Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

17 sierpnia 2018

UrbexFoto 3


 Niespodzianka

Celem dzisiejszej wyprawy mają być schrony. Jest ich kilka w mojej okolicy, a czas pokaże dopiero, na ile z nich starczy nam czasu. Czekam na chłopaków. Są znawcami w tej materii, znają się na schronach jak mało kto. Zresztą wyprawa w kilkuosobowej grupie zawsze jest i ciekawsza i bezpieczniejsza. Mnie głównie interesują zdjęcia, jakich mam nadzieję dokonać na miejscu. Ich – obiekty militarne.

Czekam. Mam informację, że są już w trasie, ale nieco się spóźnią. Ot uroki mieszkania w odległym zakątku miasta na jego skraju, gdzie z komunikacją nie najlepiej. Szkoda czasu na bierne czekanie. Idę zbadać otoczenie w międzyczasie.

Dzień zapowiada się ciepło. Jest słonecznie. Dookoła skąpy śnieg. Jest jednak w tym ukryte małe ale. Otóż pod cienką warstewką świeżo spadłego w nocy śniegu kryje się śliski jak nie wiem lód. Co rusz albo jest ciepło albo zimno. I co tylko stopnieje, zaraz zamarza. Tak oto wszystko zamieniło się w ślizgawicę, po której z trudem przychodzi mi się poruszać. Muszę bardzo uważać. Tu już nie chodzi tylko o to, że mógłbym się przewrócić i potłuc. Ale mógłbym przy okazji zbić sobie cenne szkła w plecaku. Co prawda plecak mam fotograficzny, profesjonalny. Ale upadek to jednak upadek i nigdy nie wiadomo, czym może się to skończyć nieprzewidzianie.

Schron nie jest zbyt wielki. Właściwie rzec by można – niewielki. Za to czterokomorowy. Stary, pruski. Tuż obok jest nawet przystanek autobusowy. I wcale go zeń nie widać. Tak dobrze skrywa go uschnięta o tej porze roku brudna roślinność. Ot, niewielki wzgórek. Nic szczególnego. Dopiero podszedłszy specjalnie bliżej można zobaczyć, że jednak coś tam jest. Wejścia są od zachodu. Płaski dach pokryty jest śniegiem. Wystają z niego niewielkie wywietrzniki. Jeden przetrwał w stanie dobrym, pozostałe straciły już w mniejszym lub większym stopniu nie tylko swe daszki, ale i nawet kształt niewielkiej wystającej z podłoża rury. Rdza i zapewne wandale. Albo najpierw wandale zajęli się stożkiem nad wywietrznikiem, a potem rdza dobrała się do nieosłoniętej rury.

Schodzę na dół, pod drzwi. Jest ich czworo. W śniegu widać lekko zaprószone ślady kół. Zapewne policja tu zaglądała jakiś czas temu, bo nic nie wskazuje na to, żeby jakikolwiek samochód wjeżdżał lub wyjeżdżał z tego schronu najwyraźniej służącego jeszcze jakiś czas temu za garaże. Takie to przynajmniej robi wrażenie.

Jedne drzwi są otwarte, albo raczej częściowo otwarte a częściowo zniszczone, nieistniejące. Pozostałe mają się nie najgorzej. Na dwóch wiszą kłódki. Do jednych ktoś próbował się dobierać. W górnym prawym rogu odgięta spora połać blachy grubym nadal tam pozostawionym konarem. Skrajne od północy drzwi wydają się jedynie domknięte.

Na razie badam ostrożnie okolicę. Wszystko wskazuje, że obecnie urzędują tutaj bezdomni. Pytanie zasadnicze: są w środku czy też akurat gdzieś sobie wybyli?

