dał początek (hasło) do rozsadzania KK. Zło w KK liczymy od tzw.soboru watykańskiego II..
    Konserwatywny JP II – uśmiałem się…

    Co dostaniemy w zamian po odrzuceniu świętych KK?

    Pielgrzymki do grobów nowych świętych komunistycznych np. Spinelli, Marat, Robespierre,czy “świętą trójcę” jako przedmiot kultu komunistycznego
    (Marks,Engels i Lenin). Dziękuję, jestem Tradycjonalistą , a nie
    burzycielem.

  21. krzyk58
    22 września 2018 at 11:16

    @XXXL.
    Uffffffffff!! zaiste, b.duży rozmiar….stary cygan, jako nowa
    przewodnika duchowego czytaj: księdza. można i tak… 🙂

    “(Reformy papieża Jana XXIII wsiąkły jak nagła ulewa na pustyni z powodu konserwatyzmu jego następców, włącznie z Janem Pawłem II.)
    To prawda , Jan ‘któryśtam” dał początek (hasło) do rozsadzania KK. Tzw.sobor watykański II..
    Konserwatywny JP II – uśmiałem się…

    Co dostaniemy w zamian po odrzuceniu ‘świętych” KK?

    Pielgrzymki do grobów (nowych) świętych (komunistycznych) np. Spinelli, Marat, Robespierre(święto 14 lipca),czy “świętą trójcę” jako przedmiot kultu komunistycznego
    (Marks,Engels i Lenin). Dziękuję, jestem Tradycjonalistą , a nie
    burzycielem…
    Inną sprawą jest że rozbicie religijne Sławian jest jedną z przeszkód nie ułatwiających zjednoczenia… ktoś-kiedyś pomyślał.

    “To my Słowianie w swoich genach mamy zapisaną historię rodzaju ludzkiego, dlatego od co najmniej 1000 lat nas się eksterminuje”.

    “Warto przypomnieć sobie, że tylko w czasie „dobrowolnego” chrztu Rusi Kijowskiej na religię grecką w 6496 roku (988 rok), zorganizowanego przez Władimira Krwawego – pseudoruskiego kniazia, wyniszczono praktycznie całą populację dorosłych, ponad 70% całej ludności Rusi Kijowskiej! Po takim „dobrodziejstwie”, w imię Boga, ziemie Rusi Kijowskiej praktycznie opustoszały!”

    @daniel. …Ale, jeżeli będę musiał uciekać przed kartoflaną dyktaturą, to ucieknę do Niemiec

    Gdyby,co nie daj p.Boże, kiedykolwiek powróciła
    ateistyczno-neokomunistyczna eurodyktatura co już widać, słychać
    i czuć – ucieknę tam gdzie jest jeszcze normalnie, czyli na Białoruś albo do Rosji…

    Cały system propagandy antysłowiańskiej składa się z wielu szczegółów, zaś sukces zbrodniczej rzymsko-imperialnej cywilizacji zachodu i upadek cywilizacji Słowian miał miejsce głównie z powodu braku współpracy między tymi ostatnimi.

    Zauważali to już kronikarze starożytni.

    Jak pisał grecki kronikarz “Trakowie się niczym od Scytów nie różnią, a byliby nie do pokonania gdyby nie to, że są tak podzieleni wewnętrznie i skłóceni wszyscy ze wszystkimi”

    Razem z Cesarstwem Rzymskim, tym starożytnym, sródziemnomorskim i tym Niemieckim przez wieki istniała imperialnie dziedziczona niechęć do Słowian i wszystkich Ariów.

    I w ten sposób, z powodu wrogiej, zachodnio-imperialnej propagandy, my Słowianie z kultury przodującej staliśmy się ubogimi krewnymi innych narodów, pariasami Europy.

    A tak zwani “Germanie”, czyli Teutonowie lub Niemcy, Rzymianie, Grecy, Żydzi i ich potomkowie byli nadmiernie promowani, jako przodujące siły postępu.

    Mechanizmy propagandy są zawsze takie same, wystarczy kłamstwo powtórzyć 1000 razy i w odbiorze społecznym staje się prawdą.

    Na szczęście nauka współczesna zwraca nam należne miejsce w historii Świata.

