Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

18 lipca 2018

Spacer cz.1


 Szedłem krętą ścieżką bocznej drogi. Wybrałem się na spacer po kolejnym trudnym dniu, który pokazał mi bezsens trwania w matrixie – jaki tworzył luty 2018.

Wspominałem ostatnie szczęśliwe chwile. Zawsze mijały błyskawicznie. Były sekundami w nudnych dobach trwania. Słuchałem Strange Days Morrisona. Koleś wiedział na czym polega życie. Nic dziwnego, że nie trzymał sie go tak żałośnie i kurczowo jak ja. Już dawno minąłem magiczne 27 i pikowałem w dół porażki pod każdym względem. Cielesnym, intelektualnym, emocjonalnym… Najgorsza była świadomość przegrania w każdej z dziedzin. Smutna świadomość. Dźwięki drugiej płyty Doorsów z 1967… brzmiały przyjemnie czysto w białych słuchawkach phona 3. Miałem sentyment do tego modelu. Pamięć pozwalała na aktualizacje i posiadanie kilkudziesięciu ulubionych albumów, więc byliśmy nierozłączni od prawie 10 lat.

Zmrożone liście chrzęściły pod gumową podeszwą tenisówek. Nie wiem czemu zawsze na spacer zawsze wkładałem obuwie, w którym zamierzałem biegać. Zamiar unicestwiony lenistwem odradzał się ponowną chęcią ruchu po włożeniu miękkich. Stopa wyczuwała każdy kamyczek, nierówność, drewienko.

Szedłem powoli. Nigdzie mi się nie spieszyło. Może była 2 może 4 w nocy. W lutowe noce nie wiadomo która jest godzina. Zwróciłem uwagę na mijane wielkie orzechy bez orzechów. Bez liści nawet. Często spacerowałem tędy kiedy było jedno i drugie. Pod największym z nich nastąpiła zmiana nagrania Freak Out! – Franka Zappy. Niby ten sam rejon czasowy, a całkiem inny świat. Multiinstrumentalista z wąsami ani nie pił, ani nie ćpał jak jego poprzednik. Można? Jak widać można, a kolejne dokonania muzyka tylko to potwierdzały. Pasja jaka drzemie w dźwiękach zawsze mnie przerażała. Człowiek pod jej wpływem jest w stanie dokonać szalonych rzeczy. I sam oszaleć. Zmysłowość, namiętność, emocje, najmroczniejsze demony w nas drzemiące – wszystko nagle tańczy zgodnie pod dyktando najbardziej wyszukanych nut. Słuchacz może się wtedy zatracić. Ja potrafię. Rzadko się to zdarza, ale jedynie muzyka wyzwala we mnie wolność. Chyba to jedyne co w sobie lubię… Opisywanie tego doskonale spuentował sam Zappa – Pisanie na temat muzyki jest jak tańczenie na temat architektury.

Było wyjątkowo ciemno. Księżyc od dawna schowany za chmurami utrudniał widzenie drogi, a jakoś podświadomie nie chciałem białymi podeszwami wdepnąć w gówno. Głupie, ale co zrobić na jakieś niewytłumaczalne fobie. Szedłem zły na świat, na życie, na przeszłość, przyszłość, zdrowie, powietrze, ostatnią okładkę wysokich obcasów i medal Stocha. Byłem zły na pis i nie na pis. Na niepogodę i pogodę. Nie czułem więzi z naturą, z ludźmi, z myślami. Z niczym. Czułem się obcy pod każdym względem. Niezrozumiany i samotny. Od lat coraz bardziej. Im rosła moja świadomość nie integralności z wieloma czynnikami tym wzrastała samotność, której nigdy nie chciałem. Dawno temu uchodziłem za towarzysza spotkań imprez, debat, wybryków…, które od lat nie istniały. Dla mnie nie istniały bo inni na Insta… byli na wielu w ciągu jednego wieczoru. Tym bardziej nienawidziłem swojego trudnego życia, które miało wyglądać całkiem inaczej. Czemu więc tak wylądowałem… nie… na nocnych spacerach nie przerabiam tego zestawu pytań. One dręczą mnie o każdej innej porze poza celebracją wieczornych wyjść z geniuszami dźwięków.

