Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

18 lipca 2018

Wódko pozwól żyć! Należy separować sprzedaż mocnego alkoholu!


 Wódko pozwól żyć! Należy separować sprzedaż mocnego alkoholu! To nie jest normalne, że w każdym sklepie w Polsce można kupić hektolitry wódki i inne alkohole, na życzenie, bez ograniczeń i w zasadzie o każdej porze. Do tego dodajmy, że w sklepach dyskontowych i marketach wielkopowierzchniowych mamy prawdziwe galerie z alkoholem. Człowiek idzie z wózkiem na zakupy a dookoła wszędzie jest wóda! Piwo! Wina! Wszystko, co tylko wymyślił przemysł propinacji i destylacji.

Szczytem wszystkiego jest to, że alkohol jest na stacjach benzynowych. Tego nie da się zrozumieć nawet logiką chciwości. Nie chodzi o to, że kierowcy piją, bo nie można uogólniać. Jednak proszę się zastanowić, czy stacja benzynowa jest od sprzedawania wódy, czy paliwa? Czy sklep dyskontowy na osiedlu ma sprzedawać towary pierwszej potrzeby, chemię gospodarczą i owoce, czy także a może i przede wszystkim wódę?

Trzeba popatrzeć racjonalnie na istotę rzeczy, tak żeby wszystko co tworzy naszą przestrzeń społeczną, architektoniczną i gospodarczą układało się w harmonijną całość, czyniącą możliwość bezpiecznego, wygodnego i szczęśliwego życia dla społeczeństwa. To być może nieco utopijne, ale żyjemy w łańcuchu naczyń połączonych, państwo to nie są samotne wyspy, które żyją na własny rachunek, wszystko jest współzależne. Nie tylko mamy prawo oczekiwać od wszystkich działających publicznie użytkowników przestrzeni – bycia użytecznym i działania zgodnie ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem. Jak również, a może i przede wszystkim potrzebujemy wymagać, żeby poszczególne składowe systemu tworzącego naszą codzienność pełniły swoją rolę.

Jest oczywistym, że sklepy posiłkują się dochodami z alkoholu i dzięki temu mają możliwość utrzymać się na rynku. Powstaje jednak pytanie – czy w naszym interesie jest utrzymanie takiego stanu w dłuższej perspektywie? Czy żeby sprzedawać szczypiorek, trzeba sprzedawać wódę? Może inaczej, tak żeby każdy dobrze zrozumiał, czy godzimy się na to, żeby podporządkować funkcjonowanie społeczeństwa temu, co chcą sprzedawać nam sprzedawcy? Czy może to sprzedawcy mają podporządkować się potrzebom społeczeństwa? Jeżeli to drugie, to znaczy, że wóda nie powinna być dostępna wszędzie, zawsze, w każdym rodzaju i ilości – bez limitów.

Poraża dostępność wódy i innych mocnych alkoholi w sklepach dyskontowych. Ludzie się przyzwyczaili i myślą, że to jest coś normalnego. Coś, co jest stałym elementem ich życia. Oczywiście nie ma obowiązku kupowania wódki. Jednak nie po to reklama i marketing to główne sfery zainteresowania właścicieli takich sklepów, żebyśmy nie kupowali tego, co chcą.

W interesie społecznym jest spowodowanie, żeby masowy handel detaliczny nie handlował mocnymi alkoholami. To znaczy niech sprzedają piwo i wino, ewentualnie różne pochodne wynalazki, ale wszystko co ma powyżej tzw. 38% zawartości alkoholu powinno być sprzedawane na innych zasadach, poza tymi placówkami. Jeżeli sobie nie poradzą na rynku to zajdą zmiany i dostosowania. Natomiast celem głównym jest spowodowanie, żeby zyski ze sprzedaży alkoholi nie zasilały krwiopijców rozpijających Naród.

