Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

27 maja 2018

Szlag mnie trafił… no niestety…


 Szlag mnie trafił! Miałam się nie odzywać, ale od kilku dni na każdym kroku /radio, TV, Internet, prasa, ludzie w koło/ napadają na mnie informacje o Pani R. i niestety tragicznie zmarłym polskim Himalaiście. Bardzo mi jest przykro, że Himalaistom nie dane było świętować sukcesu. Zawsze śmierć jest wydarzeniem bolesnym i przykrym. Każda choroba jest potwornym doświadczeniem, które unieść muszą najbliżsi, bo patrzeć na cierpienie ukochanych osób nie sposób bez emocji i wzruszenia. Również bez złości, bo normalną reakcją jest poczucie niesprawiedliwości i żalu do losu.

Fatum, przeznaczenie, pech… jak zwał tak zwał – istnieje od zawsze. Staramy się pewne sytuacje przewidzieć, zaplanować, czy w miarę możliwości uniknąć. Chęć rywalizacji na torze Formuły 1, samotne rejsy po najgłębszych wodach, eksperymentowanie z granicami ludzkiego organizmu jest ryzykowne. Proste. Jeśli jutro postanowię, że chcę wyruszyć w podróż dookoła świata w siodle ukochanego konia – będzie złe? Hmmm, a jeśli zechcę zanurkować w błękicie i pobić rekord głębokości – to ktoś mnie powstrzyma? Nie ukrywam, że też czułabym nieopisane emocje i działanie adrenaliny gdybym pokonała swoje ograniczenia, czy dotychczasowe rekordy.

No, ale do brzegu. Stało się. Himalaiści nie mieli szczęścia. Znaczy Pani R. więcej. Polak mniej. Z pewnością to wielkie Osoby. Zdeterminowane. Określone, Silne. Postanowili zdobyć swój „szczyt”. Szczyt dosłownie, bo góra nie okazała się dla nich łaskawa. Ryzyko znali. Francuska nie pierwszy raz miała kłopoty z naturą… Nie pierwszy raz zostawiła partnera schodząc sama…

Myślę, że większość ludzi marzy o czymś nieosiągalnym i chciałoby móc realizować swoje pasje i marzenia. Większości na to nie stać. Pracują ponad siły i zamartwia się codziennymi formalnościami. Niewielu pozwala sobie na luksus puszczenia wodzy fantazji. Dodam, że wejście np. na Mount Everest, to wydatek około 60.000 USD.

Wspinaczka wysokogórska to nałóg. Czy taki sam jak uzależnienie od innych sportów, fizycznych ograniczeń, psychicznych ułomności? Genialnych matematyków pragnących rozwikłać Hipotezę Riemanna też pochłonęła wizja „szczytu”. Inni geniusze polegli – pokonani przez słabości i nałogi. Wielu z nas codziennie boryka się z własnymi demonami. W każdej minucie naszego istnienia umierają chorzy, giną w wypadkach najbliżsi, tracimy życia… które chciały żyć…

Francuska otrzymała najlepszą dostępną opiekę medyczną jaka istnieje. Oby pomogło. Polak ma wsparcie wielu ludzi, którzy wpłacają na utrzymanie jego dzieci i zapewnienie im przyszłości…

Co myśli teraz chory, którego ból trawi od lat, ale leki na jego dolegliwość ktoś „na górze” postanowił nie refundować? Co czuje sparaliżowany, przykuty do łóżka człowiek, któremu przyznano kilkaset złotych, a wydatki są 10 x wyższe, aby mógł zaledwie wegetować? Co ma powiedzieć samotna matka, która chciałaby jedynie móc nakarmić swoje dzieci – mimo, że co noc śni jej się sen, że pobija rekord La Manche. Zawsze wygrywała zawody pływackie. W wodzie czuła się wolna i szczęśliwa, ale odpowiedzialność każe jej każdego dnia wstawać co rano i słuchać bredni znienawidzonego szefa…

Szlag mnie trafił… i nikt z Was nie musi tego rozumieć…

Tags: , , , , , ,

24 komentarze “Szlag mnie trafił… no niestety…”

  1. Kurtyna kłamstwa
    3 lutego 2018 at 06:25

    Też mnie zastanawiało że ta francuska tak sobie po prostu zeszła? Zostawiła naszego a sama się ratowała… Czy to nie jest odmówienie pomocy?

