Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

21 października 2018

UrbexFoto 2


 Bo śmierć pisana tym murom

Miasto. Duże miasta nigdy nie zasypiają. W dużych miastach nieustanie tętni życie. Ktoś kładzie się właśnie spać. Ktoś właśnie wstaje. Miasto kwitnie. Miasto przekwita. Miasto się rodzi. Miasto umiera.

Życie i śmierć nieustannie się przeplatają. Umierają nie tylko ludzie. Zdychają nie tylko zwierzęta. Obumierają nie tylko rośliny. Giną również budynki. Pustoszeją porzucone na pastwę losu. Dogorywają ograbiane doszczętnie przez żerujących na nich złomiarzach.

Nie ma w tym nic niezwykłego. To naturalna kolej rzeczy. Taki jest już ten świat. Nie powstrzymamy tego procesu. Możemy mu co najwyżej towarzyszyć. Możemy go obserwować i go dokumentować, uwieczniać dla tych, którym nie będzie już dane oglądać tego, co obumarło, zginęło, zawaliło się lub zostało wyburzone.

Zakłady, które zdawały się być wieczne, którym dane było przetrwa niejedną zawieruchę losu, popadły w ruinę, w zapomnienie. Firma się likwiduje. Ludzie przestają przychodzić do pracy. Zamyka się okna i drzwi. Bramy zostają zatrzaśnięte. Odłączone zostaje zasilanie.

Czasem ktoś wynajmie pomieszczenia na magazyn lub własną działalność gospodarczą. Dużo częściej po prostu brakuje chętnych. Kiedyś coś tutaj produkowano, wytwarzano lub przetwarzano. Coś tutaj dokonywano. Dziś straciło to rację bytu. Przestało mieć znaczenie. W końcu wycofano ochronę. Pozostawiono wszystko samemu sobie.

Najpierw zaatakowały warunki pogodowe. Mróz zimą wciskał się, gdzie tylko si da. Wilgoć, którą mury nasiąkały deszczową jesienią teraz rozsadzała cegły. Dach zaczął przeciekać tu i ówdzie. Ktoś powybijał okna. Wiatr hula tu i tam bez przeszkód. Ktoś przyszedł, by zabrać to i owo, bo si przyda, bo można sprzedać, bo można do czegoś to jeszcze wykorzystać. Przyszli bezdomni, zadomowili się, zaśmiecili, zagracili. Przynieśli swój swoisty koloryt i zapach. Nieporządny porządek. Tłumnie zaczęli przychodzić łowcy złomu. Ze ścian wyrwano okablowanie. Wycięto wszystko, co metalowe i co da się upłynnić na skupie. Ograbiono miejsce z drewna, które poszło na opał. Tu i ówdzie ogień podłożono i spłonęła jakaś część tego dawno porzuconego miejsca.

Obumierająca tkanka miasta z czasem zaniknie. Przyroda i ludzie dokonają ostatecznego dzieła zniszczenia. Pozostaną co najwyżej zgliszcza. Pozostaną jedynie szczątki zawalonych murów. Tajemnicze, niebezpieczne, fascynujące, przyciągające niczym magnes. Bywa, że ostatecznie teren po zgliszczach zmieni swego właściciela. Ów nowy wszystko zrówna z ziemią, bo za późno zazwyczaj jest już na rekultywację, na renowację, na ratowanie czegokolwiek. Często zresztą jest to proces zamierzony. Bo taniej jest budować od zera niż restaurować stare podniszczone budynki. I tak z miejskiego krajobrazu znika przemysłowa (i nie tylko) zabudowa z XX, XIX i dawniejszych wieków. Zdarza się, że były to piękne budowle. Interesujące architektonicznie.

Na plac wjeżdża ciężki sprzęt. Rozpadające się budynki padają pod ciosami tych kolosów. Zmielona na drobny gruz cegła i beton posłuży jeszcze budowlańcom do różnych celów. Powstanie tu nowy wieżowiec albo nowe centrum handlowe. Niedługo nikt już nie będzie pamiętał miejsca takim, jakie było kiedyś. Historia jego zostanie zapomniana. Zatrze się w pamięci. Wymrą ci, którzy tu pracowali, którzy mieszkali w pobliżu. Którzy kiedyś tu przychodzili by pozwiedzać fascynujące ruiny.

Przetrwa dokument

Miasto rodzi się i umiera. Rozkwita i kurczy się. Nieustannie się przemienia. Coś nowego powstaje. Coś przemija. Nim zniknie, trwa czas jakiś. Jest jeszcze, lecz nie przynależy już do miasta żywych. Nie jest już częścią publiczną. Jest czymś… No właśnie. Czym są ruiny? Czym zapomniane budynki? Czym porzucone zakłady? Nieużytkowane bazy wojskowe? Nieużyteczne obecnie fortyfikacje? Z pewnością czymś niezwykle pociągającym dla urban explorerów. Dla turystów podszewki miasta. Dla zwiedzających miejsca nieodwiedzane.

Każda chwila jest cenna. Każdy moment dobry na to, aby tu przyjść, aby zrobi zdjęcie. Aby udokumentować przemijanie. A spieszyć się trzeba. Bo nic nie jest wieczne. Rozpada się na naszych oczach. Przemija z dnia na dzień. Bywa, że skala spustoszenia dokonywana z miesiąca na miesiąc przybiera rozmiary co najmniej ogromne. Może się okazać, że jeśli przyjdziesz tu dopiero za rok, ba za miesiąc, tydzień, może nawet jutro – okaże się, że nie ma już po co przychodzić. Zburzono. Zasypano. Wysadzono. Zamurowano. Rzadziej uratowano, odrestaurowano, odnowiono, dano drugie życie.