Przed wojną istniały monopole, przykładowo tytoń i wyroby tytoniowe sprzedawali kioskarze, którzy przeważnie byli zasłużeni w wojnie o niepodległość. Dodatkowo często pełni różne funkcje pomocnicze dla Policji. Jednak chodzi o ideę. Alkohol nie jest towarem pierwszej potrzeby. Nie musi stać na regale obok chleba lub masła! Na pewno zaś, nie powinien być przy kasie w prawie każdym dyskontowym sklepie.

Szczególnie boli to, że alkohol jest tak łatwo dostępny w sklepach należących do zagranicznego kapitału, w tym do niemieckiego. To przypomina smutne czasy okupacji, kiedy to do rozpijania Polaków, wprowadzono system wynagradzania wódką i jej łatwą dostępność. Nie ma przypadków, zmieniają się tylko metody, dzisiaj są finezyjne, wcześniej były prymitywne. Liczy się natomiast głównie to, że jesteśmy dewastowani jako tkanka ludzka. Jeszcze za to płacąc.

Zdjęcie nie jest przypadkowe. Należy separować sprzedaż mocnego alkoholu. Licencje niech przyznaje samorząd. Niech samorząd ma z tego część dochodów, należy pamiętać o kosztach leczenia alkoholizmu.

Tags: , , , , , , , ,

19 komentarzy “Wódko pozwól żyć! Należy separować sprzedaż mocnego alkoholu!”

  1. Inicjator
    25 czerwca 2018 at 04:48

    Bardzo dobry i słuszny artykuł.

    Wnioski Autora w pełni popieram.

  2. tatanka
    25 czerwca 2018 at 06:11

    W pełni to popieram. należy za wszelką cenę pozbawić dyskonty prawa do sprzedaży mocnych alkoholi. Piwo tak, wino tak, ale mocniejsze mowy nie ma. Zastanowiłbym się nad supermarketami. Wódka to nie jest towar pierwszej potrzeby. No a to co jest na stacjach benzynowych to k. kpina, Zdjęcie znam ze swojego dyskontu pewnego południowoeuropejskiego owada. też mam taką półkę gdzie jest morze wódy. Spijają Polaków. Podobnie Niemcy oni też nas rozpijali i rozpijają. kto zna hiostorię nie kupuje u niemca

  3. wlodek
    25 czerwca 2018 at 08:00

    I jak tu nie pić po wczorajszym”występie”na Mundialu? Fatum czy co,po 27:1 teraz 3:0!Mistrzowie auto reklamy mają z kogo brać przykład ( czy i tym razem Prezes z kwiatami na powitanie że wrócili szczęśliwie z piekielnej Rosji).!

  4. Bior
    25 czerwca 2018 at 08:04

    I jeszcze ta specyfika niemieckich dyskontów, które promują za wszelką cenę producentów niemieckich.

  5. Xun Zi
    25 czerwca 2018 at 08:10

    Świetny artykuł po klęsce Orłów w meczu z Kolumbią. Na pewno naród posłucha wtedy, kiedy musi leczyć depresję po zdemolowaniu ostatnich nadziei.

    A tak poważnie mówiąc – to co proponuje autor, to kolejne rozwiązanie typowo systemowe: uderzyć w skutki, a nie w przyczynę. A co jest przyczyną, że ludzie sięgają po alkohol i narkotyki w ogóle? Bo alkohol jest takim samym narkotykiem jak np. heroina; różnica jest taka, że pierwszy jest legalny, a drugi nie.

    Co pcha ludzi do brania środków psychoaktywnych? Czy jest to zwykła ciekawość czy chęć stłumienia własnych problemów? Dlaczego alkohol jest tak popularny? Dlaczego w ogóle narkotyki są takie popularne wśród ludzi, że wojna z nimi nie przynosi żadnych skutków, a jedynie trwoni się na nią pieniądze? Dlaczego jest to zjawisko powszechne, zbiorowe, a nie indywidualne?

    I takich pytań można by jeszcze dodać sporo więcej.

    “Wódko pozwól żyć!”

    Ona pozwala żyć w chorym państwie, w chorym społeczeństwie.

