Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

15 grudnia 2017

O niebezpieczeństwach dostępu do kultury w erze cyfrowej


 O niebezpieczeństwach dostępu do kultury w dobie cyfrowej napisano i powiedziano bardzo wiele. Liczni eksperci nie jeden raz wypowiadali się o tych sprawach, smucąc się nad dziedzictwem minionych okresów. Jak również wszelkie perspektywy nie wyglądają dobrze. Generalnie zwiększenie cyfryzacji i informatyzacji – era informacji, nie idą w parze ze wzrostem percepcji kultury, ten u tzw. przeciętnych odbiorców jest nadal niski, a u wielu wypaczony. Właśnie przez nowe cyfrowe formy dostępu. 

Kiedyś jak chciało się uzyskać wiedzę, techniczną, filologiczną, jakąkolwiek – to szło się do biblioteki. Brało do ręki książki i po ich przeczytaniu, w zależności od posiadanych umiejętności percepcyjnych i aparatu pojęciowego – takową się nabywało. To było dość trudne i wymagało pewnego poświęcenia, przede wszystkim czasu, często także i pieniędzy – wiele osób dojeżdżało do bibliotek w miastach!

Ten model zdobywania wiedzy pierwotnej miał wiele zalet, w tym jedną generalną – wiedza w książkach, była podawana w sposób solidny i zgodny lub krytyczny wobec paradygmatu nauki w danej dziedzinie spraw. Ma to kolosalne znaczenie dla procesów percepcyjnych osób, które są odbiorcami wiedzy, budując na podstawie poznanego przekazu własne przesłanki co do rozumienia spraw. W książkach wiedza była (i przeważnie jest) zawsze podana w sposób solidny i metodologicznie poprawny. Wprowadzano czytelnika metodą naukową do problemu, prezentowano jego części itd. Co bardzo ważne, skarbnicą wiedzy w każdej książce jest jej bibliografia, pozwalająca dociekliwym czytelnikom na odesłanie do źródeł na których powstała. Dzięki temu zainteresowany mógł pogłębiać wiedzę w oparciu o wartościowe źródła. W ten sposób człowiek był prowadzony po łańcuszku kompetencji, samodzielnie je zdobywając.

W erze cyfrowej dostęp do kultury jest o wiele łatwiejszy. Sieć Internet i jej zasoby pozwala na bardzo wiele, w tym na niezwykle innowacyjne sposoby docierania do wiedzy. Wielość źródeł i sposobów dostępu do treści jest zaskakująca chyba dla każdego. W zasadzie nie ma dziedziny życia, która nie byłaby reprezentowana w sieci. 

Problem polega jednak na tym, że wyłowienie z ilości informacji – tych, które są wartościowe i solidnie odnoszą się do problemu, który nas interesuje – jest bardzo trudne. Chodzi o to, że nie wiedząc co jest ważne w danej dziedzinie, mamy poważny problem z wyborem źródeł. Jest ich tak wiele, że sam proces selekcji kosztuje nas najcenniejszy zasób jaki mamy – czas. W epoce książek, było to prostsze – katalog biblioteczny wystarczał. Informacja cyfrowa ma swoje wyszukiwarki, jednak one rządzą się swoimi algorytmami, które można zmanipulować na różne sposoby. Nigdy nie mamy gwarancji, że mamy dostęp do najnowszej wiedzy, najwartościowszej, czy chociaż do standardu w danej dziedzinie. 

Ryzyko natknięcia się na chłam i wiedzę pozorną w Internecie jest olbrzymie. Jeszcze innym problemem jest to, co możemy nazwać wiedzą pobieżną. Tego niestety jest najwięcej – Internet, chociaż bazuje na tekście, bardzo szybko został zdominowany przez treści audio-wizualne, a to już zawsze są interpretacje. Chyba, że interesuje nas recytacja świętych ksiąg, to chyba jedyne przypadki treści autentycznych i zgodnych z kanonem, chociaż i z tym bywają problemy. 

Problem jest poważny i ma znaczenie dla naszej przyszłości, ponieważ z pociągania palcem po ekranie smartfona – nie da się wygenerować wartości dodanej, chociaż nawet operowanie chłamem jest wliczane do PKB. Takich czasów dożyliśmy. Byłoby dobrze, gdyby rosnącym kompetencjom w rzeczywistości cyfrowej, towarzyszyła jakość, chociaż w odniesieniu do standardów.

