Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

22 kwietnia 2018

Czas małych podsumowań 2017 roku – obronność


 Obronność w 2017 roku – pod rządami dobrej zmiany z super-Ministrem Obrony Narodowej to jeden z fenomenów, można powiedzieć nawet cudów. Nie chodzi nawet o cudowne ocalenie pilota, który wylądował doskonałym radzieckim myśliwcem w lesie. Fenomen cudu polega na tym, że Żołnierze Rzeczypospolitej wytrzymują sytuację napędzaną przez temperament pana super-Ministra i żaden jeszcze, nie popełnił czynu, który ze względu na charakter musiałby być zakwalifikowany negatywnie i pod względem prawno-karnym jak i polityczno-historycznym. W zasadzie, to nawet powinniśmy się cieszyć, że jakaś większa grupa się jawnie i radykalnie nie zbuntowała. Ponieważ z tego jakie wieści rozpowszechniają ptaszki w Parku Skaryszewskim w Warszawie, można wywnioskować, że w instytucjach podległych Ministerstwu Obrony Narodowej nie dzieje się dobrze, a morale po prostu już nie ma. Dosłownie nie ma.

Nie da się popełnić większego błędu jeżeli chodzi o środowiska mundurowe, niż zabrać tym ludziom poczucie sensu służby, który się oczywiście nierozerwalnie wiąże z honorem i szacunkiem dla munduru. To akurat tej władzy udało się zupełnie zepsuć, zdewaluować i odebrać. Prawdziwa dobra zmiana na gorsze. Poczynając od bardzo wrażliwych kwestii kadrowych, poprzez finansowe (chociaż tu się poprawiło także i pracownikom cywilnym), a na zagadnieniach emerytalnych kończąc. Świat młodych Żołnierzy, którzy od stopni podoficerskich planują karierę, po starą i doświadczoną kadrę stanął na głowie. Podobnie w licznych służbach, może poza więziennictwem, które ma wyjątkową specyfikę. Ktoś w kierownictwie chyba nie ma doświadczenia i zrozumienia dla mechaniki tych służb, albowiem opierają się one na autorytecie. Jeżeli dzisiaj dosłownie spuszcza się w kiblu kariery i życiorysy kolejnych Generałów, doświadczonych Pułkowników – dowódców z Iraku, Bośni i Afganistanu. Tylko dlatego, bo przez kwartał w okresie transformacji jak było za dużo oficerów a za mało etatów i każdy się chwytał – czego mógł – służyli w Nadwiślańskich Jednostkach Wojskowych lub wcześniej skończyli szkołę w Moskwie – to po prostu głupota i rezygnacja z posiadanego potencjału. Przecież nawet jeżeli podejrzewa się kogoś o szpiegostwo – to, co to za problem otoczyć całą grupę troskliwą opieką kontrwywiadowczą? No, chyba że się wcześniej rozwaliło własny wywiad-kontrwywiad i się teraz nie ma do niego zaufania?

Jeżeli stosujemy klucz polityczny wzbogacony komponentem ideologiczno-patriotycznym w awansowaniu kadr, to nie należy wcześniej niszczyć dotychczasowych autorytetów. Ponieważ w tamtym czasie była tylko jedna Polska. Nie było innej, nie dało się jej nie służyć, zachodni alianci zaraz po wojnie cofnęli uznanie dla władz polskich na Zachodzie i grozili nawet przemocą zbrojną jeżeli oficerowie nie chcieliby rozwiązać Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. O tym się nie mówi dzisiaj, bo to niewygodne i po prostu haniebne, zwłaszcza dla Brytyjczyków. Jednak chodzi o to, że pomiędzy 1945 a 1990 rokiem nie było innej Polski, niż PRL. Podobnie jak po Kongresie Wiedeńskim nie było innej Polski, niż Księstwo Warszawskie – Królestwo Polskie (z Carem jako Królem), tam było Wojsko pod polską komendą. Swoją drogą warto pamiętać o tym jak wspaniałomyślnym i wybitnym politykiem był zwycięski Car, który pozwolił Generałom Napoleona na dalsze dowodzenie armią, która trzy lata wcześniej była w Moskwie i spaliła pół jego państwa. Czy widać różnice, z tym jak potraktowali nas alianci zachodni po II Wojnie Światowej?

Generalia i program modernizacji sił zbrojnych

Nie wycofaliśmy się z europejskich struktur wojskowych, poparliśmy PESCO – Permanent Structured Coopperation. W kraju są Żołnierze NATO, nawet amerykańskie jednostki szybkie – ćwiczyły odwrót z krajów bałtyckich do Europy Zachodniej naszymi drogami. To wszystko składowe większych całości. Słowacy nie obrazili się śmiertelnie za nocną zmianę we wspólnym centrum kontrwywiadowczym, ale chyba już nas nie traktują poważnie.

Z zadowoleniem trzeba odnotować opublikowanie Strategicznego Przeglądu Obronnego i jego odpowiednika dla Marynarki Wojennej. To wielki krok na przód, oczywiście można się z częścią wniosków w tych dokumentach zawartych się nie zgadzać. Jednak to że są to już dużo, bo zaczęło się myślenie o kupowaniu sprzętu pod potrzeby wynikające z doświadczeń i nowoczesnych symulacji, a nie planów produkcji zbrojeniówki.

Jeżeli chodzi o uzbrojenie – wielki program modernizacji, to rzeczywiście dzieje się w tym zakresie wiele. Głównie nie ma nadal tego, co jest najbardziej potrzebne – śmigłowce są niewidzialne, a obrona przeciwlotnicza jest zamawiana na podstawie wirtualnych komponentów, które dopiero są opracowywane. Widocznie rządzący zakładają, że wojny nie będzie?

Bardzo ciekawą syntezę informacji w przedmiocie modernizacji Sił Zbrojnych zamieściło Ministerstwo Obrony Narodowej na swoich stronach internetowych 28.12.2017r. [tutaj]. To bardzo ciekawa synteza, warto – naprawdę warto się z nią zapoznać. Serdecznie to zalecamy. Jest tam kilka smaczków, ale przede wszystkim jest to solidne i rzetelne auto-przedstawienie stanu spraw. Fascynujący jest fragment dotyczący WOT, zamieszczony poniżej jako cytat.

Konsolidacja przemysłu obronnego jest koniecznością. Po efektach ocenimy nowe możliwości. Jesteśmy tak małym i biednym krajem, że to jest konieczność. Może uda się to wszystko wpisać w jakąś europejską współpracę np. wymieniając akcje?

Marynarka wojenna

W zeszłym tygodniu na kolejnym okręcie podwodnym spuszczono banderę. Kupiono doskonale zapowiadający się niszczyciel min. Niestety nie zrobiono nic, żeby jedyna nowa korweta była pełnowartościowym okrętem. Dobrze, że będzie więcej niszczycieli min, to nie są okręty „defensywne”, jak to ostatnio głosi wielu „wybitnych znawców” problematyki morskiej, którzy się masowo ujawnili w kraju. Będzie o tym artykuł w kolejnych dniach.

Niestety nie ma żadnych z poważnego zdarzenia śmigłowców ratowniczych, poszukiwania i zwalczania okrętów podwodnych, to porażka – pięta achillesowa naszej obrony wybrzeża. Poza tym, to po prostu wstyd, bo jako państwo nadmorskie mamy międzynarodowe zobowiązania w kontekście ratownictwa morskiego i trzeba się z nich wywiązywać. Tu o życie chodzi! Ministrze kup chociaż dwa dla SAR! Bo Mi-14 zaraz będą miały prawie sto lat!

