Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

17 sierpnia 2018

Czy zakup 18 autokarów przekracza możliwości naszego państwa?


 Czy zakup 18 autokarów przekracza możliwości naszego państwa? O dziwo problemem nie są pieniądze, te są i to nie tylko wystarczające, są w nadmiarze. Co ciekawe jesteśmy krajem produkującym i składającym kilka marek autobusów różnych typów, w tym mamy kilka sensownych prywatnych firm oferujących zabudowy specjalne dla pojazdów wszelakich. Dodatkowo jesteśmy tak położeni, że na nasz rynek mają dostęp producenci autobusów z całej Europy, jest w czym wybierać. Generalnie jest nadprodukcja pojazdów tego typu, w tym znaczeniu że jest w czym wybierać.

Wojsko potrzebuje autokarów tak jak każda firma, zwłaszcza w takim kraju jak nasz, gdzie po prostu jest zimno. Przerzucanie dużych ilości ludzi w celach np. ćwiczeń, czy w ogóle do realizacji zadań transportowych wymaga w naszym standardzie cywilizacyjnym autokarów. Wojsko ich potrzebuje i nie ma co w ogóle z tym dyskutować, a dobrze jeżeli kupuje takie, które można zamienić np. w pojazdy ewakuacji medycznej itp. Sprawa jest bezdyskusyjna i oczywista.

Właśnie dowiedzieliśmy się, że jedna z Regionalnych Baz Logistycznych unieważniła przetarg na dostawę autokarów, ponieważ nie zgłosił się żaden oferent. Sprawa jest bardzo dziwna, głównie dlatego ponieważ to istotne kuriozum. Mówimy o przetargu, który już ma swoją historię i można dopatrywać się w jego poprzednich edycjach prób faworyzowania jednego z krajowych producentów, który najpierw nie był w stanie złożyć odpowiednich dokumentów w odpowiednim czasie, a teraz się nie potrafił nawet zgłosić. Czy można się dziwić, że inni producenci się nie zdecydowali na startowanie w przetargu, który uważali prawdopodobnie za nazwijmy to „trudny”?

Ponownie zadajmy pytanie, czy zakup 18 autokarów przekracza możliwości naszego państwa? Zdaje się pewien już na szczęście były Minister Obrony Narodowej obiecał śmigłowce i to kupowane wprost z „polskiej” fabryki. Śmigłowców nie ma. Można to jeszcze zrozumieć, bo to złożony zakup, wymagający udziału amerykańskiego lobbysty, który po zapoznaniu się ze skserowaną dokumentacją wydostaje się z Polski. Można zrozumieć, że nie udaje się zakup nowych okrętów podwodnych, te są jeszcze bardziej złożone i skomplikowane. Nie udały się dostawy nowych karabinów? Idą wolniej, niż byśmy oczekiwali, bo się jeszcze fabryka nie rozbudowała. To można zrozumieć, to logiczne. Czołgi się nie zmodernizowały, bo o tym przez 30 lat zapomnieliśmy, tego nie można zrozumieć, ale w naszych warunkach trzeba, bo inaczej się nie da. Można zrozumieć nawet to, że nie ma mundurów, w końcu kupuje się je od niesprawdzonych „tańszych”, czyli droższych firm. Ot taki nasz los. Hełmów nie ma, bo nie ma – jak PRL wyprodukowało, to były, ale potem nie produkowano w nadmiarze i do składowania, więc nie ma. Poza tym rotacja hełmów kevlarowych jest trudna, bo mają krótszy okres przydatności (certyfikacja). No nie ma i trudno. Nie ma silników do Migów, no nie ma, bo zrobiliśmy sobie wroga z kraju, w którym są produkowane. Nie jesteśmy w stanie oddać jednego okrętu wielkości korwety – zdeklasowanego do roli artyleryjskiego patrolowca (straszne), można to zrozumieć, po prostu się nam nie udało.

Jednakże, jeżeli nie jesteśmy w stanie kupić prostych cywilnych autobusów, które można kupić bez wychodzenia zza biurka przez Internet, to znaczy, że coś jest bardzo nie tak jak powinno być.