Oznacza to, że trzeba czegoś więcej, niż prosty indeks wyszukiwarki, który podaje nam wyniki na podstawie trafności słów kluczowych itp., algorytmów, często zaawansowanych i nastawionych na oddziaływanie marketingowe. Był próba stworzenia europejskiej wyszukiwarki, ale się nie udało. Problem jest jednak tak znaczący, że nie da się go rozwiązać przy pomocy kolejnej aplikacji. Chodzi o zmianę podejścia człowieka do korzystania z kultury w erze cyfrowej. Jest to wyzwanie chyba najważniejsze, dla wszystkich, którzy zajmują się dostępem do kultury.

Na pewno można zrobić jedną bardzo ważną rzecz, chodzi o to żeby każdy, kto szuka – miał dostęp do źródeł, które są wiarygodne. Analogicznie, jak dominująca wyszukiwarka lansuje wyniki z Wikipedii. Rodzi to oczywiście natychmiast problem z tym, jak wskazać źródła wartościowe, jak je wybierać, segregować i podać użytkownikom? Może należy publikować zbiory informacji o dostępnych źródłach w zasobie Internetu? Być może powinna to robić jakaś instytucja publiczna, mająca kompetencje i stale aktualizująca źródła? To złożony problem, który może nas pogrążyć. Chłam ma to do siebie, że jest wszędzie, jest atrakcyjny i się multiplikuje.

English version [link].

Tags: , , , , , , , , ,

9 komentarzy “O niebezpieczeństwach dostępu do kultury w erze cyfrowej”

  1. Inicjator
    24 listopada 2017 at 05:30

    Bardzo potrzebny tekst.

    Ilość informacji, morze lub nawet ocean informacji, przy obniżonej jakości.

    Pokolenie chodzące do bibliotek jest jeszcze krytyczne.

    Ale młodsi, już nie.

    Stąd łatwo o manipulacje i późniejsze rozczarowania.

  2. DrQ+
    24 listopada 2017 at 05:54

    Czytałem że Fakjubook otwiera w Niemczech drugie centrum śledzenia użytkowników, mające na celu walkę z tzw. mową nienawiści bo w Niemczech wyszło prawo które pozwala karać serwisy internetowe jak nie będą kasowały takich przekazów. Połączenie cenzury z Orwellem.

  3. Tauryba
    24 listopada 2017 at 06:15

    Bardzo refleksyjny tekst. Dokładnie z pociągania palcem po ekranie smartfona nie da się wygenerować wartości dodanej. Jednak na tym swoją potęgę opiera dzisiaj Ameryka…

  4. bi
    24 listopada 2017 at 07:24

    Świetne podsumowanie naszej rzeczywistości. Trafione w punkt. Ja dodam ze książki czytają głównie kobiety

  5. Archimedes
    24 listopada 2017 at 11:23

    Niestety pisze to pan do ludzi którzy funkcjonują na zasadzie mazania palcem po ekranie smartfona. Wielkim bledem było ze zrezygnowano z nauczania łaciny, ten kto nawet to liznął jest innym człowiekiem

  6. Jakimowicz
    24 listopada 2017 at 15:46

    Mocne sygnalne przesłanie z którym w pełni się identyfikuje.

  7. wieczorynka
    24 listopada 2017 at 17:02

    Zarówno Autor jak i komentatorzy tak na ponuro, ja natomiast mam pogodną informację. Otóż p. Jarosław Kaczyński na jakimś tam “bardzo ważnym” posiedzeniu czytał atlas kotów co uważam za słuszne. Ja na takie posiedzenie oprócz atlasu kotów zabrałabym atlas motylków, polnych roślinek i atlas ptaków, przynajmniej czas byłby wykorzystany prawidłowo. Nie piszę tego z przekąsem, zwyczajnie uważam, że zamiast wysłuchiwać dętych gaduł lepiej zapoznać się ze światem, który nas otacza.

  8. Parówa
    24 listopada 2017 at 21:38

    Wyłożył pan podstawowy problem naszej cywilizacji na tacy i tak że nie da się z nim dyskutować – powierzchowność to coś co nas niszczy i cofa w rozwoju…

  9. wieczorynka
    24 listopada 2017 at 22:26

    Bardzo dobrze, że Autor poruszył problem wartościowych informacji, niestety tak dzieje się na całym świecie. Czy komuś na tym zależało aby kolejne pokolenia odbierały świat przesuwając paluszkiem po ekranie, zamiast uruchamiać szare komórki ?

    Wyczytane w jednej z książek Ryszarda Kapuścińskiego przebywał wówczas w USA dotyczy bodajże początku lat 70 XX w.
    Na ogól oglądałem wiadomości telewizyjne przez 10 minut, któregoś dnia postanowiłem poświęcić więcej czasu i okazało się, że wiem jeszcze mniej. Tak właśnie działa nadmiar informacji gdy trzeba wyłowić to co jest istotne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Ogólna

Scroll Up