    Tylko musimy jej trochę pomagać, bo siły wsteczne nadal istnieją i próbują nie zuważać lub ośmieszać to, co jest oczywiste.
    http://slowianieiukrytahistoriapolski.pl/historia_slowian/nowa_historia_slowian/index,pl.html

  22. Xun Zi
    22 września 2018 at 11:19

    @XXXL
    21 września 2018 at 22:36

    Piękny komentarz! Ten stary cygan był bliżej tego, co nazywamy bogiem, niż jakikolwiek ksiądz, imam czy rabin.

    “Pora już, jak oznajmił mój stary przyjaciel Cygan w Stambule, poczuć Boga jako żeńską siłę w każdym z nas. Pora uwolnić się od zatrutego nauczania patriarchalnych religii. Pora szukać społeczeństwa, w którym męskość i żeńskość przedstawiane są jako współtwórcy. Pora czcić życie zamiast śmierci i wykroczyć — jak to pisze Fernando Pessőa w książce „The Book of Disquietude” — „poza Boga, by znaleźć tajemnicze i głębokie Dobro”. Tym „tajemniczym i głębokim Dobrem” może być tylko nasza kobiecość uwięziona i przykuta łańcuchami.”

    Wszystkie istoty na Ziemi potrzebują mężczyzny i kobiety do rozmnażania się. Wszyscy jesteśmy stworzeni z nasienia męskiego i żeńskiego. To nie jest religia, to jest nauka, którą już starożytni mędrcy głosili. Jakże więc mógł jakiś męski bóg stworzyć świat sam jeden? Jest oczywiste, że potrzebuje on żeńskiej partnerki, żeńskiego aspektu, który pozwala nam na twórcze działanie. Ostatnio dwa razy czytałem ciekawą książkę Mikhaela Naimy “Księga Mirdada”, gdzie jest pięknie wyjaśnione znaczenie biblijnej opowieści o Adamie i Ewie. Daje dużo do myślenia.

    “Na koniec muszę zwrócić uwagę na głęboki antagonizm wobec pożądania seksualnego, a szczególnie wobec kobiet, propagowany przez niemal wszystkie religie.
    Kobiety są dla religii „innymi”. Trzy monoteistyczne religie wyłączają je z wszystkich praktycznie spraw ludzkich. Niektóre frakcje uważają je za nieczyste i niedotykalne poza celami prokreacji — jedynym ich „pożytkiem” — i nie zasługujące na miejsce w rodzinie człowieczej.”

    I dlatego wszystkie te religie są antyludzkie, bo słowo nieludzkie tu zupełnie nie pasuje. Służą do budowania nowych podziałów, tak naprawdę to one oddzielają nas od Boga (po przeczytaniu “Księgi Mirdada” będziecie wiedzieli co mam na myśli), one są zasłoną, listkiem figowym, który należy zrzucić i spalić w piecu, żeby nie stanowił przegrody.

    ” jeśli odwrócimy się plecami do religii, gdzie znajdziemy kotwice, tak potrzebne duchowi ludzkiemu?”

    Duch nie potrzebuje kotwic, ponieważ będą one jak wszystkie łańcuchy, którymi nas pętają i sami się nimi pętamy. Piękne pytanie! Teraz wiem, że duch ludzkie nie szuka niczego innego jak uwolnienia się od kotwic i łańcuchów!

    Na koniec dwa zdania z pięknej książki Khalila Gibrana “Prorok”.

    “I jak każdego z nas oddzielnie zna Bóg, tak każdy musi też być sam w swoim poznawaniu Boga i sam zgłębiać tajemnice ziemi.”

    “A jeśli Boga chcesz poznać, nie szukaj Go w rozwiązywaniu zagadek;
    raczej rozejrzyj się wkoło uważnie, a ujrzysz Go jak bawi się z
    dziećmi;
    patrz dalej, w przestrzeń, a zobaczysz Go jak sunie w obłokach i
    ramiona błyskawicami wyciąga i spływa deszczem,
    i uśmiecha się w kwiatach, by wyprostować się znów, dłonią
    powiewać w wierzchołkach drzew.”

    i dwa zdania Gautamy Buddy:

    “Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym.”

