Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

20 września 2018

Staś niejadek jeść zaczyna /bajka/


 Staś był chory. Chorował od dawna. Od tak dawna, że nie pamiętał już jak to jest nie chorować. Od dawna też mieszkał w szpitalu. Bardzo tęsknił za swoim domem. Za swoim pokojem. Ale pan doktor, pan Robert mówił, że jeszcze nie może do niego wrócić. Że jeszcze musi tutaj pozostać. Że coś tam wciąż jest z tym zdrowiem Stasia nie tak i że pan doktor bardzo chce to naprawić. Nie jest to jednak takie łatwe. Próbował już różnych rzeczy. Pytał nawet innych, bardzo mądrych ludzi, jak można pomóc Stasiowi. Wszyscy jednak bardzo się smucili, że też nie wiedzą ale obiecali, że będą szukać, aż znajdą.

Staś też bardzo chciał wyzdrowieć. Ostatnio mu nie szło z tym najlepiej. Dziś znów czuł się bardzo słaby i na nic nie miał ochoty. Szczególnie na obiad. Słyszał, jak pan doktor rozmawiał szeptem z mamą. Że bardzo go niepokoi brak apetytu Stasia. Że jeśli jutro nie zje normalnie obiadku, to będzie trzeba karmić go kroplówką, a to nie jest dobre rozwiązanie dla takiego wspaniałego dzielnego chłopczyka. Ale niestety może nie mieć wyjścia. Potem mama była smutna. Taka smutna poprzez uśmiech. Smutna pomimo tego, ze Staś wciąż próbował mamę rozweselać i się do niej uśmiechać. Raz nawet udawała, ze coś wpadło jej do oka. Staś jednak wiedział, że to łezki jej pociekły z oczu.

Staś także był smutny. I bardzo słaby. nie dość, ze nie ma sił, by wstać z łóżka, to jeszcze nie ma zupełnie apetytu. Dziś znów próbował, ale niemal nic nie zjadł. I zupełnie mu to nie smakowało. Nawet się zdziwił, bo bardzo lubił marchewkę i zawsze byłą tutaj w szpitalu bardzo dobra. Nie dziś jednak. Dziś zupełnie nie czół jej smaku.

Wieczorem Staś nie mógł nic przełknąć. Popił tylko nieco wody. Gdyby miał choć troszkę więcej sił, nawet by się popłakał, b o bardzo chciał pokazać mamie, że ją kocha i że dla niej zje wszystko.

– Jejku, jejku, gdzie jest mój apetyt? Gdzie się podział? Czy ja go gdzieś nie zgubiłem? – takie sobie zadawał pytania. Aż w końcu bardzo słaby, smutny i zmęczony zasnął.

Coś Stasia obudziło. Tylko nie wiedział co. Albo raczej kto. Zdawało mu się, i był pewien, ze to nie sen, że ktoś go woła. Że ktoś do niego mówi. Nikogo jednak nie widział. Pokój był pusty. Od kilku dni mieszkał sam w tym pokoju. Chłopczyk, z którym czasem się bawił lub chociaż rozmawiał, a jeśli i na to któremuś z nich nie starczało sił – pojechał właśnie niedawno z rodzicami do domu.

Była noc. Za oknem znów padał śnieg. Staś bardzo lubił śnieg. Dziś jednak nie miał siły, aby podejść do okna i mu się przyglądać. Przechylił tylko głowę i wpatrywał się w nocne okno. I śnieg za oknem.

– przytulisz mnie? – ktoś nagle koło ucha Stasia wyszeptał te słowa.

– Kto to mówi? – zapytał Staś zdziwiony i nieco przestraszony, bo przecież nikogo nie widział. Pokój był pusty. Z korytarza nie dochodziły żadne dźwięki. O tej porze cały szpital spał i tylko panie pielęgniarki czuwały.

– jestem z drugiej strony. – odpowiedział cichuteńko nieznany głos – Przytulisz mnie? – zapytał ponownie.

Staś bardzo powoli obrócił głowę. Chciał to zrobić szybciej, ale nie miał siły. Kosztowało go to wiele wysiłku. Gdy już się obrócił, zobaczył na stoliku obok łózka małego pluszowego misia.

– Gdzie jesteś? Nie widzę cię.

– Patrzysz na mnie.

