Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

18 lutego 2018

Przywrócenie poboru do wojska to dzisiaj więcej niż konieczność!


 „Ochotnicza” służba zasadnicza?

Przywrócenie poboru do wojska to dzisiaj więcej niż konieczność! Na pana Mariusza Błaszczaka Ministra Obrony Narodowej spadł obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa Rzeczpospolitej. Wiadomo, że w obecnych realiach politycznych może on być już tylko lepszym Ministrem od swojego poprzednika.

Jednym ze sposobów na poprawę stanu naszej obronności, rozwijającym ideę Wojsk Obrony Terytorialnej jest przywrócenie poboru do wojska. Ze względów społecznych, początkowo powinien on dotyczyć tylko ochotników i trwać tyle, ile sobie życzą spędzić w Wojsku, ale nie krócej niż to wynika z potrzeb szkoleniowych. Chodzi o to, żeby każdy obywatel, który spełnia warunki kwalifikacji wojskowej mógł służyć Ojczyźnie w duchu patriotyzmu, poświęcenia i chęci zdobycia nowych umiejętności. Jeżeli obecnie Wojsko płaci kilkaset Złotych za samą gotowość do służby, to nie powinno być problemem zapłacenie minimalnej pensji – każdemu, kto odda się pod polską komendę wojskową.

Policzmy: to tylko około 1,5 – 2,0 mld zł rocznie za 6-cio miesięczny okres przeszkolenia ok. 60 000 młodych ludzi, czyli ok. połowy męskiej populacji danego rocznik, plus oczywiście „chętne” młode kobiety, spełniające warunki „ochotniczego” poboru.]

Wojsko potrzebuje realnych i przeszkolonych rezerw. Dlatego optymalnym może być model oparty na proporcji: ok. 120 tys., obecnej armii zawodowej – jako wojsk operacyjnych, 50-80 tys., szkolących się rezerw – z reaktywowanego „ochotniczego” poboru oraz z Wojsk Obrony Terytorialnej w ilości 50-60 tys. Łącznie dawałoby to około 220-260 tys. Żołnierzy w ciągłej dyspozycji Sił Zbrojnych.

To są tylko liczby, żeby do nich dojść proces zmian należy rozłożyć w czasie. Na przykład Żołnierze z poboru służą ok. 6 miesięcy, a w pozostałym czasie (np. 6×5 dni) doskonalą się Żołnierze WOT. Do tego dochodzi dostosowanie bazy materiałowej.

Strzelnice – tak, ale 50 ośrodków szkoleniowych a nie 200!

Pomysł na strzelnice w każdym powiecie jest słuszny, ale się nie sprawdzi w naszych realiach. Lepiej byłoby zbudować około 50-ciu ośrodków szkolenia, dysponujących większym potencjałem, w oparciu o siatkę dawnych województw. Wiadomo, żeby szkolenie strzeleckie miało sens musi być bezpieczne, a to oznacza przewidzenie odpowiednich odległości dla osi strzeleckich. Jak do tego dodamy minimalny pas taktyczny dla kompanii strzeleckiej (regularniej lub lekkiej piechoty WOT), to uzyskamy obszar ok. 30 km2. Co i tak uniemożliwia prowadzenie ognia artyleryjskiego, ale to jak wiadomo w naszym kraju norma, bo i tak nie mamy poligonu na którym można strzelać na pełne odległości najnowszej broni i amunicji.

Co uzyskamy?

W proponowanym systemie uzyskamy stabilne stworzenie rezerw dla wojsk operacyjnych i zasilanie najlepszymi ochotnikami Wojsk Obrony Terytorialnej. bo będzie czas im się „przyjrzeć” podczas 6-ciu miesięcy. Stworzone obiekty (szkoleniowe wraz z „lekkimi” koszarami) mogłyby być wykorzystywane przez cały rok. Od kwietnia do września przez ochotników do ochotniczej służby zasadniczej, a od października do marca przez Żołnierzy WOT w dotychczasowej comiesięcznej formie szkoleń, ale dłużej niż weekend, np. cały tydzień. Nikt przecież nie powiedział, że ma być łatwo. Nagrodą dla najlepszych mógłby być naturalny awans z formacji ochotniczej Służby Zasadniczej, poprzez Obronę Terytorialną do Zawodowej Służby Wojskowej.

Ten mechanizm sam się sprawdzi i zweryfikuje w praktyce, a będzie się podtrzymywał poprzez minimalne zasilanie finansowe. Wypłacane, co miesiąc jako zasiłek na utrzymanie rodziny a sumarycznie i z nagrodą, gdy szkolony Żołnierz skończy szkolenie do którego się zobowiązał. Klucz tkwi w umiejętnym finansowaniu i jasnych jego regułach.

W tak zarysowanych warunkach, nie byłoby problemów z dyscypliną. Co samo w sobie jest wartością i wzmacnia komponent wychowania patriotycznego. Wedle schematu, że Ojczyzna rekompensuje trudy i poświęcony czas dla wspólnego dobra. Jeśli do tego dodamy „opinię” z wojska dla przyszłych pracodawców i banków (tak jest w USA), o wypełnieniu minimalnego obowiązku wobec kraju, to powinno dodatkowo zachęcić do tej służby tysiące młodych. Spędzenie 6-ciu  miesięcy w okresie letnim, w tym 2-3 miesiące na poligonie – powinno przekonać młodych mężczyzn do chęci sprawdzenia się – jak to naprawdę „w wojsku” jest.