    • izabella
      3 lutego 2018 at 10:03

      Trudno mi ocenić czy Revol miała szanse uratować polaka. W takich warunkach podejmuje się decyzje instynktownie. Liczy się przetrwanie jako podstawowa wartość. Nic innego nie istnieje. O tym czy mogli zejść razem wie tylko francuska. Być może nie miała wyjścia, a zostanie na górze i ją doprowadziłoby do pewnej śmierci

  2. Miecław
    3 lutego 2018 at 09:24

    Mnie, podobnie jak panią codziennie szlag trafia, m.in. z takich powodów. Proszę się nie domagać nawet minimum sprawiedliwości i pomocy, dla tzw. zwykłych ludzi, w zdegenerowanym systemie feudalno-kapitalistycznym z medialnie sterowaną empatią, która służy w efekcie reklamodawcom i lobby ludzi moralnie skarlałych. Brak odpowiedzialności społecznej jest cechą tego systemu, tak jak żerowanie fanatyków różnych ekstremalnych zachowań na empatii społecznej. PRL, który próbował tę sprawiedliwość i odpowiedzialność społeczną tworzyć, się skończył bezpowrotnie Pani Izabello!

    • izabella
      3 lutego 2018 at 19:40

      Nie wiem czy to kwestia zmiany ustroju, czy epidemii głupoty…

      • Miecław
        3 lutego 2018 at 22:30

        Stawiam na jedno i drugie, bo w PRL na głupotę była cenzura.

  3. 3 lutego 2018 at 10:07

    Niech łażą gdzie chcą i poczym chcą ale za swoje. A ci przedstawiciele rzucają pieniędzmi nie swoimi a ja uważam, ze więcej korzyści było gdyby przeznaczyli te pieniądze na leczenie dzieci chore, nieprawdaż.

    • izabella
      3 lutego 2018 at 19:43

      Uważam niestety, że jest to kwestia odpowiedzialności i podejścia. Codziennie mijają mnie motocykliści jadący środkiem badz slalomem i rowerzyści, którzy raz są pojazdem a raz pieszym. Co do sportów ekstremalnych jest to osobisty wybór, ale i osobiste konsekwencje

