Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

10 grudnia 2018

Symbolizm „domu” Etgara Kereta


 W stolicy państwa Polskiego zwanej póki, co Warszawą na rogu ulicy Chłodnej i Żelaznej, czyli w miejscu historycznym gdzie przebiegała drewniana kładka łącząca dwie części getta –  w przerwie pomiędzy istniejącymi tam dzisiaj budynkami stworzono „dom” a raczej instalację architektoniczną umożliwiającą okresowe zamieszkiwanie w naszych klimacie.

Pierwszym lokatorem tego „domu” ma być izraelski pisarz Etgar Keret, który pochodzi z rodziny żydowskiej uratowanej z holokaustu, którego matka mieszkała przed wojną w Warszawie.

W budowę tej instalacji zaangażował się samorząd Miasta Stołecznego Warszawy, dotując to przedsięwzięcie finansowo. Jednakże pomysł dedykowania budynku panu Keretowi ta idea zawdzięcza architektowi instalacji – panu Jakubowi Szczęsnemu, który – jak czytamy w prasie – swoją decyzję uzasadnił stwierdzeniem jakoby pan Keret łączył w sobie polską i żydowską historię tak ważną w kontekście miejsca gdzie zlokalizowano tą instalację. Idea jest bardzo śmiała, zakłada powstanie komitetu, który będzie zapraszał twórców do zamieszkania w ramach międzynarodowego programu rezydencyjnego – jako kolejni lokatorzy w „domu” Kereta, na czele komitetu ma stać sam pisarz.

Pan Keret w jednej z wypowiedzi na konferencji prasowej masowo przedrukowanej przez prasę stwierdził m.in., że „(…) Ten dom wygląda tak, jakby historia nie zostawiła dla niego miejsca, podobnie jak dla rodziny, która kiedyś miała w tym mieście dom, a teraz już jej tu nie ma. Ale przechodnie będą mogli spojrzeć na tabliczkę i ją wspomnieć.” W innym z wywiadów w anglojęzycznej prasie żydowskiej ten sam autor twierdził, że: „Ideą było wybudowanie domu wedle takich samych proporcji jak jego opowiadania: tak minimalistyczne i małe jak możliwe”. Dla jasności należy przypomnieć czytelnikom, że pan Keret jest absolutnym mistrzem krótkiej formy.

Mamy, zatem dwa źródła symbolizmu tej instalacji mieszkalnej – przeszłość żydów w Warszawie uzasadniająca więź oraz obecna twórczość Kereta – mistrza krótkiej formy. Z takiego połączenia na pierwszy plan przebija się jednak coś innego, co prawdopodobnie może być zamierzonym i celowym, ale nie ujawnianym elementem tego przedsięwzięcia. Można przypuszczać, że poprzez symbolizm miejsca, więź z przeszłością żyjącej na tym obszarze społeczności, którą spotkał dramatyczny los ofiar ludobójstwa – ta instalacja wbija się klinem w pamięć. Instalacja mała w formie a wielka w treści – krzyczy na cały świat – nie ma dla nas miejsca w Warszawie! Byliśmy, żyliśmy, istnieliśmy – wysiedlono nas, większość wymordowano a resztę pozbawiono własności. Wszystko, co daje się nam po powrocie to wąski klin pomiędzy starym a nowym budynkiem w miejscu przesiąkniętym historią ludzi, których już nie ma. W domyśle temu przekazowi towarzyszy sugestia – nie jesteśmy tu mile widziani.

Potencjał artystyczny znanego pisarza, lubianego w świecie anglojęzycznym – w zasadzie stanowiącego swoisty towar eksportowy z Izraela do kręgu cywilizacji post chrześcijańskiej wybitnie wzmacnia siłę przekazu. Krótka forma, mało miejsca, jeden – samotny Żyd, potomek ocalałych z holokaustu, z warszawskiego getta – oto stawia mu się pomnik za życia, który sakralizuje swoim pobytem!

Powstaje pytanie gdzie w tym jest Polska? Gdzie w tym jest Warszawa? Czy całość koncepcji została właściwie przemyślana przez wchodzący w to samorząd? A minister kultury? Czy ktoś zauważył de facto alternatywną wymowę tej instalacji? Mamy w ten sposób w Warszawie kolejny obiekt, który wbija się klinem w polskość, tylko i wyłącznie po to, żeby stanowić wymowny symbol przeszłości. Oczywiście nie ma w tym nic negatywnego, ale czy my Polacy chcemy żyć przeszłością?