Wiadomo że w najbliższym czasie i tak niczego nie kupimy…

Pan Mariusz Błaszczak – Minister Obrony Narodowej ma bardzo trudną sytuację wizerunkową i faktyczną. Zarazem jak każdy na takim stanowisku ma unikalną szansę zapisać się w historii Polski jako mąż stanu.

Jego poprzednik, pomimo wszystkich kontrowersji, wpisał się już do historii jako sprawny organizator odtworzeniem Wojsk Obrony Terytorialnej. A przede wszystkim – jako wybitny strateg, który pierwszy odwrócił trend degradowania Sił Zbrojnych i myślenia o Wojsku, jako zbędnym koszcie dla państwa lemingów. Poprzednicy wszystkimi działaniami nazywanymi reformami – jakoś tak się złożyło, że skutecznie wykastrowali Siły Zbrojne poniżej 100 tys.

Wojny jak pamiętamy z ustaleń ekspertów pana Prezydenta Komorowskiego miało nie być, a fantaści widzieli nawet Federację Rosyjską w NATO (do dzisiaj w Moskwie jest to opowiadane jako świetny żart). Wojsko Polskie zostało sprowadzone do misji ekspedycyjnych wspierających wojska kolonialne państw zachodnich, tak jak kiedyś Polacy walczyli na Haiti dla Napoleona. Nie przewidywano większych kontyngentów niż kilka tysięcy, w systemie rotacji co pół roku na zasadzie „zbieraniny” ze wszystkich jednostek. Stąd np. przeciwlotniczy – o unikalnych umiejętnościach w specjalizacji wojskowej, na patrolach pieszych pod Kandaharem. To najlepsze podsumowanie realiów armii z czasów pana Ministra Klicha i pana Ministra Siemoniaka, którzy prawie co roku oddawali do Budżetu Państwa kilka „zbędnych” wojsku miliardów. Chociaż wszyscy wiedzieli jak potrzebujemy sprzętu, a ten co jest wymaga modernizacji. Dlatego tych panów prawdopodobnie należy postawić przed Trybunałem Stanu z pytaniem, czemu służyła ich polityka? Jakie były jej cele? Chyba nie dobro Rzeczpospolitej?

Poprzednik pana Ministra Błaszczaka spowodował, że na poważnie zaczęliśmy myśleć o samodzielnej obronie swojego terytorium w wojnie pełnoskalowej. Dopiero takie myślenie mogło przyciągnąć wojska sojuszników na wschodnią flankę NATO. Wcześniej nie było nawet symulacji realnych „planów ewentualnościowych”. Te działania spowodowały, że Amerykanie dowiedzieli się w końcu gdzie jest Polska, że jest w NATO i co to jest „przesmyk suwalski” (jesteśmy przeciwnikami tej idiotycznej nazwy, ale ona funkcjonuje).

Panu Ministrowi Błaszczakowi pozostawiono do realizacji gigantyczne i epokowe kontrakty zbrojeniowe. Dzisiaj to człowiek w Polsce mający największą realną władzę finansową, tak na to patrzą specjaliści z koncernów zbrojeniowych.

Jeśli zsumujemy koszty wszystkich planów, w tym na pewno: 40 mld zł „Patrioty”, 12 mld „Orki”, 10-12 mld – za „Kraby” i „Homary”, pewno więcej za nowe Leopardy i ich następców (16 mld zł), obrona cybernetyczna jeżeli ma mieć sens musi kosztować co najmniej 5-6 mld zł no i lotnictwo w tym śmigłowce – studnia bez dna, a w zasadzie ocean potrzeb – lekko licząc 20 mld zł za cokolwiek plus Marynarka Wojenna, na której ostatnich zabytkowych okrętach właśnie opuszają bandery (10 mld zł) – co w sumie daje około 110-130 mld zł ekstra wydatków, ponad obecny budżet wegetatywny. To teoretycznie przy wzrastającym co roku do 2,5 % PKB na obronę – powinno udać się do 2030 roku. Jednak realnie powinniśmy przeznaczać już 3% a docelowo 4,5% – w tym to dodatkowe 1,5% na opracowanie i utrzymanie broni masowego rażenia (w tym jądrowej) i środków jej przenoszenia.

Nawet jeżeli pan Minister doprowadzi do zawarcia szeregu umów, to ich realizacja potrwa dłużej, niż jego kadencja. A to oznacza, że ten człowiek napracuje się, poniesie odpowiedzialność i ryzyko, na pewno będzie krytykowany, ale nie będzie miał realnego sukcesu. Nie będzie miał prawdziwego i realnego symbolu swoich dokonań i wkładu we wzrost bezpieczeństwa kraju, przewyższającego zasługi kontrowersyjnego poprzednika.

Podsumowanie

Z powodów politycznych, finansowych, czasowych i obowiązujących przepisów trudno będzie o szybki sukces w realizacji Planu Modernizacji Technicznej (PMT). Poza tym pamiętajmy o tym, że otoczenie się zmienia dynamicznie, wzrasta międzynarodowa temperatura i niepewność. Zakup uzbrojenia już nie będzie tak łatwo jak do tej pory, kiedy to koncerny prosiły żebyśmy kupili cokolwiek, na kredyt bez odsetek, na dowolną ilość rat – bylebyśmy zamówili.