    • krolowa bona
      4 lutego 2018 at 16:10

      @Winetu ….podzielam te opinie i wzmacniam taka analize…
      Co do zejscia smiertelnego oprocz wyrazow wspolczucia wobec rodziny i bliskich nie chce sie wypowiadac co do tego konkretnego wypadku,gdyz nie ma tu tzw.”czarnej skrzynki” i nie wiadomo jaki przebieg mialy ta wyprawa i jak konkretnie doszlo do tego tragicznrgo wypadku generalnie jednak wrecz nie moge sie podtrzymac by nie wyrazic mojego oburzenia: otoz wylazi na swiatlo dzienne a tu z uwagi na bardzo aktywna “InternetGemeide”= “Swiatowa Wies jaka jest internet…” ze nie ma takiego wspinacza gorskiego i to nie tylko himalaisty,ktory nie mial by na sumieniu zgonu
      swego towarzysza wyprawy,czesto sa to czlonkowie rodziny np.brat, ktory “musial” byc zostawiony i zamarzl na zboczach Mont Everest i niktnie robil z trgo zadnej srnsancji nawet nie bylo szerokich zmianek prasowych cos 40 czy 50 czy 60 lat temu…np. pan Messmer ,bardzo,bardzo tu znany alpinista i himalaista pochodzycy z Tirolu a wiec majacy obecnie obywatelsteo wloskie ale Austriak a wogole to Niemiec…wyproszyli mu nie dawno te historie z pozostawionym cos 40-50 lat temu w
      Himalajach bratem i tlumaczeniami itd.pan Messmer ma teraz “Muzeum Natury” w Tirolu i wogole mily czlowiek….i jest cos 20 czy 30 innych,ktorzy msja swoich towarzyszy na sumueniu,gdyz wysoko w gorach to jest malo tlenu i bez butli z tlenem ludzie zaczynaja “wariowac”,sa podtruci tlenkiem wegla,zaczynaja majaczyc,slepnac,maja wizje jak po narkotykach i wylazi ewolucyjny zwierz z czlowieka polegajacy o walce o przezycie..bierze sie wstystko co.mozliwe by samemu przezyc i przetrwac, wali sie innych i zabiera sie im wszystko….o tym nikt nie mowi tzn. tylko w zamknietych gremiach naukowych….”demokracja” i neoliberalne posiadanie pieniedzy powoduje spustoszenie w
      naturze i bestialstwo muedzy ludzmi…te 11-16 pietrowe statki pasazerskie wplywajace np do Wenecji,powodujsce swoim ciezarem /wypornoscia wody tsunami i pidtapiaja miasto tak,ze wkrotce zniknie pod woda,placenie kroci i polowanie na zadkie egzemlarze zwierzat,takie safari dla “jasnie panstwa”, lapanie delfinow do cyrkiw jakimi sa delfinaria i gdzie delfiny zyjace w glebinach i plywajace setki i tysisce km dziennie musza brac pschofsrmaka bo maja depresje,pare razy juz pozabijaly swoich “trenerow” i “opiekunow”…a do tego ludziom wmowiono,ze delfiny lecza autyzm, spastyczne dzieci itd….wszystko by wyciagac forse….to samo w kazdej innej dzirdzinie czy sektorze czy w Grenlandii czy w Arktyce….gdy tymczasem jesli chodzi o Himalaje to prawdziwymi zdobywcami i bohaterami sa tamtejsi autochtoni zwani “sherpas”,ktorzy jako tragarze niosa caly ekwipunek z namiotami, butle z zapasem tlenu,prowiant,gaz do gotowania, leki wszystko..ci “wspinacze” to cyrk dla ubogich ludzie ,ktorzy winni lezec na kozetce u psychoanalityka funduja sobie taka niebezpieczna impreze “na pojaz”,by samemu urosc we wlssnych oczach,gdyz bez tych “sherpas” nie przezyli by ani paru
      godzin..owszem ci tubylcy sa zatrudniani przez rzad ale maja rozedme pluc,umierajana zatory powierzne w plucych,sercu ,nogach,wylewy krwi i inne straszliwe konsekwencje tych wyprawdo regionow,w ktorych nie ma zycia.dla homo sapiens….naukowe wyprawy juz pobadaly ten region setki razy i obecnie mozna wyslac satelity i drony do pobierania probek i pomiarow…region Himalajow i Monte Everest przez te wyprawy jest w swojej substancji uszkodzony, smierci,ktore pozostawiaja “turysci-alpinisci” podczas tych wypraw sa gigantyczne a wiec sa butle po tlenie, po gazie do gotowania,wiadra plastykowe “made in Gernaby” lub “Made in UE”, talerze,sztuce metalowe i plastikowe,szklsnki,fizizanki,garnki,kochery,prezerwatywy,leki od aspiryny i antybiotykow roznej masci po betablokery i leki do terapii nowotworowej,puszki i butelki po piwie,wodce,winie,brszowe oranzadzie,puszki po konserwach,torebeczki po zupach.i budyniach,kubki po jogurcie,lakier do paznokci, pasty i szczotki do zebow,sztuczne szczeki, protezy (!),rozmaita odziez od klapek plazowych i sukni slubnych,majatki damskue i.meskie…rtad Nepalu a takze Indii,Chin to ma specjalny program racjonowania wypraw i czszczenia / sprzatania po tych zadnych przezyc turystach…..nasuwa sie pytanie czy to trzeba jezdzic na zlamanie karku i bez kondycyjnego i mentalnego przygotowania w Himalaje i zasmiecac dobrami cywilizacyjnymi kazd punktna swiecie ? Co to za dokonania jak wszystko robia ci “sherpas”….owszem,mnie trafia szlag ale z innego powodu…ogarnia mnie tez zlosc,ze sie komercjonalizuje i pauperyzuje kazda seietisc i kazdy punkt na kuli ziemskiej i do tego naraza sie zycie ludzkie na jego utrate w konsekwencji upadku i degeneracji rasy lzdzkiej, ktora sprzedala by za 3 grosze wlasna dusze by sasiada szlag trafil z zazdrosci… gdy tymczasem sa dzieci,ktore w zimnie gloduja i.maja tylko sportowe buty z ceraty i nie wychodza z domu marzac o talerzu goracej zupy…..po co te akcje , po co ???

