Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

19 lipca 2018

Polska odmiana demokracji – quo vadis?


 W Polsce panuje mieszany typ demokracji, który określam semidemokracją czyli demokracją połowiczną. Jest to mieszanka systemu sprawowania władzy, zdominowanego z jednej strony próbami wprowadzenia elementów w pełni demokratycznych, bądź ich imitacji, a z drugiej strony sposobu rządzenia kontrolowanego przez elity polityczno-ekonomiczne.

Niecałe 30 lat temu wydawało się w Polsce, ze każda demokracja będzie dobra, byle nie ludowa. Z czasem społeczeństwo zaczyna się przekonywać, że demokracja parlamentarno-gabinetowa, która panuje w u nas, jest daleka od doskonałości. Daje ona obywatelom możliwość współdecydowania jedynie co cztery lata, a to stanowczo za mało.

Demokracja – ale jaka?

W mediach codziennie napotykamy takie zwroty jak: „w imię demokracji”, „dla demokracji”, „demokratyczny porządek”, „demokratyczne rozwiązania” itp. Oczywiście wiadomo, ze demokracja to forma ustroju państwowego wraz z mechanizmami sprawowania władzy. Jednak kluczowym w demokracji jest to, że źródłem władzy powinna być wola większości obywateli. Właśnie ta „wola większości obywateli” jest tym co zasadniczo odróżnia, albo powinno odróżniać, demokrację od innych systemów politycznych.

W demokracji bezpośredniej obywatele oddolnie i aktywnie uczestniczą w podejmowaniu decyzji politycznych, natomiast w demokracji parlamentarnej władza polityczna sprawowana jest pośrednio poprzez wybieranych periodycznie przedstawicieli.

Ciekawe jest to, ze nie istnieją ogólnie przyjęte kryteria uznawania danego państwa za demokratyczne. Stąd też występują duże różnice pomiędzy poszczególnymi formami demokracji. Kluczowym warunkiem dla idealnej formy demokracji przedstawicielskiej są wolne wybory, to znaczy dostępne w równym stopniu dla każdego obywatela i przeprowadzane według zrozumiałych reguł. Co więcej, wolność poglądów, wolność słowa i wolność prasy winny być postrzegane jako podstawowe prawa umożliwiające obywatelom głosowanie zgodnie z własnymi przekonaniami. Demokracja, w zależności od jej formy, może być stopniowana – tzn. w danym ustroju politycznym faktyczny udział we władzy ogółu obywateli może być większy albo mniejszy.

Zgadza się również, że podstawową cechą demokracji jest zdolność jednostki do pełnego i nieskrępowanego uczestnictwa w życiu swojej społeczności. Biorąc pod uwagę znaczenie umowy społecznej i woli powszechnej dla demokracji, może być ona charakteryzowana jako forma, w której wszyscy uprawnieni obywatele mają równy głos w podejmowaniu decyzji, które wpływają na ich życie. Najlepszym przykładem jest szwajcarski system polityczny oparty na instrumentach demokracji bezpośredniej.

A jaka jest polska demokracja?

To, co w sferze polskiego życia społeczno-politycznego i konstrukcji państwa odróżnia nas od tradycyjnych, jednoznacznych i klasycznych demokracji państw zachodnich, to różnica w wartościach, postawach i zasadach oraz schematach wykonywania władzy.

Elity w polskim systemie rządzenia

W dzisiejszej Polsce funkcjonuje dwu segmentowy czyli dychotomiczny ustrój państwa, opartego w dużej mierze na biurokracji. Jego źródłem była ugoda pomiędzy przywódcami PRL i elita Solidarności, której początkiem były obrady Okrągłego Stołu. W następstwie doszło do pierwszych demokratycznych wyborów w powojennej historii Polski, restrukturyzacji władzy ustawodawczej i wykonawczej (lecz nie sądowniczej) oraz dokonane zostały konieczne reformy gospodarcze. Równolegle wykształciły się elity polityczne, stanowiące mieszankę „starych” i „nowych” elit, które przejęły stopniowo władze w kraju.

Transformacja systemowa po roku 1989 i obalenie systemu komunistycznego doprowadziły wiec do wykreowania na arenie politycznej elit, które – sterując polityką i gospodarką państwa – przyczyniły się do powstania dwusegmentowego ustroju z elementami demokratycznymi.

Równolegle formułowały się nowe elity ekonomiczne, początkowo niezwiązane z władzą polityczną, lecz z nowymi instytucjami gospodarki rynkowej, opartymi na prywatnej własności i przedsiębiorczości, ale przede wszystkim na starych kontaktach. Do bogacenia się wykorzystywały one masowo proces prywatyzacji gospodarki polskiej.