W tych realiach pomysł na przywrócenie poboru do wojska to dzisiaj więcej niż konieczność! To jedyna realna szansa, na wzmocnienie potencjału obronnego państwa w perspektywie końca kadencji pana Ministra Błaszczaka w tym rządzie. I to jest realne, a przede wszystkim bez nadzwyczajnych kosztów. Efekt będzie prawie natychmiastowy – w skali dwóch lat. Natomiast najważniejsze jest, że to mogą być nasze ostatnie dwa lata życia w pokoju.

W momencie zagrożenia i tak trzeba będzie przywrócić (odwiesić) pobór do Wojska. Tylko, że wówczas będzie już za późno, na pewno drożej, będzie chaos, koszty polityczne i społeczne i niższa jakość wyszkolonych rezerw. Wojsko nie może być przedmiotem problemów społecznych. Bazując na uczuciach miłości do Ojczyzny i chęci rozwoju osobistego młodych ludzi, dając im perspektywę na karierę i stabilną służbę, można to wszystko spiąć w jeden działający system.

Obecnie, to pan Minister Błaszczak jest jedyną szansą na realne wzmocnienie potencjału obronnego Polski. Okno czasowe już się dość szybko zamyka. Nie da się dzisiaj wiarygodnie i suwerennie planować na dłużej, niż na trzy lata. Reset może wydarzyć się w każdej chwili. Poza tym jest problem polityczny, to ostatni moment, kiedy jeszcze można takie coś przeprowadzić. W roku wyborów do Sejmu, nie zdobędzie się na to żadna władza. Decyzje trzeba podjąć już, naciskając na to, że to ma być służba ochotnicza.

Tymczasem, my nadal nie mamy śmigłowców, które obiecał poprzednik pana Ministra Błaszczaka, a haniebnie nie dotrzymał publicznie złożonego słowa. Jak również nie mamy nawet granatników przeciwpancernych (i innych typów ich głowic) do masowej obrony przeciwpancernej lekkiej piechoty.

O ile, te śmigłowce można poprzednikowi pana Ministra Błaszczaka wybaczyć z powodów politycznych (z wielkim trudem), to brak granatników jest niewybaczalny. Można je po prostu zamówić i przyjadą ciężarówką – prosto z katalogu producenta, nic lepszego niż, to co ma armia USA, Szwedzi, Brytyjczycy czy Niemcy (konstrukcji rosyjskich nie bierzemy pod uwagę z przyczyn politycznych) – nie wymyślimy, nie zaprojektujemy, chyba że celowo udziwnimy, tak żeby cena wzrosła nadmiernie. Mówimy o zakupie średniej partii sprzętu znanego producenta o standardowych parametrach. Oczywiście lepiej jest samemu produkować, na licencji lub własną konstrukcję, tylko jest tak dramatycznie, że jednorazowy zakup 5000 jednorazowych granatników jest koniecznością. Poza tym to nie jest jakiś szokujący koszt w skali MON, zakup takiej partii kosztowałby mniej więcej tyle ile organizacja defilady w Warszawie i innych uroczystości z udziałem „oprawy” wojskowej.

W przypadku tego zaniechania winę ponoszą poprzednicy. Jeżeli realnie chcemy myśleć o obronie Suwałk i Białegostoku, czyli realnie państw Bałtyckich, to musimy mieć Żołnierzy w tym rezerw, a oni muszą mieć granatniki przeciwpancerne – inaczej czołgi i BWP nieprzyjaciela rozjadą ich zasypując żywcem w okopach! Chyba nikt rozsądny nie myśli, że z RPG-7 można strzelać do jakiegokolwiek czołgu? Jeżeli polityczni decydenci nie kupując nowego sprzętu – pozostawiają naszych Żołnierzy praktycznie bezbronnych w obliczu nieprzyjaciela, to praktycznie skazują ich na śmierć. Granatniki być muszą. Dużo. Natychmiast! A zapas uzupełniany. W tym także o inne rodzaje głowic niż przeciwpancerne, to daje wielkie możliwości działania piechoty w starciach bezpośrednich.

Pan Minister Błaszczak ma szansę powstrzymać 29 lat degradacji polskich zdolności obronnych. Czy jego dokonania bliższe będą dokonaniom Marszałka Józefa Piłsudskiego, czy lekarza psychiatry na urzędzie Ministra Obrony Narodowej? Tylko Minister godzien Sobieskiego może przebić Ministra godnego Marszałka Piłsudskiego…

Tags: , , , , , , ,

26 komentarzy “Przywrócenie poboru do wojska to dzisiaj więcej niż konieczność!”

  1. ppłk. pil. dypl.
    15 stycznia 2018 at 04:41

    Bardzo interesujący pomysł, realne wzmocnienie obronności Polski.

  2. rumcajs
    15 stycznia 2018 at 05:02

    Pamiętam jak fachmani od Komoruskiego pierdo…i że nie będzie wojny… a ruscy zajęli Krym w jeden dzień, a nawet pół dnia! Ukraińcy nawet nie bekli

    • krzyk58
      15 stycznia 2018 at 08:20

      ……….pobaw się z Cypiskiem.
      Ad.meritum
      – “ruscy tam byli… np.Sewastopol
      – jeśli ‘demokracje i pakt obronny miłujący pokój” nie wywołają – nie będzie. Osobiście dziwię się ile PUTIN jest w stanie wytrzymać….
      robienie dobrej miny jest już niesmaczne………….. BA! ukraińscy
      wojskowi MASOWO przechodzili na rosyjską stronę… sam bym
      tak postąpił.Krymczanie w referendum jednogłośnie zaakceptowali taki stan rzeczy w referendum, czego m.in. świadkiem był dr M.
      Piskorski – nie mylić z “tym drugim’ ….).Amen! Pytania – są!!?
      …. KRYM to ROSJA a Косово и Метохија je Srbija.