    • krolowa bona
      4 lutego 2018 at 16:17

      c.d….
      ten czlowiek “alpinista” i “himalajista” nazywa sie Reinhold Messmer..kto sie tematem interesuje jest bardzo duzo o nim w internecie io jego bracie pozostawionym w Himalajach na zamarzniecie ,juz cis to 40 czy 50 lat temu

      * Tlumaczenie z niemieckiego na polski….. po zainstalowaniu programu “Chrom”/Google tlumaczy on na dowolny jezyk…wyprobowac.!

    • krolowa bona
      4 lutego 2018 at 17:38

      Jako uzupelnienie i uwagi do tego tragicznego wypadku oraz podejmowania decyzji o przezyciu:
      Juz dobrych pare razy ,ostatni raz cos 5(?) lat temu wybuchla panika wsrod pielgrzymow w Mecce ( Mekka w Saudii A.) i piegrzymi pod swoimi stopami “zadeptali” ponad 100 osob a kazdy chcial tylko ratowac swoje zycie….

      Cos ok.20 lat temu w przepieknym miescie sportow zimowych jakim.jest Insbruk / Austria / glowne tory wysciowe stadionu hokejowego chyba zaciely sie,gdyz nie mozna bylo ich otworzyc i ludzie( pare tysiecy 2000 (?))
      wychodzili bramka boczna, byly popychania i tlum walil do wyjscia,wybichla panka i zadeptano /zmiazdzono/ na smierc cos 60 osob…..

      Cos ok. 5 lat temu w miescie Duisburg / Polnocna Nadrenia -Westfalia /,wlasnie wybrano Hannelore Kraft na “wojewode” tej federacji /”landu” odbywala sie w czerwcu (?)doroczna impreza muzyczna “Love Parade”, by udac sie na miejsca koncertowe trzeba bylo kolo dworca przejsc przez tunel, wybuchla panka i.poprzez “rozdeptanie”/zmiazdzenie zginelo w oka mgnieniu ponad 100 osob ( 108 ? ) byla i.jest.do dzis.tragedia ,gdyz rodzenstwa i grupa kolegow / kolezanek usmiercila z wlasnego grona x-osob, prokuratura i rzeczoznawcy kloca sie z zsrzadem miasta i policja do dzis,zenie powinno.byc zezwolenia na ten wielki koncert….a rodzice i ridzenstwa oplakuja swoich krewnych…

      Znam matrialow naukowych oraz zeznan swiadkow opisy, jak ofiary zagazowan cyklonem “B” w niemieckich obozach koncentracyjnych zachowywali sie w tych komorach gazowych,lapal jeden drugiego lub zdeptal na miazge by przemiescic sie w strone drzwi lub lapiac kogos zatykal nim sobie nos…walka o przezycie to elementarne przezyciezawsze jest kosztem innego blizniego..

      Ja osobiscie przezylam w roku 1984 ( przedostatni raz jechalam na urop,potem.jeszcze tylko 1 raz ) niebywala dla mnie do tamtej pory sytuacje ,wlasnie cos o ok.godz 6 rano znajdowalam sie w samolocie charterowym lini “Happag Lyodd” lub “C..” jak po dluzszym czasie oczekiwania na start i zniecierpliwieniu wszystkich ogloszono nam,ze samolot jest uszkodzony i nie mozemy wystartowac i musimy samolot szybko opuscic przednim wyjsciem…co ja przezylam i inni..jak stado szaranczy rzucil sie przerazony tlum do wyscia… mi rozerwano na strzepy bluzke oraz rozdeptano mi buty ,bylam wtedy b.b.szczupla i mialam.na calym.ciele sine plamy od obrazen “napor pchania”, powykrecane rece…jak juz bylam.poza samolotem w hali lotniska lekarz z.linii lotniczych opatrywal.mi rany i kompresowal mi cialo jakims plynem oraz zrobil zdjecie rtg.,otrzymalam podkoszulke do ubrania i talon towarowy na zakup butow i ubrania na lotnisku,walizki byly juz w” systemie” czy polecialy juz innym charterem, talon na posilki (okropne z puszek ) po cos ok.12 godzinach przylecial samolot z M. zapchany ludzmi,jak.wysiedli tarsz nastam poslsli w taki nieposprzatany i niewydezenfikowany samolot i przy “wsiadaniu” byly podobne sceny…tumult…jak ktos chcial zrezygnowac,to stracil to co zaplacil ( i.musial by siedziec w domu…) ,gdyz towarzystwo “gwarantawalo”
      przeciez przelot i”reszte”( wykupiony pobyt …) to bylo moje niebywale przezycie i tylko “z przeoczenia” nie stratowali.mnie lub kogos innego na smierc ),tak to zdalam sobie sprwawe,ze w momencie zagrozenia ludzie podejmuja natychmiast decyzje rstujace tylko wladne zycie i nie bacza na nic i na nikogo,instynkt samozachowawczy dyktuje te decyzje…elegancja i galanteria udaje sie tylko w warunkach spokoju i dobrobytu,gdzie.nie chodzi o egzysencjonalne przrzycie danej jednostki lecz o swoistego rodzaju gre towarzyska…..ten “gry” w warunkach zagrozenia w wysokich Himalajach naturalnie nie ma,tam.jest tylko samozachowawczy instynkt a ten tylko i wylacznie ratuje podmiot tego instynktu i czlowiek powraca do elementarnego darwinizmu….