W opisywanym procesie zjawisk tzw. elity intelektualne odgrywały istotną rolę tylko w początkowej fazie transformacji ustrojowej. Po spełnieniu swojej „dziejowej misji” rozpadły się i przekazały przewodnia role w społeczeństwie nowo wykreowanym elitom politycznym. Tylko niektórym intelektualistom udało się przeniknąć do elitarnej sfery biznesmenów lub polityków.

Opisany proces doprowadził do przewartościowania w społeczeństwie polskim, którego charakterystycznymi cechami są rozwój indywidualizmu jako stylu życia oraz status ekonomiczny jednostek, który jest elementem kwalifikującym do przynależności elitarnej. Nastąpił stopniowy proces przenikania elit politycznych i ekonomicznych. Z biegiem czasu elity polityczne zmaterializowały swoje potrzeby i wartości, zaś nowe elity ekonomiczne zgłosiły pretensje do władzy i karier politycznych. Doszło wiec i dochodzi do symbiozy interesów obydwu kategorii elitarnych grup społecznych. W ten sposób zrodziła się dwusegmentowość/dychotomia ustrojowa, nie mająca nic wspólnego z rzeczywista demokracją, a wiec systemem państwa sterowanym oddolnie przez jego obywateli, bądź bezpośrednio bądź za pośrednictwem ich przedstawicieli, którymi elity z pewnością nie są.

Powstało tzw. społeczeństwo równolegle, które można określić po prostu mianem „my i wy”.

Imitacja demokracji

Niewątpliwie państwo polskie posiada demokratyczne instytucje, procedury władz ustawodawczych i wykonawczych – łącznie z samorządem terytorialnym. Regularnie odbywają się wybory do sejmu i senatu, wszyscy obywatele maja zagwarantowane konstytucyjnie równe prawa. Z drugiej strony istnieje siatka spójnych elit polityczno-ekonomicznych, która de facto kieruje państwem w imię „wyższych wartości”, które nie są niczym innym jak maksymalizacja ich własnego zysku. Jest to więc system oparty na półdemokratycznych, albo niepełnych demokratycznych filarach, który nazwałbym semidemokratyczną forma rządzenia państwem lub nieudolną imitacją demokracji.

Nie ulega wątpliwości, że nie można tego systemu porównywać do świeżych „demokracji” lub półdemokraci na przykład w państwach północnej Afryki. W tychże krajach stwory pseudo-demokratyczne, skazane z góry na porażkę, są dopiero w fazie kształtowania się. Natomiast w Polsce semidemokracja ukształtowała się w ciągu ostatniego ćwierćwiecza i jest systemem już poniekąd wrośniętym w polskim społeczeństwie, a co gorsza, zaakceptowanym przez to społeczeństwo, które ma zresztą niewielki wybór. Na pewno jest to też lepsza imitacja demokracji niż tzw. demokracja ludowa w okresie PRL, co jednak nie jest żadną pociechą, bowiem imitacja, jakakolwiek by nie była, pozostanie zawsze imitacją. Niemniej jednak istnieją znaczące podobieństwa łączące dzisiejsza semidemokrację w Polsce z demokracja ludowa okresu 1944-1989. Podobnym zjawiskiem jest np. zajmowanie wszystkich wyższych stanowisk publicznych przez tzw. „swoich” ludzi, nie biorąc przy tym w ogóle pod uwagę umiejętności i kwalifikacji. Równie uderzające podobieństwo łączy style uprawianego w tych systemach tzw. dialogu miedzy władzą i społeczeństwem, który z reguły sprowadza się do monologu rządzących elit. Elitarni politycy powołują się na domniemane uniwersalne prawa — historyczne, ekonomiczne czy naturalne, których nie potrafią zdefiniować. Podejmują przy tym chętnie hasło „racji stanu”, np. w przypadku dziejowej misji wejścia Polski do UE, NATO itp. Racja stanu….należałoby zapytać, czy polskie elity posiadają monopol na „rację”, a jeśli tak, to w przypadku jakiego „stanu”? W swoim czasie również Bierut, Gomułka, Gierek i Jaruzelski używali uniwersalnych wartości i racji stanu w celu utrzymania się przy władzy.

Polska forma demokracji jest więc specyficzną formą rządzenia państwem, stanowiącym zlepek elementów zbiurokratyzowanego instytucjonalizmu, wprowadzonego jako imitacja demokracji zachodnich z jednej i wpływu elit politycznych i ekonomicznych z drugiej strony. Rodzi się tu zasadnicze pytanie: gdzie w tym kontekście należałoby umiejscowić szeroko rozumiane społeczeństwo polskie?