Mówimy o produkcie standardowym. Nawet jeżeli są pewne specjalne wojskowe wymagania związane np. z zastosowaniem specjalnych urządzeń niwelujących pole elektromagnetyczne pojazdu, to mówimy o rozwiązaniach standardowych. To wszystko jest dostępne na rynku, kupuje się, składa – używa podzespołów, całość integruje w jeden system nakleja markę i wyjeżdża z fabryki. W warunkach totalnej dostępności podzespołów w ogóle nie ma problemów ze spełnieniem nawet najbardziej wysublimowanych wymagań odbiorców.

Ma marginesie można zauważyć, że rynek pojazdów cywilnych tego typu jest tak bogaty, że naprawdę można coś wybrać. Powtórzmy to jest produkt standardowy. Gdybyśmy kupowali 18 marsjańskich łazików załogowych, to rzeczywiście można byłoby się zastanawiać nad specyfikacją, grymasić i kombinować. Jeżeli jednak kupujemy coś, co jest po prostu stalowo-aluminiowym szkieletem, wypełnionym płytami z tworzysz sztucznych i taflami szkła, do tego tapicerką – to naprawdę można przez to przejść.

Dlaczego się nie udało? Czy zakup 18 autokarów przekracza możliwości naszego państwa?

Tags: , , , , ,

7 komentarzy “Czy zakup 18 autokarów przekracza możliwości naszego państwa?”

  1. rumcajs
    31 lipca 2018 at 05:04

    Jak widać to problem. A w łazikach marsjańskich jesteśmy mocni!

  2. Zbigniew
    31 lipca 2018 at 08:24

    Wojsko i autokary? Chyba “wojskowy zespół pieśni i tańca”!
    Wojsko do miało przerzutu miało “Stary”, teraz ma “Jelcze”. “Jelczy” akurat ma dużo tylko przepisy są idiotyczne i teraz trzeba niezliczone rzesze biuropodobnych “pułkowników” wozi z klimą, telewizorkiem, ekspresem do kawy i lodówką.
    Swego czasu był rwetes w zakresie wagonów kolejowych, tzw. konwojowych. Wszyscy wrzeszczeli “po co, po co” ale jak na “wiodącym” portalu krótko wyłuszczyłem jak wygląda wagon konwojowy i że można do tego celu zmodernizować wciąż obecne ale niewykorzystane wagony tzw “pocztowe” co jednocześnie poprałem wojskowym uzasadnieniem to dostałem wirtualne oklaski od wszystkich łącznie z autorem artykułu.
    Cywilne(!) autokary dla wojska do jest jakiś totalny absurd. Ja rozumiem że jest sezon ogórkowy ale czy musi trwać cały rok?
    Jak już ktoś chce napisać o brakach w transporcie to proszę uprzejmie: Honkery się “kończą” ( o jeszcze starszych elementach floty nie napiszę) i za chwilę nie będziemy mieli “terenówek”. A problem jest na tyle olbrzymi jak olbrzymia jest flota tych samochodów.
    Rozumiem że nie mamy silnika a ten który był w Honkerach, 4C90 i jego kolejne wariacje, jest właściwie bez perspektyw.
    Podobno mamy tylu Inżynierów. Nie potrafimy zrobić znanego od grubo ponad 100 lat silnika spalinowego? Albo zbudować silnika elektrycznego i zbudować w oparciu o nie PRAWDZIWEJ hybrydy? (To co Wam korporacje wciskają jak hybrydy niezupełnie nimi jest – to pojazdy z napędem dualnym a nie hybrydowym). To są te same pytania co do autobusów tylko w innej skali jednak zadane nie wobec kretyńskiego pomysłu cywilnych(!) autobusów(!) a PODSTAWOWEGO (zaraz po “Jelczach”) transportu żołnierzy.
    Narracja “ogórkowa”, Inżynierów nie mamy, A “granie w gry” i słuchanie muzyki to nie hobby a rekreacja. I oczywiście gdzie na szczeblach decyzyjnych: “państwowych”, “korporacyjnych”, “bezpieczniackich” są decyzje że Polacy nie mają budować silników, własnych samochodów, rakiet, okrętów gwiezdnych, podpijać kosmosu i rozwijać Nauki. Mają rozwijać pseudo wiedzę na uczelniach socjo, psycho, polito podobnych tanecznych bajek dla potłuczonych gotowanych na gazie i bzdurologii stosowanej.
    W swoim życiu zbudowałem jednostkowo kilka użytkowych silników spalinowych i kilkanaście elektrycznych. Powiedziałbym że “W GARAŻU”. Nie liczę ile zaprojektowałem “na papierze”. Na tle lansujących się profesorów pewnie jestem “geniuszem” ale to kwestia perspektywy. Jeśli ja, całkiem zwykły człowiek i dosyć przeciętny człowiek korzystając wyłącznie z umysłu i rąk jestem w stanie tworzyć różne rzeczy i korzystać z Nauki to zdaje się że reszta (poza nielicznymi wyjątkami) jest zwyczajnie śmierdzącymi leniami i pozorantami “piszącymi o CYWILNYCH autobusach dla WOJSKA”.