  4. Inicjator
    3 lutego 2018 at 10:21

    Mylimy przekaz medialny z faktami na wysokości 7200 metrów.

    Mam pytanie do Autorki o frazę: “samotne rejsy po najgłębszych wodach,”

    Czy niebezpieczeństwo takich samotnych rejsów jest większe na głębszych, czy płytszych wodach?

    Bo płycizny są bardzo niebezpieczne, ale GŁĘBINY?

    Rozumiem, że chodzi o pływanie żaglowymi jachtami pełnomorskimi, więc zastanawiają “samotne rejsy po najgłębszych wodach,”.

    Czyli im więcej wody pod kilem – tym niebezpieczniej, bo tam się może kłębić więcej morskich diabłów?

    • izabella
      3 lutego 2018 at 19:43

      nie umiem rozwikłać tej zagadki…:). Osobiście boję się i głębokich głębin i płytkich:)

  5. wieczorynka
    3 lutego 2018 at 14:57

    Znam trochę środowisko taternickie, wspinaczka jest to pasja i ja to popieram. Tragedie zdarzają się w każdym zawodzie.
    Wcześniej dominowała podczas wspinaczki zasada: związani liną na dobre i na złe, partnera się nie zostawia. Obecnie się zmieniło, ja nie chcę tego komentować przez szacunek dla tragedii, która się wydarzyła. Na półce mam kilka książek o wspinaczce wysokogórskiej i nigdy bym nie śmiała komentować jeżeli coś pójdzie nie tak.

    • izabella
      3 lutego 2018 at 19:51

      Pani Wieczorynko. Znamy się już od jakiegoś czasu i jak Pani nie raz czytała i mnie ponosiła fantazja. Ja jak najbardziej popieram pasje i wszelkiego rodzaju aktywności. Sama właziłam na Kili i przyznaję- byłam średnio na to przygotowana – jednak gdyby padł zakaz dalszego wchodzenia, a ja bym się upierała jak niektórzy – to powinnam ponieść konsekwencje bez obciążania innych. Oczywiście, że powinno się zawsze i do końca być odpowiedzialnym za wspóltowarzyszy – bo i od tego też często zależy sukces. To kwestie bezdyskusyjne. Czy jednak ten medialny absurd jest w porządku w stosunku do chorych i potrzebujących, którzy nie mieli możliwości wyboru swojego losu, czy sytuacji?

    • 50-parolatek
      4 lutego 2018 at 17:42

      No cóż Wieczorynko, idąc na taką “wspinaczkę” powinno być się świadomym nie tylko przyszłych “sukcesów”, ale także ewentualnej porażki. Ze swoją śmiercią włącznie!
      W życiu również miałem okazję zetknąć się z takimi (taternikami, alpinistami itp). Nigdy nie potrafiłem ich jednak zrozumieć.
      Do dzisiaj lubię wędrować po górach, ale nigdy nie sprawiało mi żadnej radości wspinanie się po skałach i ryzykowanie osunięcia się w jakąś przepaść.
      Adrenalina?
      – może, ale tej, moim zdaniem, ma się dostatecznie dużo w codziennym życiu.
      Moim zdaniem, takie jednostki nie mają zrównoważonej, zdrowej psychiki i prawidłowo wykształconego instynktu samozachowawczego. To raczej jednostki chorobowe.
      Nawet, gdy odnoszą “sukcesy”, to “imponuje” mi to podobnie, jak np. potężne mięśnie u jakiegoś zapaśnika….
      – ok, fajne, ale zobaczymy, jak długo jeszcze….