  6. Miecław
    25 czerwca 2018 at 09:18

    Pamiętam, jak po 1989 roku toczono walkę o szeroką dostępność piwa dla obywateli. Upieczono wtedy dwie pieczenie na jednym ogniu. Wprowadzenie piwa do sprzedaży w sklepach, powstanie szeregu piwiarni zapewniło zysk krwiopijcom, ale też w ten sposób otumaniono Polaków. Piwo nie jest dobre dla mężczyzn, bo podobno obniża poziom testosteronu, zwłaszcza nadmiar takiego picia taniego zachodniego śmiecia. Skutek depresja mężczyzn i stłumienie racjonalnego myślenia. Efekt – Polacy nic się nie stało, wy sobie pijcie, a my będziemy przejmować wasz przemysł, pozbawiać was miejsc pracy, zamienimy was w tanią siłę roboczą. Jak już będziecie biedni zapewnimy wam respirator w postaci 500+, żeby na to piwo zawsze starczyło, no i na różaniec kupiony na odpuście, co by o modlitwach nie zapominać.
    Tak się tworzy niewolników.

    Ale pomysł autora co do monopoli, może spowodować teraz niechęć do władzy, aczkolwiek, jak te monopole znajdą się w rekach tylko jedynie słusznej i zasłużonej styropianowej opozycji, do tego uświęconej religijnie, to mogą się tego chwycić.
    Ale zachodni koloniści na to nigdy nie pozwolą, aby utracić zyski, nawet kosztem swoich zasłużonych styropianów.

  7. Bible Freak
    25 czerwca 2018 at 10:40

    Ludzie zawsze się leczyli i odurzali naturalnymi substancja aż do czasów Prohibicji.

    Na przykład takie opium – chłopi polscy robili wywar z makówek jako skuteczny środek przeciwbólowy, w mniejszych dawkach na uspokojenie, uśmierzenie cierpień emocjonalnych i w najmniejszych na bezsenność (Od jakiegoś czasu obowiazkowo wprowadzono specjalne odmiany maku pozbawione opioidów)

    Wrócą meliny. Pamiętam, jak w PRL zawsze można było kupić wódkę od babć na skromnej emeryturze za podwójną cenę. Dzielnicowi też sobie dorabiali chodząc comiesięcznie po kolędzie.

    I wszyscy byli zadowoleni.

  8. 50-parolatek
    25 czerwca 2018 at 11:52

    Powiem szczerze, że akurat w tym tekście nie zrozumiałem dokładnie przesłania Autora…
    – czy chodzi o elimiację sprzedaży silnych alkoholi w określonych punktach, czy o eleminację takowych tylko w niemickich sieciach, czy może o ogólny problem nadużywania alkoholu przez Społeczeństwo(a) ?

    Alkohol, jako “używka” jest prawie tak stary, jak homo sapiens. Myślę, że w tym temacie szanowny Autor nie odkrył nic nowego.
    A, że od dawna alkohol wykorzystywany był, jako środek “uszczęśliwiania” Społeczeństw, to znamy z historii.
    Oczywiście, również problemy związane z nadużywaniem alkoholu są znane powszechnie i od dawna.

    Jedno jest pewne, jeszcze żaden rodzaj prohibicji nie zredukował nadużywania tej używki…
    – wręcz odwrotnie, po jej wprowadzeniu okazywało się, że społeczna konsumpcja tej używki wzrastała!

    Może, gdyby produkcja alkoholu była na tyle skomplikowana, jak np. wyprodukowanie broni palnej, prohibicja mogła by odnieść pozytywny skutek. W przypadku jednak, gdy alkohol wyprodukowany może być nawet bez potrzeby podawania dodatkowej energii (np. wino w dogodnych warunkach) coś takiego w ogóle mija się z celem.

    Wiem, wiem, Autorowi chodzi o “mocne” alkohole i o ograniczenie punktów jego podaży, tylko…
    – dla jednostek chorych typ, czy rodzaj alkoholu jest mało istotny, dla uzależnionych najważniejszy jest “efekt końcowy”, jaki osiągną, tzn. stan upojenia alkoholowego, a jakim rodzajem alkoholu, nie ma to dla nich zupełnego znaczenia.
    Na Obywateli “zdrowych” t.j. nienadużywających alkoholu, ilość punktów sprzedaży tej używki nie jest istotny. Takie jednostki po alkohol sięgają (kupują) świadomie. Podobnie, jak niepalący, pomimo, że na “każdym rogu” można dostać papierosy, nawet nie zauważają tego “towaru”.