Pozostanie obraz. Pozostanie opis. Pozostanie wspomnienie. Pozostanie historia. Niewielka. Bez znaczenia. A jednak warta ocalenia. Historia małej cząstki świata, jaką przemierzasz swymi stopami. Historia, którą możesz ocalić od zapomnienia. Uczynić nieprzemijalną. Nadać jej sens, koloryt Uczynić ciekawą, fascynującą.

Spichlerz

To nie pierwszy spichlerz, jaki napotkałem w moich wędrówkach z aparatem po tego typu miejscach. Tym, co go jednak odróżniało, to niedostępność do części budynku oraz wciąż zachowane elementy drewniane w zsypach.

Zima była nijaka tego dnia. Pochmurne niebo. Nieco mroźne powietrze. I niezwykle ślisko. Trzeba uważać na każdy krok, bo łatwo się przewróci, zachwiać, stracić równowagę. O wypadek nietrudno.

Okolica odległa, zapomniana. Na uboczu, a przecież w sercu miasta. Z jednej strony wysokie bloki i odnowione kamienice. Nieco dalej takie same kamienice, lecz wciąż zaniedbane, podupadłe, zapuszczone, z zaniedbane. Okolica pełna kontrastów. Niepozorny przejazd kolejowy przez torowisko. Ni w pięć ni w dziewięć wcisnął się tu jeden z markecików. Zupełnie tu nie pasuje swym stylem.

Brama miała kiedyś zapewne chronić dostępu. Obecnie ledwo wisi na naderwanych zawiasach. Jest pogięta. Mocno pokiereszowana. Trudno byłoby ją zamknąć ponownie. Zmarzlina sprawiła, że rozjeżdżone błoto sterczy niczym miniaturowe górskie granie. Nie dość, że ślisko, to jeszcze nierówno. Nie ma jak nogi postawić.

Teren zaniedbany. Pełno śmieci dookoła. Jakieś szczątki mocno rozkawałkowanej już kanapy. Sterta gruzu dawno porośniętego chwastami. Puste oczodoły niższej części budynku zapraszają do zaglądnięcia ukazując jednocześnie że z jednej strony niczego do ukrycia nie mają, z drugiej zaś niczego specjalnie ciekawego nie obiecują pokazać.

W środku ściany pomazane bohomazami poczynionymi przez pseudo-graficiarzy. Bazgroły niestety przeważają. Rzadko zdarza się napotka interesujący motyw graficzny, który by zdobił ścianę miast ją oszpecać. Na podłodze walają się śmieci. Ciśnie się na usta tylko jedno wytłumaczenie: ktoś sobie tutaj urządza regularne wysypisko śmieci. Tak taniej i prościej. Budyneczek ma piętro, schody jednak wyglądają niebezpiecznie i rezygnuję z próby dostania się wyżej. Zdają się pragnąć paść pod moim ciężarem i uraczyć mnie upadkiem z wysokości.

Kilka prostych zdjęć i wracam na zewnątrz. Nieco dalej można się przyjrzeć wnętrznościom tego spichlerza. Jego drewnianej zawartości użytkowej. Gdzieś tam na górze zsypywano ziarno, a tu na dole je odbierano. Obchodzę spichlerz dookoła. Gdzieś w oddali ekipa elektryków dłubie coś przy torach kolejowych. Grunt wznosi się tym bardziej, im bliżej torów jestem. Na poziomie spichlerza z grubsza pozostaje paski. Zauważam jakiś tunelik w nasypie. Odwodnienie torów?

Próbuję zajrzeć z drugiej strony. Także i tu masa śmieci. Ktoś tutaj nagminnie rozwalał dawne monitory kineskopowe. Walają si dookoła szczątki wielu z nich. Małych i dużych. Przedzieram się przez krzewy dzikiego bzu. Szukam wejścia. Nie znajduję. Pora roku i śliskie podłoże nie sprzyjają dokładniejszej penetracji. Może kiedyś, innym razem zapuszczę się tutaj raz jeszcze. Może tak, a może i nie. Nie da się przewidzieć.

Jest całkiem spora szansa na to, że wewnątrz zachowała się jeszcze spora część infrastruktury spichlerzowej. Może nawet całe mechanizmy. Kto wie, kto wie. Miejsce jest odludne i zapomniane. A może jednak tam wewnątrz wszystko jest równie zdewastowane i odpychające, brudne i zszargane jak ów niewielki jednopiętrowy budyneczek z przodu spichlerza. Opuszczam to miejsce bez żalu. Nieco zawiedziony. Bynajmniej nie dlatego, że obiekt nie jest ciekawy. Bo jest i to bardzo. Ale dlatego, że ludzie urządzili sobie tu wysypisko. Zgotowali mu smutny los. Szkoda. Wielka szkoda.

Poznań, 2016.02.15
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , , ,

One Response “UrbexFoto 2”

  1. Ryszard K.
    15 lipca 2018 at 07:55

    Wysypiska dzisiaj w Polsce to poważny problem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

Scroll Up