    “Żadna religia nie jest ważniejsza niż ludzkie szczęście. “

  23. Miecław
    22 września 2018 at 20:55

    Kolejny fantastyczny felieton Sz. Krakauera, niezwykle potrzebny dla ratowania resztek naszej słowiańskiej kultury. Dziękuję jako Słowianin-Polak i Mazowszanin. Dzieje kulturowe mojego rodu od zawsze, jak pamięć przodków sięgała są związane z Mazowszem. Genetyki nie badałem, bo ona ma wtórne znaczenie wobec kultury.

    Tak więc @Grzegorzu z Kotliny Kłodzkiej – skoro się czujesz Polakiem, możesz się czuć i Słowianinem, jeżeli ta kultura jest ci tak bliska. Możesz też być mądrym nacjonalistą, bo nacjonalizm to nic innego jak ochrona dziedzictwa kulturowego, bez niego rozpłyniemy się w morzu ludzkiej głupoty i wielości kultur. Oczywiście mam na myśli zdrowy nacjonalizm, który nie jest prymitywnym i agresywnym sługą interesów określonej partii czy lobby ideologicznego, czyli nie taki o którym piszesz.

    Nowoczesny nacjonalizm to ochrona kultury i gospodarki z poszanowaniem innych kultur i narodów, mniejszości, które już się z asymilowały w Polsce na drodze normalnej powolnej ewolucji kulturowej. Z tak rozumianego nacjonalizmu wynika konieczność ochrony naszej populacji przed kulturowymi turbulencjami, czyli imigrantami narzucającymi swoją kulturę. Jestem zwolennikiem koncepcji przedstawianej kiedyś na łamach Przeglądu przez publicystkę Annę Tatarkiewicz, aby to była Europa Ojczyzn, a nie multi-kulti, które służy do niszczenia tożsamości narodowej i ułatwia zarządzanie masami poprzez strach i konsumpcjonizm.

    Nasi “nacjonaliści” są „sługami” okupantów religijnych i ekonomicznych, którzy najpierw wpuścili kraj w biedę, a teraz wykorzystują nastroje wynikające z tej biedy do ochrony własnych religijnych i ekonomicznych interesów. Jak „nacjonaliści” przestaną być potrzebni albo zaczną zagrażać ich interesom to się ich zdelegalizuje, jak ONR przed wojną.

    Najważniejsze, żeby nie dać się wykorzystać, więc gratuluję trzeźwego myślenia i wystąpienia z tej prymitywnej grupy.
    Największymi nacjonalistami byli powojenni komuniści, socjaliści i inteligencja lewicowa, która budowała PRL. Oni wiedzieli, jak zadbać o naród, aby odbudować jego kulturę i to się udało. Mieliśmy wtedy bardzo restrykcyjną ustawę o cudzoziemcach. Niestety kosmopolityczny kościół mający swoje partykularne interesy stanął razem z wieloma zdrajcami na drodze dalszemu normalnemu rozwojowi narodu i kraju, a efekty widzimy dziś na gruncie demograficznym i ekonomicznym.

    Piszesz, że: „Błąd tamtej władzy polegał na zezwoleniu na bandyckie zgromadzenia w kościołach, kolebce styropianu. Kto dziś da gwarancję, że Popiełuszko nie był podstawiony pod nasz honor? Trzeba było to rozwalić w drobny mak i zaproponować jeszcze więcej kultury. Jak na ironie, w tzw wolnym styropianie tych dni, kościół się rozpierdziela, dzieciarnia chrzani już te pedofilsko-mafijne zgromadzenia. Niechęć narasta.”
    Uwierz mi, dobrze się stało, że nic z tym nie zrobiono i następnie pokojowo oddano władzę. Dzięki temu elity PRL nie mają tak wiele bratobójczej krwi na rękach (nie liczę górników z kopalni Wujek i innych ofiar nieprzemyślanych działań służb i władz), jak w wielu innych dyktaturach na świecie. Nie można ludzi uszczęśliwiać na siłę skoro skala ludzkiej głupoty jest nadmierna. A wtedy była już nie do opanowania.