  3. a12
    31 lipca 2018 at 11:04

    Niestety ten przetarg pokazuje realia.

  4. Inicjator
    31 lipca 2018 at 12:00

    Dobry, alarmujący tekst i słuszne komentarze.

    Tylko, że w obecnych realiach “wojsko” podczas parodniowych ćwiczeń sypia w hotelikach, motelach, hotelach i innych tak zwanych przybytkach wokół wielkich poligonów w Polsce, byle ich właściciele/zarządcy mogli wystawiać faktury.

    Podobnie kwaterują sojusznicy.

    Oczywiście, z zależności od stopnia i stanowiska – standard pobytu jest inny. Dowódcy szczebla taktycznego – w pokojach jednoosobowych, starsi oficerowie – po dwóch, młodsi oficerowie i starsi podoficerowie – po 3-4 ech (w tym tzw. dostawki), reszta – jak popadnie, tak jak grupy pielgrzymkowe lub wycieczki szkolne – na salach wieloosobowych w różnego rodzaju obiektach.

    Ale nigdy to nie są namioty.

    Poza tym, wielu żołnierzy sypia w tzw. aparatowniach lub w wozach bojowych, których są załogami.

    Kierowcy standardowych STARÓW, mają w kabinie leżankę.

    Dlatego to całe “wojenne” towarzystwo podróżuje setkami autokarów, które na czas ćwiczeń wynajmuje od firm transportowych.

    I tak to od lat sie kręci.

    Ciekawe, czy ten system zadziała na czas “W”?

    Co zrobi starszy szeregowy, operator SPIKE, po nocy w namiocie, gdy na zewnątrz będzie minus 26 stopni?

    Od której godziny (oczywiście- po śniadaniu), będzie miał odpowiednie motywacje do walki?

    Tak to wygląda po wielu latach latach “cywilnej kontroli” nad armią.

    Przynajmniej właściciele hoteli i autokarów sobie zarabiają.

    A te 18 sztuk – to tylko niezbędna ilość transportowych środków dyspozycyjnych dla Ważnych Sztabów.

    Nic więcej.

    Dlatego nie rozumiem tych krokodylich łez, skoro system OUTSORCINGU dotarł do Wojska Polskiego.

    Jak kapitalizm, to kapitalizm.

    Żeby nas jeszcze było stać na wynajmowanie najemników, jak b. Black Waters w US Army.

    To tylko tak zwane “wyspecjalizowane usługi ochroniarskie” i “INNE”.

    Skoro jednostki wojskowe od lat chronią prywatne firmy, a ich pracownicy są uzbrojeni nawet w broń maszynową – to o czm my mówimy?

    Mamy już inny świat, niż ten sprzed 30-40 lat, gdzie pułk zmechanizowany spędzał na poligonie 6-8 miesięcy w roku, w tym w sezonie zimowym.