Namiastki demokracji bezpośredniej

Aktualnie w polskim systemie ustrojowym rysuje się istotne napięcie między dwoma rodzajami demokracji – parlamentarną (pośrednią) i oddolną (bezpośrednią), przy czym mechanizmy i instrumenty demokracji parlamentarnej zajmują w nim pierwszoplanowe miejsce, a oddolnej jedynie pomocnicze i raczej symboliczne. Namiastkami instrumentów demokracji bezpośredniej w Polsce są głównie referenda lokalne w sprawie odwołania organów samorządu terytorialnego, referenda ogólnopolskie w najważniejszych sprawach ustrojowych oraz obywatelska inicjatywa ustawodawcza. Jednak tylko referendum lokalne, pozwalające na odwołanie wójta, burmistrza, prezydenta miasta i ich rad, spełnia warunki demokracji bezpośredniej.

Nie ma jednak w Polsce powszechnej tradycji podejmowania decyzji w ramach referendum, praktycznie wszystkie ważne decyzje podejmowane są przez rząd i parlament. Referendum w ważnych sprawach dla Polski organizują obecnie Sejm i Prezydent za zgoda Senatu, natomiast obywatele służą jedynie do poparcia lub odrzucenia kwestii poddanej w referendum.

Polskie prawo zakłada, że jeśli frekwencja w referendum przekroczy 50 %, to jego wynik jest wiążący i organy państwowe nie mogą w takim wypadku podjąć decyzji sprzecznych z wynikiem referendum. Jeśli natomiast mniej niż 50 % uprawnionych do głosowania weźmie udział w referendum, ma ono jedynie charakter opiniotwórczy i nie wiąże organów państwa w ich decyzjach dotyczących przedmiotu referendum. Poza tym referenda w Polsce to absolutna rzadkość.

Następną namiastką formy demokracji bezpośredniej w Polsce jest obywatelska inicjatywa ustawodawcza. Polscy obywatele posiadają prawo do zgłaszania inicjatywy ustawodawczej od 1999 roku. W tym celu należy założyć komitet inicjatywny i zebrać 100 tysięcy podpisów pod projektem ustawy w ciągu 3 miesięcy od powstania komitetu. Następnie projekt ustawy wraz z podpisami przekazywany jest do Marszałka Sejmu, który proceduje z nimi tak samo, jak z innymi projektami ustaw. Jednak ze względu na skomplikowany tryb wnoszenia inicjatywy obywatelskiej i krótki termin zbierania podpisów, niewiele projektów ustaw przygotowanych przez obywateli jest rozpatrywanych w Sejmie. W porównaniu ze Szwajcarią taka inicjatywa musiałaby być przegłosowana w referendum, czyli Sejm nie miałby możliwości zablokowania danego tematu. Natomiast w Polsce do referendum dochodzi tylko wtedy, gdy jego wynik zostanie w Sejmie przegłosowany na „tak” lub będzie co najmniej obojętny dla większości sejmowej.

Jak z powyższego wynika, trudno w tych warunkach mówić w Polsce o wiążących dla władzy oddolnych formach kierowania państwem.

Classe politique

W dokumentach programowych polskich partii politycznych można znaleźć wiele informacji zachęcających obywateli do budowy społeczeństwa obywatelskiego, opartego na elementach demokracji oddolnej. Politycy zachęcają co prawda do uczestnictwa w procesie podejmowania decyzji, jednak nie wyrażają zgody na przeprowadzenie referendum. Mają niechętny, wręcz lekceważący stosunek dla inicjatyw i żądań obywateli, narzucając społeczeństwu partyjne preferencje. Decydentom trudno sobie wyobrazić, że obywatele są zdolni do uczestnictwa w procesie podejmowania decyzji na szczeblu państwowym. Jest to cecha charakterystyczna polskiej władzy, a jej powód jest prosty – politycy nie chcą się dzielić władzą ze zwykłymi obywatelami, przez których zostali przecież wybrani.

Tzw. classe politique zapomina albo nie chce wiedzieć o tym, ze decyzje podjęte w ramach referendum miałyby na pewno większą wagę również w polityce zagranicznej, na przykład w pertraktacjach z Unią Europejską na temat polskiej praworządności, w kwestii przesiedlania uchodźców w ramach UE lub w sprawie wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej itd. itp.

Artykuł 4 Konstytucji

Istotne jest to, ze oddolna forma kierowania państwem jest już zawarta w aktualnej konstytucji – dokładnie w art. 4. Punkt 1 tego artykułu mówi wyraźnie, że „Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu”. Natomiast punkt 2 odnosi się także do bezpośredniego charakteru procesu decyzyjnego w Polsce: „Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”.

Słowo „bezpośrednio” ma tutaj ogromem znacznie, oznacza bowiem współudział w wykonywaniu władzy przez społeczeństwo obywatelskie, w domyśle chodzi o formę referendum i inicjatywy obywatelskiej. Właśnie art. 4 jest szansą i podstawą do wprowadzenia w Polsce elementów i form demokracji bezpośredniej i to nie symbolicznych i pomocniczych lecz efektywnych i funkcjonalnych.

