Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

21 listopada 2018

Spacer cz.2


 Nagle z tej nirwany, którą tak polecał Kurt Cobain wyrwała mnie jakaś siła. Nieznany wir pchał mnie szerokim tunelem z ogromną prędkością. Było coraz szybciej, coraz jaśniej… aż wszystko zniknęło.

Życie rozpocząłem wrzeszcząc jak opętany. Ciężko mi się oddychało i byłem strasznie zdezorientowany. Nic nie widziałem. Oślepiało mnie niesamowicie jasne światło. Oczy więc zaciskałem najmocniej jak potrafiłem, żeby zminimalizować jego wnikania w moje delikatne organy. Jakieś dłonie przewracały moje ciało z pleców na brzuch i odwrotnie. Potem, kiedy wisiałem głową w dół dotykał mnie przyjemny płyn. Mokre ciepło zmywało ze mnie jakieś dziwne mazie. Z tego wszystkiego chciało i się rzygać, ale nie wiedziałem jak to zrobić.

Ma pani zdrowego, dużego syna! Prawie 4 kg, 54 cm i maksymalna ilość punktów! Zuch dziewczyna! Nie trzeba było tak panikować. – To były pierwsze zdania jakie usłyszałem. Potem zostałem opatulony po nos w mięciutką materię i wreszcie przestali mnie wywracać w tą i z powrotem.

Czyściutki, zdrowy. Wszystko w porządku. – Tym razem usłyszałem kobiecy głos, który mnie miło kołysał w przód i w tył. – Podać pani synka? Ma pani siłę go potrzymać?

Tak. Proszę! Jestem taka szczęśliwa. Tyle miesięcy czekaliśmy na nasze maleństwo. Proszę położyć go obok mnie siostro. – Ten głos z kolei wydawał mi się jakoś instynktownie znajomy. Po chwili leżałem obok kobiety, która głaskała mnie delikatnie po głowie i buzi. To był bardzo przyjemny dotyk. Całkowicie przestałem beczeć, bo właściwie nie wiedziałem po co zdzierać gardło, kiedy wszystko jest w porządku.

Moje kochane maleństwo. To ja twoja mamusia. Kocham cię mój słodziutki synku. – Szeptała kobieta nieustannie mnie miziając, ale było to bardzo miłe. Chciałem zobaczyć kim jest moja mamusia, mimo, że nie bardzo potrafiłem sobie wyobrazić co oznacza ten status, ale oczka dalej niewiele widziały, a ja nagle zrobiłem się takie zmęczony, że przytulany przez niezwykle troskliwe dłonie – zasnąłem…

Obudziłem się leżąc sam, bez żadnego przytulania w ciemnej sali pełnej takich samych zawijasków po nos jak ja. Brzuch mnie bolał niemiłosiernie. Jakieś ssanie kazało mi natychmiast zawołać pomoc. Niestety z moich ust nie wydobywały się słowa jak u poznanych mi osób a kompletnie niezrozumiały bełkot, co mocno mnie stresowało. Niestety nie było innej rady jak drzeć się na całe gardło. Po chwili obudziłem trzy inne zawiniątka, które jak się okazało głosowo mi wtórowały. Nie czekaliśmy długo na zapalenie światła i kilka osób pozabierało nas z pudełeczek, w jakie nas powciskali.

Wszystko było takie mdłe i niewyraźne. Jak coś było bliżej to w miarę ogarniałem temat, ale nie było to jakieś szalone i cudowne, a jedynie kształty do rozpoznania w odcieniach szarości. No trudno. Jest jak jest, ale co z tym ssaniem, które mnie zaraz zamorduje?!

Syn jest głodny. Nakarmimy go? Ma pani pokarm? – głos, który kładł mnie koło „mamusi” przyniósł mnie do łóżka, w którym zasnąłem wcześniej.

Naturalnie! Czekałam na niego. Pomoże mi pani? – Co by nie mówić czułem jakąś dziwną więź z tą kobietą. Po chwili leżałem sobie wygodnie, a one raz jedna raz druga wsadzały mi do buzi kawałek mamusi, która zachęcała mnie głaszcząc po marnych włoskach.

No jedz kochanie. Ssij i zaraz będziesz najedzony. No.. no malutki… – Ooo!! I wreszcie zakumałem, że nie ma co wrzeszczeć dalej tylko skupić się na przyjemnym miękkim i ciepłym fragmencie mamy, z którego wypływało przyjemne, słodkie, białe ,,coś’’ – co strasznie mi smakowało. Ssałem, ssałem i znów nastąpiła błoga nicość…

Na drugi dzień odwiedził nas „tatuś”. Wszedł do pokoju. Miał jakieś mocno pachnące przedmioty w dłoni i chciał mnie wziąć na ręce. Mama kazała mu najpierw je umyć, a potem podała mnie delikatnie w jego dłonie. Kiedy mnie tak trzymał nieudolnie w porównaniu z mamą coś mu się najwidoczniej przypomniało, bo oddał mnie mamie i sięgnął do przyniesionej torby.

Mam coś dla ciebie Ewa. – Ewa to chyba moja mama, bo nie było poza nami w pokoju nikogo.

Przyniosłem ci taki grający gadżet. Znalazłem go przedwczoraj w parku. Sprawdziłem co na nim jest i chyba muzyka ci się spodoba. Aż dziwne, że działa, bo leżał w błocie, a zimno było niemiłosiernie. Nie będzie ci tak nudno do czasu, aż wrócisz do domu. – Wyciągnął z torby malutki kwadracik z kabelkami i położył na szafce stojącej obok łóżka.

