Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

19 października 2018

Wilkiem do lasu XCI


 Biegnące dni

Zwariowany czas. Drugi miesiąc minął niczym z bicza strzelił. A ja ciągle w biegu. Do tego typowa dżdżysta jesień. Zimno, pochmurno. Deszcz. I ciągły pospiech. Bo jeszcze to. Jeszcze tamto. No cóż, taki czas. Na szczęście mija i powoli wszystko się stabilizuje i powraca do normy. W końcu łapię oddech. Wyruszam dziś na pierwszy od dwóch miesięcy spacer. Do tej pory nie było na to szans. Bo albo męczyła mnie grypa, albo zwyczajnie natłok obowiązków i zobowiązań, mnogość rzeczy, które trzeba załatwić i to koniecznie, a które zbiegły się w jednym czasie. I tak dzień po dniu. Drugi już miesiąc…

W tym zabieganiu przepadł mi niejeden piękny dzień. Bo nie zawsze tylko deszcz i deszcz. Albo urwanie głowy, bo tak wieje, że wszystko do szpiku kości potrafi przeniknąć. Zdarzały się piękne, pogodne dni. Zdarzały się piękne, słoneczne iście fotograficzne zachody słońca. Ale to, póki co, nie najlepszy czas dla mnie do wychodzenia z domu. Teraz słońce zachodzi dużo wcześniej – zbyt wcześnie, bym miał szansę wyrwać się z domu na te parę chwil fotografowania.

Słońce i mgła

Ot, chociażby wczoraj. Przepiękny mglisty dzionek. Mglisty, ale jednocześnie słoneczny. Na dole ściełające się mgły całkiem grubą zasłoną bieli skrywały wiele szczegółów. Na górze zaś niebo upstrzone chmurami czerwieni się próbującym się przebijać słońcem. Ech, jakżeż mi się żal zrobiło, że nie mam na nic czasu, bo muszę w konkretne miejsce na konkretną godzinę, a potem powrót do domu w pośpiechu, aby zdążyć przed dzieciaczkami, nim te powrócą z przedszkola. Zero marginesu błędu. Nie ma czasu, by wysiąść z tramwaju, zrobić kilka klatek i pojechać dalej. A wcześniej też wyjść nie miałem możliwości.

Jedyne moje, że się mogłem się pozachwycać widokami. Powzdychać tęsknie. Nasycić oczy na zapas, bo przecież nie wiadomo kiedy znów takie piękne połączenie słońca i mgieł skrywających świat.

Dziś dla odmiany mgły rzadsze. Nie ścielą się tylko przy ziemi. Nie ma granicy, na której się kończą. Płynnie wznoszą się w nijakie, zachmurzone jednolite szare niebo. Zbyt rzadkie, aby znacząco ograniczać widoczność. Zbyt gęste, by nie przyciemniać otaczającego świata. W każdym razie o ile oko ludzkie się adaptuje całkiem nieźle, o tyle dla matrycy w aparacie jest już zauważalnie ciemniej. Można to wykorzystać. Można spróbować zrobić zdjęcia. Jakoś ten zamglony świat ukazać.

A zima XXXVI

2017.12.02
Poznań

ponoć tu i ówdzie
i bynajmniej nie tylko
gdzie nie gdzie
lecz nie tutaj
lecz nie u mnie

tu jeno deszcz
i mgieł rozpacze

dziś dla odmiany
zdawało się że to już już
że właśnie

lecz nie
te kilka ledwo widocznych
bladych drobin mieniących się
śniegu płatkami
zaraz przeszły w deszczu krople

Autor: Adam Gabriel Grzelązka

No to spacer!

Dzieciaczki pojechały do przedszkola. Ja pozostałem z Maleństwem w domu. Jemy śniadanie. A potem szybko się ubieramy i wychodzimy na spacer. Robimy niewielkie kółeczko dookoła Olszaka. Jakaś godzinka z hakiem powolnego spaceru. Niespiesznego, bo pełnego licznych przystanków na zdjęcia. tego było mi trzeba. Za tym tęskniłem. Dawno na spacer nie chodziłem niestety. Nie było sprzyjających ku temu okoliczności. Wytęskniłem się za spacerem.

