Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

15 grudnia 2018

Budownictwo: rekordowe obroty wymagają rekordowych nakładów, zapewniając relatywnie niskie zyski


Rośnie liczba niewypłacalności w sektorze doświadczającym sprzedażowej „hossy”

Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację sektora budowlanego w Polsce pod kątem płynności finansowej i niewypłacalności. Okazuje się, iż kwestią kluczową dla budownictwa nie jest obecnie wielkość produkcji sprzedanej, ale jej opłacalność – bieżąca jak i w najbliższej perspektywie. Innymi słowy – wielkość sprzedaży nie świadczy jeszcze o hossie, gdyż na tej sprzedaży trzeba jeszcze solidnie zarobić… Duża skala trwających inwestycji wymaga adekwatnie dużej skali zaangażowania kapitałowego samych firm budowlanych jak i firm współpracujących, przy czym bieżąca rentowność ich wykonawców a w ślad za tym potencjalne ryzyko dla dostawców (materiałów budowlanych, usług transportowych i specjalistycznych etc.) nie wyglądają najlepiej. Dostawcy oraz instytucje finansujące z większą uwagą analizują aktualne, nienajlepsze wyniki finansowe wielu firm budowlanych za 2017 i I kwartał 2018 roku.

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz Copyrights

Branża doświadcza stałego wzrostu liczby niewypłacalności – o 22% r/r w I półroczu, pociągających za sobą na dno wiele zaopatrujących firm produkujących materiały budowlane (łącznie wiec budownictwo odpowiada za minimum 40% liczby niewypłacalności polskich przedsiębiorstw). Kluczowe dla sektora jest więc wzięcie części odpowiedzialności za ten stan rzeczy przez zamawiających (którzy w krótkim okresie skumulowali dużą wartość prac, co przyczyniło się do bańki cenowej kosztów materiałów i pracy), a nie przerzucanie jej jedynie na głównych wykonawców zgodnie z duchem ostatnio zapowiadanych rozwiązań w kwestii rozliczeń prac budowlanych.

Akceptowane 2-3 lata temu kontrakty były często na poziomie 65% wartości ceny inwestora, co przy aktualnym wzroście cen materiałów i kosztów pracy oznacza spadek i tak już minimalnych marż. Możliwość renegocjacji cen jest bowiem iluzoryczna – realnie długotrwała i zazwyczaj na drodze sądowej. W efekcie tego pojawiają się już przypadki schodzenia wykonawców z nierentownych kontraktów, gdy wiążące się z tym kary są niższe niż potencjalne straty w przypadku kontynuowania inwestycji.

Co prawda firmy budowlane starają się sukcesywnie podnosić ceny nowych prac, w efekcie rentowność sprzedaży branży budowlanej poprawiła się w stosunku do roku ubiegłego, ale nadal wg. ostatnich dostępnych danych (za GUS – po I kwartale br.) wynosiła średnio poniżej 1%! W tym samym okresie średnia rentowność sprzedaży polskich firm zbliżała się do 5%, a w przemyśle do prawie 7%! Analizując zmiany cen produkcji sprzedanej widać, iż po ich załamaniu w przemyśle na początku roku (zapewne w związku ze zwiększeniem się zapasów) ostatnio ponownie tempo wzrostu cen materiałów zaopatrzeniowych jest wyższe, niż zmiana w górę cen produkcji sprzedanej budownictwa. Szybszy wzrost cen materiałów budowlanych niweluje pozytywny efekt dostosowywania cen prac budowlanych, do czego dodatkowo przyczyniają się też wyższe koszty pracy – ocenia Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

Dopływ środków finansowych z tytułu zwiększonej skali prac i sprzedaży budownictwa niewątpliwie ma miejsce, wpływa na rozliczenia na rynku, ale… Wpływ ten jest minimalny, mniejszy niż można by się spodziewać po szczycie hossy, po zwiększeniu się w I półroczu wartości produkcji sprzedanej budownictwa o 23,7% r/r (za GUS). Według programu Analiz Branżowych Euler Hermes bieżący spływ należności w branży budowlanej w stosunku do roku ubiegłego poprawił się nieznacznie i nadal sektor ten pozostaje pod tym względem najgorszym, wymagającym najdłuższego bo około 3 miesięcznego kredytowania ze strony dostawców. Dodatkowo wartość strat – permanentnie nieuregulowanych należności za dostarczone materiały budowlane pozostaje praktycznie niezmienna, wahając się na poziomie aż 12-13% wartości ogółu należności.

