Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

23 stycznia 2018

Czy ktoś potrafi wyjaśnić paradoks obligu znajomości języka obcego na naszym rynku pracy?


 Czy ktoś potrafi wyjaśnić fenomen obligu znajomości języka obcego na naszym rynku pracy? Jak to jest możliwe, że 75% ofert pracy w Polsce ma wymóg obligatoryjny lub prawie obligatoryjny języka obcego, w tym przede wszystkim angielskiego. Jak również często zdarzają się oferty, gdzie jest słynna formułka „znajomość drugiego języka obcego będzie dodatkowym atutem”.

Czy naprawdę do pracy w sklepie sprzedającym drzwi i okna w jednej z krakowskich galerii handlowych jest potrzebna znajomość dwóch języków obcych? Czy Kraków zamieszkuje jakaś duża populacja anglojęzycznych klientów? Czy do pracy w Sadzie Rejonowym – jest potrzebny język angielski? Do czego w Jednostce Samorządu Terytorialnego – konkretnie gminie – potrzebny jest język obcy pracownikowi, który zajmuje się wydawaniem decyzji administracyjnych lub jakąś inną nudną, monotonną pracą – opartą o procedury w języku polskim?

Można zrozumieć, że biznes jest u nas już tak wysublimowany, że do np. koordynowania lokalnych przedstawicieli handlowych – ustawiających soki znanego producenta w sklepach od Proszowic po Nową Hutę jest potrzebny język angielski. Chociaż po co? Tak zupełnie zdroworozsądkowo na to patrząc, nawet jeżeli to jest wiodący producent, w istocie globalny gigant, to czy nie możemy jako 38 milionowy kraj wymagać od takiego podmiotu działającego U NAS, żeby posługiwał się językiem polskim w wewnętrznej dokumentacji?

Proszę zwrócić uwagę, że w prawie bankowym (Dz.U. 1997 Nr 140 poz. 939 z późn. zm.) jednym z wymogów dla prezesów zarządów banków, członków zarządu – jest znajomość języka polskiego (art. 22b ust. 1 w zw. z ust. 2 pkt. 7). Znany jest przykład co najmniej dwóch prezesów banków w Polsce, których przysłały macierzyste firmy. Ci ludzie musieli się uczyć języka polskiego, żeby móc pracować w Polsce. Oczywiście powód był jak to zawsze u nas nie przypadkowy. Przepis wylobbowało sobie środowisko ludzi z tymi specyficznymi kompetencjami, żeby ograniczyć konkurencję menadżerów z zewnątrz.

Jeżeli więc do prowadzenia banku w Polsce potrzebna jest znajomość polskiego, to czy ona nie wystarczy żeby raportować ile napojów sprzedało się z określonego regału w konkretnym sklepie? Czy też sprzedawać stolarki okiennej? Ewentualnie przybijać pieczątki na mniej więcej takich samych decyzjach w Urzędzie Gminy?

Wiadomo, że tam gdzie jest to uzasadnione gospodarczym przeznaczeniem danego stanowiska pracy – jak w turystyce, hotelarskie, czy restauracji, czy też firmach działających w łańcuchach międzynarodowych powiązań – to może być wymóg bezwzględnie potrzebny. Jednak to jest około 15-25% gospodarki i o wiele mniej proporcjonalnie w udziale rynku pracy! Dlaczego więc 75% ofert pracy jest z tym wymogiem? Szczytem wszystkiego jest pewna firma kurierska, wymagająca znajomości języka angielskiego od kurierów! Proszę to zapamiętać, poniżej będzie do tego jeszcze istotne odniesienie.

To powinno być ustawowo uregulowane z dwóch powodów, po pierwsze dlatego bo trzeba się szanować we własnym kraju i to wymaga „dobrej zmiany”. Po prostu w Polsce należy znać język polski. Należy go promować, szanować i chronić – nie można pozwolić na wypieranie go ze wszystkich płaszczyzn życia społecznego, gospodarczego – jakiegokolwiek! Znajomość języka obcego nie powinna być, bez należytego uzasadnienia warunkiem otrzymania pracy. To poronione – samo-szmacenie się na które pozwalają nasze władze. Po drugie chodzi o ludzi, którzy autentycznie robią nam konkurencje o miejsca pracy w naszym kraju. Wcale nie chodzi tutaj o pracowników zza wschodniej granicy, oni zawsze potrafią się porozumieć. Chodzi o ludzi z Zachodu, którzy przejmują najlepsze stanowiska, korzystając z przewagi językowej. Jest to forma dumpingu językowo-kulturowego, często stosowana przez zagranicznych przedsiębiorców w Polsce.