– Nie.

– patrzysz.

– Przecież mówię, ze nie. Gdybym na ciebie patrzył, to bym cię widział – odpowiedział pewnym, choć słabym głosem Staś.

– Patrzysz i widzisz – odpowiedział stanowczo cichutki głos.

– Przestań się wygłupiać i pokaż mi się. Na pewno schowałeś się pod moje łóżko, a ja nie mam siły tam zajrzeć, bo jestem bardzo chory.

– Nie, nie jestem pod łóżkiem. Patrzysz na mnie i mnie widzisz.

– A kto ty jesteś? Jak masz na imię?

– Jestem miś Mniam.

Staś osłupiał. Jak to? Miś do mnie mówi? Ten mały miś pluszowy ze stoliczka? Niemożliwe! Na pewno jeszcze śpię i to mi się wszystko śni.

– Nie śpisz i ja ci się nie śnię – odpowiedział jakby znając jego myśli Miś. I dodał:

– Przytulisz mnie?

– Chciałbym, ale nie mam dość sił, aby po ciebie sięgnąć w tej chwili.

– Ojejku. Szkoda. Tak bardzo chciałem, aby znów ktoś mnie przytulił.

Zapadłą chwila ciszy. Ani Staś, ani miś nic nie mówili. Staś tylko wpatrywał się ciekawie w małego misia. Miś jak miś. Wyglądał zwyczajnie. Nie był nawet nowy. Przeciwnie, wyglądał na całkiem mocno już wytarmoszonego przez inne dzieci.

– Skąd się tutaj wziąłeś? – zapytał niepewnie Staś.

– Nie wiem. – zdaje się, że przysłała mnie do ciebie dziewczynka, która mnie kiedyś tuliła.

– Pamiętam jak mi powiedziała – dodał po chwili – że powinienem iść do dziecka, które będzie mnie potrzebować, bo ona jest już duża i nie może mnie ze sobą zabierać do szkoły.

– Aha.

– A mogę chociaż tu sobie posiedzieć cichutko obok ciebie? – tym razem miś zapytał bardzo, ale to bardzo nieśmiało.

– Pewnie, będzie mi miło, jeśli tu sobie ze mną posiedzisz.

– Oj, bardzo się ciszę. Nie lubię być sam.

– A co to za dziewczynka, o której wspominałeś?

– Miałą na imię Ania. Zostałem jej podarowany, gdy Ania zamieszkałą u Cioci, bo nie mogła już dłużej mieszkać ze swoją mamą.

–Ojejku – aż wykrzyknął Staś zaniepokojony. – A dlaczego?

– Mam ją kochała, ale zupełnie nie umiała się nią opiekować?

– Jak to możliwe? Moja mama zawsze się mną bardzo opiekuje i bardzo mnie kocha.

– Tak widziałem, jak cię układała do snu. Masz wspaniałą kochaną mamę.

– Dziękuję – radośnie wyszeptał Staś.

– Pewnie też bardzo ją kochasz? – zapytał miś.

– Tak.

– A mówisz jej o tym? Znaczy, ze kochasz ją?

– czasami… – Odparł nieco zawstydzony Staś

– Powinieneś częściej . Mamy bardzo lubią, jak im to mówić.

– A co z tą dziewczynką?

– Ania byłą bardzo smutna i bardzo tęskniła za domem? Wtedy ciocia podarowała jej mnie, abym się do niej przytulał w nocy i śpiewał piosenki, albo opowiadał historyjki lub wierszyki.

– Ojejku! I ty to wszystko potrafisz?

– Yhm – dumnie odparł miś.

– Mówiłeś, ze mama nie umiała się nią opiekować…

– Tak, to bardzo smutna historia. Historia, jaka nie powinna przytrafiać się dzieciom. Ale czasem się przytrafia, bo dorośli nie potrafią się niekiedy odnaleźć w roli rodziców. Ania była bardzo głodna…

– To jak ja. Też jestem głodny. Ale nie mam siły jeść. – przez łzy wyszeptał Staś.

– Jejku, jejku. Pewnie dlatego, ze jesteś taki chory – powiedział miś.

