Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

27 maja 2018

Prezydent Szwajcarii


 Dlaczego ludzie nie wiedzą, kto jest prezydentem Szwajcarii? Już na początku trzeba zaznaczyć, ze to pytanie jest błędnie sformułowane, bowiem w Szwajcarii nie ma prezydenta istnieje natomiast funkcja prezydenta federalnego, a to subtelna różnica.

Powszechnie twierdzi się, ze to naród sprawuje rządy w republice alpejskiej, a politycy wcielają w życie decyzje narodu. To brzmi jak w słabej bajce dla dzieci w wieku przedszkolnym. Czytałem nawet, że w Szwajcarii nie ma polityków tylko urzędnicy, których zadaniem jest „wykonywanie woli społeczeństwa”. Ładnie to brzmi, ale to naiwne sformułowanie jest zupełnie nierealne.

Na świecie nie ma państwa bez polityków – inaczej nie byłoby państwa. Politycy różnią się zakresem ich władczych kompetencji – zależy to miedzy innymi od rodzaju systemu politycznego. Dopowiem nie bez odrobiny złośliwości, ze różnią się wielkością uzyskanego zysku – tego wymiernego (dobra materialne) i tego niewymiernego (zasięg władzy).

Ale kto rządzi tak naprawdę w Szwajcarii?

Jeśli ludzie nie wiedza, kto jest prezydentem federalnym w Szwajcarii, to powinno wynikać teoretycznie z jednego z poniższych powodów:

  1. Jest im tak dobrze, ze nie interesują się polityką.
  2. Albo jest im tak źle, że przestali się interesować polityką.

Pierwsze założenie nie wchodzi u Helwetów w grę, bo to najbardziej oddolnie upolityczniony naród świata (nawet jeśli im się dobrze powodzi), a to dzięki demokracji bezpośredniej i jej klasycznym instrumentom: referendum i inicjatywie ludowej.

Drugie założenie też się nie sprawdza, choćby dlatego, ze Szwajcaria to jeden z najbogatszych krajów świata.

Jest jeszcze trzecia odpowiedz: funkcja prezydenta federalnego jest nieistotna w systemie politycznym Szwajcarii. Prezydent federalny jest co prawda teoretycznie głową państwa, lecz jego funkcja jest marginalna i proceduralna. Jest jednym z członków Rady Federalnej, którego Zgromadzenie Federalne wybiera corocznie na przewodniczącego Rady Federalnej, a wiec szwajcarskiego rządu. Jest to wiec funkcja rotacyjna.

Z reguły zna się szefa państwa, który trzyma władzę w swoich rękach – nie musi to być prezydent. Mało kto wie, kto jest szefem rządu we Francji, ale wszyscy znają prezydenta Macrona. Kto wie, że prezydentem Austrii jest Alexander van der Bellen? Ale szef rządu Sebastian Kurz wyrobił sobie już pozycje w Austrii i w Europie. Podobnie jest w Niemczech. Na ustach całego świata jest kanclerz Merkel, ale na pewno nie prezydent federalny Frank-Walter Steinmeier.

Ludzie wiedzą, kto pełni de facto władzę w tych krajach, kto faktycznie rządzi i podejmuje wiążące decyzje i to jest zupełnie zrozumiale. Właśnie chodzi mi tutaj o decyzje wiążące, które wyznaczają kierunek polityki państwa we wszystkich dziedzinach życia.

Wiec jak to jest w Szwajcarii? Kto trzyma władzę w swoich rękach? Premier, prezydent czy naród?

Oczywiście naród, odpowiedzą prawie wszyscy, bo tam panuje demokracja bezpośrednia. No dobrze, ale przecież naród nie rządzi codziennie. A poza tym, kim jest naród? Szwajcarski naród to wspólnota ludzka zamieszkująca terytorium tego kraju. Wiec ta wspólnota rządzi?

W Szwajcarii naród nie sprawuje władzy. W tym państwie  władzę sprawuje de facto rząd czyli Rada Federalna (Bundesrat (niem.), Le Conseil fédéral (fr.), Il Consiglio federale (wł.)), która jest kolektywną głową państwa. Każdy napotkany na ulicy Szwajcar powie, ze „szefem” państwa jest właśnie Rada Federalna, czyli 7-osobowy kolektywny rząd, sprawujący efektywną władzę w państwie. A ze jeden z tych członków jest akurat prezydentem federalnym to nie ma znaczenia, bo on nie ma w swoich rękach prerogatyw władczych.

Władza jest kolektywna i każdy z siedmiu członków rządu jest jednocześnie szefem, a wiec ministrem, jakiegoś resortu.