      • wlodek.
        15 stycznia 2018 at 15:08

        W kwestiach polityki zagranicznej,stoimy krzyku na tych samych pozycjach.Dzisiaj p.Ławrow mówiąc o stosunkach polsko rosyjskich namawiał aby pozbyć się rusofobii i oprzeć je na wspólnych interesach.W mediach już czytam komentarz”najpierw oddajcie Krym”.Śmiać się czy płakać?

  3. Trzaskowski Sebastian
    15 stycznia 2018 at 05:20

    Zgadzam się winę ponoszą głównie poprzednicy. Pamiętacie jak Siemoniak chciał pociąć kadłub Gawrona na żyletki?

    • bob
      15 stycznia 2018 at 10:21

      Akurat Gawron to powinien zostać pocięty na żyletki. To był dobry okręt za czasów Millera gdy Rosja była słaba i nie miała kasy na agresywną politykę. Od czasów jednak wojny w Gruzji gdy mamy świadomość, że Putin nie boi się ryzykować i wysyła wojsko za granicę korwety typu Gawron są po prostu zbyt słabe aby być realną bronią na Bałtyku. A raczej są zbyt drogie w stosunku do możliwości bojowych. Tańszym rozwiązaniem są rakiety przeciwokrętowe na ciężarówkach co zastosowano tworząc Nadbrzeżne Dywizjony Rakietowe. Zmieniła się także koncepcja morska RP. Tzn. wcześniej nie było gazoportu a naftoport służył tylko do eksportu rosyjskiej ropy. Dziś plany zakładają całkowite uniezależnienie się od importu z Rosji więc potrzebujmy niszczycieli min aby być gotowym na agresję hybrydową czyli próbę blokowania naszych portów przez “bezpańskie“ miny. I właśnie za Siemoniaka taki okręty zaczęto budować. Potrzebujmy także okrętów do patrolowania szlaków morskich, którymi będziemy sprowadzali surowce energetyczne. A więc to muszą być okręty większe niż korweta. Przynajmniej fregata z dobrą obrona plot bo Rosjanie starają się pozyskać więcej baz dla swoich okrętów i lotnictwa w pobliżu ważnych szlaków transportu surowców energetycznych. Nie bez znaczenia jest także przyszła eksploatacja bogactw Arktyki i aby Polska korzystała na dostawach z tego kierunku nasza flota powinna mieć okręty klasa fregata do wspierania Norwegów i Duńczyków w dzieleniu arktycznego tortu. Fregata z systemem Aegis załatałaby także dziurę w obronie antyrakietowej północnej Polski. Tak naprawdę Antoni nic dobrego dla naszej armii nie zrobił. Jedyne co warto zaliczyć na plus to zamówienie Krabów i Raków. Ale to także programy uruchomione bądź przywrócone do życia za czasów Siemoniaka. Zakup Leopardów 2 a5 dzięki czemu można było wysłać starsze nasze Leopardy 2a4 do modernizacji to także Siemoniak. Rakiety JASSM dla F 16 też rozpoczęto kupować za Siemoniaka. Strach myśleć co byłoby gdyby PiS nie przegrał za pierwszej “dobrej zmiany“ 2005-07 i rządził ze dwie kadencje. Dziś pewnie nawet Rosomaków nie byłoby w armii i nadal używalibyśmy SKOTów. Na razie dwa lata rządów PiS to wstrzymanie modernizacji a kilka tysięcy harcerzy OT to jedynie marnowanie kasy MON. Jeżeli chodzi o zwrot kasy MON do budżetu to czym to się różni od kupowania przez wojsko węgla czy budowanie dróg za pieniądze MON w okresie rządów Macierewicza? A Błaszczak miejmy nadzieję, że będzie realizował zalecenia Pałacu Prezydenckiego i wtedy może coś sensownego kupi.

  4. yossarian
    15 stycznia 2018 at 05:22

    To teoretycznie przy wzrastającym co roku do 2,5 % PKB na obronę – powinno udać się do 2030 roku. Jednak realnie powinniśmy przeznaczać już 3% a docelowo 4,5% – w tym to dodatkowe 1,5% na opracowanie i utrzymanie broni masowego rażenia (w tym jądrowej) i środków jej przenoszenia. – za ten fragment powinien pan dostać order panie k. kimkolwiek pan jest.

  5. Kasyno zawsze wygrywa
    15 stycznia 2018 at 05:29

    RPG 7 to co najwyżej w BTR-a lub ciężarówkę, bo już z Tigrem problem a o BMP czy T-90 zapomnijmy. Zgadzam się granatniki są koniecznością.

  6. Inicjator
    15 stycznia 2018 at 05:38

    Niesamowita i bardzo potrzebna sugestia dla Nowego Ministra Obrony Narodowej.

    Tylko czy to do niego dotrze i zostanie przez Jego otoczenie – przeanalizowane?