    Z postu wnioskuję, że jesteś stosunkowo młodym człowiekiem skoro biegałeś na nacjonalistyczne akcje, więc możesz nie pamiętać stanu wojennego. Ja wtedy w niedługim czasie po wprowadzeniu stanu wojennego zostałem powołany do wojska i jako młodzi żołnierze w służbie czynnej, byliśmy zawsze gdzieś na zapleczu różnych wystąpień społecznych. Gdyby wtedy doszło do wojny domowej musielibyśmy z rozkazu pewnie strzelać, jak żołnierze w 1970 roku i co z tego by wynikło? Mielibyśmy na sumieniu ileś tam potencjalnych ofiar nieświadomych swojej głupoty i stado ich bliskich, którzy teraz dochodzili by swoich praw i roszczeń, a wielu żołnierzy może siedziałoby w więzieniach. Ty natomiast miałbyś potencjalnie inne doświadczenia i może byłbyś teraz przeciwnikiem PRL i stał po stronie ofiar, jako człowiek nieświadomy niuansów zawirowań społecznych i skali zdrady narodowej. Przecież wtedy ludziom w Polsce po prostu odbiło na punkcie zachodu. Nawet u mnie na wiosce rolnicy, jakoś dziwnie przestali pamiętać, że wywodzili się z czworaków na miejscowym folwarku, a wielu urodzonych po wojnie jeszcze jako dzieci mieszkali w czworakach zanim na otrzymanym polu nie postawili sobie własnej glinianki, bo takie to były powojenne czasy.

    A tak to teraz ta ludzka głupota skończyła się mniejszą katastrofą, bo styropiany powoli wymierają w kolejkach do lekarza w systemie który sobie zgotowali i wielu z nich nadal jeszcze nie zrozumiało swoich błędów. Gdy w takiej kolejce do lekarza wspomnisz o tym, jak było w PRL, że z “byle czym” można było poleżeć w szpitalu, a dostęp do specjalistów był prawie od ręki, to jest wielkie milczenie i smutek na licach tych „zasłużonych” w rozwalaniu tamtego systemu i tylko ci uczciwi, którzy nie brali udziału w rozwałce PRL-u gorąco reagują chęcią „wieszania” tamtych. Naród nawet w kolejkach do lekarza jest podzielony, o czym miałem się okazję przekonać jakiś czas temu.

    Powtórzę jeszcze raz, to co kiedyś pisałem. Już nigdy żaden prawdziwy komunista, socjalista, czy ludowiec, jak w II RP, nie powinien zginąć za bezmyślny lud, mimo że tamtym rewolucjom społecznym zawdzięczamy wywalczenie praw, to teraz w systemie demokratycznym niech ludzie zaczną myśleć innymi kategoriami, a jak nie to niech wymierają w kolejkach do lekarza, skoro nie potrafią sobie w takim systemie zorganizować życia na odpowiednim poziomie w sytuacji niespotykanego dotąd w historii dostępu do informacji i wiedzy. Skoro wolą się modlić a nie myśleć, trudno, na to nie ma lekarstwa i tu nawet oświecenie i zlikwidowanie analfabetyzmu w PRL nie pomogło. Oczywiście nie oznacza to, że nie powinniśmy nic robić, wręcz przeciwnie powinniśmy budować pozytywną świadomość po to, aby ci bardziej inteligentni i dojrzali z tego skorzystali, a resztę wyleczy selekcja naturalna. Nie dajmy się tylko wykorzystać do niecnych celów i budujmy nową kulturę normalności i odpowiedzialności, a jakoś przetrwamy, bo i tak na bieg większości spraw nie mamy wpływu. Ja nawet swoich uczniów nie zmuszam do nauki i można powiedzieć, że każdy standardową 3 ma na wejściu, jak ktoś chce to może dostać, a potem niech ich życie weryfikuje, jest demokracja to ich problem, jak sobie pościelą tak się wyśpią. I popatrz nikt tej trójki nie chce, tylko na przekór mnie się uczą i walczą i więcej. W tym jest metoda. 🙂

  24. Wojciech
    22 września 2018 at 21:53

    Miecław
    22 września 2018 at 20:55
    Podzielam punkt widzenia, Gratuluję pasji i znajomości spraw. Pozdrawiam

  25. Miecław
    22 września 2018 at 22:07

    @Adam.