Cieszy koncepcja nadbrzeżnych dywizjonów rakietowych, jednak trzeba pamiętać że nie mamy skutecznych środków obserwacji pozwalających strzelać z kupionych w Norwegii rakiet dalej, niż za horyzont. Realny zasięg ognia kierowanego to 40 km. Bardzo chcielibyśmy się tutaj mylić.

Nie mamy lotnictwa morskiego, mówimy o prawdziwym lotnictwie bojowym. Samoloty „Bryza” nie nadają się do zamontowania żadnego poważnego sprzętu obserwacyjnego, nie mówiąc nawet o uzbrojeniu. W tym zakresie jest bardzo źle, zwłaszcza jak uświadomimy sobie, że nasze okręty, wszystko czym mogą się skutecznie bronić przed lotnictwem nieprzyjaciela to rakiety Grom. Działek 23 mm nikt nie bierze już nawet za powód do żartów. O obronie przeciwko efektorom (pociskom), to sobie możemy pomarzyć. Chyba, że chodzi o to, że nieprzyjaciel nie zniszczy nam okrętów, których nie mamy, a te co mamy są tak mizerne pod względem bojowym, że nie opłaca się ich atakować nowoczesnym uzbrojeniem? To, też potencjalnie jest jakieś założenie taktyczne…

Będzie super jeżeli kupimy nowe okręty podwodne. Zwłaszcza szwedzka propozycja jest bardzo ciekawa. Obiecująco zapowiadają się konstrukcje francuskie, które również są bardzo dobre, jednak z punktu widzenia Francji zawsze będziemy biednym petentem, a dla Szwecji moglibyśmy być realnym partnerem. Należy pamiętać, że okręty podwodne “chodzą” parami. Kupno liczby nieparzystej, chociaż oczywiście lepiej 3 niż 2 – to zawsze poważna strata. Ponieważ one działając parami są o wiele bardziej skuteczne. W dużym uproszczeniu – drugi pozostając niewidoczny, wie jakie manewry wykonuje partner i przeciwnik, ten pierwszy działa jako “naganiający” i “wystawiający” mu cele. 4 nowoczesne okręty podwodne mogą sparaliżować żeglugę na południowym Bałtyku. Zniszczenie podwodnego gazociągu w kilkunastu miejscach – na całej jego długości, to oczywiście zadanie opcjonalne dla takich okrętów. Musimy mieć okręty podwodne, nawet jakby rząd miał nam podwyższyć VAT na 27% to warto się poświęcić, ścisnąć pośladki i je kupić. To byłaby najpotężniejsza i najgroźniejsza broń w naszym arsenale. Dobrze jakby miały w opcji możliwość używania rakiet manewrujących, ale to akurat nie jest najważniejsze. W naszym przypadku już ważniejsza byłaby dłuższa autonomiczność od standardowej (trzeba założyć że będą działać bez dostępu do baz) i najlepsze z możliwych wyposażenie elektroniczne.

Lotnictwo, obrona przeciwlotnicza i „wojska kosmiczne”

Katastrofa samolotu MiG 29 stała się nowym wiatrem w żagle dla nowej komisji smoleńskiej. Poza tym niestety jest tak jak było. Su-22 jest zdaje się nadal naszym jedynym samolotem, zdolnym przenosić krajowe bomby kasetowe. F-16 jest za mało, nawet dla obrony terytorium kraju, o przeciwdziałaniu przeciwnikowi nie ma co myśleć.

Super że są samoloty treningowe z Włoch, są problemy z ich wdrożeniem, ale to wspaniałe konstrukcje. Warto pamiętać, że Włosi kupili licencje w Rosji na JAK-130!

Poraża to, że nadal nie mamy samolotów transportowych z prawdziwego zdarzenia. Ostatnie problemy Herculesów  w transporcie delegacji towarzyszącej panu Prezydentowi do Kuwejtu, to dowód na to, że lepiej kupować nowe lub jak używane to po generalnym remoncie. Sztukowanie, spawanie i wiązanie sznurkiem – nie sprawdza si na zachodnich konstrukcjach. Tam po prostu komputer blokuje działanie mechanizmów (przeważnie black box-ów), jak tylko ma nieaktualne oprogramowanie lub jakąkolwiek niezgodność. Nie mówimy o C-17, na to nas nie stać (a szkoda). Jednak dlaczego nie jesteśmy w stanie kupić 2-4 używanych Boeingów 767, które znamy w kraju i przerobić na wersje „cargo” właśnie do celów transportu wojsk i sprzętu na duże odległości? Są specjalne firmy, które oferują takie usługi, wychodzi 2-3 razy taniej, niż zakup nowego samolotu. One nie muszą często latać, wystarczy że będą wtedy, kiedy będą potrzebne. Dalsza sytuacja latania „Casami” do Afganistanu jest najdelikatniej mówiąc trudna (sikanie do butelek – panowie, lub garnków – panie).

Udało się kupić maszyny do transportu VIP-ów, to dobrze, trzeba było to już dawno zrobić. Szkoda, że nie udało się chociaż 12 śmigłowców dla Wojsk Specjalnych i ratownictwa! Wielka szkoda! Marnujemy potencjał naszych Wojsk Specjalnych. Komandosi przemieszczający się Starem 266, to coś więcej, niż manifestacja bezsilności państwa. Po to si szkolą w taki wymagający sposób i po to tyle kosztują, żeby być lekką piechotą zmechanizowaną? Przecież każdy wojskowy to czuje…

Zaczynamy coś na kształt „gwiezdnych wojen” na miarę naszych możliwości. Będziemy mieli krajowe centrum odbioru i analiz informacji z satelitów i pojawią się jakieś satelity „być może w przyszłości”. Mają to być mikrosatelity, ale to jest akurat bardzo dobry kierunek. Jeżeli udałoby się mieć własny zwiad satelitarny, to byłby autentyczny sukces.

Koniecznie trzeba kupić więcej samolotów bojowych, one są potrzebne na już. W tym samolot dwusilnikowy. Śmigłowce to wiadomo. Problem Obrony Przeciwlotniczej i Przeciwrakietowej to już nowa epopeja. Dobrze, że kiedyś kupiliśmy licencję na „Strzałę” w ZSRR. Dzięki pracy wspaniałych ludzi dzisiaj produkujemy własne rakiety, które przynajmniej odstraszą śmigłowce. Więcej pozytywów nie ma.

Szkoda, że nie kupiono małych rakiet przeciwlotniczych, typu RBS-70, Stinger, albo izraelskich systemów wykorzystujących rakiety Sidewinder i Amraam – są proste i uniwersalne, a rakiety mamy na podmianę. Nie ma znaczenia że podobne do tych drugich produkujemy, chodzi o kilkanaście wyrzutni i 200 rakiet, po to żeby nasi Żołnierze nauczyli się to stosować, wówczas w razie potrzeby jeżeli dostaniemy dostawy – mielibyśmy własne przeszkolone kadry. Poza tym, potencjalny przeciwnik musiałby sobie skomplikować środki przeciwdziałania na wszystkich śmigłowcach i samolotach szturmowych – dzisiaj, zwłaszcza po doświadczeniach nabytych w Gruzji na pewno ma opracowane sposoby zakłócania tego, co tam sprzedaliśmy.