Firmy budowlane (z reguły) same dbają o swoich podwykonawców, bez nich nie są w stanie zrealizować swoich kontraktów

Zapowiadany nowy sposób rozliczeń z głównymi wykonawcami publicznych inwestycji skupia się na ich relacjach z podwykonawcami, od czego uzależnione ma być regulowanie zobowiązań przez inwestora – państwo i jego instytucje. Wydaje się więc, że ustawodawca w tym upatruje głównej przyczyny finansowych problemów w budownictwie. Niewątpliwie, kwestie kredytowania się kosztem podwykonawców lub w ogóle – braku rozliczeń z nimi wciąż się pojawiają, ale są to echa sytuacji sprzed kilku lat, z poprzedniego szczytu inwestycyjnego, gdy było to na porządku dziennym. Obecnie jednak dużo rzadziej pojawiają się na naszym rynku egzotyczni, nowi główni wykonawcy a gros prac infrastrukturalnych realizują firmy działające tutaj od lat…. Co ma niebagatelne znaczenie, gdyż większość z nich w dobie problemów z wykwalifikowanymi pracownikami, przy dużej zmienności skali prac (a w ślad za tym – gwałtownie zmieniającym się zapotrzebowaniem na ludzi i maszyny) nie poradziłyby sobie bez sprawdzonych podwykonawców. W efekcie tego największe firmy dbają o swoich sprawdzonych partnerów-podwykonawców, wypłacając im nierzadko akonto określone sumy dla wsparcia ich dobrej kondycji finansowej, utrzymania zdolności produkcyjnej i zapewnienia sobie wsparcia w przyszłości.

Ponadto – jak dodaje Tomasz Starus – informacje o spadku zysku nawet największych graczy (w tym największej notowanej spółki budowlanej o połowę za ostatni okres sprawozdawczy) nie świadczą chyba o tym, iż firmy te akumulują środki nie rozliczając się z podwykonawcami. Odwrotnie – one także borykają się z problemami na rynku budowlanym, które leżą w związku z tym gdzie indziej.

Źródło: Biuletyn statystyczny GUS czerwiec 2018 Copyrights

Przyczyna problemów jest oczywiście znana

Rozwiązaniem jest większa elastyczność zamawiających w dzieleniu się ryzykiem z wykonawcami (przede wszystkim ryzykiem zmiany cen materiałów budowlanych w czasie długo przecież trwającego procesu inwestycyjnego). Zamiast tego – pomimo formalnie dostępnych niektórych rozwiązań w tym zakresie (finansowanie zakupu materiałów budowlanych do 90% ich wartości jeszcze przed realizacją prac do których są niezbędne, na plac – jak jest np. na kolei) dominuje sztywne stanowisko tzw. „obrony interesu publicznego”. Efekt braku decyzyjności, czy zbyt wąsko rozumianego wspomnianego „interesu publicznego”. Zapewnienie rentowności głównemu wykonawcy i całemu łańcuchowi jego podwykonawców oraz dostawców materiałów budowlanych też leży przecież w interesie publicznym.