      • wieczorynka
        4 lutego 2018 at 19:02

        50-parolatku, zgadzam się, jak idzie się na wspinaczkę to każdy ma świadomość, że albo będzie miał szczęście lub tego szczęścia mniej.
        Ja jednak wspieram ludzi, którzy podejmują takie ryzyko.
        Każdy ma jakieś pasje, jest to tak zwany “zew krwi”. Osobiście gdy byłam młodsza to zarówno góry jak i żeglarstwo, które wcale nie jest bezpiecznym zajęciem były moimi nazwijmy to sportami, wolałam to aniżeli wylegiwanie się na plaży. Zwyczajnie każdy wybiera taki styl życia jaki mu odpowiada i ponosi tego konsekwencje.
        Z przykrością przyznaję, że iluś naszych przyjaciół/znajomych zostało w górach pod lodem. Takie jest życie. Pozdrawiam

  6. krzyk58
    3 lutego 2018 at 17:20

    @wieczorynka. Ważna uwaga; “Wcześniej dominowała podczas wspinaczki zasada: związani liną na dobre i na złe………..?
    Dalszej części zdania nie byłem “zdolen” przytoczyć. Dopowiem
    Prawda! Zwłaszcza w kontekście kom. nr. 40 “u gajowego” – wyżej.

    • wieczorynka
      3 lutego 2018 at 18:09

      Krzyku, ja wyznaję zasadę, że w warunkach bardzo trudnych należy być solidarnym z towarzyszem do końca. Jak zachowują się inni to ich decyzja.
      Rosjanie twierdzą, że na Syberii przy minus 40- 60 nie zostawia się nawet wroga.

      • Miecław
        3 lutego 2018 at 22:35

        Wieczorynko, bo to Słowianie. A Polacy, którzy uratowali tą francuską partnerkę Mackiewicza, to nie ryzykowali życiem? Durnie? Czy Słowianie? 🙂

      • wieczorynka
        4 lutego 2018 at 16:17

        @ Miecław, żadni “durnie” tylko Słowianie, czyli bardzo empatyczni, ludzie a tylko tacy przetrwają. Należy współpracować. Właśnie kapitalizm niszczy te wartości.
        Eksperyment z myszami znasz, ktoś na tym portalu opisywał ja również. Podtrzymuję zdanie.
        Właśnie empatię rozbudzała PRL a zniszczono to po 1989 roku.
        Ci wszyscy nadgorliwcy, którzy zamierzają mi zarzucić propagowanie komunizmu, którego w Polsce nigdy nie było, niech przeczytają sobie wiersz Juliana Tuwima “całujcie mnie wszyscy w….”.
        Pozdrawiam

  7. Nepomucyn
    4 lutego 2018 at 02:57

    Spodobal mi sie Pani komentarz o Riemannie. Ladnie Pani pisze, a komentarz Mieclawa jest super.

    Acha, pisze sie FrancuZka…

  8. krzyk58
    4 lutego 2018 at 08:26

    Było, a nie ma, brak kom. spostrzegłem już wczoraj 🙂 niby nic anty…
    “Cień wielkiej góry” – Budki Suflera i link do ‘gajowegomaruchy”
    po części udzielający odpowiedzi na postawione m.in. przez kom.
    @Miecław – pytanie. ‘Durnie? Czy Słowianie?”………doprawdy,
    nie wiem….jako że nie wyciągamy żadnych wniosków/zero refleksji. Historia
    ZAWSZE powtarza problem okazywania wdzięczności
    wobec Polaków (w tym przypadku Słowian) przez obcych…
    Jenak moim zdaniem (post-factum) uważam że… “Durnie”.
    To przykre.

  9. Adam
    5 lutego 2018 at 13:25

    Wolność , to między inn. mozliwośc wyboru stylu zycia. Niech to jednak będzie wybor za swe własne zarobione pieniadze, bedące zapłata , za społecznie uzyteczna , wykonana prace.

  10. keram
    3 marca 2018 at 01:30

    Bezsens otaczającego nas świata płatnej informacji jest porażający.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Społeczeństwo

Privacy Preference Center

Scroll Up