    Rzeczywiście, brak rezerw to główna przyczyna naszej słabości obronnej.

    Poprzedni Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych stwierdził kiedyś w wywiadzie, że realnie potrzebuje minimum roku, na awaryjne przywrócenie niezbędnych rezerw.

    A jakie one teraz są – pokazały ostatnie ćwiczenia Anakonda.

    Wniosek: artykuł bardzo potrzebny, tylko ten pomysł na rozpoczęcie prac nad własną bronią jądrową – jest chybiony.

    Na to muszą się zgodzić WIELCY TEGO ŚWIATA, a nie lubią poszerzania elitarnego klubu, poza tym gdzie prowadzić ewentualne próby?

    Na terenie Puszczy Białowieskiej, żeby zdecydowanie pozbyć się tam wszelkiego życia, z kornikami włącznie?

    Gratulacje za bardzo śmiały tekst.

    Pozdrawiam Autora!

    • Kobieta
      15 stycznia 2018 at 07:48

      Skąd wziąć te 130 mld?

  7. koko jestem spoko
    15 stycznia 2018 at 06:32

    Bedzie wojna z Rosją?

    • Xun Zi
      15 stycznia 2018 at 09:21

      Mamy takie położenie geograficzne (między Rosją a Niemcami u wrót do Europy i do Azji) i taki nieoficjalny status polityczny (kolonia USA), że jeśli naszemu panu nie uda się przeciągnąć Rosji na swoją stronę albo uzyskać jej neutralności w konflikcie z Chinami (koniec końców raczej się nie uda) to zostaniemy poświęceni, a nasz los potoczy się w zależności od wariantu, jaki będzie odpowiedzią na naszą sytuację. A najbardziej prawdopodobne są dwa warianty: 1 – w celu zachowania neutralności Rosji zostaniemy jej oddani na pożarcie (Putin prezydentem Polski, ale jest też drugie dno – nasza rusofobia zrodzi partyzantkę, którą będzie trzeba zdławić, ale w tym pomogą Rosji Niemcy). 2 – jeżeli nie uda się zachować neutralności Rosji ani przeciągnąć jej na swoją stronę, wówczas posłużymy jako harcownik odciągający uwagę niedźwiedzia od pomocy smokowi, co przy naszej słabości będzie oznaczać krótką wojenkę i partyzantkę angażującą znaczne siły w celu jej zdławienia. Bo pamiętacie słynne słowa: mocarstwa nie mają uczuć, tylko interesy. A jeśli my mamy uczucia, to nie mamy własnych… W 1939 boleśnie się o tym przekonaliśmy, ale wniosków wciąż nasz naród nie potrafi wyciągnąć.

    • wlodek.
      15 stycznia 2018 at 10:02

      Tak,będziemy umierać za amerykańskie bazy na Krymie i potomków przyjacielsko nastawionych banderowców.! Będzie “spoko” jak na cmentarzu!

  8. Rumcajs
    15 stycznia 2018 at 07:08

    Myślę ze to jest do zrobienia

  9. Pozorovatel
    15 stycznia 2018 at 07:44

    Jakoś nie potrafię wyobrazić sobie sytuacji w której Polska będzie podmiotem działań w przyszłej wojnie w Europie. Będziemy w niej przedmiotem i to nie od nas będzie zależało czy nasza państwowość się ostanie. Natomiast dzisiaj możemy mieć wpływ na to jaki odsetek polskiej ludności tę wojnę przetrwa. Pewnej analogii możemy doszukiwać się w II wojnie światowej w której nieudolnie zabiegaliśmy o swoją podmiotowość jeszcze do lata 1939 roku. Później nasze terytorium i ludność były już tylko przedmiotem planowego wyniszczenia. Cały ten ruch oporu i żołnierze wyklęci nie mieli na losy wojny większego wpływu jak poranna mgła. Dzisiejsze szkolenia strzeleckie prawdopodobnie okażą się w przyszłej wojnie równie bezwartościowe jak szkolenia szermiercze w latach 30-tych XX wieku. Zastanówmy się więc dlaczego pierwsza ofiara II wojny światowej – Czechosłowacja ostała się ze stosunkowo niewielkimi stratami biologicznymi, a materialnymi? Dlaczego największe szkody zadały jej “sojusznicze” amerykańskie bombardowania?
    Otóż Czechosłowacja była w tej wojnie łupem zbyt cennym by można było pozwolić sobie na jej zniszczenia. Jej ludność posiadała zbyt wysoką kulturę, tradycje, a nade wszystko kwalifikacje pracownicze; by można było ją wymordować. Jej dorobek materialny, a szczególnie przemysłowy był zbyt cennym łupem by go zrównać z ziemią potrzebną na Lebensraum, jak to miało miejsce w Polsce. Wnioski nasuwają się same. Chcąc by wybuchło u nas jak najmniej bomb atomowych musimy być zbyt cenni aby nas i nasz naród i dorobek można było bezrefleksyjnie zniszczyć. Natomiast dla przetrwania atomowego piekła decydujące znaczenia ma zapomniana już u nas obrona cywilna: schrony dla ludności, zapasy środków ochrony osobistej, żywności, leków i środków higieny. Systemy powiadamiania i ostrzegania, awaryjne struktury organizacji, zarządzania i transportu mas ludności i zasobów. A my cóż, nie dosyć że mieliśmy tego niewiele to pozwoliliśmy sobie na dewastacje i tych skromnych zasobów. W schyłkowym okresie PRL-u sam uczestniczyłem w budowie podziemnego schronu ulokowanego 550 metrów pod powierzchnią ziemi. Przewidywany był na parę tysięcy osób, wyposażony w środki techniczne filtracji skażonego powietrza i wody, zapasy żywności i medykamentów. Do dzisiaj nie pozostały po nim nawet szczątki. Nasze siły zbrojne budujemy dzisiaj raczej jako najemniczą legię użyteczną do tłumienia buntów ludności w różnych zakątkach świata. Mamy przecież w tym tradycje, choćby z Santo Domingo. Do takich celów rzeczywiście wystarczy szkolenie strzeleckie i wyposażenie choćby w taczanki wz. 36.