Airbus sugeruje pozwanie Polski do międzynarodowego arbitrażu ze względu na zarzut prowadzenia pozornych negocjacji w sprawie śmigłowców Caracal. Czy ktoś wyciągnął z tego wnioski? O śmigłowce, które obiecał pan super-Minister nie pytamy…

Wojska Lądowe

Pojawiły się Raki, pojawiły się Kraby, na horyzoncie widać już wyłaniające się z mgły Homary. Mamy nowe karabinki, są zamówione – wielki „sukces”, w istocie przydatny zakup, bo to jest potrzebne, jednak to nie musiał być priorytet. Szkoda że nie ma systemu zarządzania polem walki i wymiany informacji do wykorzystania w pododdziałach Wojsk Lądowych. No, ale to drogie jest i nie efektowne, nie da się przy tym ładnie sfilmować, karabinek, to karabinek. Szkoda tylko, że tak drogi. Jak już koniecznie chcieli kupić coś nowego dla WOT, można było pomyśleć o masowo produkowanych belgijskich lub amerykańskich podstawowych konstrukcjach. Wyszłoby o wiele taniej jednostkowo (może i połowę).

Niestety nadal kiepsko z termowizją. Nie przeprowadza się modernizacji sprzętu, a postęp powoduje że to, co zamontowano kilka lub kilkanaście lat temu w ramach wymiany na sprzęt pasywny, dzisiaj to już praktycznie muzeum. W sklepie myśliwskim można kupić termowizory lub noktowizory o lepszych parametrach, niż są przeciętnie na wyposażeniu armii, generalnie z zamówieniem sprzętu w tym zakresie – w tym krajowego nie ma problemu. Tylko to bardzo drogie zakupy jednostkowo.

Smuci przenoszenie Leopardów, to oczywiście potrzebny pomysł – bo ma swoje znaczenie taktyczne, ale jakby było ich więcej. Rozbijanie już działającej i wyszkolonej jednostki – poprzez odebranie jej części sprzętu i zastąpienie go starym, komplikuje logistykę, taktykę i w ogóle jest bez sensu. Proszę sobie wyobrazić, że w sali komputerowej w szkole, cześć komputerów na których dzieci uczą się informatyki – może nie nowoczesnych, ale działających – zastąpimy maszynami do pisania. To ma mniej więcej taki sens, chociaż z koncepcją przesunięcia części potencjału pancernego bliżej centrum kraju – można się zgodzić, głównie z tego względu bo tam prawie nic nie było! Tylko podkreślmy to, to powinny być nowe, to znaczy – inne czołgi, niż te z Żagania i okolic. Zrobiono coś tak nieprawdopodobnego, że nie da się w to uwierzyć.

Mają być tworzone nowe jednostki Wojsk Lądowych, co prawda sprzętu dla nich nie widać, ale za to zaczęto na poważnie myśleć o modernizacjach T-72 i reanimacji BWP-ów. Na ostatnich targach MSPO w Kielcach pokazano bardzo interesującą modernizację T-72 w oparciu o możliwości naszych ukraińskich partnerów. Lepsze to niż nic. Do BWP już kilka razy w kraju podchodziliśmy, nasi południowi sąsiedzi oferują bardzo ciekawe, sprawdzone i tanie pakiety modernizacyjne tej epokowej konstrukcji.

Szokują informacje jakie przedostały się do sfery publicznej po pewnych ćwiczeniach, gdzie to ujawnił się szereg problemów z wdrożeniem i aprowizacją rezerw. Platforma Obywatelska popełniła szereg błędów w tym zakresie, jednak na szczęście pan Minister Klich (lekarz psychiatra) – nie zlikwidował WKU. Dzięki temu pewien potencjał mobilizacyjny mamy, jednak zarządzanie tymi zasobami jest mizerne. Poza tym kto dzisiaj odważy się powiedzieć Polakom, że mają spędzić rok lub dwa w “kamaszach”, zamiast jechać do Niemiec układać płytki? Konsekwencje finansowe wyboru są dla każdego oczywiste.

Przywołany powyżej Homar może się przeciągnąć w czasie. Jeżeli do tego dojdzie, to należy sprawę zbadać kontrwywiadowczo i tak zmienić prawo, żeby osoby za to odpowiedzialne przynajmniej honorowo i symbolicznie rozstrzelać (oczywiście po odpowiedniej zmianie prawodawstwa umożliwiającego wydanie wyroków śmierci przez sądy) – z użyciem ślepej amunicji, ze względów humanitarnych. Musi być sposób na rozwiązanie problemu ciągłych dialogów technicznych, badań, studiów, analiz i innych procedur – w tym przetargowych, które paraliżują zakupy uzbrojenia dla armii.

Ten rodzaj uzbrojenia (Homar) jest jedynym, którym możemy realnie dysponować przez cały okres konfliktu, chodzi o to że samoloty zawsze mogą nam zestrzelić, albo zniszczyć im lotniska. Natomiast wyrzutnie na zasadzie kilku ciężarówek – zawsze się gdzieś schowa i na zasadach sieciowej dekoncentracji i skupienia ognia w wybranych miejscach, można bardzo wiele osiągnąć. Zwłaszcza że mówimy o dystansach 70-300 km! Kiedyś mieliśmy pociski Toczka, stare ale rewelacyjne, głównie z tego powodu, że chociaż mało celne – zmuszały każdego przeciwnika do mobilizacji poważnych sił i środków w celu uniknięcia ataku na cele najwyższego rzędu w strefie przyfrontowej. Sama wizja, że to mogło spaść na głowę działało paraliżująco i angażowało siły i środki w znalezienie i zniszczenie  wyrzutni.

Mając Homara z zasięgiem na 300 km, 40 km i jak najwięcej Langust z zasięgiem do 70 km, może docelowo 100 (dla specjalistycznej amunicji – niestety bardzo drogiej), możemy bardzo  skutecznie zmusić każdego przeciwnika do wyhamowania masowej ofensywy sił pancernych w pierwszym dniu konfliktu. Przynajmniej dopóki nie zniszczy nam środków rozpoznania i kierowania ogniem (wiadomo, że to są cele główne w przypadku takich wyrzutni).

To jest niesamowite, że pan super-Minister Obrony Narodowej nie potrafił tego paraliżu decydującego o zakupach dla armii zmienić, chociaż zmienił bardzo wiele. Przykładowo wspomniane samoloty dla VIP-ów kupiono w części z wolnej ręki. Jest na to specjalny tryb, ale on nie może być powszechnie stosowany do wszystkiego. Homar musi być, musi być go jak najwięcej. Do tego dobre środki rozpoznania i kierowania ogniem.

Przydałby się “mały AWACS” – Szwedzi i Izraelczycy mają takie rozwiązania, możliwe do zamontowania na Casach. Poza tym oczywiście wiadomo, że drony dalekiego zasięgu – to dzisiaj podstawa. Taki system dobrze przemyślany, może skutecznie powstrzymać nieprzyjaciela dysponującego potężnymi związkami pancernymi, zdolnymi do szybkich i głębokich ataków na głównych kierunkach strategicznych. Proszę pamiętać, że autostrady nie da się ot tak po prostu wysadzić plastikiem! Nawet jeżeli, to czołgi i tak przejdą, jak pierwsze siądą na minach inteligentnych, to drugi rzut na pewno przejedzie. Właśnie po to jest Homar, żeby zdalnie paraliżować ruchy przeciwnika. Przy szczupłości własnych sił pancernych, takie wsparcie artyleryjskie jest jedyną szansą na urealnienie obrony.