Kwestiami do uzgodnienia dotyczącymi inicjatywy obywatelskiej są szczegóły istotnej wagi:

  • Ile podpisów należałoby zebrać, aby móc przeprowadzić inicjatywę obywatelską zawierającą projekt nowej ustawy (według mnie 100 tys. podpisów to stanowczo za mało)?
  • W jakim realistycznym terminie komitet inicjatywny winien zebrać te podpisy?
  • W jakim terminie winno zostać przeprowadzone referendum po oficjalnym zdeponowaniu projektu ustawy przez komitet inicjatywny u Marszałka Sejmu?
  • Kiedy – po przeprowadzeniu referendum – winna zostać wprowadzona w życie przegłosowana na „tak” nowa ustawa?

 

Natomiast jeśli chodzi o referendum organizowane przez Sejm i Prezydenta za zgoda Senatu, należy odpowiedzieć na następujące pytania:

  • W jakich sprawach powinno być przeprowadzane referendum?
  • Czy konieczna jest frekwencja 50 % obywateli w głosowaniu referendalnym?

 

Są to podstawowe kwestie, o których już teraz trzeba dyskutować, aby odpowiednio rozbudować i uzupełnić art. 4 konstytucji.

Prezydent zapowiedział spotkania i dyskusje z organizacjami społecznymi, politycznymi i stowarzyszeniami obywatelskimi na temat kształtu nowej konstytucji. Właśnie podczas takich debat należałoby poruszyć temat oddolnego procesu decyzyjnego w Polsce.

Polityczna socjalizacja – przykład Szwajcarii

Niewątpliwie ważne jest doinformowanie społeczeństwa o możliwościach i zaletach form demokracji bezpośredniej. Jest to proces, który nazywam socjalizacją polityczną, w trakcie którego polski obywatel powinien nabyć system wartości i norm oraz wzorów zachowań, właściwych dla tego typu demokracji. Ogromna odpowiedzialność spoczywa tu na mediach i politykach, którzy winni przełamać swą „niechęć” do społeczeństwa i zainicjować proces wcielania elementów oddolnej demokracji. Proces ten powinien mieć na celu zwiększenie uczestnictwa i współdecydowania obywateli w życiu politycznym i przyczynić się do zlikwidowania tzw. społeczeństwa równoległego (my i wy) w Polsce.

Dla porównania warto zaznaczyć, że demokracja bezpośrednia wywarła istotny wpływ na historię Szwajcarii oraz jej obywateli. Nic tak bowiem nie jednoczy ludzi, jak świadomość podstawowej wartości ich demokratycznych, suwerennych praw i opieka nad wspólnie wypracowanym bogactwem. Biorąc pod uwagę ostateczność głosu obywateli przy realizacji decyzji państwowych, można uznać, ze państwo helweckie jest rządzone oddolnie. To właśnie demokracja bezpośrednia wywarła istotny wpływ na sukces szwajcarskiego „fenomenu demokratycznego”. W Szwajcarii proces decyzyjny funkcjonuje według zasady: dialog jest źródłem kompromisu. Należy tu nawiązać do słów Prezydenta Andrzeja Dudy, który w swoim wystąpieniu 3 maja 2018 r. stwierdził: „Mówiłem, że trzeba mieć zaufanie do mądrości ludzi, do mądrości społeczeństwa. Ja chcę się do tej społecznej mądrości odwołać, chcę się odwołać do waszej, do państwa odpowiedzialności za sprawy kraju, za naszą wspólną Rzeczpospolitą.”

Błędy modelowe, czyli błędy dotyczące rozwiązań niesprawdzonych w działalności politycznej i destruktywna praktyka polskiej demokracji bezpośredniej w wydaniu lokalnym nie powinny zniechęcać Polaków do tej formy kierowania państwem. Doświadczenia płynące z polskich referendów lokalnych, mimo iż nie zawsze pozytywne, pozwalają przypuszczać, że forma ta ma szanse na coraz szersze zastosowanie w praktyce sprawowania władzy, zarówno na poziomie lokalnym jak i państwowym.

Prezydent oświadczył również: „Czyli chciałbym, aby to właśnie naród, aby polskie społeczeństwo zostało zapytane przez rządzących o to, w jakim kierunku chce, żeby podążały polskie sprawy ustrojowe, które kwestie są z konstytucyjnego – tego fundamentalnego – punktu widzenia najważniejsze.”

O współdecydowanie obywateli w życiu politycznym państwa polskiego warto walczyć. Nie chodzi o to, aby z Polski zrobić drugą Szwajcarię, lecz o zwiększenie partycypacji obywateli przy podejmowaniu ważnych decyzji na szczeblach władzy regionalnej i państwowej. Reasumując pragnę podkreślić, ze praktyka inicjatywy obywatelskiej – realistycznej do przeprowadzenia i wiążące dla władz referendum wzbogaciłyby na pewno proces decyzyjny w ramach polskiego systemu politycznego w XXI stuleciu i po 100 latach po odzyskaniu niepodległości.