Pod stopami od kilku kroków czułem miękkie zmarznięte błoto. Głos wokalisty brzmiał idealnie z gitarą prowadzącą, kiedy nieoczekiwany cios w tył głowy ułożył pokracznie moje ciało w gnijących zeszłorocznych liściach. Chciałem instynktownie wstać i uciec ale nie byłem w stanie się ruszać. Jakieś dłonie obszukiwały mi kieszenie. Poza telefonem nie miałem nic. Kilka sekund później intruz zabrał mi muzykę z uszu. Poczułem uchwyt na stopach i szarpnięcie. Kolejne i kolejne. Moje ciało ciągnięte przez wątłą postać wylądowało pod jednym z orzechów w dole, który był obok wielkiego pnia. Złodziej mojej muzyki ułożył mnie w zagłębieniu i nakrywał połamanymi gałęziami leżącymi pod drzewem, które pośpiesznie na mnie gromadził. Odchodzące kroki zostawiły mnie na tym odludziu z roztrzaskaną głową pod warstwą mokrego drewna. Ciepła krew wypływała z rany i rozgrzewała na moment szyję bo w kilka sekund zastygała zimną stróżką. Oczy miałem otwarte. Przez prześwity w kryjówce zauważyłem, że księżyc ciekawie mi się przygląda. Nie tylko on. Drzewa mi się ciekawie przyglądały i trawy i błoto, w którym zastygałem. I ptak siedzący na orzechu.  Niestety oczy zachodziły mi ciemną mgłą. Coraz ciemniejszą, aż wszystko zniknęło…

Ocknąłem sie kiedy temperatura ciała spadła do 15 stopni, a puls zamilkł kilka godzin temu. Mimo niewidzących już oczu – widziałem wszystko jakby porami skory, tkankami, komórkami. Zaczęło świtać. Mgła unosiła się kilka centymetrów nad ziemią. Przykrywające mnie gałązki pokryte były szronem, ale ja nie czułem zimna. Nie czułem bólu. Właściwie było mi błogo, przyjemnie i lekko. Nie brakowało mi nawet muzyki bo wiele dźwięków wypełniało przestrzeń w harmonijnej zgodności. Drzewa, trawy, ziemia, wiatr –  było zgodną orkiestrą wygrywającą wspólnie coraz to nowe i nowe nuty. Całym sobą chłonąłem każdy detal tego nieznanego dotąd przedstawienia…

Cdn.

Tags: , , ,

8 komentarzy “Spacer cz.1”

  1. Leonidas
    18 marca 2018 at 06:02

    Pisanie na temat muzyki jest jak tańczenie na temat architektury. Swietne

  2. Janusz biznesu
    18 marca 2018 at 06:33

    Pięknie pani Izo. Pięknie. Więcej i częściej proszę. Ps. pan Adam niech się nie obrazi, ale wolę panią Izę bo jest politycznie nie uderzająca.

  3. krzyk58
    18 marca 2018 at 07:56

    Już wolę p.Grzelązkę, miast wtrętów autorki nawiązujących
    do “zachodniego wybrzeża’. 🙂

  4. krzyk58
    18 marca 2018 at 08:36

    Obecna sytuacja na świecie tworzona jest z wykorzystaniem technologii znanej jako „Szczurzy król”.

    Celem tej technologii jest zburzenie kluczowych węzłów niewidzialnych fundamentów i więzi społecznej struktury. Stworzenie atmosfery rozdrobnienia, gdzie każdy sam dla siebie i gdzie nie istnieje pojęcie „swój”.