Czas przebadać teren przed wejściem. Czasem przy dokładniejszych poszukiwaniach można na ciekawe rzeczy natrafić. Ciekawe z fotograficznego punktu widzenia. Z niejakim zdziwieniem natrafiam na filtr do maski przeciwgazowej. W niezgorszym stanie. W innym miejscu wtopiony częściowo w lód wystaje pojemnik z opatrunkami. Że z opatrunkami wnioskuję z rozrzuconej i także zamarzniętej zawartości. Szukam dokładniej dookoła. Znajduję jeszcze trochę szczątków. W tym jeden pełny pojemniczek. Wewnątrz bandaż elastyczny i jakaś chemia. Pachnie kamforą. Jakaś szklana rurka z nieznaną zawartością Buteleczka ze spirytusem kamforowym – plastykowa. Chyba kamforowym. Ciekawe, ciekawe…

Podchodzę do pomieszczenia bez drzwi. W środku masa typowych śmieci ściągniętych do wnętrza przez bezdomnych. Zapach też niezbyt przyjemny. W półmroku niewiele widać, mimo że w sumie pomieszczenia nie są zbyt wielkie.

Trochę rupieci. Jeszcze więcej pudełek z opatrunkami. Szczątki maski gazowej. Nawołuję, ale nikt się nie odzywa. Czyli jednak pusto. Kiedyś była tutaj doprowadzona elektryczność. Na ścianie znajduję starą tablicę rozdzielczą z bezpiecznikami. W sam raz na ciekawe zdjęcie.

Wracam na zewnątrz zdecydowanie zaczerpnąć świeżego powietrza. Brudne wilgotne szmaty przesycają powietrze bardzo niemiłą wonią. I tak lepsze to od pewnego innego schronu, jaki odwiedzałem jakiś czas temu porą bynajmniej nie zimową, lecz ciepłą – nie pomnę już wiosna to była li jesień – w każdym razie ciepło. Wchodzę ci ja do takiego bunkra, a tam pokaźny stos ekskrementów. Smród jak nie wiem co. Ciężko wyrazić słowami.

Zaglądam jeszcze dyskretnie do ostatnich drzwi. Z lekkim oporem dają się bezproblematycznie w sumie otworzyć. Wewnątrz legowisko. Stolik zarzucony masą drobiazgów. Z lewej jakaś szafka z naczyniami i nie tylko. Po prawej przejście do następnej, czy raczej poprzedniej komory. Wiszą jakieś ubrania. Na dole duży owalny filtr do maski przeciwgazowej. I kilka małych okrągłych. Za szafką przejście do jeszcze jednej komory w kierunku wschodnim. Wracam na zewnątrz. Czuję się trochę nieswojo. Jakbym komuś w prywatne lokum zaglądał. Bezdomni czy nie – do prywatności swoje prawo mają i należy je uszanować. Tyle, że akurat gospodarza nie ma w domu…

Telefon – zaraz dojeżdżamy. Idę na przystanek. Są. Wracamy pod schron. Po drodze opowiadam o znaleziskach. I przedstawiam w skrócie plan wycieczki na dzisiejsze przedpołudnie. Zabieramy się za dokładniejszą penetrację obiektu. Jeden zostaje na zewnątrz. We dwóch wchodzimy do środka. W miarę możliwości staramy się nie naruszyć prywatności tubylców podczas ich nieobecności. Ogólnie komory są puste. Każda ma w środku coś jakby piwniczkę, przez co musimy uważać, aby w ciemnościach w nią nie wpaść.

Jakby ciemności i tych dziur było mało, wszędzie pełno naniesionych rupieci. Największym zaskoczeniem była ostatnia, czwarta komora. Znaleźliśmy w niej kilkanaście rozpadających się pudełek z opatrunkami opisanymi przeze mnie wcześniej. Do tego filtry do masek obojga rodzajów i maski przeciwgazowe. Także strój albo dwa przeciwchemiczne i kilka opejedynek. Jakaś skrzynia wojskowa. Kiedyś i to wcale jeszcze dawno musiał tu być magazyn wojskowy tych rzeczy. Nie wyglądało to bowiem na przywleczone z zewnątrz. Raczej już tu było, nim bezdomni odpieczętowali pomieszczenia i się tu wprowadzili dodając uroku pomieszczeniom swoimi naniesionymi skarbami wszelakiego autoramentu.