Prof. Mirosław Matyja

Mirosław Matyja – politolog, ekonomista i historyk. Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i Uniwersytetu w Bazylei. Doktorat w dziedzinie nauk ekonomicznych na Université de Fribourg w Szwajcarii w 1998 r., w dziedzinie nauk humanistycznych na Polskim Uniwersytecie Na Obczyźnie PUNO w Londynie w 2012 r. oraz w dziedzinie nauk społecznych na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie w 2016 r. Mirosław Matyja jest profesorem na Polish University Abroad w Londynie, gdzie pełni funkcję dyrektora Zakładu Kultur Mniejszości Narodowych. Autor i współautor 13 monografii i ponad 130 artykułów naukowych i popularno-naukowych w języku polskim, niemieckim i angielskim.

Autor książki „Szwajcarska demokracja szansa dla Polski”, wydanej w kwietniu 2018 r. przez wydawnictwo PAFERE.

Tags: , , , , ,

11 komentarzy “Polska odmiana demokracji – quo vadis?”

  1. Inicjator
    18 czerwca 2018 at 05:15

    Dobry, choć długi artykuł.

    No i oczywista fraza: “imitacja, jakakolwiek by nie była, pozostanie zawsze imitacją..

    Amen.

    P.S.

    Autor mało chyba przebywa w kraju i zapomina o TRZECIEJ SILE w polskim społeczeństwie, którą jest Kościół Katolicki …

    Ale to bardzo obszerny temat i niepasujący do Szwajcarskiego wzorca.

    A drużyna Szwajcarii nie dała się wczoraj na mundialu Brazylii.

    Czyli można …

  2. Rasta
    18 czerwca 2018 at 05:49

    Niesłychanie wnikliwa analiza naszej rzeczywistości!

  3. Zbigniew
    18 czerwca 2018 at 07:16

    W Polsce nie ma i ostatnio nie było Demokracji. Nawet jeśli uwierzyć że rzeczy zapisane tworzą automatycznie desygnat (bzdura) to “demokratyczne państwo PRAWNE” definiuje REPUBLIKĘ.(podmiotem jest “prawo”) a nie Demokrację (gdzie podmiotem jesz człowiek).

  4. Miecław
    18 czerwca 2018 at 19:02

    Należałoby wrócić do przepisów z czasów PRL, gdzie Ustawa o referendum wprowadzała wymóg uzyskania ponad 50%, ale nie spośród głosujących, tylko ze wszystkich osób uprawnionych do głosowania i nadać konstytucyjną prawomocność takim wynikom, aby nigdy sfanatyzowana mniejszość nie mogła rządzić bezwzględnie nawet w demokracji bezpośredniej.

    Co do niby demokracji w Polsce i społeczeństwa obywatelskiego. Innych wyników od 1990 roku się nie spodziewałem w kraju żyjącym na kulturowym katolicyzmie, gdzie personalizm katolicki nie pozwala stworzyć społeczeństwa obywatelskiego. Politycy zarówno z tzw. lewej, jak i prawej strony po 90-tym roku i współpracujący z nimi kler, są zainteresowani bardziej zarządzaniem społeczeństwem na zasadzie feudalnej i absolutnej niż partycypacji w demokratycznym podejmowaniu decyzji o losach kraju z udziałem tegoż społeczeństwa wpuszczonego w anomię społeczną. To z czym mamy teraz do czynienia, ten niby indywidualizm, to faktycznie wycofanie się z życia społecznego, totalny stan anomii, na którym żeruje jedynie słuszna religia i różne sekty, organizacje. Nie wiem czy jest to zamierzona polityka “jaśnie państwa”, czy skutek uboczny globalizacji i dzikiego kapitalizmu w powiązaniu z ograniczeniami poznawczymi wynikającymi z religii, ale faktem jest, że stan anomii ułatwia im odzyskiwanie majątków, bo społeczeństwo jest zdezorganizowane i nie potrafi systemowo walczyć o swoje prawa. Udało się też mu wmówić i wdrukować mentalne poczucie wstydu za lata PRL, za kolaborację z tamtym systemem, to powoduje wycofanie i stan anomii. Czas pokaże, jak to się skończy, ale feudalna przyszłość jest na przysłowiowe wyciągniecie ręki, a w zasadzie już mamy praktycznie feudalizm tylko w zakamuflowanej formie.