W Szwajcarii każdy wie, komu podlega i kto odpowiada za podwyżkę jego pensji. Ja wiem kto jest moim szefem (to J. Schneider-Ammann – minister gospodarki, edukacji i badań naukowych), bo on sprawuje władzę w departamencie, w którym ja pracuję. Moja żona wie, że jej szefem jest U. Maurer, bo on kieruje departamentem finansów. Ministra ds. zagranicznych I. Cassisa tez znają wszyscy, bo on „walczy“ z Unią Europejską. Ministra A. Berseta, szefa resortu spraw wewnętrznych znają dobrze na przykład lekarze. To Berset chce przeprowadzić od paru lat reformę w ramach ubezpieczenia chorobowego. Albo kto nie zna szefa departamentu ds. obronności G. Parmelina, który chce zakupić dla armii nowe samoloty wojskowe i boi się jak ognia referendum w tej sprawie.

Czyli w sumie nic nowego – w Szwajcarii jest podobnie jak w innych krajach. Znani są zawsze ci, którzy posiadają władzę wykonawczą. Ludzie znają tych polityków, którzy bezpośrednio podejmują lub wcielają w życie podjęte decyzje. Nawet, jeśli – jak to ma miejsce w Szwajcarii – możliwości decyzyjne polityków są bardzo zredukowane.

Jeśli wiec ktoś nie zna prezydenta federalnego to dlatego, ze system polityczny Szwajcarii jest skonstruowany m.in. na zasadzie kolektywnej władzy wykonawczej, którą zna dosłownie każdy obywatel tego kraju.

To rząd wciela w życie decyzje parlamentu (uchwalone ustawy),  natomiast rozporządzenia i zarządzenia, a wiec akty wykonawcze leżą w gestii samego rządu czyli Rady Federalnej. Należy dodać, ze decyzje podejmowane w ramach referendum to tylko niewielki odsetek wszystkich podejmowanych w Szwajcarii wiążących postanowień. Dlatego kolektywna Rada Federalna to nie urzędnicy, wcielający tylko w życie decyzje podjęte w ramach referendum – to jest błędny mit – lecz politycy „z krwi i kości“– znani wszystkim bez wyjątku. Każdy z tych siedmiu członków rządu jest jednocześnie szefem jakiegoś departamentu, a wiec posiada spore kompetencje. Natomiast prezydent federalny jest jednym z nich. Nieznany, niewidoczny jako prezydent, ale dobrze znany jako szef swojego resortu.

Wiec naród w Szwajcarii nie rządzi? To znowu błędnie sformułowane pytanie. Naród nigdy nie rządzi – w żadnym kraju. Jeśli już mówimy o władzy w ramach demokracji, to używajmy słowa „elektorat“, mając na myśli tych obywateli, którzy są uprawnieni do głosowania. To w Szwajcarii szczególnie ważne z powodu dużego odsetka obcokrajowców (ponad 20% społeczeństwa), którzy nie są uprawnieni do głosowania. Nie zapominajmy tez o części społeczeństwa/narodu, która nie ukończyła 18-tego roku życia. Możemy wiec tez mówić o dorosłym społeczeństwie obywatelskim, które jednak w Szwajcarii nie rządzi – oczywiście za wyjątkiem inicjatywy ludowej i referendum, kiedy podejmowane są ważne decyzje w skali państwa.

To dorosłe i obywatelskie społeczeństwo posiada jednak o wiele ważniejszą funkcję od tej rządzącej. Jest to funkcja kontrolna – społeczeństwo szwajcarskie stanowi naturalna opozycje w stosunku do rządu i do parlamentu. To właśnie społeczeństwo obserwuje i kontroluje poczynania tzw. władzy. Politycy w obawie przed podjęciem złych, nietrafionych decyzji staja się ostrożni. Nie podejmują pochopnych decyzji, bo wiedza, ze społeczeństwo (opozycja) „nie śpi i czuwa“.

W przeciwnym razie muszą się liczyć z inicjatywa ludowa, przeprowadzona na bazie 100 tys. zebranych podpisów. A jak wiemy w społeczeństwie są różne grupy interesów: bankierzy, nauczyciele, przedstawiciele środowiska naturalnego, związki motoryzacyjne, związki zawodowe, zwolennicy i przeciwnicy homo-małżeństw, itp.

Nie sposób każdego zadowolić, dlatego decyzje podejmowane bez referendum są ostrożne i uprzednio konsultowane z elektoratem lub jak kto woli ze społeczeństwem.

Z kolei podjęte w parlamencie lub w ramach referendum decyzje wcielane są w życie przez szwajcarska Radę Federalną, która jest – nie uwłaczając parlamentowi – kolektywną głową państwa. To jest właśnie instytucja polityczna, znana wszystkim mieszkańcom kraju alpejskiego jako organ władczy i decyzyjny.