Niesłychanie korzystnie zapowiada się Kryl. to wielka szansa dla naszej artylerii. Jeżeli rządzący zrealizowaliby zamiar zakupu kilkuset Krabów/Krylów, to byłaby zmiana epokowa. Warto o tym myśleć, oczywiście Kryli byłoby więcej, bo są tańsze. Jeszcze tylko ujednolicić amunicję do Krabów/Kryli, bo nie są do końca kompatybilne, tak podobno jest… To oczywiście kwestia szczegółowa, ale ważna – chodzi o parametry.

Warto też pamiętać, że rozwiązania typu Homar/Krab/Kryl, doskonale sprawdzają się w obronie wybrzeża jako uzupełnienie nadbrzeżnych dywizjonów rakietowych. Można też sobie życzyć kilkunastu kutrów zdolnych do działań autonomicznych, z wyrzutniami na pokładzie. Wówczas można zaatakować terytorium przeciwnika z kierunku, którego dzisiaj nie mamy czym osiągnąć. Proszę wziąć pod uwagę, że to nie jest żadna filozofia, mówimy o stabilizowanej wyrzutni na kadłubie, który szybko pływa. Z małą załogą i opcją autonomiczności, takie jednostki można pozostawić bez osłony przeciwlotniczej (poza standardem Grom/Piorun). Byłby to bardzo groźny system broni.

Super, że będziemy mieli Żmije, zwiad musi czymś jeździć, jednak dlaczego nie wykorzystuje się potencjału jaki posiadają krajowe zakłady w zakresie 4 i 3 osiowego pojazdu wzorowanego na sprawdzonych rozwiązaniach SKOT-a, czy też nie opracujemy 5 osiowego Rosomaka? Wiadomo, że Żmija (trochę bardziej, niż droga) jest do innych celów, ale byłoby lepiej jakby Wojsko dysponowało czymś o potencjale nie mniejszym, niż BRDM, który ma tą fantastyczną zaletę, że pływa. Na bratniej Białorusi opracowano nadzwyczajnie udany produkt – Kajman ze 140 Zakładu Remontowego, który jest czymś po prostu genialnym i zbudowanym na istniejących podzespołach BTR-ów i doskonałych białoruskich ciężarówek (przez to tanim). Czy nasz przemysł nie jest w stanie czegoś takiego zrobić – nawet korzystając z licencji zachodnich?

Wojska Specjalne

Dobrze, że są. Może będzie ich więcej – jak się skończą żenujące spory kadrowe. Mamy w tym zakresie wspaniały dorobek. Za wszelką cenę trzeba tych ludzi zachować i szkolić następnych. Jednak potrzebują śmigłowców i ciągle nowego uzbrojenia. Dobrze, że mogą się zaopatrywać osobno, poza głównym pionem wiadomo którego inspektoratu Sił Zbrojnych. Zdaje się kupiono ostatnio świetne czeskie moździerze 60 mm.

Wojska Obrony Terytorialnej i Obrona Cywilna

To wspaniała inicjatywa, niesłychanie potrzebna. Niestety rozdęta propagandowo i to jest dla niej zguba. Kanibalizowanie oficerów z wojsk operacyjnych jest przykre, marnuje się potencjał ludzi, zamiast robić to co trzeba zgodnie z istotą tych wojsk – utrzymywać gotowość rezerwistów i budować obywatelskie postawy proobronnościowe.

Ważne jest jednak to, że to powstało, z czasem raczej trzeba będzie WOT włączyć do Wojsk Lądowych. Funkcjonowanie WOT jako osobnego rodzaju wojsk jest zdaniem wielu ekspertów niepotrzebne. Tworzenie konkurencji i armii w armii – jest przeciwskuteczne dla celu, jakiemu WOT ma służyć. Poza tym oskarżenia o upolitycznienie tej formacji powinny zostać wyjaśnione. Wielka szkoda, bo to wspaniała, potrzebna i cenna inicjatywa. Nie wyszła dobrze, ale to można uratować. Gorąco zachęcamy wszystkich państwa do zgłaszania się do służby w ramach OT.

Na marginesie można przypomnieć kwestii Obrony Cywilnej, która sobie zdechła i nie funkcjonuje w obrocie publicznym. Jeżeli przygotowujemy państwo do wojny, bo to się dzieje – to trzeba również przygotowywać społeczeństwo. To wymaga Obrony Cywilnej, tylko wielkiemu wysiłkowi, pasji i zaangażowaniu Straży Pożarnej zawdzięczamy, że to chociaż szkieletowo istnieje. Trzeba z tej sprawy zrobić priorytet.

W przywołanym powyżej źródle dotyczącym Modernizacji i Rozwoju Sił Zbrojnych z 28.12.2017r., jest bardzo ciekawy fragment dotyczący WOT, “smaczek” pozwoliliśmy sobie wytłuścić – poniżej, za źródłem MON:

“W szeregach Wojsk Obrony Terytorialnej pełni służbę blisko 8 tys. żołnierzy. Formowanie piątego rodzaju sił zbrojnych rozpoczęło się z początkiem 2017 roku. W 2017 roku, w ciągu siedmiu miesięcy od wcielenia pierwszych rekrutów w Wojskach Obrony Terytorialnej przeprowadzono 64 szkolenia podstawowe, wyrównawcze i rotacyjne. Do chwili obecnej utworzone zostało Dowództwo WOT oraz trzy brygady w województwach podlaskim, lubelskim oraz podkarpackim, w tych jednostkach trwa już szkolenie żołnierzy. Formowane są też kolejne trzy brygady, jedna na Warmii i Mazurach oraz dwie na Mazowszu, w tych jednostkach obecnie trwa proces wypełniania struktur kadrą zawodową, pierwsze szkolenia ochotników zaplanowane są w tych jednostkach w pierwszym kwartale 2018 roku. Idea, koncepcja oraz szybkość formowanie WOT znajdują uznanie wśród sojuszników i ekspertów w Polsce oraz w NATO. Stanowczymi przeciwnikami WOT są politycy i wojskowi rosyjscy.

Źródło: Ministerstwo Obrony Narodowej, oficjalna strona internetowa, komunikat: Modernizacja i Rozwój Sił Zbrojnych z 28.12.2017r., link [tutaj].

Czy naprawdę w ocenie stanu Sił Zbrojnych nasze władze biorą pod uwagę opinie anonimowych rosyjskich polityków i wojskowych? Znaczy się jakby coś chwalili, to uznalibyśmy to za złe i niepotrzebne? Czy tym banalnym cytatem ujawniono sposób myślenia obecnego kierownictwa w MON? To byłoby bardziej, niż żałosne.