  10. wlodek.
    15 stycznia 2018 at 08:04

    Bądźmy realistami,sytuacja będzie jak z Ukraińcami zamiast do wojska emigrują do Polski i Rosji.A u nas liczba emigrantów z 2 mln osiągnie 4,chyba że wylecimy z Schengen.Mierzymy siły na zamiary, a podgrzewanie antyrosyjskiej fobii nikomu nie służy.

  11. Zbigniew
    15 stycznia 2018 at 08:49

    Ujęte hasłowo i w detalach mam nieco odmienne zdanie a o kilku rzeczach się nie wypowiadam bo zwyczajnie nie mam kompetencji. Z ogólnym ujęciem się zgadzam.
    Co do detali to nie widzę najmniejszego problemu by przeszkolenie (semantyka jest ważna) trwało rok i jako że jest to szkoła (a nie praca) to w jego czasie wypłacać “żołd” a nie “wynagrodzenie”. Dlaczego rok? Z powodów prozaicznych. Szkolenie musi odbywać się w realnych warunkach poprzez wszystkie pory roku (a nie pod dachem koszar) a pogoda to jeden z najważniejszych czynników decydujących o taktyce i strategii od czasów zamierzchłych (choćby Sun Tzu). Drugim czynnikiem decydującym jest ukształtowanie terenu a więc szkolenie (które nie jest tylko nauką strzelania czy obsługi broni) winno obejmować działania w terenie, w różnych regionach Polski, a nie tylko na pobliskim poligonie.
    Rozwijając moje widzenie takiego szkolenia to pierwszy i ostatni miesiąc byłby tylko w macierzystej jednostce. Pierwszy na przygotowanie drugi na zakończenie, egzaminy i kwalifikację. Pozostały czas to nie tyle wędrówka (choć mająca znamiona) co symulacja ruchu jednostki (jednostek) z poligonami “po drodze” na potrzeby ostrego strzelania. Poznanie własnego kraju, topografii, ludzi i kultury w różnych regionach, przygotowanie do życia w warunkach kryzysu (niekoniecznie W) byłoby po prostu bezcenne. Dziesięć miesięcy w oporządzeniu i z ekwipunkiem oraz replikami broni (ze względów bezpieczeństwa ostra broń i uzbrojenie dostępne wyłącznie na poligonach) warunkach improwizowanego schronienia (niekoniecznie w namiocie). Same poligony pełniłyby role symulowanych pól bitew które opierały się w symulacji na przybywających i wycofywanych z pola walki szkolonych jednostkach. Jednocześnie daje to doskonały trening w łączności Sił Zbrojnych poprzez koordynację tras i celów szkolonych jednostek, a także ich grupowanie w większe związki bojowe i ponowny podział na mniejsze.
    Taki niekończący się scenariusz obrony kraju.
    Całość jednak należy wykonać jako dodatkową roczna szkołę – po liceum lub po studiach jak również w czasie wszystkich szkół począwszy od podstawowej prowadzić coś na kształt “przysposobienia obronnego” tyle że mniej nastawionego na wojskowość a bardziej na ratownictwo, bezpieczeństwo i postępowanie w czasie różnych kryzysów. Nie musi bynajmniej wybuchnąć W a wystarczy sterowany kryzys i w XXI wieku można dosłownie “położyć na łopatki” dowolne Państwo. Wystarczy brak prądu i/lub brak wody czy nawet “blackout” komunikacyjny. I bynajmniej nie będę szukał tu jakiś “prepersów” jako jedyny przygotowanych ale nieprzygotowana jest właściwie większość z braku… edukacji klasycznej.
    Nie potrzeba W by w XXI wieku w ciągu roku zdziesiątkować słabo albo wcale nieprzygotowany kraj. Samo odcięcie od globalnych zasobów sieci Internet, odcięcie od czegokolwiek od czego Państwo jest uzależnione, rujnuje to Państwo w iście ekspresowym tempie. Znacząca większość żyje w przekonaniu wiecznego trwania pewnych elementów, ich oczywistości. Nic bardzie mylnego a na dowolnego rodzaju kryzysy nie przygotuje czytanie o oglądanie filmików (w sieci Internet – a jakże :-D) na stronach o przetrwaniu.