Dajmy sobie wiec spokój z rozważaniami na temat: kto jest prezydentem Szwajcarii, a kto nim nie jest. To Rada Federalna dla Szwajcara jest tym, czym dla Rosjanina Putin a dla Amerykanina Trump, z ta różnicą, ze Szwajcar dzierży w swoich rękach narzędzie kontrolne, o czym Rosjanin i Amerykanin mogą tylko pomarzyć.

Prof. Dr. Mirosław Matyja

Tags: , , ,

11 komentarzy “Prezydent Szwajcarii”

  1. Franciszek z NY
    3 maja 2018 at 05:53

    Szwajcaria to inna planeta nie mam y się z czym porównywać. tam już są muzułmanie

  2. Miecław
    3 maja 2018 at 08:55

    Do takiej demokracji i kultury prawnej trzeba dojrzeć. Niestety w społeczeństwie zdominowanym przez feudalną i okupacyjną religię tworzenie demokracji bezpośredniej jest niemożliwe.

  3. Inicjator
    3 maja 2018 at 09:54

    Za kilkaset lat, jak Polacy “dojrzeją” – to mogą mieć podobny model polityczny jak w Szwajcarii.

    Warunek: musi jeszcze wówczas istnieć Polska i muszą żyć w niej Polacy.

  4. Zuriher
    3 maja 2018 at 12:06

    Dobrze napisane. Jednak zgadzam się z poprzednikami, nie mamy najmniejszych szans na porównywanie się do Szwajcarii nawet we śnie. jak ktoś tam był i miał szansę zobaczyć jak działa to państwo – wie że to inna planeta.

  5. WALDEMAR SPOD CZESKIEJ GRANICY
    3 maja 2018 at 12:26

    Życzyłbym sobie takiego społeczeństwa jak w Szwajcarii, ale to inna liga.

  6. krzyk58
    3 maja 2018 at 12:30

    @Inicjator. Czy to jeszcze byliby Polacy? Czy już tylko Europejczycy?

  7. Inicjator
    3 maja 2018 at 13:09

    @krzyk58, 3 maja 2018 at 12:30

    Nie wiadomo, kto tu za kilkaset lat będzie mieszkał.

    Może Czukcze?

    No i czy w ogóle KTOKOLWIEK będzie żył na równinie zajmowanej obecnie przez Nadwiślańską Republikę Macondo?

    Może tylko jakieś pierwotniaki przetrwają …

  8. Szymon Cieślik
    3 maja 2018 at 17:11

    Ze szwajcarii to bym chciał uzywane auto, bo mają dobre serwisy przez wymagające przepisy. poza tym są straceni przez muslimów…

  9. Miecław
    3 maja 2018 at 18:48

    @Inicjator, @krzyk58.
    Co za pytania? Pod kulturalną i gospodarczą opieką Niemiec i Anglosasów, dzięki ukrzyżowanym umysłom, będzie tu żył prawdopodobnie zgermanizowany Polakatolik, jako rezerwuar taniej siły roboczej i nośnik zdrowych aryjskich genów. Nawet Stachniuk tego nie przewidział. 🙂

    Obecna sytuacja geopolityczna Polski zaczyna przypominać to o czym pisał Witold Hensel: „Zhańbiony w krwi słowiańskiej krzyż i wszechwładny miecz mają na długo odtąd stać się symbolami „kulturalnej pracy” Niemiec. Pod jej działaniem wyniszczone zostają kolejno poszczególne narody zachodnio-słowiańskie, a granice Niemiec przesuwają się od Sali i Łaby do Odry, Wisły i dalej”.
    W. Hensel, Kłamstwa nauki niemieckiej o Słowianach, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik, Łódź 1947, s. 2.
    Więc może to tylko powtórka z historii? Przy czym niezniszczalny krzyż wryty w umysły pozostaje nadal, natomiast miecz został zastąpiony przez wpływy i politykę gospodarczą.

  10. wieczorynka
    3 maja 2018 at 19:51

    Informacja z lat 80-tych XX wieku, Szwajcarom jest tak dobrze, że nie interesują się polityką, dbają tylko poprzez referendum aby nie wprowadzono przepisów, które Szwajcarom nie odpowiadają (jak jest obecnie nie wiem).

    Punkt 2 albo jest im tak źle, że przestali się interesować polityką dotyczy raczej Polski.

    Swego czasu przeczytałam wypowiedź Szwajcara, co by zmienił w swoim życiu gdyby wygrał ogromną sumę powiedzmy w ichnim Lotto, na co Szwajcar – nic. Mam dom, mieszkanie w mieście, na urlop wyjeżdżam tam gdzie chcę, pieniądze bym wpłacił na konto.
    I to jest ta różnica.

  11. minister
    3 maja 2018 at 20:38

    Proszę rozwinąć ten wątek, to interesująca tematyka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Polityka

Privacy Preference Center

Scroll Up