– Pewnie tak. Nic mi nie smakuje i nie mam siły przełykać. Mogę tylko z trudem pić. A teraz jestem taki słaby, że nie mogę nawet cię przytulić…

– Hm, coś musimy z tym zrobić – zadumał się miś. – Z Anią jednak było zupełnie inaczej. Ona była głodna, bo nikt jej w domu nie dawał jedzenia. Mama zapominała o niej.

– Jejku, jak to możliwe? – zdziwił się bardzo Staś – Jak można zapomnieć o swym dziecku?

– Czasem się tak dorosłym zdarza. Na szczęście nie wszystkim. Ale jeśli już, to cierpią na tym dzieci. Takie jak Ania. Ania przyjechała do cioci bardzo głodna i bardzo, ale to bardzo chuda.

– Zaraz, zaraz, powiedziałeś, ze jak się nazywasz?

– Mniam

– Dlaczego Mniam?

– Tak nazwała mnie Ania. Początkowo myślała, ze jestem do jedzenia i próbowała mnie zjeść.

– O rany!

– O tak! Niemal mi odgryzła nogę, o tutaj popatrz – i pokazał na swoją nóżkę przyszytą do ciała grubymi nićmi. – Na szczęście ciocia mnie uratowała. Dała Ani ciastko i wytłumaczyła, ze misi się nie je, tylko przytula. I można się nimi bawić. Albo z nimi rozmawiać.

– uff, to ci się udało – radośnie odpowiedział Staś.

– Tak, miałem szczęście. Tym razem. Kiedyś… Ale o tym opowiem ci innym razem,.

– I co z tą Anią.

– Ania całymi dniami chodziła za ciocią i wołała „Mniam”. Wciąż chciała coś jeść. Dzień po dniu. Tydzień [po tygodniu. Trwało to chyba ze dwa lub trzy miesiące. W końcu jednak była już tak najedzona, ze nie mogła zjeść tego, co wyprosiła u cioci. I tak powoli przestałą wołać „Mniam” na ciocię. Ale nie na mnie. Dla niej zawsze byłem Mniamem.

– Dobrze, ze cię nie zjadła. Mogłaby się pochorować.

– Też tak myślę. I wciąż próbowała mnie karmić. Czasami udawała przed ciocią, ze to ja, jej miś Mniam, jestem głodny. Brała kanapkę i niby to karmić mnie , sama po cichu ją zjadała.

– He he he…

– Wiesz co, może ja ci pomogę?

– Jak to? W czym? Jak?

– No mógłbym udawać, ze jem twoje śniadanie, a ty byś je połykał za mnie. Ja będę głodny a ty będziesz mnie karmił jedząc dla mnie.

– Hm, myślisz, ze może się udać?

– Spróbować nie zaszkodzi?

– Spróbować nie – wyszeptał przez sen Staś i na dobre zasnął Bardzo zmęczony.

Obudził się tuż przed śniadaniem. Ale miałem dziwny sen, pomyślał. Zaraz? A co to? Coś wystawało mu spod kołderki. Miś? Jednak to nie był sen! I skąd on tutaj? Przecież nie sięgałem po niego. Widać, sam przyszedł, aby się do mnie przytulić.

Pani Marta, pielęgniarka, przyszła ze śniadaniem. Pomogła mu usiąść i zapytała, czy może mu pomóc jeść. Staś z radością odpowiedział, ze tak. Wiedział bowiem, ze jest słaby i czuł, ze sam to jednak nie dałby sobie rady. Ale głupio byłoby mu tak prosić o pomoc. Dlatego się ucieszył tym pytaniem. Postanowił sobie, że zje zupkę za Mniama. I dla Mniama. I dla tej dziewczynki Ani, co byłą w domu taka głodna, bo ją mama zapominała karmić. Nie było łatwo. Zjedzenie śniadania kosztowało go wiele wysiłku, ale jak coś się robi z miłości, np. dla mamy, to ma się więcej sił, niż się sądziło. Albo z przyjaźni. Bo Staś pomyślał sobie, ze fajnie byłoby mieć takiego przyjaciela jak ten miś Mniam. I że mógłby mu [okazać jedząc tę zupę, ze chce by on był też jego przyjacielem.

Poznań, 2016.01.15
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , ,

One Response “Staś niejadek jeść zaczyna /bajka/”

  1. Marianna z Leeds
    14 lipca 2018 at 06:01

    Jakiś jamnik! Śliczna bajka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

Scroll Up