    Oczywiście, zgadzam się, że problem alkoholizmu to poważny problem każdego Społeczeństwa, jednak prohibicja nic tu nie pomoże.
    W pełni zgadzam się ze zdaniem forumowicza “Xun Zi”, jeśli chce się uniknąć tego problemu trzeba zwalczać PRZYCZYNY, a nie skutki…

    Ps
    – taka proponowana przez autora “częściowa prohibicja” nie przyniosła by nic innego, jak ponowne rozpowszechnienie się tzw. “met”, “melin”, czy innych “babć” ze sprzedawanym nielegalnie alkoholem…

    – co się tyczy nadmiaru alkoholu “w niemieckich marketach” w Polsce, dopowiem, że taka sytuacja jest wszędzie w EU. Nie tylko w “niemieckich” i nie tylko w Polsce
    To raczej problem naszego “jedynie słusznego systemu”…

    Pozdrawiam

  9. krzyk58
    25 czerwca 2018 at 12:15

    . Hardkorowcy zwykle zaczynali od piwa i wina,
    dlatego BO mało % – ‘takie słodkie a w beret trzepie”. Moim zdaniem należy zmienić ‘wszystko albo nic, tzn.tak,
    żeby niczego nie było”. 🙂 Wówczas wracamy do źródeł – czyli
    do alternatywnych standardów produkcji i konsumpcji….jeno
    “rząd nie wyżyje , nie wyżywi się…”

    Polska Kronika Filmowa 16B-68 WFDiF – WSTĄP NA PIWKO NAPRZECIWKO HQ
    https://www.youtube.com/watch?v=5TBUnTH6Gx4
    ” ….Naszym zdaniem metoda zadziała kiedy pijalni więcej będzie niż budek.” Zmieniły się systemy i czasy nie ma już podobnych przybytków rozkoszy (a szkoda) 🙂
    Statystyczny Kowalski zaopatruje się w sklepach wielkopowierzchniowych – “po promocji”.

    @Bior. I TO rozumiem, zawsze bliższa koszula ciału….

    @wlodek. ….Polacy, nic się nie stało…. 🙂

    @Miecław. zamierzasz powiedzieć że przed 89′ nie było w sklepach piwa? (pomijam dekadę niedoboru). Patrz wyżej: PKF 68′

    @tatanka. ..a dla Słowian alkohol, tytoń, brak higieny, aborcje,
    i inne dewiacje seksualne. Coś zmieniło się w temacie?
    Nie! Proces jest kontynuowany, jeno w białych rękawiczkach.
    Skutki? …………………………………………………………………………..
    Stanisława Celińska i Muniek Staszczyk – Wielka słota

    https://www.youtube.com/watch?v=0X9P5axjN_w

    @Miecław. Gospodarki komunistyczne mają w gruncie rzeczy te same cechy co gospodarki kapitalistyczne. Są to wykorzenienie, oderwanie od człowieka, gigantyzm i dążenie do wzrostu jako celu samego w sobie. Stanowi to zresztą strukturalną słabość tych gospodarek, ponieważ uprzedmiotawiając człowieka, zabijają w nim gospodarność. Komunizm, tak samo jak kapitalizm, oducza człowieka gospodarzenia. W komunizmie, tak jak w kapitalizmie, człowiek ma być jedynie przedmiotem w grze bezosobowych sił ekonomicznych. Sił, które w tradycyjnych światopoglądach i mitologiach uważano za działające w sferze podczłowieczej, poniżej zwróconej ku sferom niebiańskim osoby ludzkiej. Widziano w nich mroczne, podziemne mechanizmy, które ujrzeć można było niekiedy w czeluściach wulkanów lub w rozpadlinach ziemskich w niektórych rejonach świata.