Po drugiej stronie ulicy

Zwiedzamy i zwiedzamy. Szperamy, oglądamy przyglądamy się znaleziskom. Tymczasem dostajemy cynk z zewnątrz, że powoli robi się gorąco. Oto w pobliskim lasku, co prawda nadal jeszcze dość daleko, gromadzi się grupka kilku bezdomnych, prawdopodobnie mieszkańców lokum, które właśnie odwiedzamy. Póki co nie podchodzą, nie przeszkadzają, tylko obserwują z daleka. Właściwie to i tak już obejrzeliśmy sobie ów schron bardzo dokładnie i bez żalu go opuszczamy. Na zewnątrz ponownie oddychamy pełną piersią.

Czas przejść przez ulicę i udać się do kolejnego schronu. Tego widać dużo lepiej z autobusu czy przejeżdżając w pobliżu autem. Nie jest zamaskowany od strony arterii biegnącej po tej stronie Malty.

Schron także niewielki. O nieco innej konstrukcji niż poprzedni Nieco tylko obszerniejszy i młodszy. Wewnątrz cztery puste kompletnie pomieszczenia. Oczyszczone ze wszystkiego, co tylko dało się upłynnić na złomowisku. Szkoda trochę. Co jednak począć. Taki już los tych porzuconych fortyfikacji. Dostęp bezproblemowy. Oglądamy jak zawsze dokładnie, choć po prawdzie niewiele tu jest do oglądania. Robię nieco zdjęć z lampą, bo jest zbyt ciemno, by skusić się na zdjęcia bez niej. Co prawda by można, ale czasy naświetlań byłyby co najmniej kilkunastominutowe. Zadowalam się zatem doświetlaniem.

Kolejny cel to dobrze mi znany z zewnątrz potężny schron nad Cybinką. Znany i nieznany. Znany z zewnątrz, bo mijałem go, obchodziłem już po wielokroć. Nigdy jednak jak dotąd nie byłem wewnątrz. Teraz jest w końcu okazja. Nie, żebym nie chciał, ale albo nie było czasu, albo możliwości.

Będąc już bardzo blisko napotykamy złomiarza. Zagaduję go o schron. Czy użytkowany, czy zamieszkany. Mówi, że nie. Chętnie oprowadza nas po mniejszym kompleksie. Wyjątkowo czysto i schludnie nawet jak na porzuconą fortyfikację. Na dodatek tak łatwo dostępną. Czyżby ktoś tutaj regularnie sprzątał? Można takie odnieść wrażenie. Oczywiście całkowicie pusto w środku. Nasz przewodnik odchodzi w swoją stronę ciągnąc za sobą obładowany znaleziskami wózek. My zaś udajemy się kawałek dalej do większego schronu. Ten robi wrażenie. Jest naprawdę duży. Wewnątrz natomiast pusto i ciemno. W miarę mało naśmiecone. Trochę rozczarowujące. Nie bardzo jest po prostu co fotografować. Szkoda.

Szczątki budowli, stanowisko strzeleckie i schron

Na naszej trasie jest jeszcze jedno miejsce warte odwiedzenia. Prowadzę najkrótszą drogą. Nie jest daleko. Ale jest ślisko. A mnie niedawno nawalił bury zimowe i jeszcze ich nie odebrałem od szewca. A w jesiennych ślizgam się niczym na łyżwach. Ciężko mi utrzymać równowagę. Żałuję, że nie wziąłem z domu kijków trekkingowych. Byłyby bardzo pomocne.