Dobrze. Potem sprawdzę. W domu wszystko w porządku. W pracy? A czemu ty masz taki ubłocony rękaw kurki na miłość boską? Przewróciłeś się czy jak, że taki upaprany przychodzisz do syna w odwiedziny? – Matka była najwyraźniej niezadowolona. – Wypierz to dzisiaj bo wstyd. – Skwitowała, po czym zajęła się mną i moimi małymi paluszkami u rąk.

Kolejne 3 dni minęły mi głównie na spaniu i jedzeniu. Było miło, ciepło i wygodnie, a jak zabrudziłem się to mnie szybko umyli i znów było cacy. Zacząłem pojmować, że mamusia to najważniejsza osoba, która mnie „urodziła” i jestem jej. No niech będzie . Całkiem szczęśliwy byłem kiedy byliśmy razem. Z dnia na dzień widziałem wyraźniej i dalej i wydawała mi się całkiem fajna. Czwartego dnia mieliśmy wreszcie pojechać do naszego domu. W kółko o tym mówiła, więc też czułem jakieś napięcie na to wydarzenie.

Tego dnia trafiliśmy w inne miejsce. To miał być mój dom i moja rodzina. Mama spędzała ze mną cały czas, kiedy nie spałem i nie jadłem. Tata wracał wieczorami, ale zawsze był uśmiechnięty i zadowolony. Rosłem sobie, miałem fajną rodzinę, a z czasem świat nabrał kolorów i było mi całkiem dobrze. Co jakiś czas wpadały jakieś ciocie i babcie. Dostawałem mnóstwo ciekawych rzeczy, a mama i tata uczuli mnie co z nimi robić.

Był czerwiec. Mama lubiła siedzieć ze mną na tarasie, kiedy byłem najedzony. Na drzewach z niezliczoną ilością zielonych liści bawiły się ptaki. Dziś kończyłem cztery miesiące. Po południu miała być mała impreza, ale przed nią mama chciała zabrać mnie na długi spacer na pobliskie łąki. Pachniało tam trawą i kwiatami, a na wielkich orzechowcach pojawiły się zielone kulki.

Mama ubrała mnie w bawełniane ubranko z simbą, spakowała herbatkę i pieluchy do wózka i wyruszyliśmy. Na spacery zabierała to muzyczne cacko, które bardzo polubiła. Mówiła tacie, że jest tam sporo muzyki z jej młodości i wielu wspomnień. Studiowała grę na wiolonczeli, no ale okazało się, że jest w ciąży i zrobiła sobie przerwę. Jechałem sobie wygodnie w mojej sportowej spacerówce patrząc na mijane drzewa i licząc chmury, kiedy mama zatrzymała pojazd potrząsając telefonem pod największym orzechem na łące.

No co jest? Przecież naładowałam baterię? Czemu akurat postanowiłeś się wyłączyć na Strange Days. Eh, tak uwielbiam to nagranie. Zobacz Davidku, chyba popsuło się to niezniszczalne urządzenie. Wyświetlacz nie działa. Nie ma sensu tego naprawiać. Poproszę tatę o nowy model. Od kiedy się urodziłeś tatuś bardzo się zmienił. Jesteś dla niego całym światem

…nasz kochany synku…

Tags: , , ,

7 komentarzy “Spacer cz.2”

  1. Inicjator
    1 kwietnia 2018 at 08:00

    Kraina łagodności?

    Wesołych …

  2. Ryszard K.
    1 kwietnia 2018 at 09:06

    Dobre dziękuję!

  3. krzyk58
    1 kwietnia 2018 at 11:46

    Moim zdaniem nie jest dobrym prognostykiem dla przyszłego rozwoju
    duchowego słuchanie ‘mrocznego undergrundu” np. Kurt Cobain. Przypominam sobie (jak z za mgły), własną fascynację The Doors, czy ideowymi
    protoplastami – Joy division (I.K.Curtis…). Na szczęście, dawno temu wyrosłem 🙂 z
    durnowatych fascynacji – totalnym nihilizmem… CZY’Ż, nie jest milsza dla serca i duszy zaznaczam, Sławiańskiej , np. Nadieżda Kadyszewa – i Złoty Pierścień?

    “Под окном черёмуха колышется”

    https://www.youtube.com/watch?v=YPvsZcxUvJ0

    НАДЕЖДА КРЫГИНА – Песня о детстве

    https://www.youtube.com/watch?v=JUYxwDEtNUM

    ??

    A?

    Ps. I jeszcze – ‘TO” imię, szkoda że nie np. Srul, czy Ryfka… więzy krwi?? 🙂

    Pozdrawiam, od-świętnie….

  4. Miecław
    2 kwietnia 2018 at 09:31

    Piękno życia i natury w całej okazałości, ze Słowiańską duszą w tle. Dziękuję Pani Izabello, za budzenie tych pięknych uczuć i przeżyć.

  5. izabella
    2 kwietnia 2018 at 10:19

    a dziękuję. Nie wiadomo co będzie jak synek dorośnie. Pozdrowienia

  6. izabella
    2 kwietnia 2018 at 10:20

    To ja dziekuję Panie Ryszardzie. Wesołych!:)

  7. 50-parolatek
    7 maja 2018 at 10:17

    Cheeee, cheee…
    To ja tutaj (w pierwszej części) zaczynam znuć poważne rozważania na temat istoty bytu, a w drugiej części Pani Izabella całą tragedię obraca w “thrillerową” humoreskę…
    – no to mnie Pani zrobiła, Pani Izabello… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

Scroll Up