Teraz paradoks, po prostu typowy dla gospodarek krajów skolonizowanych, w których kolonizator wymaga, żeby tubylcy konkurowali o jego względy, a w praktyce o prawo do życia we własnym kraju, bo jak się nie ma pracy to się nie je – poprzez przyjęcie jego kultury – języka, jako nadrzędnej nad własną, poprzez uczynienie języka lokalnego nieistotnym. Mówimy o aktywności służącej do zarabiania pieniędzy – czyli najważniejszej aktywności człowieka. Ta sam firma świadcząca usługi kurierskie w Polsce i w innych krajach Unii Europejskiej (zasięg globalny) REKRUTUJE W POLSCE PRACOWNIKÓW DO PRACY W SWOICH ODDZIAŁACH W NIEMCZECH, AUSTRII, HOLANDII, SZWAJCARII I JESZCZE KILKU KRAJACH, BEZ KONIECZNOŚCI ZNAJOMOŚCI JĘZYKA TEGO KRAJU W KTÓRYM MA BYĆ ŚWIADCZONA PRACA – NA TAKICH SAMYCH STANOWISKACH, nie wymagają też znajomości angielskiego! Mówimy o pracy kuriera – samochód, odbiór, segregowanie, dostawa, doręczenie – WSZYSTKO OPARTE O CZYTNIK KODÓW “QR” W SPECJALNYM TERMINALU. Nie trzeba nawet się odzywać do klienta poza „Guten Tag”.

Podobnie jest w wielu innych branżach, w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Niemczech istnieją zakłady, gdzie 90$% personelu to pracownicy z Polski i język polski jest rzeczywistym językiem komunikacji poniżej zarządu! Nawet w ogłoszeniach o prace podają, że szukają menadżera z językiem polskim, bo kadra jest w 90% z Polski. Warto odnotować, że są też znane przykłady, gdzie nakazywano pracującym Polakom, nawet w rozmowach pomiędzy sobą mówić w języku lokalnym.

To jest porażające, że żeby pracować w Polsce w danej firmie na określonym stanowisku, trzeba znać język obcy, a pracując za granicą na analogicznym stanowisku tej samej korporacji – nie ma takiego wymogu. Wystarczy chęć do pracy!

Ktoś potrafi wytłumaczyć ten fenomen? Inaczej, niż kulturową dominacją i stałym naciskiem na derogowanie polskości z Polski? Przecież spowodowanie, żeby skaner kodów miał polskie Menu – to kwestia przełączenia! Takich przykładów są setki, mówimy o powszechnej rzeczywistości. Dla porównania proszę się dowiedzieć jak jest we Francji… Bardzo się wszyscy państwo zdziwicie… Niestety nasza elita z rozmysłem pozwoliła na zrobienie z nas niewolników, ludzi gorszej kategorii we własnym kraju, jeżeli nie znają języka angielskiego lub najlepiej dwóch języków obcych! Czy dobra zmiana to zmieni?

W ostateczności – jeżeli pracodawca wymaga znajomości języka obcego, powinien różnicować wynagrodzenie. Powinna być zawsze informacja w ogłoszeniu – ile na danym stanowisku osoba ze znajomością języka obcego, a ile osoba bez tej umiejętności. Poza tym oczywiście znajomość języka polskiego – lub podjęcie się jego nauki – powinno być obowiązkowe dla każdego, kto pracuje w Polsce na czas stały.

Szanujmy się! Inaczej rozpuścimy się w internacjonalistycznym sosie! Nie pokonała nas germanizacja, nie pokonała nas rusyfikacja, ale neoliberalizm nas stłamsił, uczynił gorszym sortem we własnym kraju. To wymaga pilnej zmiany, nawet na poziomie ustawowym, poprzez określenie w jakich warunkach można wymagać obligatoryjnie znajomości jeżyka polskiego oferując pracę w Polsce.

Na marginesie proszę zwrócić uwagę, że to miałoby znaczenie w warunkach ograniczenia prawa do pracy dla pracowników delegowanych. Skoro my nie możemy u nich, to dlaczego oni mają móc u nas? Niech nauczą się najpierw polskiego… Ten problem dotyczy około 40% wszystkich stanowisk menadżerskich w Polsce. Dlaczego obcy mają nami rządzić u nas? Czy naprawdę jesteśmy niewolnikami, czy musimy się na to godzić?