    Świetnie, że dochodzisz do zdrowia.
    Niestety zjednoczenie słowiańszczyzny nie jest prostą sprawą i ewentualnie może to być projekt na pokojowe przebudowanie naszej świadomości na najbliższe 500 lat a i też nie wiadomo, czy się uda, ale próbować można. Fakty są takie, że imperializm religii judeochrześcijańskich z jej odłamami i schizmatykami tak głęboko nas kulturowo podzielił, że nie mamy wspólnego punktu odniesienia w kulturze, poza terytorium geograficznym i genetyką, ale to za mało. Główną rolę zawsze odgrywa religia i kultura.

    Sięgając do projektu komunistycznego ZSRR pod egidą państwa świeckiego i ateizmu faktycznie można było zacząć budować zjednoczenie słowiańszczyzny. Niestety jak wiemy projekt upadł pod ciężarem wielu problemów, głównie ekonomicznych i trzeba powiedzieć sobie szczerze, że Rosjanie nie podołali temu projektowi, więc obecne opinie Krakauera, że nadzieja istnieje w przewodnictwie Rosji jest co najmniej wątpliwe z wielu względów.

    O ile współpraca gospodarcza, gdyby została odbudowana, to faktycznie interesy ekonomiczne mogą w jakimś stopniu słowiańszczyznę łączyć. To nadal na przeszkodzie będą stały religie i interesy instytucjonalne kościołów tworząc podziały kulturowe, a ich prozelityzm będzie antagonizował. Poza tym trzeba sobie jasno powiedzieć, że jest odłam pewnej religii służący wybitnie zachodowi i antynarodowy, wręcz powiedziałbym anty-słowiański i anty-rosyjski i wiemy, że zawsze może być wykorzystany do zburzenia jedności.

    Inna sprawa, że sama Rosja nie jest już chyba sama specjalnie zainteresowana budową jakiejś jedności w nowej formule po doświadczeniach ZSRR. Jest wręcz przeciwnie, bo gospodarczo się “okopują” i inwestują w różne religie mimo dominacji prawosławia, a to zawsze dzieli. Teraz to są tylko pozory świetnej egzystencji, ale w perspektywie czasowej ta wielo-religijność może być przez wrogów wykorzystana do podziałów i antagonizowania.

    Jest co prawda pewna nadziej w tym, że tam młodzież w szkołach średnich podobno się uczy religioznawstwa, więc młode pokolenia mogą być przygotowywane uniwersalnie do filozofii deistycznej, dającej w przyszłości jakieś szanse na łączenie ludzi, a nie ich dzielenie. Pytanie tylko czy muzułmanie się temu poddadzą? A jest ich tam sporo i są “dopieszczani” przez władze, z tego co można zaobserwować.

    Na gruncie kulturowym zjednoczenie słowiańszczyzny będzie dopiero możliwe, jak zanikną wszystkie religie judeochrześcijańskie, które są odpowiedzialne za te podziały. Tylko świeckość państw i filozofia deistyczna daje szansę na uniwersalizację kulturową słowiańszczyzny, ale kto nam na to pozwoli i kto taki projekt wdroży?
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Deizm
    Na bazie deizmu można by budować nowoczesny słowiański kosmocentryzm.

    Ale miliony “krzyków” z ukrzyżowanymi umysłami podniosą wrzask i nie pozwolą na postęp świadomości, prędzej dopuszczą degenerację konsumpcyjną w stylu zachodnim, niż odpuszczą sobie modlitwy i nowe spojrzenie na ewolucję świata. Kiedyś chłop chodził po kościele do karczmy, a karczmy prowadzili nawet plebani, a teraz pójdzie do galerii i tak mu jest dobrze. Kto by tam się przejmował jakąś słowiańszczyzną jako historyczno-wirtualnym już bytem.

    Dowodem tego jest komentarz @boba, który neguje słowiańskość Polaków, za to fałsz historyczny, że wywodzimy się od szlachty Sarmackiej łyknął, jak pelikan. @bob odrób lekcje z historii. To w XVI wieku zaczęła się szlachta polska odwoływać do rzekomego pochodzenia od sarmackich plemion prasłowiańskich, które wcale szlachcicami nie byli, nie ma na to żadnych dowodów. Szlachcie ten mit sarmackości służył do budowania własnego egoistycznego przekonania wyższości klasowej nad chłopami pańszczyźnianymi.