    Naturalne wspólnoty – rodzinne, rodowe, lokalne, profesjonalne są w kapitalizmie i w komunizmie niszczone jako autonomiczne podmioty gospodarcze. Tępione lub tłamszone jest rolnictwo opierające się na pracy gospodarza na własnej ziemi i rzemiosło- opierające się na pracy rzemieślnika we własnym zakładzie oraz handel- opierający się na pracy kupca we własnym sklepie. Zamiast tego, ludzi zamienia się w robotników biurowych, fabrycznych, lub rolnych – pozbawionych ekonomicznej i społecznej podmiotowości, którą dają własność i wykształcenie do gospodarności.

    Społeczeństwo samodzielnych i zaradnych gospodarzy, tak w komunizmie jak i w kapitalizmie, zastąpione zostaje przez niewolnicze społeczeństwo odmóżdżonych proli i biurokratów. Różnorodność lokalnych upraw, sztuki użytkowej, rzemieślniczego kunsztu, zastępuje uniformizacja przez rolne monokultury i produkcję masowej tandety sprzedawanej w sklepach wielkopowierzchniowych. Komunizm, tak jak kapitalizm, zuniformizowanych ludzi faszeruje zuniformizowaną tandetą. Idea tożsamościowa postuluje tymczasem wychowanie do podmiotowości, twórczości i gospodarności, wychowanie „człowieka zróżnicowanego”, „l’uomo differenziato”.

    Ekonomizmowi komunizmu i kapitalizmu towarzyszy ich progresywizm. W komunizmie, tak jak i w kapitalizmie, czas ma charakter liniowy, a historia jest postępem ku rzekomo obiektywnie zdeterminowanemu zwieńczeniu, za jakie w tych systemach uważa się „wyzwolenie” jednostki w materializmie i konsumpcjonizmie, tak więc jej „emancypację” od religii, tradycji, autorytetu, wspólnoty. Komunizm i kapitalizm są na równi uniwersalistyczne i twierdzą, że wszyscy ludzie żyją w tym samym universum i w tym samym czasie. Wszystkie ludy mają podążać tą samą drogą „postępu”, wiodącą do ciągłego zwiększania indywidualnej wolności i materialnego stanu posiadania jednostek.

    Kultury, tradycje, języki, etnosy, zwyczaje, mają z czasem rozpłynąć się w powszechnym, indywidualistycznym i zarazem umasowionym ekonomicznym kosmopolityzmie. Sfera ducha ma zostać porzucona jako element „fałszywej świadomości”. Przyszłością człowieczeństwa jest fabryka (komunizm) lub biuro (kapitalizm). Na tej drodze nie są możliwe żadne odstępstwa, ponieważ postęp ma charakter deterministyczny, obiektywny i uniwersalny. „There is no alternative”. Wszyscy musimy przejść tę samą drogę.

    Komunizm postuluje zresztą wspieranie kapitalizmu jako etapu niszczenia społeczeństw tradycyjnych. Współczesny marksista Immanuel Wallerstein swoją polemikę z kapitalizmem zatytułował „After Liberalism”, co znaczy „Po liberalizmie”. Nie „Przeciwko liberalizmowi” lub „Zamiast liberalizmu”, ale właśnie: „Po liberalizmie”. Kapitalizm nie jest w perspektywie komunistycznej fałszywy ze swej istoty, lecz zjawiskiem słusznym na właściwym sobie „etapie rozwoju historycznego”. Winą kapitalistów w perspektywie komunistycznej jest jedynie, że nie dostrzegają oni historycznej względności formacji społeczno-ekonomicznej, do której należą, i nie chcą ustąpić historycznego pola komunizmowi.