W ostateczności – Wielka Brytania wychodzi z Unii Europejskiej, po co nam język angielski? Szanujemy Irlandię, ale nie chcemy skończyć tak jak oni – skolonizowani przez Anglików stracili własną tożsamość.

Polacy nie gęsi? Może jednak osły?

Jak nigdy, prosimy naszych czytelników o wystosowanie petycji do Parlamentarzystów w tej sprawie!

Można się w tym celu swobodnie posiłkować tym felietonem – bez podania źródła, autora i jakichkolwiek nawiązań.

Będzie nam miło, jak w polu “Do ukrytej wiadomości” podacie państwo nasz email: obserwatorpolityczny@obserwatorpolityczny.pl

Informacja redakcji: Wyłączenie licencji CC 3.0. Utwór i ilustracja w domenie publicznej. Można swobodnie wykorzystywać bez jakichkolwiek ograniczeń.

Tags: , , , , , ,

21 komentarzy “Czy ktoś potrafi wyjaśnić paradoks obligu znajomości języka obcego na naszym rynku pracy?”

  1. Arkadiusz Szepkowski
    12 stycznia 2018 at 05:11

    Najpierw myślałem że to beka, wiadomo że autor to znany kpiarz i mistrz groteskowego pamfletu. Jednak coś w tym jest.

  2. Inicjator
    12 stycznia 2018 at 05:40

    Rozsądny tekst.

    Bo o rozsądek tu chodzi.

    Wprowadziłbym pojęcie BASIC ENGLISH i pod ten LEVEL prowadził kursy językowe, tak żeby sprzedawczyni w kiosku mogła powiedzieć po angielsku, np. że biletów zabrakło.

    To jest zaledwie ponad 1000 słów i paręset zwrotów.

    I to powinno mieć sankcje państwowe, taki certyfikat BASIC ENGLISH.

    Skoro ludzie zdają kurs na prawo jazdy, to i to opanują.

    Tylko to wszystko powinno być ZNORMALIZOWANE i poddane kontroli niezależnych instytucji, wówczas unikniemy chaosu i niesprawiedliwych ocen pracowników.

    To jest osiągalne!

  3. Jur
    12 stycznia 2018 at 06:47

    Wyborne! Ujął pan ultra ważny problem.chodzi o elementarny szacunek do samych siebie.

  4. JKL
    12 stycznia 2018 at 07:03

    To jaja? Drzecie łach” uśmiałem się jak nigdy od 10 lat.