    Warto zacytować mądrą opinię z artykułu – Wyguglać: “Chata wuja chama”:

    “Sarmacka pogarda dla chłopów ocierała się o rasizm

    Wśród wielu Polaków, zwłaszcza tych, których serce bije po prawej stronie, sarmatyzm uchodzi za esencję polskości. Niektórzy wciąż próbują na jego fundamencie budować światopoglądową, a niekiedy nawet polityczną tożsamość, nie przejmując się zbytnio tym, że zwłaszcza to ostatnie ociera się dziś o śmieszność. Nic dziwnego, że członkowie tych środowisk konsekwentnie idealizują sarmatyzm; jedni być może nieświadomie, bez udziału złej woli, przez najzwyklejszą ignorancję, inni – z całkowitą premedytacją.

    Sarmatyzm nie był przypadkowym zlepkiem barokowych prądów artystycznych, kontrreformacyjnego katolicyzmu i egzotycznej mody, które wiatry epoki okręciły wokół husarskich skrzydeł i mimochodem uformowały w oryginalną kompozycję. Pod jego barwną niczym perski kobierzec warstwą zewnętrzną kryło się twarde i ciemne jądro, zatrute źródło, z którego wytrysnął. Była nim mająca posmak rasizmu jadowita antychłopska ideologia – tym osobliwsza i obrzydliwsza, że wymierzona we współplemieńców. Po prostu panowie szlachta musieli jakoś wytłumaczyć swoim poddanym, dlaczego sobie przyznają absolutną wolność, a jednocześnie ich obracają w robocze bydło.

    Gdy chłosta przestaje wystarczać

    Ponieważ początki niewolnictwa starożytnego gubiły się w mrokach dziejów, powszechnie uważano je za zjawisko naturalne i nie wyobrażano sobie bez niego życia. Grecki lub rzymski niewolnik cierpiał z powodu swojego położenia, ale nie przychodziło mu do głowy kwestionowanie samej instytucji niewolnictwa. Tym bardziej że ówczesne niewolnictwo na ogół nie odzierało całkowicie niewolnika z jego człowieczeństwa, a ponadto – dzięki instytucji wyzwolenia – dawało mu realną nadzieję na tegoż człowieczeństwa odzyskanie.

    Z drugiej strony także właścicielowi niewolników posiadanie drugiego człowieka na własność nie przysparzało rozterek moralnych.

    W związku z tym starożytne niewolnictwo nie potrzebowało sankcji żadnej ideologii.

    Co innego niewolnictwo nowożytne. Tworzono je praktycznie od podstaw, w krajach i społeczeństwach, które wcześniej niewolnictwa nie znały, a jeśli nawet – to nie w takiej formie i na taką skalę. Nastręczało to wiele różnorodnych trudności. Afrykańscy Murzyni przed porwaniem i sprzedaniem handlarzom niewolników byli ludźmi wolnymi, więc nową sytuację widzieli jako bezprawie. Także polscy chłopi, którzy w monarchii piastowskiej cieszyli się osobistą wolnością, nie chcieli się godzić na oddanie ich w niewolę szlachcie, mimo że dokonało się to na drodze legalnych przywilejów – najpierw nadawanych przez króla, później uchwalanych przez sejmy.

    W tej sytuacji środki przymusu bezpośredniego, nawet najbardziej brutalne, wydawały się panom niewystarczające do utrzymania posłuchu. Liczba nowożytnych niewolników przewyższała przecież wielokrotnie liczbę panów. W angielskich i portugalskich koloniach przewaga ta występowała wprawdzie jedynie na samych plantacjach, ale w Rzeczypospolitej stanowili już oni zdecydowaną większość społeczeństwa. Amerykańscy plantatorzy i nasi panowie bracia wymyślili zatem nowe narzędzie nacisku – ideologię.

    Zgódźmy się, że plantatorzy z Nowego Świata mieli pod tym względem zadanie dość łatwe. Nie dość, że ich niewolnicy pochodzili z afrykańskich plemiennych księstewek o znacznie niższym od europejskiego poziomie cywilizacyjnym (barbarzyńcy!), nie dość, że chodzili prawie nago (dzicy!), to na dodatek mieli czarną skórę (małpy!). Wniosek, że Murzyni muszą w takim razie należeć do gorszego, niższego gatunku człowieka – o ile w ogóle są ludźmi – nasuwał się plantatorom sam.