    Nawet przedstawiciele tzw. opozycji pozasystemowej nie potrafią spojrzeć na lata PRL obiektywnie, a krytykują III RP pisząc antykomunistyczne bzdury, i nie rozumiejąc nic z socjologii stosunków społecznych. Vide: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2018/06/nasz-antykomunizm-dla-myslacych-zamiast-etykietek/
    Partia Razem przechodzi dziecięcą chorobę nienawiści do PRL. Jednym słowem ta niby lewica a w jej ramach potomkowie robotników i chłopów budujących PRL, nie potrafi uszanować woli swoich przodków i zrozumieć ich tragicznego położenia w II RP, co spowodowało takie a nie inne zmiany systemowe po II wojnie światowej.

    W takim stanie rzeczy bez systemowej prawdziwej lewicowości Polacy nie mają szans stworzyć demokracji bezpośredniej. Nikt im jej nie da na tacy, na pewno nie kościół ze swoją feudalną strukturą, ani biznes zainteresowany tylko zyskiem, ani obecne partie wodzowskie działające na zasadach korporacji i feudalnej podległości.

  5. Zbigniew
    19 czerwca 2018 at 07:16

    @Miecław
    Taka uwaga: Możesz wprowadzić dowolne przepisy ale przyczyni się to tylko do jednego – do bardziej opresyjnego państwa.
    O strukturze ludzi i samych ludziach również chyba nie dopuściłeś do umysłu wiele.
    Gdybyś faktycznie chciał efektów w każdym z referendów tu obowiązywałaby zasada że nie ma progu referendum a wynik jest obligatoryjny nawet jak pojawi się tylko jedna osoba i powiedział tym że ludziom że ich przeciwnicy mogą wprowadzić coś co odbierze im wolność, pieniądze albo “internet”, ew “piwo”, “meczyki”, “kontakty seksualne w dowolnych konfiguracjach” albo “protestowanie” z flagami w kolorze dwudniowego trupa.
    I tu wspomnę że twoje propozycje jak czy obecna tu narracja szwajcarska to zwykły “copypastyzm”. Zero inwencji. Sam oręduje za modelem ale jako bodźcem do WŁASNEGO rozwiązania. Powielanie jakiś idiotycznych schematów które są właściwe jedynie dla zupełnie innej grupy, z inną historią i w innych granicach jest niezasadne. Dokładnie ten sam model który stosują politycy i politykujący, partie, fundacje, kościoły, stowarzyszenia czy sekty. “Jeden pies”. To że jeden lubi zgniłem chińskie jaja (taki przysmak) nie znaczy że cała ludzkość ma obowiązkowo jej jeść.
    Wolność a po niej dopiero Demokracja, a w Demokracji nie ma referendum, nie ma w niej żadnego trójpodziału władzy, nie ma kadencji, prezydentów, partii, posłów, królów, ministrów, sędziów i nawet nie ma praw innych niż te które są niezbywalne zaś przedstawiciele są wyłaniani przy każdej sprawie na nowo choć czasem są to ci sami.
    Najpierw Wolność którą należy zrozumieć, Bez ustalenia semantyki, określenia desygnatu, to będzie taka narracja “o kościele” albo “o prawcy”.
    A skoro lubisz uogólnienie to proponuję Ci skończyć dość płytką narrację “o kościele” a rozpocząć bardzo głośną narrację “O KORPORACJACH”. Bo szyldy to tylko szyldy a korporacje (nie tylko firmy to błąd semantyczny) są właśnie tym co rozpieprza ludzkość i planetę. Korporacje “polityczne”, “prawnicze”, “religijne”, “biznesowe” skupione wokół chciwości, nieumiarkowania, gniewu i czasem nawet mordu. Tak w przenośni i często nawet dosłownie.

  6. Miecław
    19 czerwca 2018 at 09:59

    @Zbigniew. 19 czerwca 2018 at 07:16
    Widzę, że nie wierzysz w ludzkość zupełnie i w racjonalny nawet prymitywny umysł tym bardziej.:-) Otóż od czegoś trzeba zacząć, a skoro uważam, że kiedyś były dobre wzorce, to dlaczego ich nie odkurzyć. Problem w tym, że wtedy politycy nie zastosowali się w 1987 roku do wyniku referendum, które było wiążące, jako brak akceptacji społecznej dla zmian systemowych w Polsce, ale oni te zmiany i tak wprowadzili pod wpływem styropianowego szaleństwa. Styropiany więc nie mają prawa twierdzić, że była zgoda społeczna na zmiany polityczne w Polsce. Dopiero kolejne 3 lata prania mózgu Polaków i wypuszczenie straszaka inflacji oraz upadku gospodarki Polacy 4 czerwca zagłosowali nieświadomi co ich czeka.