  5. Zbigiew
    12 stycznia 2018 at 07:57

    Socjotechnika.
    Rzeczy, wymagania, obowiązki przymusowe rodzą naturalny sprzeciw. Daruje sobie wykład o biologi ale wynika to z “natury” człowieka. Wymóg to selekcja negatywna.
    Można komunikatywnie i poprawnie posługiwać się wieloma językami ale nie wtedy kiedy są one przymusem skutkiem ciekawości świata oraz niezależnego i twórczego myślenia. I to jest jedna cześć selekcji – negatywnej bo ktoś musi być niewolnikiem twórczym. Niewolniczość weryfikują inne kryteria. Druga cześć to niewolnicy bierni – tacy którzy “polecą na kurs” byle by dostać pracę chociaż nie mają żadnych zdolności językowych. Ale “zakują” choćby po to by rozumieć nowego “pana”.
    Bo to czy ktoś potrafi posługiwać się kilkoma językami czy nie to nie zależy od tego czy takie biologiczne/umysłowe zdolności posiada mózg. Niestety idzie to w parze z brakami w innych umiejętnościach całość zamykania się w obustronnie domkniętym i ograniczonym z góry przedziale umiejętności analitycznych. Dla każdego zarówno w wartości chwilowej jak i w rozpiętości czasowej właściwej dla określonego człowieka, stan zdolności adaptatywnych w korelacji ze zdolnościami pamięciowymi oraz jakością samej adaptacji, jakością zapamiętywania i jakością pamięci jest inny i stąd całe zróżnicowanie. Może być ktoś “językową nogą” a jednocześnie genialnym skrzypkiem. matematykiem czy inżynierem, a także, może być ktoś poliglotą operującym biegle kilkoma albo kilkunastoma językami a jednocześnie być “totalnym głąbem” – to w zakresie wartości średnich. W zakresie wartości skrajnych mamy “maksimum bycia głąbem” – w tym ludzi których uznajemy za “idiotów” i “debili”, jak i możemy mieć na skraju po przeciwnej stronie geniuszy którzy mogą jednocześnie posługiwać się wieloma językami i być najbardziej kreatywnymi w jednej bądź kilku dziedzinach. Obie skrajności wyszacowano (przez kilkaset lat) na ok 0,02 promila całej populacji każda.
    Wracając do przymusu obcego języka: próbowano swego czasu wprowadzić regulacje obligujące nawet do zdania państwowych testów z języka polskiego dla obcokrajowców na stanowiskach kierowniczych w przedsiębiorstwach na terenie RP. Wyszło…. no nie wyszło bo… i tu zamilknę po to już ociera się o działanie na szkodę Państwa czy przestępstwa o charakterze… z kilku paragrafów. To czasy minione i “przedawnione”. Po drodze było mnóstwo “reform” (nie chodzi o gacie ale wymiar znaczeniowy właściwie podobny) i “inwestycji” (polecam dokładnie zaznajomić się z semantyką tego słowa) i komuś wyszło że czas przerabiać kultury, “zdurniać” i “niewolić”.
    Kto się poddał (ochoczo “naparza” w obcym języku albo “zamula” obcymi słowami) ten został niewolnikiem tyle że w głowie już ma wbite że to jego “wony wybór” (ha ha 😀 – ciekawe ile miał pozycji do wyboru? pewnie góra trzy: dżuma, cholera i HIV). Kto nadal MYŚLI we własnym języku (i w związku z tym stosuje jego logikę, gramatykę, semantykę, a nawet reguły ortograficzne) ten może czuć się wolnym człowiekiem. Człowiekiem który wiem kim jest a nie jaką etykietkę mu przylepili “panowie”.
    Język to element tożsamości a ta jest najważniejszym elementem duchowej części suwerenności. Gdy przestaniemy mówić i pisać w języku polskim z całym jego bogactwem, wtedy przestaniemy istnieć jako My.
    Godząc się na język “pana” stajemy się “bydłem na rzeź”.

    • Xun Zi
      12 stycznia 2018 at 10:52

      “Rzeczy, wymagania, obowiązki przymusowe rodzą naturalny sprzeciw”.
      Coś w tym jest. W szkole musiałem uczyć się dwóch języków oraz kilkunastu innych przedmiotów, z których koniec końców zainteresował mnie tylko jeden (Historia), a drugi był konsekwencją pierwszego (Wiedza o społeczeństwie). Języki jakoś mnie nie zainteresowały (niemiecki – wiadomo, wróg). Ten przymus i traktowanie przez nauczycieli swojego przedmiotu jako najważniejszego wręcz zniechęcały mnie do nauki. O przekroju społecznym trzydziestoosobowej klasy nie będę wspominał – dla introwertyka to był horror i koszmar, który odczuwam do dziś w dziedzinie interakcji personalnych (lepiej nie mieć żadnych przyjaciół niż mieć 500 fałszywych). O pracach domowych też nie ma co wspominać – pół dnia nauki w szkole i jeszcze w domu nie dadzą ci od tego odpocząć (koszmar!!!).
      Dwa i pół roku temu wyjechałem do Holandii bez znajomości języka obcego. Obecnie mój angielski jest na w miarę komunikatywnym poziomie, a nauka języków tak mi się spodobała, że zacząłem uczyć się kilku innych języków. Ot tak, sam z siebie, bez przymusu i zaczynam te zagadnienia rozumieć. Dlaczego? Bo po prostu tutaj język jest potrzebny i widzę potrzebę jego nauki oraz mam do tego motywację. Widzę praktyczne pożytki z posługiwania się językiem obcym. Do tego sam ustaliłem sobie metodę nauki, dostosowaną do moich własnych percepcji i możliwości. Coś jakby znalazłem klucz do siebie. Niestety w szkole jako w miniaturowej wersji obozu koncentracyjnego znalezienie tego klucza przez siebie samego lub nauczyciela jest niemożliwe, ponieważ ogranicza go sama natura obozu skonstruowanego w celu edukacji idiotów – Joseph Conrad w swojej książce “Tajny agent” napisał, że (cytat z pamięci, a więc nie wierna kopia, ale zachowam jego sens – książkę mam w Polsce, a nie w Holandii, skąd piszę) można nauczyć człowieka liczyć, czytać i pisać, ale dopóki on myśli emocjonalnie, jest podatny na manipulacje.