    Aby to osiągnąć, trzeba rozbić moralność. Wskaźnikiem załamania moralności jest takie zachowanie, gdzie swój zdradza swojego.

    https://marucha.wordpress.com/2018/03/17/kanibalizm-w-oparciu-o-technologie-szczurzy-krol/

  5. 50-parolatek
    19 marca 2018 at 09:30

    Fakt, wierzący mają przynajmniej “nadzieję”…
    Dla mnie (jako ateisty) “po” istnieje dokładnie to samo, co “przed”, tzn. NIC
    Swiat będzie sobie istnieć, planety, gwiazdy, galaktyki itd, krążyć, energia nadal będzie zmieniać swoją postać, ale MNIE już nie będzie…
    Jedyne co przetrwa, to moje pierwiastki z których byłem zbudowany. Połączą się na powrót z całością, t.j. Wszechświatem, a resztki energii, którą posiadałem “wyparuje” do otoczenia już w trakcie konania…

    No, chyba, że źle zrozumiałem Pani Tekst, Pani Izabello, a w następnej części okaże się, że “gościa” znaleziono i udało go się zreanimować…
    – wówczas będzie mu dane POBYć jeszcze chwilkę w tym Swiecie w dotychczasowej postaci…

  6. 50-parolatek
    19 marca 2018 at 09:43

    krzyk58
    – Krzyku, abstrachując już od tego, że Twój komentarz ma się nijak do tekstu Pani Izabelli, zgadzam się całkowicie z Tobą.

    Stan ten osiągnięto już na Zachodzie dawno. Szczególnie Niemcy (zachodni) są dobrym tego przykładem.
    Oczywiście, nie tyczy się to wszystkich, ale znakomitej większości. Tam, nawet bez jakichkolwiek korzyści, jeden drugiego, gdyby tylko mógł, “utopiłby w łyżce wody”
    A za marne “srebrniki” potrafiłby nawet brata zadenuncjować…

    Na pewno “nasza” Królowa poczyniła podobne obserwacje

  7. krzyk58
    19 marca 2018 at 12:07

    @50-parolatek. ‘Krzyku, abstrachując już od tego, że Twój komentarz ma się nijak……”i TU byłbym b. wstrzemięźliwy co do związku i oceny wartości merytorycznej za/linkowanego materiału w temacie, BO,istnieje związek pośredni….wszak lata 60′ a zwłaszcza druga połowina TO już brutalny atak na tradycyjne wartości Białego
    Człowieka..tak’że przy pomocy psychodelicznego rocka!!
    P. Izabela przedstawia Nam klasyczne lewacki układ .
    Ofiara, wiadomo “miłujący’ – Make love, not war”, jestem
    pewny (?) że w przekazie, stroną atakującą
    był ‘prymitywny brutal” – zapewne ,”polski faszysta”, narodowiec”. .
    W świecie lewackim dominują przekazy o takiej treści…
    I na TO nie ma Naszej zgody. 🙂

  8. 50-parolatek
    19 marca 2018 at 13:29

    krzyk58
    Cha!
    – i ten przykład (nasza wymiana zdań) znakomicie odzwierciedla różnice w postrzeganiu rzeczywistości.

    Ty, prawdopodobnie, jako umysł humanistyczny, w krótkim tekście Pani Izabeli dostrzegasz zupełnie inne treści, niż ja, jako umysł raczej ścisły.
    Dla mnie to “zimny” przekaz faktów i zdarzeń, prowadzący do takiego końca jednostki.
    Szczerze powiedziawszy, nawet przez myśl by mi nie przeszło, by analizować rodzaj muzyki odsłuchiwanej przez…, no powiedzmy denata.
    Jeśli już, to bardziej zwróciłem uwagę na technikę, t.j. czym ją odsłuchiwał…

    I tak to wygląda nasza rzeczywistość…, każdy postrzega ją INACZEJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

Scroll Up