    Pobór czy tak jak ja proponuję “szkolenie” stanowiłoby taką szkołę życia. Dlaczego szkolenie? Ano dlatego że “służba wojskowa” czy też “służba zastępcza” to pojęcia osadzone w Konstytucji a ta się szybko nie zmieni a nawet jeśli to w negatywnym kierunku jeśli chodzi o właściwy dla artykułu fragment. O ile Konstytucja RP mówi że: “Obowiązkiem obywatela polskiego jest obrona Ojczyzny” w Art. 85. 1. to już w Art. 85. 3. jest napisane “Obywatel, któremu przekonania religijne lub wyznawane zasady moralne nie pozwalają na odbywanie służby wojskowej, może być obowiązany do służby zastępczej na zasadach określonych w ustawie”. Niestety “zasady moralne” są tak szerokim i nieścisłym pojęciem że przy dzisiejszym stanie “młodych” można założyć że “ochotniczy” charakter skończyłby się na stanach takich jak w obecnym WOT który jest jaki jest nie dlatego że coś pomysłem nie tak (choć można dyskutować o formule) ale dlatego że powszechna “dziecięca radość” i “wspomaganie Internetem” zapewnia zwyczajny brak ochotników.
    To po prostu musi być szkoła i szkolenie. Rok po szkole zawodowej lub liceum/technikum czy po studiach, ew. jako dodatkowy ostatni rok szkoły (obowiązkowy) który jednocześnie łączyłby się z wiedzą/kierunkiem szkoły i wpływałby również na kwalifikację. A ta z kolei umożliwiałaby dopiero “służbę wojskową” albo “służbę zastępczą” czy też lokowała w ramach szeroko rozumianej Obrony Cywilnej która może obecnie nie “leży na łopatkach” ale także “nie powala” a czasem nawet jest zwyczajnie żenująca.
    Co do sprzętu i uzbrojenia to mogę tylko powtórzyć popularne ogólniki: Absolutnym minimum jest obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa krótkiego i średniego zasięgu oraz podstawowy transport dziś realizowany przez leciwe już “Honkery” i “Jelcze” (ale i wciąż sporo jeszcze starszego sprzętu). Zawodowa cześć armii nadal zajmowałaby się obroną przeciwlotniczą i przeciwrakietową, lotnictwem które bynajmniej nie musi być dużo większe niż jest i marynarką wojenną (temat był przy “Kormoranie”. Jeśli chodzi o marynarkę i nasze geograficzne i klimatyczne uwarunkowania to prócz realizacji obecnych planów “Kormoranów” czy “Ratowników” w żywotnym interesie OBRONY jest nie tylko pozyskanie okrętów podwodnych w rozmiarze “bałtyckim” (ok. 500T wyporności w zanurzeniu) ale nabycie kompetencji i budowa oraz remonty takich jednostek w kraju. Przy artykule o “Kormoranie” wspomnieliśmy o naszym morzu i jego “walorach” które to powoduje że do obrony i w razie W można użytkować właściwie tylko okręty podwodne których to (bacząc na wyporność) winniśmy posiadać nie dwa cz trzy ale osiem do dwunastu. I bynajmniej muszą mieć rakiet manewrujących chociaż to akurat nie jest problem bo w XXI wieku takie rakiety można odpalać z wyrzutni torpedowych.
    Najważniejszy jest jednak model szkoleniowy dzięki któremu relatywnie niewielkie zawodowe Siły Zbrojne bardzo szybko mogą się rozwinąć w dużą silną i wyszkoloną armię która będzie bronic ludzi i kraju.
    I jeszcze jedno. Prawnie dopuszczalna jest jedynie doktryna obronna. Po prostu nie możemy zaatakować nikogo a raczej nie powinniśmy bo jakoś nasze działania “:sojusznicze” kłócą się ze stanem prawnym ale o tym to może kiedyś. Ważne jest by zgodnie z OBRONNĄ doktryną koncentrować się na OBRONNYM charakterze w tym również OBRONNYM uzbrojeniu i wyposażeniu. W duchu obronnym wcale nie potrzeba nam broni atomowej jak to niektórzy sądzą. Tak jak nie potrzeba nam szczególnie więcej czołgów czy artylerii niż mamy. Jak to przy udziale Nauki można zrobić mam kilka pomysłów ale publicznie pisać nie ma zamiaru bo po co ułatwiać zadanie przeróżnym wrogim służbom czy “think tank-om” 😀

  12. Wojciech
    15 stycznia 2018 at 10:18

    Ja nie chcę aby niejaki Błaszczyk był odpowiedzialny za obronę Polski. Służalczy i bezwolny aparatczyk, bez wiedzy i doświadczenia o ponurym mściwym charakterze kłamcy. Po pierwsze przed kim bronić i z jakimi szansami? Po co komu w Polsce armia, gdy na jej terytorium bazują obce okupacyjne wojska z bazami rakietowymi skierowanymi na wschód? Chyba tylko jako mięso armatnie, jak zawsze. Może istnieć tylko niewielka armia ochotnicza do obrony ludności w przypadku klęsk żywiołowych lub nacisku banderowskich band terrorystów.

  13. Misio
    15 stycznia 2018 at 10:32

    Doskonały pomysł i rzeczywiście do zrealizowania nawet w warunkach naszej biedy i ciągłego nie da się. Zgadzam się że pan Błaszczak jako technokrata nadaje się tutaj do działania. Lepszego sukcesu nie będzie miał.