Na marginesie – odnosząc się do ww. cytatu. Pomijając kwestię, czy ktoś widział już te brygady WOT w polu? To, co to znaczy: “stanowczy przeciwnicy”? Jaką wartość informacyjną  w kontekście modernizacji i rozwoju Sił Zbrojnych ma ten propagandowy komunikat, niepoparty niczym, poza paniczną rusofobią? Akurat tak się składa, że znane jest kilka wypowiedzi rosyjskich analityków, które bardzo poważnie odnoszą się do tej idei ale głównie w krajach bałtyckich, jednak to głównie wypowiedzi o charakterze publicystycznym. Czy to jest naprawdę tak ważne? Czy MON przegląda się w murach Kremla jak w lustrze? Bez przypominania wydumanego zagrożenia rosyjskiego dzień w MON jest nieudany? Podpowiemy tylko jedną rzecz – oczywiście z pewną nieśmiałością. jeżeli chcemy mieć w Rosji wroga, to prędzej czy później – niestety będziemy go mieli. Dlatego trzeba być na tym kierunku wyczulonym, subtelnym, sprawnym i inteligentnym. Nie można sobie pozwolić na żadną nawet oznakę słabości, czy też demonstrację mierności intelektualnej. No chyba, że to taka nasza “maskirowka”? Proszę sobie w tym kontekście jeszcze raz przeczytać ten komunikat. W zasadzie  można wpisać frazę, że: “Stanowczymi przeciwnikami /tutaj cokolwiek/ są politycy i wojskowi rosyjscy” – do modlitewników wojskowych. Jeżeli już idziemy w fikcję  to na całego i z przytupem, oczywiście trzaskając obcasami…

Wojskowe służby specjalne

Nie da się nie zauważyć, że dokonała się reorientacja strategiczna jednego z naszych potężnych sąsiadów, który ma bezpośredni wpływ na około 40% naszej gospodarki, połowę wymiany handlowej z zagranicą (import i eksport) i chyba 90% mediów opiniotwórczych. Kraj ten, chociaż jest pogrążony obecnie w pogłębiającym się chaosie politycznym w związku z brakiem porozumienia o utworzeniu rządu – sprzeciwia się bazom NATO w Polsce. Chociaż, co ciekawe – wysyła swoich Żołnierzy na Litwę. Forsuje szkodliwe dla Polski (z punktu widzenia obecnych władz) rozwiązania energetyczne na skalę europejską i w najnowszej odsłonie stymuluje łamanie polskiej suwerenności na forum Unii Europejskiej. Przypadki?

Tymczasem nasz wywiad i kontrwywiad zajmuje się chyba głównie plombowaniem szaf, nieśmiertelne kapselki po napojach w futrynach drzwi wypełnione plasteliną i sznureczki przymocowane do drzwi – służące do pieczętowania wejścia-wyjścia, to najlepsze zabezpieczenie tajności w erze cyfrowej. To nie jest żart!

Pojawiły się pewne przebłyski dotyczące sukcesów w poszukiwaniu winnych porwania i zabicia Polaka w Pakistanie. Poza tym nic się złego nie wydarzyło, chociaż pan super-Minister domaga się ujawnienia swojego słynnego raportu (i załącznika), którym rozłożył kiedyś Wojskowe Służby Informacyjne.

Ciekawym zjawiskiem jest pojawienie się na scenie publicznej grupy panów Generałów i innych wysokich stopniem wojskowych – w stanie spoczynku, którzy piszą ciekawe książki i analizy. To potrzebne dla lansowania postaw proobronnościowych. Taka analityka jest cenna. Jednak dla tych, którzy chcieliby grać (i grywają) na naszej szachownicy, to mogą być nowe pionki. Jest interesującym jak te sprawy są kontrolowane przez oczywiste struktury.

Więcej w tym temacie lepiej nie pisać, bo po co dodawać pracy analitykom, których serdecznie pozdrawiamy.

Podsumowanie

Reasumując – szału nie ma! Pojawiły się trendy, które są pozytywne, jednak morale w Wojsku upadło i go nie ma. Można powiedzieć, że jest dużo goryczy. Podobnie w innych służbach mundurowych, w tym w Policji. To bardzo niebezpieczne. Szokuje ograniczanie emerytur i innych świadczeń dla byłych funkcjonariuszy, podważając ideę praw nabytych i stabilności prawa oraz stosując zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Cieszy to, że wydajemy i mamy wydawać coraz więcej na obronność.

Trzeba więcej Wojska, potrzebujemy 300 tysięcy, armii operacyjnej plus Wojska Obrony Terytorialnej – tyle ile udźwignęłyby finansowo samorządy. Tylko to możemy wystawić, więc trzeba to zrobić na co mamy szansę. Tak, to będzie kosztować, ale bezpieczeństwo kosztuje. Z panem super-Ministrem trzeba się zgodzić w negatywnej ocenie poprzedników, którzy zlikwidowali (zawiesili) realny pobór do Zasadniczej Służby Wojskowej i po prostu sprzedali kupę nieruchomości wojskowych – likwidując sporo potencjału, który teraz będzie mozolnie i wielkimi nakładami odbudowywany. Pomysł na strzelectwo w każdym powiecie jest doskonały.

Może zdarzy się cud i nasze społeczeństwo dostanie prawo do posiadania broni? To w powiązaniu z realną reformą Wojsk Obrony Terytorialnej – to realny sposób na poprawę naszej obronności.

Miejmy cichą nadzieję, że za miesiąc lub pół roku pan super-Minister Obrony Narodowej będzie przeznaczony do pełnienia nowych – oczywiście bardzo ważnych obowiązków w rządzie – jak najdalej od armii. Inaczej, nie róbmy sobie fikcji że pan Andrzej Duda jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych.

Na marginesie, chociaż to kwestia poboczna, ale istotna – trzeba pomyśleć na odtworzeniu polskiej obecności wojskowej w ramach ONZ. Trzeba pamiętać, że przez lata dzięki służbie na Wzgórzach Golan, mieliśmy praktycznie utrzymywany ze środków ONZ batalion saperów. Wydawaliśmy na to pieniądze, ale dostawaliśmy zwrot. Poza tym doświadczenie jakiego nabrali tam nasi Żołnierze, okazało się potem bezcenne w Iraku i Afganistanie. Zwłaszcza w Iraku – to doświadczenie na samym początku ocaliło życie wielu naszych Żołnierzy i irackich cywilów.

***

To czwarty felieton kontynuujący krótki cykl dotyczący małych podsumowań 2017 roku. Część pierwsza dotyczyła szerokiego kontekstu przekrojowego zagadnienia „gospodarka”. Część druga była poświęcona sprawom „polityki zagranicznej”. Trzecia dotyczyła stanu spraw wewnętrznych. Niniejsza część czwarta – obronność, powstała na zapotrzebowanie czytelników, którzy taki temat zgłosili w kontakcie z redakcją portalu. Jeżeli jakieś dodatkowe tematy państwa interesują prosimy zasygnalizować poniżej w komentarzach.

Proszę pamiętać, że to są subiektywne i autorskie obserwacje dotyczące naszej rzeczywistości. Mające charakter przekrojowego wyboru tematów, oczywiście w pełni subiektywnego. Ze względu na zakres i skalę tematów oraz celowe uogólnienia, konieczna jest forma syntezy. Większość z tych zagadnień była poruszana na naszych łamach w ciągu ostatniego roku.

Rosyjskie tłumaczenie (часть 1) [tutaj].(часть 2) [tutaj].

Tags: , , , , ,

24 komentarze “Czas małych podsumowań 2017 roku – obronność”

  1. Kaponier cesarski
    31 grudnia 2017 at 05:27

    Z homarem są jakieś jaja – przecież można kupić gotowy i normalnie licencje na produkcje rakiet i montaż wyrzutni. Nie wiem czemu oni to tak komplikują – będzie to 5 razy droższe, amerykanie nie zgodzą się na transfer technologii…

  2. wlodek
    31 grudnia 2017 at 08:20

    Z motyką na słońce,z czym i przeciwko komu?Zaległości spustoszenia są tak duże(zarówno w sferze technicznej jak i moralnej),że jedyną rolę którą możemy wypełnić to rola “mięsa armatniego” na służbie u Wujka Sama.Irak,Afganistan,ofiary a korzyść?Na sprawach technicznych się nie znam więc nie komentuję.

    • wlodek
      31 grudnia 2017 at 09:20

      Ps,i najważniejsze.Szczęśliwego Nowego Roku!W Pokoju i Dobrobycie!Pozdro.