    To o czym piszesz nic nie wnosi do sprawy poza totalnym brakiem wiary w jakiekolwiek rozwiązania. Jakieś w społeczeństwie muszą być jednak przyjęte, inaczej państwo nie istnieje i wracamy do kamienia łupanego oraz walk plemiennych. To jest kwestia braku odpowiedzialności polityków i prawników stosujących prawo, ale kto ma ich do tej odpowiedzialności pociągać, jak oni sami sobie tak system prawny konstruują wykorzystując nieświadomość obywateli, aby potem nie ponosić żadnej odpowiedzialności za swoje decyzje. Tak to wygląda.
    Co do korporacji to one są takimi nowoczesnymi folwarkami, które bez religii i kapitalizmu by nie istniały. Jeżeli pozbędziemy się religii i kapitalizmu korporacje nie będą miały żadnej racji bytu. Dlatego trzeba jednocześnie pozbyć się zabobonów i oświecić ludzkość, kto to uczyni będzie mistrzem świata. Wiemy obaj, że jest to niemożliwe, nawet siłą, co chcieli zrobić komuniści, a teraz są na cenzurowanym tegoż samego “motłochu”, który został wyzwolony przez nich spod “jaśnie pańskiego” bata i kropidła plebana. Ale jak wiemy to nie pomogło, więc totalitaryzm jest nie do przyjęcia, pozostaje mieć nadzieję że sprawę rozwiążę pokojowo ewolucja i edukacja, albo będzie rozwiązaniem atomowy koniec świata, który tenże “motłoch” sobie zgotuje. Wszystko w temacie.

    @WEB. JÓŻ. – zamawiamy u szanownego Krakauera felieton o korporacjach, bo musimy podyskutować na ich temat ze @Zbigniewem a i pozostali pewnie się włączą. Pozdrawiam

  7. Zbigniew
    19 czerwca 2018 at 12:04

    @Miecław

    To nie jest kwestia wiary. Może była jak miałem 4 lata.

    95-98% komunikuje się nawet nie połową minimum leksykalnego na poziomie podstawowym, właściwego dla swojej grup językowej. Doszliśmy do ściany pod którą rozdają takim ludziom doktoraty za “copypastyzm”, nazywają ich dożywotnio profesorami (ciekawe od czego) czy filozofami. Później słyszymy o odmianach Demokracji w jednym miejscu by chwilę później dowiedzieć się że uogólnienia są potrzebne. Takie rozmiękczanie tematu, “chodzenie po bagnach”. Naukowo ograniczanie dziedziny z każdej strony tak by pasowała pod tezę.

    Za postęp odpowiadają jednostki, a nie ludzie ogółem i ….. przymus. Niestety postęp może być w każdym kierunku (podobnie jak ewolucja). Przyczynowo skutkowa nieuchronność na poziomie złożoności nie do ogarnięcia dla jednostki. Nie do ogarnięcia nawet dla dowolnie wielkiej “korporacji”.

    Co do “korporacji” to cały czas jedziesz po jednej myląc ją z religią. Praktycznie przy każdym temacie. Nie mówię że niesłusznie. Mówię że semantycznie niewłaściwie. Bo to nie jest również problem wiary czy religii (również “świeckiej” dla innego rodzaju korporacji). Kluczem są interesy a reszta to tylko dobór narzędzi. “Korporacje” i ich “interesy” to jest właśnie wspólne mianownik dla zasadności uogólnienia. Nie ma znaczenia jak się nazywają. Czy są to korporacje “religijne”, “prawnicze”, “polityczne” czy inne. Hierarchiczna struktura każdej korporacji podług “kolejności dziobania” determinuje kierunek nadany pierwotnie przez “głównego dziobiącego” chyba że inny “zadziobie więcej” to następuje “zmiana”. Wolność i Demokracja są czymś zupełnie odmiennym.

    Ja potrafię jednocześnie zaśmiewać się do łez jak i wpadać w ekstremalną powagę jak słyszę i czytam “demokratów” którzy próbują państwowy rodzaj korporacji znany jako REPUBLIKA nazywać odmianą Demokracji.

    I tak jest z rzymskowatykanzmem który jest ewolucją Rzymu – Republiki która WYKORZYSTUJE semantycznie nazwę “kościół” oraz religię i wiarę do tego by dziobać tych którzy są religią i wiarą (a więc zasadami wokół praw niezbywalnych) związani.

    W Wolnym Świecie Demokracja jest czymś naturalnym i każdy może wierzyć w co zechce bo nikomu to nie przeszkadza. W WOLNYM Świecie jednak nikt nie może sobie uzurpować przewodnictwa nad wiarą.

    Po lekturze tego co piszesz nie sposób nie odnieść wrażenia że dla Ciebie każdy kto wierzący jest przez Ciebie napiętnowany. Tyle że piętnowanie innych to chęć ich zniewolenia. Maj być gorsi.

    I teraz spójrz na “ludzkość” (i siebie). Jedni drugim odmawiają jakiś praw (niezbywalnych). Talmudoizraelizm odmawia praw wszystkim innym. Gdzie i w kim Ty chcesz “pokładać wiarę”?