Czy zdobywcy kontraktów budowlanych nie są sami sobie winni podpisując takie a nie inne umowy? Firmy te uczestniczą w rynku, na którym dominującą pozycję ma inwestor publiczny i to on narzuca reguły gry – mówi Tomasz Starus. Oczywiście można nie podpisywać umów rodzących obawy co do przyszłości, niedostatecznie uwzgledniających m.in. wzrost cen materiałów budowlanych. Tylko czym zamiast swojej podstawowej działalności takie firmy miałyby się zająć? Poza rynkiem publicznych inwestycji nie ma zbyt dużej alternatywy. Niepokojące jest, iż tak duża skala ożywienia na rynku budowlanym, a w ślad za tym dopływ środków nie przekłada się na gremialną poprawę kondycji finansowej branży budowlanej. Konieczny jest dialog: instytucji branżowych, największych publicznych inwestorów, finansujących i gwarantujących wykonanie kontraktów banków i towarzystw ubezpieczeniowych aby uniknąć pełnej realizacji scenariusza z roku 2012. Potrzeba więcej pozytywnych przykładów jak np. klauzula 14.5 Fidicu – nowe wzory umów, zgodnie z którymi wykonawca może uzyskać zapłatę od inwestora za zakupione przez siebie materiały budowlane zanim rozpocznie ich realizację (zapłata do 90% kwalifikowanej ceny materiałów).

WARSZAWA – LIPIEC 2018 r.

Informacja redakcji:

Wszelkie prawa do tekstu i grafik zastrzeżone dla Euler Hermes. Wyłączenie licencji CC 3.0.

 

Tags: , , , ,

5 komentarzy “Budownictwo: rekordowe obroty wymagają rekordowych nakładów, zapewniając relatywnie niskie zyski”

  1. Szymon Cieślik
    28 lipca 2018 at 04:45

    Czyli kryzys….

  2. Inicjator
    28 lipca 2018 at 09:23

    Jaki tam kryzys …

    Po prostu skończył sie głód mieszkań, ludzie umieją liczyć, kredyt nadal drogi, więc deweloperzy nie mają już 20-30 procent zysków z inwestycji.

    Ocaleją najmocniejsi i mający dobre ekipy wykonawcze, którym trzeba coraz więcej płacić.

    RENTA deweloperska musi zmaleć.

    Dam przykład.

    Jeżeli w okolicach Krakowa budujesz dom ok. 120 metrów kw., to w stanie surowym (zadaszony, okna, dzrwi,z tynkami, instalacjami w ścianach) kosztuje ok. 180 000 – 200 000 zł i trwa drugi rok.
    200 000 – to z ociepleniem …

    Wykończenie będzie kosztować drugie tyle, bo dziś ludzie nie idą na tanie sanitariaty, kuchnie, itp, tyklo ze średnio-górnej półki.

    Widzą, że co tanie – to po latach – okaże się drogie.

    Rozmawiałem z wykonawcą tego domku i powiedział, że gdyby budował obok siebie takie TRZY domki, to każdy posztował by inwestora około 120-140 00 złotych w tym stanie, który obserwowałem, w więc jesze przed DOPIESZCZANIEM, malowaniem wnętrz i sanitariatami, kuchnią (pod zamówienie).

    Z kolei w Bronowicach firma deweloperska chce za nowe mieszkanie 65 metrów w stanie DEWELOPERSKIM (nie wykończone) – 570 000 złotych plus 35 000 zł miejsce parkinfowe w podziemiach.

    Czyli dwukrotnie mniejsze mieszkanie w Krakowie (6 km od dworca) niż domek pod Krakowem (ok. 30 km od centrum Miasta) – kosztuje TRZY RAZY drożej.

    Gdyby kosztowało tylko dwa razy drożej – to byłby ruch w interesie.

    Jesli uwzględnimy SERYJNOŚĆ np. trzech domków – to koszty są bardziej na niekorzyść dewelopera, jak to odbierają KUPUJĄCY.

    Nie omawiam tu kosztów działęk, bo to inny temat.

    Tak to już jest.

    Brakuje POKORY u deweloperów.

    Czasy HOSSY dla nich powoli przemijają.

    Po prostu jest ODPŁYW w NEOLIBERALNYM RAJU

    Amen i Macndo.