    • Janosik
      12 stycznia 2018 at 21:57

      Doskonale pan to podsumował.

  6. krk
    12 stycznia 2018 at 14:26

    To prawda zeszmaciliśmy się

  7. wieczorynka
    12 stycznia 2018 at 15:19

    To co pisze Autor jest faktem, nie dotyczy tylko większości polityków, co mnie nie dziwi gdyż ci mają trudności z jakąkolwiek nauką a tym bardziej logiką.
    Natomiast różne inne branże obsiadły “maliniaki” (pamiętają państwo “Czterdziestolatka”) zatem moim zdaniem chcą zagłuszyć własne kompleksy, stąd takie wymagania.

  8. keram
    12 stycznia 2018 at 15:41

    Wymog języka to dowód na to jak ekstremalnie upadliśmy.

  9. krzyk58
    12 stycznia 2018 at 15:58

    Paradoks? Skąd, znajomość jest niezbędna, wówczas możemy mówić o możliwości niezakłóconej transmisji na linii suweren-lennik.
    Kończę, BO muszę za…lać do shopu… żenujące i obrzydliwe.
    Czy możemy wyobrazić sobie takie natężenie rusycyzmów (cyrlicy)
    w PRLu , a dziś lemingi łykają zalew anglosaskiego bełkotu
    jako postemp i awans cywilizacyjny…BO, nareszcie “wolni i suwerenni”. Półgłówki…

    • wieczorynka
      12 stycznia 2018 at 21:41

      Krzyku, ponieważ nacje uważające się za najważniejsze mają problemy z nauką nie tylko języka, zatem wszyscy inni muszą uczyć się języka angielskiego w najprostszym wydaniu czyli “Kali chcieć, Kali móc, Kali zrobić itd. ” Pozdrawiam.

    • Miecław
      12 stycznia 2018 at 22:38

      @krzyk58. Święta racja.
      W PRL ze wstrętem podchodzono do nauki jęz. rosyjskiego, bo “jaśnie państwo” wmawiało pospólstwu, że to język okupantów. Sam w szkole średniej słyszałem takie aroganckie tekściki nauczycielki jęz. rosyjskiego, która miała odpowiednie pochodzenie i raczej uczyła go z musu, bo rzeczywiście nic nas nie nauczyła. A teraz proszę, jak pospólstwo biega do szkółek, aby się uczyć języków kolonistów.
      No i masz rację, zaśmiecono język polski anglicyzmami na maksa.

      Inna sprawa, że w dzisiejszym świecie bez granic, faktycznie znajomość języków obcych się przydaje. Ale żeby wymagać przy rekrutacji, gdzie z góry wiadomo, że jego znajomość nie ma żadnego znaczenia to jest już żenujące i chyba tylko my nie potrafimy się szanować. Anglicy mają to gdzieś i nie uczą się.

      Kiedyś do szkoły zawitała zagraniczna delegacja anglików, byli zdziwieni, że u nas tak świetnie mówi się po angielsku, bo nawet angielskie pospólstwo robi więcej błędów językowych niż średnio nauczony języka Polak. Język wroga trzeba znać. 🙂
      A imperialiści również sobie tego życzą, bo jak będą doglądać swoje kolonie?
      „Imperializm angloamerykański, najgłębiej amoralny, jest oparty na kombinatorstwie politycznym, które zresztą udaje się od wieków. Ta kombinacja jest jednak zanadto skompromitowana, aby długo się jeszcze mogła udawać. Sugestie stamtąd płynące przestają działać. „Uczniowie” coraz lepiej już wiedzą, co myśleć o „dobrym nauczycielu”. Na oślej ławce zostaliśmy my jedni. Wciąż jeszcze wdychamy narkozę komplementów sprzed dziesięciu laty. Imperializm angloamerykański obraca się na sprycie politycznym jak na sztyfcie. Choć szpic się ułamał, ale sztyft wciąż się kręci. Naturalnie wynajdą nowe maski, nowe sugestie. Kombinacja może się tu i ówdzie udać, ale zasada została jednak już rozpoznana”.
      Źródło: Jan Emil Skiwski, „To, o czym się nie mówi. Szkice polityczne z lat 1946-1956”, oprac. M. Urbanowski, Łomianki 2014, ss. 344. http://www.prawica.net/40996

  10. krzyk58
    12 stycznia 2018 at 16:14

    Kolejny @ Zbigniewa trafiony komentarz, w sposób niezwykle wyszukany oddający istotę rzeczy.