  8. Zbigniew
    19 czerwca 2018 at 12:52

    @Miecław
    W duchy dyskusji która ma znamiona oświecenie albo Oświecenia i nawiązując do odwróconej logiki teraźniejszości – nie sposób nie zauważyć paradoksu że postulujesz oparcie się na rozumie (z duchem Oświecenia – albo potrzeby Nowego Oświecenia) posługując się myślą sformułowaną przez Rousseau, zaś Twoim oponenci (w dyskusjach i życiu) opierają swój konserwatyzm na myśli Kanta.
    Czy to nie jest zabawne? 🙂

  9. Miecław
    19 czerwca 2018 at 19:06

    @Zbigniew. 19 czerwca 2018 at 12:04

    I cóż możemy na to poradzić. Zamknąć się i w ogóle nie dyskutować? Bo większość ludzi nas i tak nie zrozumie, a raczej z mojego rozeznania wynika, że ma nasze rozważania i poprawności naukowe głęboko w czterech literach, bo im wystarczy serial o kiepskich, piwo i coś do żarcia?

    Ta napiętnowana przeze mnie korporacja jedzie na religii, dlatego po niej tak jadę, ale nie myl religii z wiarą, bo to są dwie różne rzeczy praktycznie. Wiara można powiedzieć jest przyrodzona naturze człowieka, natomiast religia to twór kulturowy, a raczej narzucony ludziom sofizmat myślenia mistycznego po to, aby trzymać ich umysły w niewoli określonych przekonań służących danej kaście kapłańskiej i podpiętym pod to politykom, monarchom, królom itd.

    “W Wolnym Świecie Demokracja jest czymś naturalnym i każdy może wierzyć w co zechce bo nikomu to nie przeszkadza. W WOLNYM Świecie jednak nikt nie może sobie uzurpować przewodnictwa nad wiarą.” – i tu pełna moja zgoda.

    Niestety żeby skrytykować te korporacje religijne, czasami muszę dotknąć ich pseudo-wiary z punktu widzenia nauki, stąd może to wyglądać na podważanie wiary. Ale zauważ, że wiara w prawa przyrody, które odkrywamy na bazie nauki fizyki, biologii itd. i tworzenie z tego światopoglądu naukowego opartego na kosmocentryzmie, też jest w istocie wiarą, tylko racjonalną, nie opartą na mistycyzmie.

    Co do paradoksu z oświeceniem i Kantem, to trzeba postawić retoryczne pytanie, czy konserwatyści dobrze zrozumieli Kanta? Bo myślę że oni nawet nie czytali jego “Projektu Wiecznego Pokoju”, nie mówiąc o pozostałych tezach, myślę że trudnych do akceptacji przez nich. Czy ktoś z konserwatystów dobrze rozumie jego imperatyw kategoryczny czy imperatyw obowiązku? Ale na pocieszenie dodam, że nie rozumie tych imperatywów także lewactwo.

  10. Zbigniew
    20 czerwca 2018 at 07:33

    @Miecław
    “czy konserwatyści ….”

    Pytajmy wprost! Czy w ogóle czytali?
    A tacy Demokraci codziennie podpierający się cytatami z…. Voltaire?
    To jest dopiero (prze)zabawne. 🙂 A jeszcze bardzie kiedy przeplatają to Monteskiuszem 😀

    I tu wracamy na początek.
    Nie czytając, a jeśli już nawet posiedli tę zdolność to robią to bez zrozumienia co i tak nie ma znaczenia bo od razu zapominają co przeczytali.

  11. Miecław
    20 czerwca 2018 at 21:03

    @Zbigniew. 20 czerwca 2018 at 07:33

    Pełna zgoda. Pozwól, że ci zacytuję coś co będzie podsumowaniem twoich zasadnych spostrzeżeń, a opublikowanych w 1837 roku przez jednego z pierwszych polskich psychologów, tj. Michała Wiszniewskiego, ówczesnego profesora UJ w Krakowie pod wiadomym zaborem. W swoim czołowym dziele pt. “Charaktery rozumów ludzkich” w rozdziale I, pt. “Głupstwo i rozmaite jego odcienie”, zawarł swoistego rodzaju typologię ograniczenia umysłowego. Wyodrębnia tam następujące określenia: “głupiuteńki, gap, głupiec przesądny, głupiec sprzeczający się, głupiec zapytujący, głupiec dowcipkujący, głupiec płaczliwy, głupiec polerowany, głupiec zarozumiały, łgarz, półgłówek, półgłupiec, głupiec przemądrzały, człowiek dobroduszny, prostaczek, człowiek ciemny”.

    Jak myślisz, ilu polityków do któregoś z tych typów można by podpiąć? 🙂 Stare publikacje, są super. Nie było wtedy tej poprawności politycznej i semantyki medycznej, ale może w stosunku do polityków należałoby z nowoczesnego nazewnictwa zrezygnować? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up