  3. Inicjator
    28 lipca 2018 at 10:12

    Nie ma KRYZYSU.

    Jest oczekiwanie na zachowanie dotychczasowych zysków oraz ich wzrost, ze strony DEWELOPERÓW w miastach.

    Domek ok. 160 metrów kw. 30 km od centrum Krakowa w stanie surowym to koszt ok. 180 000 złotych, po wykończeniu jesienią br.- gotowe do zamieszkania – po roku budowy.

    Mieszkanie w nowym bloku w Bronowicach (6 km od Dworca Głównego), 64 metry kwadratowe, w stanie surowym (deweloperskim) – to 580 000 złotych z terminem oddania grudzień 2019 plus 36 000 miejsce parkingowe w podziemiu.

    W obu przypadkach koszty wykończenia (sanitariaty, kuchnie, malowanie, itp.) – będą podobne i będą zależały od WYBORU nowego właściciela (na BOGATO czy na ŚREDNIO).

    Koszty robocizny podobne.

    Rozmawiałem z wykonawcą tego domku 1609 metrów i powiedział mi, że gdyby budował obok siebie takie TRZY, to koszt każdego wyniósłby ok. 120 -140 000 złotych.

    Pomijam oczywiście kwestie cen działek, bo pod Krakowem ziemia jest tańsza niż w mieście.

    Wnioski:

    Kończy się HOSSA dla deweloperów i zaczyna rządzić KUPUJĄCY, bo ma już wybór.

    A reszta elementów układanki cenowej – musi się dostosować do wymagań rynku.

    Teraz po prostu jest ODPŁYW i wiele łodzi pozostanie na piasku.

    Takie są rezultaty neoliberalizmu.

    Przy czym wiadomo, że WIELKIE STATKI, w tym WYCIECZKOWCE spokojnie stoją sobie w zatokach, gotowe dalej pływać.

    Tylko że klient już coraz bardziej wybredny i świadomy.

    W przypadku budownictwa, to najczęściej jedno mieszkanie już ma, a teraz chciałby mieć LEPSZE.

    Tak jest cena postępu, a deweloperzy muszą SPOKORNIEĆ.

    Amen i Macondo trwa.

  4. jerzyjj
    28 lipca 2018 at 13:29
  5. krzyk58
    28 lipca 2018 at 14:34

    @Inicjator. “Ocaleją najmocniejsi i mający dobre ekipy wykonawcze, którym trzeba coraz więcej płacić.”
    Po co? (płacić więcej?) i komu? (mamy ‘ukrainca”)?
    To, taki odpowiednik przedwojennego łamistrajka…
    I wszyscy zadowoleni, i “byznes’ i ‘inny robociarz’
    A rodowity z nad Wisły? Niech jedzie ‘na zachót”…nawet paszporta’
    nie potrzeba (robić koło pióra “miejscowym tubylcom”).

    “W przypadku budownictwa, to najczęściej jedno mieszkanie już ma, a teraz chciałby mieć LEPSZE”

    No, właśnie – czy w Polsce Ludowyj mógłby pozwolić (sobie)
    na podobne ekstrawagancjyje??

    @Miecławie. masz tu, niżej dwa światy:
    – robotnik rozmawiający z ‘bogiem” komunistycznym, tak naprawdę
    to tylko “spółdzielczy” to tylkop dopiero przedsionek piekła – czyli czyściec.

    Cichocki u prezesa-alternatywy 4

    https://www.youtube.com/watch?v=X8CzjYIAifk

    – No i ten’że ‘bóg komunistyczny” skonfrontowany z autentycznym
    panem “miast i wsi’ czyli prawdziwym towarzyszem… 🙂

    serial Alternatywy 4

    https://www.youtube.com/watch?v=CIS9pG_AGA8&t=57s

    Tak! Tak! Znam twoje opinie i wszystko co nie jest zgodne z ……
    tym gorzej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Ekonomia

Scroll Up