  11. Lux77
    12 stycznia 2018 at 18:36

    A mnie sie cos wydaje, ze zamiast wymuszac znajomosc hebrajskiego (co spotkaloby sie oczywiscie z otwartym sprzeciwem ludnosci tubylczej), lepiej dla niepoznaki narzucac Polakom angielski, tak aby przyszli hebrajsko-jezyczni osiedlency w Polin mogli sie z tubylcami jakos dogadac.

    SZANOWNY PANIE – WITAMY NOWEGO KOMENTUJĄCEGO – PANA KOMENTARZ ZBLIŻA SIĘ NIEBEZPIECZNIE DO PEWNEJ CIENKIEJ LINII, KTÓREJ NIE CHCIELIBYŚMY PRZEKRACZAĆ. SZANUJEMY PANA POGLĄDY, SZANUJEMY W PEŁNI PANA PRAWO DO SWOBODY WYPOWIEDZI, PROSZĘ JEDNAK O OSTROŻNOŚĆ W STRONĘ JĘZYKÓW I OSÓB INNO-KULTUROWYCH. Z POWAŻANIEM I ZAPRASZAMY CZĘŚCIEJ WEB. JÓZ.

  12. krzyk58
    12 stycznia 2018 at 20:52

    Г.Свиридов “Романс” (“Метель”) – G.Sviridov “Romance”

    https://www.youtube.com/watch?v=m5zSB6Km4ns

    Ирина Леонова. Калина.

    https://www.youtube.com/watch?v=Jhepe7Z9ltE

    Надежда Крыгина. Похолодало

    https://www.youtube.com/watch?v=zcCOSzvzD4E

    Песня о детстве https://www.youtube.com/watch?v=3K_u5OoteiY

    ТАМ СРЕДИ РУССКИХ ПОЛЕЙ – Михаил Евдокимов

    https://www.youtube.com/watch?v=FQZ39xP4jag

    ПОСЛЕДНЯЯ ПЕСНЯ МИХАИЛА ЕВДОКИМОВА. БЕСКРЕСТЬЕ. https://www.youtube.com/watch?v=CD2WAuyA4b4

    Господи помилуй

    https://www.youtube.com/watch?v=ODg5V7_PeHg

    ЖАННА БИЧЕВСКАЯ – АХ,КАК ПТИЦЫ ПОЮТ!

    https://www.youtube.com/watch?v=81vCRWIcgxI

  13. Kurtyna kłamstwa
    12 stycznia 2018 at 21:42

    Ja wiem że autor to znany kpiarz ale to rzeczywiście jest poważna sprawa. Z tego punktu widzenia to rzeczywiście trudna sprawa. Polacy nie gęsi…

  14. Call center
    12 stycznia 2018 at 22:14

    Dostałem ten tekst dzisiaj w pracy w naszym kurniku, jakby ktoś nie wiedział – tak się nazywa centra usług BPO – call centers, Ponieważ u nas języki obce są w standardzie ten artykuł zrobił dzisiaj furrorę w poczcie wewnętrznej na Slacku. Zlewaliśmy od rana, ale potem na przerwie koleżanka zauwazyła że przecież 90% naszej pracy to wklepywanie faktur do formularza, zasób słów j. ang. jakim operujemy to około 130 – bo policzyliśmy, poza tym jest nakładka na soft można włączyć nawet hebrajski, tylko nikt tego nie robi bo opis pola “Total” to chyba każdy rozumie – po prostu. Dlatego uznaliśmy że autor poruszył ważny problem społeczny. Wysłałem list do swojego Posła z PiS, mam nadzieję że mi odpowied to was poinformuje. Będę stały czytelnikiem p[ozdrawiam.

  15. daniel
    12 stycznia 2018 at 22:19

    dobry artykuł, minęło 27 latach upodlenia rodaków w ojczyźnie..

  16. Patrycja Drap
    12 stycznia 2018 at 23:36

    Kurcze to wcale nie jest śmieszne. No kurcze no!

  17. koko jestem spoko
    13 stycznia 2018 at 17:50

    Powiem państwu tak to najciekawsza rzecz jaka czytałem w tym roku w Internecie a nawet w ogóle w j. Polskim

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Soft Power

Scroll Up