Przy okazji mam możliwość przyjrzeć się zmianom, jakim ulega moja okolica. Od paru bodajżesz dni, w każdym razie ja dostrzegłem to właśnie po raz pierwszy dni parę temu, trwają prace nad Olszakiem. Robione są nowe ścieżki spacerowe. Nie zupełnie nowe, ale z nową nawierzchnią. Jesienią robiło się tu dość paskudnie. Nie było szans przejść i nie uświnić sobie niemożebnie butów. Błota wszelakiego w bród. A teraz ścieżki pięknieją. Część z nich jest już wysypana drobnymi kamyczkami. Wszystko porządnie udeptane walcem. Równiutko póki co. Dzięki temu będzie można po nich spacerować suchą względnie stopą. W każdym razie już nie brodzić w błocku. Jeszcze nie wszystko zrobione, ale już widać efekty.

Latem zbudowano tu w okolicy, nad tym właśnie stawem siłownię pod chmurką. Całkiem rozbudowaną. Dziś spacerując napotkaliśmy ekipę demontującą stare wysłużone już ławeczki. Pojawiły się także nowe kosze na śmieci. Słowem sporo się dzieje. Dużo pracy włożono w to, aby miejsce to uczynić przystępniejszym i dogodniejszym dla spacerowiczów, biegaczy i rowerzystów. Szkoda, że nie ma szans na pojawienie się nocnego oświetlenia. Można by było wówczas spacerować o dowolnej porze dnia. To jedna z nielicznych rzeczy, jakiej mi brakuje z poprzedniego mego miejsca zamieszkania.

Błoto, błoto, błoto…

Niestety, nasz błogi spacer szybko się kończy. Wkraczamy na ścieżki jeszcze nie utwardzone. Cóż, będziemy się przedzierać przez błotko. Nic na to nie poradzę. Nie zamierzam zawracać. Nie zamierzam rezygnować tego poranka ze spaceru. Co to, to nie. Jest przecież na swój sposób pięknie. Lekki półmrok, wszystko w dali rozmywa się we mgle. Mgła wytłumia też wszelkie odgłosy. Dźwięki otoczenia docierają do nas miękko, cicho, tajemniczo.

Robimy z Maleństwem łuk wokół Stawu i powoli zbieramy się do domu. Sporo zdjęć na aparacie. Mam nadzieję, że da się coś wybrać, bo nie będzie łatwo. Trudne warunki, wiec wszystko ustawiam manualnie. Najbardziej obawiam się, czy nie rozjadę się z ostrością. Wszystko, na co patrzę dookoła, jest rozmyte, więc nie mam pojęcia, czy aby dobrze udaje mi się wyostrzyć, na tym, co chciałbym mieć ostre. Tym bardziej że stosuję stosunkowo niskie przesłony, aby dalsze tło było maksymalnie rozmyte. Cóż w domu się okaże.

Maleństwo powoli ma dość i zaczyna marudzić. Na szczęście jesteśmy już niemal na końcu naszego spacerku. Wdrapujemy się schodami do góry. Jeszcze przejście na światłach i wkraczamy na naszą ulice. Gdzieś tam na jej końcu mieszkamy.

Mgła daje bardzo fajne miękkie światło. Po drodze robię jeszcze krótka serię zdjęć okolicy, która w tym roku bardzo wypiękniała. Już niemal wszystkie domy zostały wyremontowane. Jeszcze tylko jedna kamienica czeka na ocieplenie i nowe otynkowanie. No i prace porządkowe, by doprowadzić okolicę do stanu ładności. Bo wiadomo, jak to po takich remontach, szczególnie że każdy blok miał odsłaniane fundamenty, osuszane, ocieplane i ponownie zasypywane. A jakby tego było mało, niedaleko w okolicy prowadzono nowy kolektor ściekowy, a blisko nas wysypywano ziemię z wykopów. Zatem błota ci u nas po same pachy. Szybko to to nie wyschnie, bo padało często i solidnie więc cała okolica nieźle rozmiękła i rozjechana przez ciężki sprzęt budowlany. Trzeba poczekać, aż skończą i wszystko w końcu kiedyś przecież do normy powróci.

Poznań, 2017.11.30
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , , ,

2 komentarze “Wilkiem do lasu XCI”

  1. krolowa bona
    27 grudnia 2017 at 12:10

    Piekny ,nostalgiczny esej i piekna,nastrojowa liryka 💝💝💝💝💝💝

  2. krolowa bona
    27 grudnia 2017 at 12:11

    Piekny ,nostalgiczny esej i piekna,nastrojowa liryka 💝💝💝💝💝💝

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

Scroll Up