  3. jkl
    31 grudnia 2017 at 09:09

    Ten fragment o Niemczech jest szokująco prawdziwy.

  4. Kurtyna kłamstwa
    31 grudnia 2017 at 09:22

    Bardzo dobre podsumowanie naszzej żałosnej obronności – z szabelka na Kreml….

  5. Wojciech
    31 grudnia 2017 at 10:15

    Tyle niepotrzebnych i bałamutnych słów, bez zadania sobie pytania z kim i o co będziemy walczyć. W domyśle z Rosją, Wtedy trzeba zakładać, że nie pozostanie z nas śladu. Pytanie podstawowe, po co nam armia?

    MOIM ZDANIEM BO ISTNIEJE JESZCZE UKRAINA, LITWA I NIEMCY – WIĘC ARMIA SIĘ MOŻE PRZYDAĆ. NIE UWAŻA PAN? POZDRAWIAM WEB. JÓZ.

    • krzyk58
      31 grudnia 2017 at 15:40

      PANIE JÓZEFIE. Jakże słusznie pan zauważa…ale żeby dojrzeć
      do konkluzji należy MYŚLEĆ – krótka definicja: “myślenie, . świadomy proces psychiczny człowieka, prowadzący do pośredniego i uogólnionego poznania oraz zrozumienia otaczającej go rzeczywistości”. A niestety, z myśleniem nie jest najlepiej czego wyrazem jest treść “niektórych”
      komentatorzy – odnoszę takie(nieprzyjemne zresztą) wrażenie , czemu dałem wyraz bodajby
      w dniu wczorajszym. Niektórym wydaje się że chocholi taniec
      jest marszem do przodu – mam na myśli zawartość ‘merytoryczną”
      ‘niektórych” komentarzy, i wcale nie mam na myśli spłodzonej treści przez @WPK,
      czy podobnych oszołomów. Wręcz przeciwnie….smutne TO.
      Zły to prognostyk na przyszłość…

  6. Kasyno zawsze wygrywa
    31 grudnia 2017 at 10:43

    Pani Major ma fobię rosyjską… ale jak bierze prysznic w swojej fajnej wannie, to ogrzewa wodę ruskim gazem. Wnisek – pani major jest zdrajcą? Pani major wspiera rosyjski budżet federalny? Pani major finansuje Żołnierzy wroga?

  7. Wielka Polska Katolicka
    31 grudnia 2017 at 10:50

    TU MACIE SPOSÓB JAK POKONAĆ RUSKICH – BEZ CZOŁGÓW NIE SĄ NAM POTRZEBNE…. https://www.youtube.com/watch?v=USrBFYcPewg

    – posłuchajcie tej swoją droga bardzo ładnej Rosjanki (pewno ma polskie korzenie), z tego co mówi polska żywność bije na pysk i rzuca o glebę każdym ruskim gównem, będącym co najwyżej paszą dla szczurów…

    Swoją drogą ciekawe czy to małżeństwo przezyje? Czy w ich małym bloku w Kalinigradzie przypadkiem dzisiaj wybuchnie gaz?

    • Rolnik syn Rolnika
      31 grudnia 2017 at 11:01

      Gruszki jakieś parchate, świniom daje ładniejsze (zostało szwagrowi z sadu ok. 8 ton – jedna Tatra wywrotka) przyjedźcie do mnie dam wam ile sobie weźmiecie – idealne do zrobienia tego co się pije, ale nie wolno o tym pisać bo jest państwowy monopol 🙂 Nie nie gruszki parchate no ludzie jak można ludziom takie wysrane gruszki sprzedawać? Nie widzieliście gruszki – to pewno gruszka przemysłowa mam Komisówkę, Berę hardy i Konferencję – ta trzecia jest świetna, długo może leżeć w piwnicy nawet po dwóch sezonach jest dobra. gruszka porażka głupi chciwi sprzedawcy wciskają ludziom takie gówno i potem nic dziwnego że sprzedaż siada bo gruszki z hiszpanii sa ładniejsze. Klient kupuuje oczami. Ona musi że kupiła 25 kg – czyli w worku… to jest dla świńproszę pani…. dla świń. Jakby nie embargo mielibyście śliczne gruszki w praktycznie nieskończonej ilości. Mamy o wiele ładniejsze Klopsy i sam miód – polecam, to są gruszki dla świń. Mam też maliny jakby ktoś chciał tylko pod szkłem… Kuzyn połowę sadu zostawił, nie zbierał w tym roku bo się nie opłacało.

      • fikus
        31 grudnia 2017 at 11:12

        bo sprzedajecie swoją produkcję firmom, które eksportują do szwabów i potem sprzedają nam w lidlozłodziejach lub kaufgównach zamiast na targach jak zawsze. Po co pomiędzy polską wsią a miastem jest pośrednich w postaci francuskiej lub niemieckiej sieci handlowej? wiadomo że najlepsze zachowają dla siebie lub sprzedadzą do Rosji jako swoje 🙂

    • wlodek
      31 grudnia 2017 at 11:59

      WPK,czy Ty zmądrzejesz w 2018r? Podziękuj władzy,że stracili taki rynek zbytu,a sam wpierd..,zachodni chlam!A cena polskich jabłek na rynku to kpina z Polaków!

    • krzyk58
      31 grudnia 2017 at 18:34

      Co Ty, TU chłopcze próbujesz przemycić ? A! Że nasze łutsze? 🙂
      Poczytaj skład naszego, czyli już zachodniego od dawna badziewia, tzn.masowych
      wyrobów wędlinopodobnych, ile zawiera goowna zaczynającego się na bukwę E- ileśtam!
      Przetrzymaj nasz produkt w lodówce “ze 25 sutek” i
      zeżryj… smacznego. 🙂 Jeśli przeżyjesz. Nieco zjadliwe nawet
      podroby, witają ceną od około 30,35 zł – warunek: to nie mogą być
      ‘koncerniaki”. Masz TU, przykład pierwszy z brzegu, białoruski koncerniak – gdzie produkują (jeszcze) prawdziwe wędliny: http://www.bmk-td.ru/products/2/19/ Czy TU : http://grodnomk.by/ albo: http://mkslav.by/

  8. Inicjator
    31 grudnia 2017 at 13:06

    Podsumowanie roku 2017 w sprawach polskiej obronności, mimo że subiektywne, jest w tym artykule – doskonałe.

    Moja polemika dotyczy istoty zmian.

    Po pierwsze, „dobra zmiana” dokonała zwrotu w myśleniu o obronności Polski o 180 stopni.

    Ich poprzednicy (od ciepłej wody w kranach) zakładali „spokój” z kierunku Wschodniego, ale wydarzenia z Krymu w roku 2014 przypomniały, że tam nadal istnieje Mocarstwo, które zdołało zablokować zamiary Wielkiego Światowego Szeryfa, chcącego prawdopodobnie mieć dogodną bazę w Sewastopolu …

    Ale Sewastopol to dla Rosjan skrzyżowanie naszego Westerplatte z Jasną Górą, więc zareagowali, tak jak musieli zareagować, zwłaszcza że militarnie tam już „legalnie” byli.

    Poprzednicy (od ciepłej wody w kranach) zawiesili przymusowy „pobór”, zmieniając armię z poboru na „prawie” zawodową.