    Polski szlachcic miał większy kłopot. Wprawdzie chłopi od dawna tworzyli oddzielny stan, ale należeli do tego samego szczepu, mówili tą samą mową. Jeszcze XV-wieczny rycerz nie wątpił, że polskie rycerstwo i chłopstwo pochodzą od tego samego lechickiego protoplasty i tworzą jeden lud. Legenda wywodząca szlachtę od starożytnych Sarmatów, puszczona w obieg przez Długosza i powtarzana co jakiś czas przez kolejnych kronikarzy, przez sto lat pełniła zatem wyłącznie funkcję strusiego pióra przypiętego do szyszaka i nie miała żadnych skutków społecznych. Jej zawrotna kariera zaczęła się dopiero w drugiej połowie XVI wieku. Dlaczego akurat wtedy?

    Pacholski o nadwiślańskim niewolnictwie: ”Jak Polak zhańbił Polaka”
    http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=xFcCWi0sA5Y

    Panowie i chamy

    Za Zygmunta Starego szlachta zdobyła całkowitą władzę nad chłopami i zaczęła szybko dopełniać zamiany ich statusu z feudalnych poddanych w folwarcznych niewolników. W efekcie w ciągu kilku pokoleń chłop popadł w chroniczną i przekazywaną swojemu potomstwu nędzę. Nic dziwnego, że uważał, iż dzieje mu się krzywda. Dla panów – powiadał – złota wolność, a dla nas kajdany? Dlaczego?

    Ano dlatego – mogła teraz odpowiedzieć szlachta – że my i wy wcale nie pochodzimy od wspólnego przodka. Szczerze mówiąc, nie mamy ze sobą nic a nic wspólnego. Wy, chłopi, jesteście tutejszym nieokrzesanym ludem, a my, szlachta – potomkami dzielnych Sarmatów, którzy przed wiekami najechali waszą ziemię, pokonali was i uczynili swoimi poddanymi. Jest logiczne, że skoro daliście się pokonać i zgodziliście się nam służyć, to znaczy, że jesteście słabi i bez honoru. Nie zasługujecie na los lepszy od tego, jaki was spotyka pod naszymi rządami.

    Panowie bracia po prostu wykreślili polskich chłopów z liczącej sześć wieków wspólnoty etnicznej. Trzeba przyznać, że działali z iście kawalerską fantazją – na wyrzucenie za burtę narodowej nawy 70 proc. ludności nie pozwoliły sobie nawet XX-wieczne totalitaryzmy. Ale na tym nie koniec. Obwoławszy chłopów chamami, szlachta nadała wszystkim warstwom społeczeństwa charakter zamknięty, dziedziczny. Od tej pory mieszkańcy Rzeczypospolitej dzielili się na odseparowane kasty: szlachecką, mieszczańską i chłopską. Pełnię praw obywatelskich, jak wiadomo, miała tylko ta pierwsza. Ona też zagarnęła lwią część narodowego bogactwa.”

    TAK TO WŁAŚNIE BYŁO Z TĄ SARMACKOŚCIĄ SZLACHTY A PELIKANY, ZWŁASZCZA MŁODE SZUKAJĄCE KORZENI SZLACHECKICH TO ŁYKAJĄ. A to po prostu wielki wstyd i hańba odwoływać się do takich korzeni.

    No i jak @Adamie z takim poziomem intelektualnym budować zjednoczenie słowiańszczyzny? To jest po prostu niemożliwe. Za chwilę napisze ten germanofil, że jesteśmy germanami, chociaż niektórzy zapewne genetycznie tak, zwłaszcza z czasów ostatniej wojny światowej, mimo, że teraz kulturowo są Polakami. Może stąd wielu ma tyle sentymentu do Niemców. Epigenetyka się kłania.
    https://aros.pl/ksiazka/przemilczane-seksualna-praca-przymusowa-w-trakcie-ii-wojny-swiatowej

  26. Xun Zi
    23 września 2018 at 09:25

    “Ja nawet swoich uczniów nie zmuszam do nauki i można powiedzieć, że każdy standardową 3 ma na wejściu, jak ktoś chce to może dostać, a potem niech ich życie weryfikuje, jest demokracja to ich problem, jak sobie pościelą tak się wyśpią. I popatrz nikt tej trójki nie chce, tylko na przekór mnie się uczą i walczą i więcej. W tym jest metoda.”