Ten schron łatwo przeoczyć, jeśli ktoś nie wie o jego istnieniu. Jest ani duży, ani mały. Za to ukryty w zboczu wzniesienia, które mocno tu schodzi w dół kilka metrów ku płynącej dołem rzeczce, by po jej drugiej stronie znów piąć się już nieco łagodniej pod górę. Na dodatek jest dookoła, także od góry obrośnięty drzewami i gęstwiną krzaków.

Kilka komór. Do pierwszej dostać się możemy bez trudu. Do kolejnej idziemy przedzierając się pod złamanym jakiś czas temu drzewem. Ostatnie wejście zasypało dawno temu, ale dochodzimy do pomieszczenia przejściem wewnętrznym. W zasadzie jest pusto. Trochę więcej śmieci. Pamiętam, że jeszcze jakiś czas temu widywałem tu zamieszkujących te wnętrza bezdomnych. Chyba jednak obecnie się wynieśli stąd.

Jest jeszcze jedno wejście. Pośrodku. Aby się tam dostać, musimy torować sobie drogę poprzez koronę tego zwalonego drzewa. W końcu udaje nam się tam dotrzeć. Tak, to tu mieszkali i pewnie się wyprowadzili lub się wyprowadził, gdy mu drzewo zwaliło się na wejście utrudniając dostęp d wnętrza. Stos ubrań, legowisko, śmieci. Niby nic ciekawego. Niby. Zaskakuje bowiem figurka maleńka aniołka postawiona w maleńkiej niszy w wejściu do pomieszczenia. Jest ciemno i gdyby nie wyostrzona ciekawość i skłonność do detalicznego przeglądania pomieszczeń – łatwo byśmy go nie zauważyli. Zresztą rzucił nam się w oczy dopiero przy wychodzeniu.

Kawałek dalej widać pozostałości po stanowisku strzeleckim. Widać niewiele, bo w dużej części zasypane i trudno się tam dostać, a nikt z nas nie ma ochoty dziś się tam wczołgiwać. Parę metrów głębiej z ziemi wystają po obu stronach głębokiego rowu fragmenty jakichś konstrukcji o bliżej nieokreślonym kształcie i przeznaczeniu. Wieżyczki strzelnicze? Murowane schody? Ocalało tego niewiele. A to co ocalało, mocno zniszczone i skryte w większości w ziemi. Trudno cokolwiek sensownego wywnioskować na podstawie tego, co nadal widać.

Na tym dzisiejsza nasza wycieczka się kończy. Odpuszczamy sobie zalany schron obok ogrodów działkowych. Da się go odwiedzić jedynie podczas naprawdę uciążliwej i długiej suszy, gdy to woda nagromadzona w fosie przed schronem na tyle opadnie, że dałoby się doń dostać, do wnętrza. Inaczej, przy wysokim lustrze wody, jest to nadal możliwe, jednak mocno ryzykowne. A bo to człowiek się spodziewa, co tam się kryje w takim bajorze? Szkło, dziury, żelastwo, dechy z gwoździami itp. niebezpieczeństwa. A i pewnie niejedno padłe truchło zwierzęce może tam pływać.

Bierzemy najkrótszy kurs na autobus. Tam przychodzi nam nieco poczekać. Co prawda można w przeciwną stronę, ale mnie to nie pasuje, a i chłopaki się aż tak znowu nie spieszą. Wycieczka w sumie znośna, ciekawa głównie za sprawą pierwszego małego starego pruskiego schronu, po którym w sumie akurat najmniej żeśmy si spodziewali, a który najbardziej nas zaskoczył był.

Poznań, 2016.02.18
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , ,

2 komentarze “UrbexFoto 3”

  1. Kurtyna kłamstwa
    16 lipca 2018 at 05:17

    Piękne opowiadanie chętnie bym poszedł z panem na taką wypawę.

  2. h2000
    16 lipca 2018 at 07:11

    Fajne co to na fotografi element fortyfikacji ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

Scroll Up