    Jej organizacja i liczebność miała tylko pozwolić na wysyłanie kilkutysięcznych kontyngentów na misje zagraniczne, wspierające Wielkiego Światowego Szeryfa w jego „woli” wprowadzania swojego modelu demokracji na całym świecie, za wyjątkiem zaprzyjaźnionych dyktatur i paru bogatych feudalnych rządów.

    I tak miało być przez kilka dziesięcioleci, plus oparcie obrony Polski na artykule 5 traktatu organizacji NATO.

    Ostatnie lata i uwikłanie Wielkiego Światowego Szeryfa w niekończące się wojny z tubylcami (Afganistan) i pozostawianie chaosu zamiast pokoju (Irak, Syria) oraz NIESTABILNOŚĆ na Ukrainie – każe odpowiedzialnym polskim politykom przewartościować dotychczasową „pasywną” doktrynę obronną.

    Wiadomo, że sami przyczyniliśmy się do przyspieszenia zamętu na Ukrainie, promując słynne Partactwo Wschodnie (dlaczego akurat ze Szwecją?), dodatkowo wyciągając ideę Jagiellońskiego Międzymorza.

    W wyniku tych zmian w zakresie bezpieczeństwa w bliższym i dalszym otoczeniu Polski, okazało się że i na sojusznikach nie można tak polegać, jak się to wydawało. Słynne „lepiej siedzieć cicho” prezydenta Francji o naszej akcesji do udziału w II-giej wojnie w Iraku pokazało, że wszędzie są nadal lokalne interesy.

    Tylko że tę samodzielność ci „wątpiący w sojusz” opierali na własnej sile ekonomicznej i militarnej, a my sami uczyniliśmy się „podwykonawcą” projektów Wielkiego Światowego Szeryfa w jego „misjach” typu niesiemy demokrację na bombach …

    Nawet rozpylana „rusofobia” pomogła wzmocnić myślenie o samodzielności obronnej Polski i zwiększyć wydatki na ten cel.

    I tu jest wiele zasługi Super-Ministra Obrony Narodowej, w tym odwróceniu trendów: od LIKWIDACJI Wojska Polskiego – do jego REAKTYWACJI.

    W czym zatem obecny dysonans z pozycją Pana Super-Ministra Obrony Narodowej ?

    Wydaje się, że nie doceniono czynnika czasu, bo reaktywacja trwa dłużej niż niekiedy nawet budowa czegoś od fundamentów.

    No i koszty.

    Obok modernizacji technicznej, należy nadal utrzymywać to, co jest i na czym można się „jakby co” – oprzeć.

    No bo w kwestii obronności nie może być przerwy, tak jak nie powinno być przerwania ciągłości pokoleń w przekazywaniu doświadczeń, a tu wiele popsuto.

    Obecny (jeszcze) Super-Minister Obrony Narodowej jest bardzo dynamiczny, bardzo przekonujący w argumentacji i bardzo inteligentny.

    Trochę przesadza w swoich niekiedy fantasmagoriach, jak skrajna rusofobia czy hołubione wersje ZAMACHU 10.04.2010 roku w Smoleńsku, ale któż jest bez wad?

    Dlatego jeśli Prezesowi i Nowemu Premierowi uda się go WPRZĄC do rządowego ZAPRZĘGU oraz unormować stosunki z Prezydentem RP, to powinien móc dokończyć swoje dzieło …

    Tylko że to wydaje się niemożliwe, bo Super-Minister Obrony Narodowej nie nadaje się do nudnej i żmudnej pracy nadzorczej nad tym co zaproponował i zainicjował, a co świetnie oddaje Strategiczny Przegląd Obronny z wiosny mijającego roku.

    To jest raczej typ WIZJONERA niż skrupulatnego urzędnika państwowego, bo zainicjować można wszystko, ale WDROŻYĆ – tu już jest potrzebny inny zestaw kompetencji, a tych Panu Ministrowi brakuje.

    Może stanowisko Szefa NATO?

    No ale wówczas wojnę mamy za 2-3 lata …

    Trudna sprawa z tym Super-Ministrem Obrony Narodowej, bo rozpoczął słuszne działania wzmocnienia obronności Polski, ściągając nawet rotacyjnie amerykańską Brygadową Grupę Bojową.
    To raczej działanie propagandowe, tak jak szczyt NATO w 2016 roku w Warszawie.

    Ale to rozpoczęło ZAUWAŻANIE Polski w strukturach NATO i na mapie Europy. Wyszliśmy z cienia, raczej szarocienia i nie jako BUFOR.

    Uaktualniono w końcu „plany ewentualnościowe NATO”, których do połowy pierwszej dekady XXI wieku tak naprawdę – nie było …

    Wnioski:

    Jest zapowiedź poprawy w dziedzinie obronności Polski, ale towarzyszy temu za dużo PROPAGANDY.

    Te scenariusze muszą mieć jeszcze LUDZI, którzy ten nowy sprzęt – będą perfekcyjnie obsługiwać.

    A tu okazuje się, że brakuje pieniędzy.

    Oczekiwanie że Wielki Sojusznik sprzeda nam nowoczesne zestawy przeciwlotnicze w dużych ilościach i jednocześnie w przyszłościowej konfiguracji wraz z pokaźnym offsetem – okazały się złudne, bo tu nikt nie pójdzie na „upusty cenowe”, gdyż nie jesteśmy strategicznie ważnym sojusznikiem USA, jak choćby Izrael.

    Jesteśmy na peryferiach wielkiej światowej polityki i musimy liczyć na siebie oraz bardziej na europejskich sojusznikach, niż tym ZZA OCEANU.

    Po prostu musimy bardziej chodzić po ziemi i wdrażać krok po kroku, śrubka po śrubce – zaproponowane modernizacje.

    Problemem będzie zachęcenie młodych ludzi do wstępowania do Wojska, bo istniejące warunki nie pozwolą na SKOKOWY wzrost liczebności Sił Zbrojnych, przy posiadaniu WYBORU najlepszych kandydatów.

    Przysłanianie problemu deklarowanego wzrostu liczebności Wojsk Operacyjnych naborem do „weekendowych” Wojsk Obrony Terytorialnej – doprowadzi do zakłamywania rzeczywistości i utrudni pozyskanie ZWIĘKSZONYCH środków finansowych na chociażby konkurencyjne PŁACE i droższą eksploatację NOWEGO sprzętu, którego już nie da się utrzymać przy pomocy wiązania sznurkiem …

    Artykuł potrzebny i słuszny.

    Daje wiele do myślenia.

    • wlodek
      31 grudnia 2017 at 14:00

      Inicjatorze,dla mnie Twój komentarz zasługuje na nagrodę!Pozdro!