Można jedynie cieszyć się, że  polscy Izraelczycy nie wpadli na pomysł żeby ten fragment Warszawy np. otoczyć murem, jak robią to ich rodacy na Zachodnim Brzegu w Palestynie, klin jakoś przeżyjemy, aczkolwiek będzie istotnym symbolem międzynarodowym Warszawy. W zasadzie to już jest sukces medialny, który niesłychanie silnie wzmocni przekaz – przez nazwisko twórcy, jego żydowskość i dramatyczną historię miejsca. Szkoda, że nie ma we współczesnej Warszawie promocji miejsc dla polskich twórców, piszących o Polsce i polskiej Warszawie. No, ale czy by to kogoś zainteresowało na świecie? A nawet poza lub bądźmy szczerzy – w samej Warszawie?

Ta instalacja udowadnia jak mało warta jest polska kultura, jak nic nie znaczą nasi twórcy, co więcej – jak mamy nasza kulturę i naszych twórców w zupełnym niezauważeniu! Czy są przeźroczyści? A może posługują się niemodnym polskim? Jeszcze kilka takich instalacji i Warszawa na trwałe stanie się miejscem, gdzie doskonale będzie kwitła międzynarodowa twórczość – obcych twórców, w poprzek, w brew, na opak, czy też przy zupełnym niezauważeniu polskości! Nie chodzi o to, czy my tego potrzebujemy, albowiem nie jest to pytanie o to czy lepszy jest dom Kereta, czy też półlegalne wysypisko śmieci i “byle czego”, które znajdowało się dotychczas między tymi blokami. Chodzi tylko i wyłącznie o właściwą kolej rzeczy.

Jednakże jak symboliczne jest zderzenie “przestrzeni w klinie” – zaśmieconej wcześniej przez Polaków, a porządkiem i oszczędną formą nadaną przez nową instalację. Czy tego chcemy w naszym kraju? O następny krok już się nie pytajmy, jednakże czy kiedyś będzie możliwe stworzenie dowolnej instalacji artystycznej w Warszawie – przez dowolnego izraelskiego twórcę, bez bolesnych odwołań do tragicznej przeszłości, na którą nie moglibyśmy mieć wpływu?

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

3 komentarze “Symbolizm „domu” Etgara Kereta”

  1. Marceliński
    22 października 2012 at 18:07

    Przestrzenie publiczne naszych miast wypełniamy “tradycyjnie” – Janami Pawłami II, Piłsudskimi, Kaczorowskimi, Kaczyńskimi… czasami trafi się jakaś ławeczka z poetą czy poetką, aktorem… w kolejce tej bezrefleksyjnej pomnikomanii czekają kolejne “ofiary”…

    Podobno w Polsce stoi już ok. 640 pomników (i rzeźb) JPII, a specjalistą i najbardziej płodnym rzeźbiarzem JPII jest niejaki Czesław Dźwigaj, profesor krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, “który na swym koncie ma już 70 papieży (pierwszego zrobił w 1987 roku). Krytycy nie mają o nim najlepszego zdania, uważając jego dzieła za kwintesencję kiczu. (Kiedy Dźwigaj w Krakowie postawił pomnik ks. Piotra Skargi, zaraz po odsłonięciu ktoś przyczepił do kolumny kartkę z apelem do autora: “Czesław, nie Dźwigaj więcej takich pomników, bo znów będą same skargi”.”

    A panu Krakauerowi marzy się jakaś wyrafinowana instalacja artystyczna polskiego twórcy będąca wyrazem kolejnej “przemocy symbolicznej” dzisiejszej “kultury” – nie na razie jesteśmy “na dorobku”, taśma produkcyjna w ruchu, liczy się ilość – liczba pomników, studentów, widzów, kibiców… a “jakość” – jakoś to będzie…

    • krakauer
      22 października 2012 at 18:25

      Dziękuję za “przetarcie oczu” 🙂 Czasami też niedowidzę 🙂

    • Dark Dwarven Dwellings
      23 października 2012 at 04:28

      “Instalacja mała w formie a wielka w treści (…) – nie jesteśmy tu mile widziani.”
      To prawda, przykra prawda. Ten przekaz jest niepochlebny dla Polski.
      Uważam, że powinniśmy turystów z Izraela chwalić i dopieszczać, karmić pochlebstwami dopóki przyjeżdżają z pieniędzmi, a nie żądają naszych pieniędzy. W tym momencie zgadzam się z autorem artykułu, że decyzja urzędników była nietrafna. Natomiast nie zgadzam się z pragnieniem wymazania (przemilczania)ważnych faktów z historii. Tylko prawda nas wyzwoli, nie nienawiść.

      Polscy artyści zaś? Cóż – jacy sponsorzy, tacy artyści.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

Scroll Up