    Kiedyś już ci pisałem, że przymus szkolny ostatecznie prowadzi do przeciwnych efektów. Jak człowiek nie jest do niczego zmuszany, ale ma dostęp do informacji i źródeł to sam w końcu tym czy tamtym się zaciekawi i samodzielnie będzie się tego uczył. Nauczyciel, mistrz itd. są jedynie po to, by uczeń zbytnio sobie nie wykręcił mózgu sprzecznymi informacjami, których nie brakuje, zwłaszcza w internecie.

  27. Miecław
    23 września 2018 at 11:45

    @Wojciech. 22 września 2018 at 21:53

    Nic tak nie cieszy jak twoje uznanie Wojciechu.
    W zasadzie to ja ci dziękuję za budowanie tamtej sprawiedliwej powojennej Polski Ludowej, w której miałem szansę mieć szczęśliwe dzieciństwo ucząc się i normalnie pracując, a nie pasając gęsi na “jaśnie pańskim” polu i obrabiając z nakazu plebana jego pole, jak moi dziadkowie.
    Pozdrawiam

  28. Grzegorz z Kotliny Kłodzkiej
    24 września 2018 at 13:32

    @Miecław

    Z moim ś.p. wujkiem wykłócałem się latami o system. To był człowiek wychowany na myśli socjalistycznej, ja…. nowoczesny ślepy kapitalista. On nigdy nie wyrzekł się PRL-u i był zawsze dumny z kraju. Jak tylko usłyszał słowo “kapitalista”, to zawsze wydawał z siebie dźwięk pogardy: “Hyh”. Przy czym miał raczej na myśli korporacje. Wiedział, że zachód nas wchłonie. Kiedy prawie już był na łożu śmierci przyznałem mu rację. Jeszcze za namową znajomego kupiłem książkę: “25 lat Gospodarki Polski Ludowej” i powiem szczerze, że nikt mnie tego nie uczył. Były to dla mnie sprawy nowe. Wprawdzie można tę książkę nazwać propagandą ale chyba tylko wtedy kiedy jej się nie przeczytało. Zresztą…. autorzy podpisywali się nazwiskami, nie jak dziś.

    Pisze to bo z komentarza zrozumiałem, że mam jakąś awersję do Socjalizmu. To nie prawda. Świetnie rozumiem mechanizmy tamtego systemu, a nawet… ZWŁASZCZA teraz je rozumiem. Jak na ironię, przywódcy nie byli zbyt wykształceni, a rozumieli że szkolenie fachowców od najmłodszy lat i system mistrz-uczeń, to podstawa silnej gospodarki.

    Pisze Pan o kopalni. Ja tu mam świetny tekst z jeszcze ciekawszymi komentarzami. https://dziadul.blog.polityka.pl/2011/12/14/wujek-–-teorie-spiskowe-i-prawdziwe/

    Na marginesie, ze wszystkim się z Panem zgadzam, choć nacjonalizm mi obrzydł.

    Pozdrawiam

  29. Miecław
    24 września 2018 at 19:12

    @Grzegorz z Kotliny Kłodzkiej. 24 września 2018 at 13:32

    Doskonale cię rozumiem. Mi też prymitywny nacjonalizm nie odpowiada, zwłaszcza podszyty prawicowym fanatyzmem religijnym. No ale kto ma tych chłopaków nauczyć prawdziwego odpowiedzialnego nacjonalizmu, bez rasizmu i ksenofobii? Ty sam do tego doszedłeś i chwała ci za to, ale inni są niestety wykorzystywani dla doraźnych politycznych i religijnych potrzeb. Szkoda ich, bo wielu wyląduje w sądach za różną agresję, a to politycy powinni zapewnić, abyśmy nie musieli wychodzić na ulice bronić naszej tożsamości kulturowej.
    Dzięki za link.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up