  9. Miecław
    31 grudnia 2017 at 13:38

    “… można wywnioskować, że w instytucjach podległych Ministerstwu Obrony Narodowej nie dzieje się dobrze, a morale po prostu już nie ma. Dosłownie nie ma.”
    Otóż tego morale nie ma już od 1989 roku, kiedy wojsko zostało rzucone na kolana przed kapelanami, którzy nie mając pojęcia o wojsku awansowali od razu na oficerów starszych i dosłownie “ukrzyżowali” swoją hipokryzją oraz indolencją umysły kadr oficerskich. To co się dzieje dziś, to są skutki wpuszczenia okupantów duchowych do wojska. Pogadajcie przy kieliszku z oficerami, a dowiecie się do czego są zmuszani przez kapelanów i jak ich “władza” niszczy morale, honor itd. Narzucenie wojsku religijnej struktury miało na celu ich zniewolenie i wykorzystanie w przyszłych planach wojennych w interesie jedynie słusznej religii, po to m.in, ta bezprawna swoista druga przysięga na Chrystusa. (obejrzyjcie sobie przysięgę wojskową, gdzie druga część to w zasadzie przysięga na wierność Bogu a pośrednio kościołowi, jako sekcie zarządzającej parafianami. Od 5,34 polecam. https://www.youtube.com/watch?v=KBVE19DE_l8)
    Chrystus był przecież pacyfistą, a żaden jego wierny w pierwotnym chrześcijaństwie nie mógł służyć w wojsku. Oto dowody historyczne:

    W książce ” The Rise of Christianity” ( Londyn 1947 str. 333 ) E. W. Bernest pisał:
    „Ze starannego przeglądu wszystkich dostępnych źródeł wynika, że do czasów Marka Aureliusza (161-180) żaden chrześcijanin nie został żołnierzem, żaden też żołnierz nie pozostawał nim, gdy został Chrześcijaninem”.
    Gibon w ” History of Chrystianity” New York 1891, str. 162-163 )

    „Było nie do pomyślenia by chrześcijanie bez uchybienia bardzo świętemu obowiązkowi mogli być żołnierzami, sędziami, książętami i urzędnikami cesarstwa”.
    Te same wnioski zawarte są w dostępnej w Polsce książce E. Gibona „Zmierzch cesarstwa Rzymskiego” Tom II str. 37.

    Do takich samych wniosków doszła autorka książki The New Worlds Foundation pisząc: chrześcijanie walkę uważali za coś złego, dlatego nie służyli w wojsku, nawet jeśli cesarstwo potrzebowało żołnierzy. Za te postawy chrześcijanie często płacili życiem, ale w ten sposób byli „światłem dla świata”, wzorem wyższej świadomości niż prymitywna żądza krwi. W czasach obecnych jedyną społecznością religijną , która jako całość przyjęła taką postawę wobec faszyzmu byli podczas II wojny światowej Świadkowie Jehowy. Gilotynowani, rozstrzeliwani, osadzani w obozach śmierci pokazali światu czym jest prawda.
    „Władza ciemięży i zniewala, a możni je wyzyskują” powiedział Jezus z Nazaretu ( Biblia Tysiąclecia, II wydanie).

    Wielu wybitnych uczonych apelowało o Pokój i Rozbrojenie, głosy te jednak były tłumione i nie dopuszczane do wiadomości społeczeństw. I tak w 1925 roku 75 intelektualistów podpisało manifest do Ligi Narodów w tym min. Tagore, Russel, Buber, Einstein, Gandhi gdzie czytamy: „Uważamy, że armie opierające się na obowiązku służby wojskowej stanowią wraz ze sztabem oficerów zawodowych poważne zagrożenie pokoju. Obowiązkowa służba jest degradowaniem wolnej ludzkiej osobowości. Życie w koszarach, wojskowa musztra, ślepe posłuszeństwo wobec najbardziej nawet niesprawiedliwych i bezsensownych rozkazów, cały system treningu w kierunku uśmiercania podważają szacunek dla ludzkiego życia. Obowiązkowa służba przynosi szkodę całemu narodowi. Wpaja ona we wszystkich mężczyzn ducha militaryzmu, czyniąc to w wieku najbardziej podatnym na takie wpływy. W końcu wojna zaczyna uchodzić za rzecz nie uniknioną nawet pożądaną. Rząd, który znajduje oparcie w obowiązkowej służbie wojskowej, łatwo może wypowiedzieć wojnę i stłumić natychmiast głos opozycji przez mobilizację. Rząd, któremu potrzebne jest dobrowolne poparcie własnego narodu, będzie z konieczności w swej polityce zagranicznej ostrożniejszy.”

    PRZEMÓWIENIE LWA TOŁSTOJA PRZECIWKO WOJNIE 4 SIERPNIA 1909 R. – http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/przemowienie-lwa-tolstoja-przeciwko-wojnie-4-sierpnia-1909-r/

    Oczywiście trudno się zgodzić na pacyfizm w sytuacji, gdy wrogowie na nas czyhają, ale uważam, że nie można profanować wiary chrześcijańskiej militaryzmem. A tym bardziej wojny uzasadniać religijnie. Kapelani wszelkich religii powinni zostać wyprowadzeni z wojska. Niech nie przygotowują wojskowych umysłów mentalnie do kolejnych zbrodni przeciwko ludzkości, jak to robiono za zgodą Watykanu po obu stronach frontu w czasie II WŚ. Dość już zbrodni na tym świecie w interesie kast religijnych.

    • wlodek
      31 grudnia 2017 at 15:26

      Mieclawie,nie mnie Ciebie przekonywać że Polski Katolicyzm walczy z innymi ustami pełnymi miłosierdzia i miłości.Pozdro!

      • Miecław
        31 grudnia 2017 at 17:01

        @Wlodek. My …….. już swoje wiemy i nie zapomnimy oraz swoją wiedzę przekażemy 🙂 Wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Pozdrawiam

        Szanownemu Krakauerowi i redakcji OP oraz wszystkim forumowiczom i czytelnikom, życzę pomyślności w Nowym Roku.

      • wieczorynka
        31 grudnia 2017 at 20:10

        Włodku, ponieważ wiem, że masz poczucie humoru a od czasu do czasu używasz określenia “VIP”, postarałam się znaleźć określenie tego terminu jest to ni mniej ni więcej tylko “very imbecil person”.

        Pozdrawiam ciebie i wszystkich pozostałych znajomych z OP a w nowym 2018 roku życzę wszystkim zdrowia i kłopocików ani ani.
        O polityce nie chce mi się rozmawiać.

      • wlodek
        31 grudnia 2017 at 21:50

        Wieczorynko,mnie też znudziła się polityka,i po raz pierwszy muszę pochwalić TVPIS,która pokazała miejsce w szeregu PADowi,puszczając Desposito(Powoli)a dopiero później jego.Życzę Tobie i Mężowi Worek Ludzkiego Szczęścia w 2018r! I Zdrowia żebyście mogli to skonsumowac!Pozdro

  10. b52
    31 grudnia 2017 at 18:42

    Rzeczywiście świetne i potrzebne

  11. Rum tum tiger
    3 stycznia 2018 at 07:03

    Armia jest potrzebna… Idzie wojna.

  12. JSM
    4 stycznia 2018 at 03:25

    Większych bzdur dawno nie czytałem. Gościu nie ma pojęcia ani jaka jest atmosfera w wojsku ani co tak na prawdę dzieje się w kwestii zamówień nowego sprzętu.
    Przedstawia za to koncert życzeń któremu prawdopodobnie nie sprostała by nawet Arabia Saudyjska a co dopiero biedna, okradana zewsząd modernizująca się Polska.
    Czemu nie pisał o tym przez ostatnie 25 lat kiedy armię rzeczywiście rozbrajano, wyprzedawano i likwidowano przemysł.
    Jak dla mnie to wszystko to zwykła propaganda panie krakauer

    ODPOWIEM W IMIENIU AUTORA NIE PISAŁ PRZEZ 25 LAT BO NIE PISAŁ, ALE PISZE O TYM OD 7 LAT NIECH PAN SOBIE POCZYTA, MIŁEGO DNIA. WEB. JÓZ.

    • JW 1223
      4 stycznia 2018 at 06:53

      Głupszego komentarza też nie czytałem…. A morale największe na antycznych OP… Lub w piechocie bez broni ppanc. Tylko żetony mają kesz od antka to noszą parasol nad jego spermospustkami….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

Scroll Up