    W zetknięciu z religią, monarchią, rodziną, społeczeństwem tradycyjnym, marksista popiera ekonomistyczny kapitalizm, dopatrując się w nim postępu w stosunku do porządków nieekonomocentrycznych. Sam Karol Marks był gorącym zwolennikiem zachodniego kolonializmu i imperializmu, które uważał za „niosące postęp” archaicznym społeczeństwom pozaeuropejskim. Nieprzypadkowo zachodni kapitaliści wspierali Lenina przeciwko rosyjskiej monarchii i dostarczali bolszewikom broń, kredyty i zboże, umożliwiając im zniszczenie Rosji i zaprowadzenie w tym kraju komunistycznej tyranii.
    (…)
    Każdy więc szczerze buntujący się przeciw demoliberalnej i kapitalistycznej tyranii, jeśli tylko prawidłowo zrozumie istotę swego buntu i istotę kapitalizmu, właściwie identyfikując przyczyny swojej niezgody na kapitalizm, musi też stać się antykomunistą.

    http://xportal.pl/?p=33559

  10. wieczorynka
    25 czerwca 2018 at 13:24

    Proponuję kartki na wódkę i cukier też. Sprzedaż od 13-tej, tak było w czasach PRL. Obecnie ci co krytykują kartki nie wiedzą chyba, że w Wielkiej Brytanii po II światowej też były kartki. Ale to nie ja podsunęłam smartfony tym co krytykują PRL, niewiele wiedząc jak naprawdę żyło się wówczas Polsce w tamtym okresie.

  11. wieczorynka
    25 czerwca 2018 at 14:16

    @ Włodek, podziwiaj fryzury naszych piłkarzy i poczytaj memy, zaraz będzie weselej. Wódka oczywiście, że tak gdyż wówczas będzie jeszcze weselej (to nie jest reklama alkoholi gdyby ktoś miał wątpliwości to reakcja na tych co reprezentują Polskę) .Jeszcze tylko jeden wpie* ol z Japonią i wracają.
    Pozdro

  12. wlodek
    25 czerwca 2018 at 14:35

    Krzyku,rozumiem kapitalizm i komunizm nie!Ale co w zamian?Feudalizm ?A może powrót do wspólnoty pierwotnej? Tam i gospodarka rodzinno-plemienna,i jeden wódz i pełno wrogów!

  13. wlodek
    25 czerwca 2018 at 16:09

    Wieczorynko,można pić bo jest pogoda lub że jej nie ma!A co do piłkarzy,można przegrać ale trzeba walczyć a tu bez walki i pretensje że w Soczi ciepło i wilgotno ,stadiony wykończone i atmosfera sportowa!

  14. Miecław
    25 czerwca 2018 at 17:46

    @krzyk58. 25 czerwca 2018 at 12:15
    Z tym antykomunizmem i antykapitalizmem temu biednemu Laseckiemu się już wszystko pomieszało! Już ci kiedyś pisałem co o tym myślę, a @Wlodek ci wyżej odpowiedział. Feudalizm już przerabialiśmy w historii z niewolnictwem i pańszczyzną w tle.
    Nie ma alternatywy dla socjalizmu (komunizmu) w nowoczesnym świecie, jeżeli chcesz zapewnić względną równość i godne życie wszystkim ludziom oraz zrównoważony rozwój gospodarki, bez nadmiernej eksploatacji naszej planety. Jedynie drobna wytwórczość i usługi mogłyby pozostać w rękach prywatnych firm rodzinnych i to pod silną kontrolą służb, aby ewentualnie z pracowników parobków nie zrobili.

    “Każde schorzenie społeczeństwa… tkwi korzeniami w instytucjach władzy, to znaczy w państwie i instytucjach stojących na straży prywatnej własności. Człowiek jest na łasce tych dwóch społecznych przypadłości, które umykają jego kontroli – kiedy już staje się bogaty, czynią go one małostkowym, skąpym i niesolidarnym, a kiedy zdobędzie władzę, staje się okrutnikiem nieczułym na ludzkie cierpienia. Ubóstwo degraduje, zaś bogactwo deprawuje.” Isaac Puente Amestoy, hiszpański Lekarz rodzinny, polityk, anarcho-syndicalist, działacz związkowy (1896–1936); członek: Krajowa Konfederacja Pracy.