  14. kura
    15 stycznia 2018 at 14:09

    Mam nadzieję że dobra zmiana to zrealizuje

  15. Grzebek ze Szczecina
    15 stycznia 2018 at 16:38

    Hej “zbrojomistrze” – chcecie umierać za “jemperialistów hamerykańskich i zachodnioniemmieckich” – to sobie umierajcie. Jesteśmy w sytuacji analogicznej, jak ktoś słusznie ujął – jak latem 1939 r. Kupowanie drogich zabawek wojennych przez “jastrzębi”
    pogorszy tylko sytuację ekonomiczną społeczeństwa. Zachowujecie się jak zmanierowane koguty, co udają pawie. Bez otrząśnięcia się z russofobi czeka nas marny los. Sępy wraz ze zdrajcami, którzy sprowadzili nam “gwieździstych” rozbójników – już o to zadbali.
    Nihil novi – “Ludzie ludziom ten los zgotowali” (Z.Nałkowska-Medaliony”) czy coś się nie zgadza? Nawet nie pozostaną po nas “ślady na piasku i kręgi na wodzie” , jak pisał L.Staff.

  16. JM
    15 stycznia 2018 at 20:08

    To jest gotowy realny plan działania jak wzmocnić naszą obronność w dwa lata. Tylko rozpisać na punkty i do realizacji.

  17. Yrek
    16 stycznia 2018 at 01:07

    Świetny tekst, pomysł jest koniecznością im to szybciej zrobią tym lepiej, rozumiem że coś wiecie bo to z okazji kwalifikacji wojskowej?

  18. Kaponier cesarski
    16 stycznia 2018 at 06:07
  19. Inicjator
    16 stycznia 2018 at 07:35

    Wracając do przeczytanego już tekstu, to uważam że jest REWOLUCYJNY.

    Tylko do proponowanych rozwiązań muszą podejść CYWILE, żeby to jakoś SPRZEDAĆ.

    Wojskowi widzą już SZEREGI i powinni myśleć, jak je racjonalnie WYSZKOLIĆ przez 5-6 miesięcy, bo to POWINNO być odwrócenie czasu szkolenia żołnierzy WOT.

    Terytorialsi – w weekendy, a w pozostałe 5 dni – żołnierze z OCHOTNICZEGO POBORU.

    Jeżeli przyjmiemy 8-10 godzin szkolenia w 5-cio dniowym tygodniu i sobota-Niedziela – w domku, to powinno wystarczyć, zwłaszcza że OBIEKTY szkoleniowe powinny być równomiernie rozmieszczone na terenie kraju, więc dojazd 20-30 km to dziś nie problem.

    Oczywiście wyjazdy do domu – dopiero po przysiędze, czyli po ok. miesiącu.

    Zastanowiłem się i widzę, że klucz tkwi w atrakcyjności INTENSYWNEGO SZKOLENIA, dlatego należy założyć nadmiarowość pierwotnego zaciągu, żeby ci ZNIECHĘCENI – mogli sobie wrócić “do mamusi”.

    Ci “słabsi” mogą zasilić formacje OC, które przy mogłyby działać przy jednostkach Straży Pożarnych.

    Intensywność szkolenia, to dwuzmianowość pracy instruktorów i dużo środków pozoracji oraz PALIWA, żeby mogli zwiedzać nasz kraj, jak proponuje @Zbigniew.

    To podwoi koszty szkolenia 60 000 formacji poborowych “ochotników” , no bo nic nie ma za darmo, a najgorszą rzeczą w wojsku (jak nie ma wojny) – jest NUDA.

    Po co CYWILE do marketingu i zachęt tej nowej formy przeszkolenia?

    Bo to przed laty CYWILE wywodzący się z ruchów typu Wolność i Pokój (WiP) – stali za zawieszeniem poboru.

    Pamiętamy jakim wielkim “narodowym sportem” pod koniec lat 80-tych było uchylanie się od zasadniczej służby wojskowej …

    Teraz należy to tylko odwrócić.

    Tylko to trzeba chcieć.

    A modernizacja techniczna armii powinna przebiegać obok reaktywacji szkolenia REZERW – równolegle.

    No i udział jednostek operacyjnych, które powinny PATRONOWAĆ przydzielonym im ośrodkom szkolenia “ochotniczego poboru”, czy jak to tam mądrale od marketingu – nazwą.

    Bo żołnierz musi być STALE związany z jednostką, która ma sztandar, stacjonuje od lat na danym terenie i dla ludności – bo to jest ICH WOJSKO.

    W ten sposób to się umacnia o terytorialność wcieleń, jak i służby w Wojskach OT – bo to ma być JEDEN SYSTEM w idei MAŁYCH OJCZYZN, ojcowizny – po to żeby przejść do idei obrony całego kraju.

    Tego systemu po latach – nikt nie ruszy, tylko należy wykluczyć od organizowania i planowania tego systemu ludzi typu “lekarz psychiatra” – były członek WiP, na stanowisku Ministra Obrony Narodowej.

    To wszystko musi być STABILNE na kilkadziesiąt lat, jak system jednostek w Wielkiej Brytanii.

    I to się może udać.

    • adere
      7 lutego 2018 at 07:19

      Ja sie nie uchylalem nawet dla “sportu” , skonczylem podchorazowke w Koszalinie a reszte roku 1987 sluzylem w 13 pulku czolgow X Sudeckiej Dywizji Pancernej…
      no i jeszcze rok temu mimo , ze mialem 55 lat moja firma musiala mnie reklamowac z ew. poboru z uwagi na “inne wazne potrzeby obronnosci kraju”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

Scroll Up