Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

17 grudnia 2018

Jesienne wakacje II


 Dzień drugi

Drugi dzień to przede wszystkim rekonesans po okolicy. Zapoznajemy się z bliższym i dalszym otoczeniem. Namierzamy sklepy. Robimy niezbędne zakupy. Mamy nocleg, ale o wyżywienie zatroszczyć się będzie trzeba samemu. O ile obiady zamierzamy jeść po drodze, tam, gdzie nas zaniesie podczas zwiedzania, o tyle śniadania i kolacje będziemy szykować sobie sami.

Pogoda nieco nieszczególna. Nieco popaduje. Z przerwami Nie zniechęca nas to. Po zakupach w lokalnym markecie zaczynamy zwiedzanie Lubomierza. Miasteczko niewielkie. Szybko nam idzie. Na końcu wisienka na torcie: zaglądamy do Muzeum Kargula i Pawlaka. Muzeum niewielkie, ale warte odwiedzenia. Ogólnie jest tu dużo więcej do obejrzenia, niż żeśmy zobaczyli. Tyle, ze z dzieciaczkami, małymi dzieciaczkami na za wiele nie można sobie pozwolić.

Dzień trzeci

Tego dnia wybieramy się na zwiedzanie Elektrowni wodnej w Plichowicach. Potężna tama. Piękna okolica. Ogromny zbiornik wodny. Pogoda dopisała .Pięknie, słonecznie. Wspaniałe miejsce dla fotografów. Znów niestety, nie mam na to szans. Choć i tak robię, co mogę. Kiedyś w okolicy jeździła kolejka.

Obiad jemy w okolicznej gospodzie. Bardzo klimatyczna. Drewniany domek wypełniony po brzegi wypchanymi zwierzętami i ptactwem. Można też obejrzeć liczne zdjęcia z czasów budowy samej tamy dla elektrowni.

Podczas poobiedniego relaksu wymykam się i idę zwiedzić wiadukt kolejowy nad Jeziorem Plichowickim. Sam wiadukt nie jest już w najlepszym stanie. Ale i tak zdobywam się na odwagę przełamując lęk wysokości i wchodzę, by z niego porobić dodatkowe zdjęcia. Docieram gdzieś do połowy. Idzie mi topornie. Nie mam aż tyle czasu, by przejść na drugą stronę. Zawracam.

Nieco wcześniej jest Stara, zaniedbana nieco stacja kolejowa z pięknymi arkadami. Szkoda, że ten piękny budynek jest zaniedbany i zdewastowany. Niżej, nad brzegiem jeziora mała przystań. Wypożyczalnia kajaków, jachtów łódek i rowerów wodnych.

Dzień czwarty

Tego dnia jedziemy do Pławnej. Są tam dwie atrakcje. Jedna to Arka Noego. druga to Zamek Legend Śląskich. Pogoda taka sobie. Zostaję przy samochodzie z najmłodszym dzieciaczkiem, które usnęło w drodze. Reszta idzie na zwiedzanie. Dołączam do nich nieco później.

Po południu jedziemy jeszcze do Zamku Czocha w Czochach. Wspaniały, piękny zamek. Ogromne mury. Część w bardzo dobrym stanie. Odrestaurowana. Hotel, restauracja. Część mocno zaniedbana. Miejsce godne polecenia.

Po południu zwiedzam sobie sam Maciejowiec. Nie ma tu wiele do obejrzenia, ale gdyby czas pozwolił, byłoby sporo możliwości do fotografowania. Dzieciaczki maja jednak pierwszeństwo, więc chwil typowych dla siebie nie mam wiele. Korzystam z nich intensywnie, co kończy się nadwyrężeniem nogi. Ale co tam. Ciągnie mnie we wszelkie strony. Jeśli to możliwe, rano i wieczorami wychodzę na fotografowanie okolicy. Udaje mi się też jednego wieczoru wybrać na polowanie na zachód słońca. Zwiedzam niewielki kawałek pięknej okolicy.

Dzień piaty

Trochę odpoczynku. Zostaje z dzieciakami na agro. Żona z teściową idą do lasu na grzyby. Idziemy do ogrodu. Korzystamy ze wszelkich atrakcji przygotowanych tutaj dla dzieci. Pogoda paskudna. Nieco zimno. Pochmurno. W południe deszcz. Później nieco się poprawia.

Popołudniem wyrywamy się we dwoje z zoną do Lenna, obejrzeć Zamek Lenno. Niestety nie docieramy do samego zamku. Trasa turystyczna jest czasowo zamknięta. Remont. Nie ma sensu się przedzierać pod górę. Tym bardziej, ze znów solidnie się rozpadało. Zaglądamy na chwilę do Pałacu Lenno. Mieści się w niej restauracja na parterze. Zasięgamy języka. Rzeczywiście remont trasy turystycznej idzie pełną parą i jest niebezpiecznie, póki nie skończą. W pobliżu zaniedbane budynki gospodarskie przynależne do pałacu.

Oglądamy – tylko z zewnątrz – bo zamknięty kościółek pod wezwaniem św. Jadwigi. Pierwotny kościół postawiono w XIII w. Obecna bryła pochodzi z wieku XVII.

Wracamy. Zatrzymujemy się jeszcze w jednym miejscu. Niedaleko drogi,. skryty w lesie stoi kościółek pw. Wniebowzięcia NMP. Oczywiście zamknięty. A tuż obok pałac Schloss-Matzdorf. Mocno zaniedbany, piękny dwupiętrowy budynek popadający w coraz większą ruinę. Korciło mnie nawet, aby wpaść tu na mały urbex, ale nie dałem rady.

Pięć dni to zdecydowanie za mało, aby odwiedzić wszystko, co warto w okolicy zobaczyć. A podróż z maleńkimi dziećmi znacząco ogranicza mobilność. Może kiedyś uda się powrócić i zmierzyć z tym miejscem ponownie, już ze starszymi dziećmi, które będą mogły nam towarzyszyć w wędrówkach.

Powrót

Powrót odbył się bez niespodzianek. Wstajemy rano. Zakupy przed wyruszeniem. Jemy śniadanie. Szykujemy kanapki na drogę. W drogę ruszamy przed południem. Wybieramy nieco dłuższą trasę, ale łatwiejszą w przejeździe.
Mniej więcej w połowie drogi zatrzymujemy się na obiad. Jeszcze kilka godzin i bez pośpiechu jesteśmy w końcu w domu. Targam bagaże na górę. Dzieciaki wyspane w drodze, ani myślą iść spać. Jest późne popołudnie. Leniwie mija nam czas do wieczora i w końcu udajemy się na upragniony spoczynek.

Poznań, 2017.10.08
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , ,

One Response “Jesienne wakacje II”

  1. Emeryt z Toporu
    12 lipca 2018 at 05:59

    Bardzo lubię pana czytać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Społeczeństwo

Scroll Up