    “Kiedy daję chleb biednym, nazywają mnie świętym. Gdy pytam dlaczego biedni nie mają jedzenia nazywają mnie komunistą.” –
    Arcybiskup Helder Camara

    A co do picia alkoholu w PRL, to stopniowo po wojnie naród się cywilizował i chłopi wychodzili z alkoholizmu genetycznie uwarunkowanego przez “jaśnie państwo”. Aczkolwiek statystycznie na mieszkańca sporo naród wpijał, ale dlatego też że nas przybyło 14 mln przez 45 lat, tyle chrzcin, komunii i wesel musiało mieć statystyczne odzwierciedlenie, a wtedy robotnika było stać, wypłatę przepił i jeszcze skubany przeżył z rodzina do kolejnej wypłaty. PRL to taki dziwny kraj był, niby był tylko ocet na półkach a ludzie nie poumierali.:-)
    Swoją drogą może ktoś zna jakieś statystyki wypijanego alkoholu w II RP, PRL i obecnie III RP?

  15. wieczorynka
    25 czerwca 2018 at 19:30

    Statystyki na temat wypijanego alkoholu w III RP nie znam. Natomiast pamiętam przeczytany artykuł, że obecnie w krajach zachodnich piją więcej alkoholu aniżeli w Polsce.
    W II RP natomiast przejmowano gospodarstwa chłopów za nie zapłacone rachunki za alkohol, gdzie wcześnie w karczmach chłopów rozpijano i to z pełną świadomością.

  16. krzyk58
    25 czerwca 2018 at 20:13

    @Miecław. Oj tam, zaraz – pomieszało, nie przeczę jest kilka
    mocno dyskusyjnych tez, niektóre postaram się na gorąco
    przytoczyć;
    – Państwo polskie powinno w swojej polityce historycznej lansować tezę, że Polacy zawdzięczają niepodległość tylko sobie, osiągnęli ją zaś swoją własną pracą i walką.

    – Usunięte powinny być wszelkie upamiętnienia postaci splamionych zdradą Polski lub walką przeciw Polsce. Wymienić można tu dla przykładu Zygmunta Berlinga, Karola Świerczewskiego, Konstantego Rokossowskiego…

    Jest też
    takich i podobnych ‘rodzynków’ jest nieco więcej w tekście – jednakowoż do przytoczonego wyżej fragmentu nie można mieć większych uwag.
    ———————-
    Porównanie statystyk z okresu II RP i PRL nie pozostawia wątpliwości. Pijaństwo na masową skalę zaczęło się właśnie w czasach PRL” – mówił Krzysztof Kosiński z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk. W roku 1938 statystyczny mieszkaniec II RP wypił 1,5 litra alkoholu (w przeliczeniu na czysty spirytus). W pierwszych latach powojennych ten wskaźnik wynosił 2,2 litra, a w roku 1956 – 3,2 litra. Do połowy lat 60. tendencja wzrostowa utrzymywała się, a od połowy lat 60. nabrała przyspieszenia. W 1965 r. “statystyczny” Polak wypił 4,1 litra czystego alkoholu, w 1970 r. – już 5,1 litra.

    “Był to jednak dopiero początek prawdziwej fali powszechnego pijaństwa, które rozpętało się w latach 70. Pod koniec dekady wypijano rocznie blisko 300 mln litrów alkoholu, co w przeliczeniu na głowę mieszkańca dawało ok. 8,6 litra” – powiedział Kosiński. Trudno ocenić, jak wyglądała sytuacja w latach 80., kiedy nastąpiło załamanie sprzedaży alkoholu monopolowego, ale jednocześnie ogromnie nasiliła się produkcja bimbru, w skali niespotykanej od czasów tuż powojennych. https://www.salon24.pl/u/salski/42682,pijanstwo-na-masowa-skale-zaczelo-sie-w-prl

    http://www.logo24.pl/Logo24/56,125390,11899896,Alkohol__tak_sie_pilo_w_PRL_.html

    http://leczeniealkoholizmu.com/czytelnia/alkoholizm-w-polsce-cz-2/

    – Są powody do niepokoju, bo prześcignęliśmy nawet PRL. Wtedy to była frustracja, teraz rozkłada nas dobrobyt – ocenia Krzysztof Brzózka, dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. 🙂 🙂
    http://biztok.money.pl/gospodarka/artykul/polacy-pija-wiecej-niz-w-prl-u-gospodarka,49,0,2191921.html