    I nikt się nie martwił o warunki bytowania na poligonie.

    Była odpowiednia infrastruktura, były piecyki węglowe do namiotów z tzw. ociepleniem i byli dyżurni do utrzymywania ognia w tych piecykach.

    Że czasami z lenistwa albo dla “dowcipu” ten dyżurny wstawiał do piecyka świeczkę … to inna sprawa.

    Śpiący w namiocie widzieli, że drzwiczkach piecyka coś się świeci spali dalej, dziwiąc się tylko, że mimo tego “blasku” – jest coraz zimniej.

    Tego o czym piszę doznało kilkaset tysięcy żołnierzy w latach 1982-1988 i wcześniej.

    Oni maja obecnie pomiędzy 53 i 65 lat, więc muszą to pamiętać, tak jak golenie i mycie w zimnej wodzie. bo ciepła była (zgodnie z regulaminem) – tylko do mycia zębów.

    W namiotach nie było gniazdek elektrycznych, a ludzi przetrwali.

    Dlatego obecne dywagacje na temat zakupu 18-tu autokarów – to taki kwiatek do wojskowego kożucha.

    Chociaż obecny Szef Sztabu Generalnego zapowiada już powrót do “męskiego bytowania” na poligonach, bo według niego, wojsko na się szkolić. Najlepiej ciągle.

    Z czym ja się w zupełności zgadzam.

    Amen i Macondo.

    Nasze Nadwiślańskie Macondo.

  5. Miecław
    31 lipca 2018 at 12:04

    Wystarczy, że mamy kapelanów. Oni obronią Polskę w razie zagrożenia. A poza tym po co nam autobusy dla żołnierzy? Żołnierz ma ćwiczyć kondycję, więc niech maszeruje. Chodzą już na pielgrzymki, więc mają trening. Mniej autobusów, a więcej pielgrzymek polecam.
    Poza tym po co nam wojsko? Kto by tam chciał napadać na ukrzyżowany już kraj? Ten skansen trzeba chronić i dotować, a nie napadać, bo skąd inne narody będą czerpać przykład jak nie prowadzić polityki i jak nie dać się oszukać w imperialnym wyścigu o godne życie na świecie w konkurencji międzynarodowej?

    To jest naprawdę dołujące, co zrobiono z Polską rękami samych Polaków.

  6. krzyk58
    31 lipca 2018 at 15:00

    @Miecław. Kiedyś mieliśmy politruków, tzn. świeckich księży, nowej religii 🙂
    Fakt “za moich czasów”- sporo’ przemieszczaliśmy się ‘pieszkom”
    czyli na nogach, niekiedy marszem ubezpieczonym.Ci, którzy
    służyli w Dywizji od początku, wspominali że z miejsca dyslokacji w Bieszczady czy na Mazury udawali się (też)
    pieszo w pełnym oporządzeniu. To tylko jakieś głupie ponad 400km.
    w pierwszym przypadku, a około 600 w drugim… rozgłośnia
    polska (w Monachium) miała dodatkowy temat na tapecie.
    @Inicjator.
    “I nikt się nie martwił o warunki bytowania na poligonie.

    Była odpowiednia infrastruktura, były piecyki węglowe do namiotów z tzw. ociepleniem i byli dyżurni do utrzymywania ognia w tych piecykach.

    Że czasami z lenistwa albo dla “dowcipu” ten dyżurny wstawiał do piecyka świeczkę … to inna sprawa.

    Śpiący w namiocie widzieli, że drzwiczkach piecyka coś się świeci spali dalej, dziwiąc się tylko, że mimo tego “blasku” – jest coraz zimniej. 🙂

  7. Miecław
    31 lipca 2018 at 15:14

    @Inicjator. 31 lipca 2018 at 12:00

    No pamiętam swoją czynną służbę wojskową i potwierdzam te “okrutne” “komunistyczne” i “nieludzkie” warunki na poligonach. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

Scroll Up