    Za komuny piliśmy z bidy – ostatnio już tylko z dobrobytu, taki też
    funkcjonuje punkt widzenia ‘znafcy w temacie”. 🙂

  17. Rafii
    25 czerwca 2018 at 20:32

    Ma pan rację. Jesteśmy rozpijani w interesie zachodniego w tym niemieckiego kapitału. To są fakty. taki sam widok znam ze swojej stonogi…

  18. Bible Freak
    25 czerwca 2018 at 22:27

    krzyk58: “W roku 1938 statystyczny mieszkaniec II RP wypił 1,5 litra alkoholu (w przeliczeniu na czysty spirytus). W pierwszych latach powojennych ten wskaźnik wynosił 2,2 litra, a w roku 1956 – 3,2 litra. Do połowy lat 60. tendencja wzrostowa utrzymywała się, a od połowy lat 60. nabrała przyspieszenia. W 1965 r. “statystyczny” Polak wypił 4,1 litra czystego alkoholu, w 1970 r. – już 5,1 litra.”

    Czy bimber był w przedwojennej statystyce? Może w PRL zmniejszyła się jego produkcja?

  19. Miecław
    25 czerwca 2018 at 22:33

    @krzyk58. 25 czerwca 2018 at 20:13

    Dziękuję za takich znawców. Jest całkiem odwrotnie, w PRL-u Polacy pili z dobrobytu, bo było ich na to stać, a swoje robiła też przedwojenna utrwalona kultura picia. Natomiast teraz 20 % Polaków pije z dobrobytu, 40 % prawie nie pije bo nie ma czasu i pieniędzy, a ważniejsze jest utrzymanie rodziny, zaś pozostałe 40 % pije z frustracji (dane z własnych obserwacji).

    W II RP spożycie mogło być mniejsze, bo chłopów nie było na to stać, poza tym pracowali na “jaśnie pana” od świtu do nocy, więc nie było kiedy pić. Ale jak przychodziła niedziela to po kościele w karczmach u żydów upijali się na umór. Znam to z opowieści babci i ciotek.

    Wśród wielu moich znajomych, mniej więcej tak po 95-tym roku skończyło się beztroskie picie, takie jak w PRL-u. Pomijając permanentny brak czasu, doszły jeszcze kwestie finansowe. Bo gdy potracili prace, to na zasiłkach nie było ich stać, a byli na tyle mądrzy, żeby się nie rozpić i nie wpaść w patologię, aczkolwiek kilku źle skończyło i wpadło na skutek bezrobocia w patologię i alkoholizm, kryminał. Teraz z dobrobytu piją bogaci, biedni piją doraźnie, ale rzadziej niż kiedyś, no i pije patologia.

    “Jak agent CIA widział Polskę w 1954 roku?
    6. W Polsce ludzie piją dużo wódki [2 linijki usunięte]. Pijaków widuje się codziennie leżących na ulicy. Jeśli złapie ich Milicja, wysyła się ich do więzienia aby wytrzeźwieli. W pracy picie alkoholu jest zabronione ale i tak wszyscy to robią. Jeśli przełożony złapie pijanego pracownika, otrzyma on ostrzeżenie. Za trzecim ostrzeżeniem jest wyrzucany z pracy.
    7. W Polsce gdy rolnik kupi świnię od drugiego rolnika (powiedzmy, że od sąsiada) i jeśli zgodzą się co do ceny, piją razem litr albo nawet więcej, wódki. Bez picia nie ubija się interesów. To oczywiście dotyczy nie tylko rolników ale wszystkich prywatnych transakcji.”
    http://krajwspanialy.pl/agent-cia-polska-w-1954-roku/

    Teraz na ten przykład przy transakcjach prywatnych już się tak nie pije jak kiedyś, jak to opisuje w raporcie CIA.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Społeczeństwo

Scroll Up