Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

25 listopada 2017

Wilkiem do lasu XC


 Słota

Rzadko ostatnio robię wypady na łono przyrody z aparatem. Takie sam na sam z naturą. Póki co nie sprzyjają temu okoliczności, ciężko bowiem o ów samotny czas. Czas tylko dla siebie. Różnorakie obowiązki mnie tego czasu dość znacząco pozbawiają.

Wczoraj jednak udało mi się wygospodarować chwilę. A właściwie to nieomal przemocą ją sobie od siebie wyrwałem. A nic na to nie wskazywało od rana. Znaczy, że tak diametralnie się coś w przyrodzie zmieni i że skuszę się na mini wypad z aparatem.

Dzień bowiem wstał słotnie. Istnie jesienna pogoda. Mżawka, gęsta, uporczywa, nieustępliwa. Szaro, buro, mokro. Jakby tego było mało, wszędzie dookoła walają się postrącane nocną wichurą liście, drobne gałęzie. Na mieście widziałem nawet połamane i powalone drzewa.

Tymczasem musiałem wyjść. Niestety wypad okazał się średnio owocny. Nie wszystko załatwić się udało, a to co załatwiłem, niekoniecznie tak jak chciałem. Pewne zatem sprawy przełożyły się na kolejny tydzień.

Nietoperz i jeż

2017.10.07
Poznań

chcesz czy też nie chcesz mi wierz
bo wiesz ja jeż powiem ci to zresztą też
      sobą bądź niczym się nie pesz

      i trawy nie bój się ty mój mały
      traw zielonych nie lękaj wcale
                a ta o tam wysoka taka
                no to wiesz
                to zwyczajny polny perz

a ty nietoperz jak ja jeż
nocnyś jest mały zwierz
      gdy zmrok zapada
      gdy noc nadchodzi krokiem spiesznym
                jaskiń opuszczasz pomroki
                i wylatujesz też z wysokich wież
                gdzie za dnia morzy cię sen błogi
      i cichym swym lotem
      nieboskłon tniesz
      latasz tu tam wzdłuż i wszerz

o tak nietoperz
bądź sobą się nie pesz
      byle czym nie lękaj też
      rób swoje jak robię ja jeż
innym nie wchodź w drogę
to ci mówię ja co nocą chadzam po ogrodzie
też mały zwierz nie nietoperz lecz zwyczajny jeż

Adam Gabriel Grzelązka

Przecierka pierwsza

Wróciliśmy wczesnym południem. Jak na złość, gdy już byłem w domu, za oknem pogoda się odmieniła. Nieco się przetarło niebo. Na tyle, że nawet błysnęło na kilka chwil słońce. Nie trwało to jednak długo. Słota znów zwyciężyła. Deszcz powrócił.

Dzieciaki wróciły z przedszkola. Czas na zwyczajową południową niedługą drzemkę. Potem obiad. Pogoda znów się kotłuje. Chwilami deszcz się nasila. Chwilami niknie, a niebo jaśnieje.

Im jednak robiło się później, tym jaśniejsze robiło się niebo. W końcu deszcz odszedł na dobre, a słonce zaczęło malować swym blaskiem chmury na różne odcienie. Nagle zrobiło się naprawdę pięknie. Uroczo.

Biegiem

Siedziałem przy komputerze. Zajadałem się naleśnikiem z powidłami śliwkowymi i coś tam przeglądałem albo robiłem. Naleśnik właśnie mi się skończył, a moje oko, a właściwie jego kąt przykuł blask za oknem. Rzut oka i wszystko jasne. Na niebie chmury. Słońce powoli podąża ku zachodowi. Może być, choć oczywiście nie musi, przepiękny zachód słońca. A gdyby tak…

No bo w sumie to czemu by nie. Dzieciaki najedzone bawią się w pokoju obok. Żona już w domu. Więc miałby je kto przypilnować. Rzut oka na zegarek. Mam nieco ponad godzinę do zachodu słońca. Nie ma co sprawy roztrząsać i za długo się zastanawiać.

W pospiechu zbieram sprzęt i wrzucam do torby. Przepinam tele na rybie oko. Dorzucam baterie i grip. Tora w plecak. Do plecaka przytraczam z boku statyw. Kurcze, psuje mi się powoli. Ma za sobą ładnych parę lat służby i czas go wymienić na nowszy solidniejszy model.

Szybko się ubieram i wychodzę. Tylko gdzie? Czasu mało, nigdzie dalej nie zdołam dojść czy dojechać. Padło na Olszak. Kilkaset metrów od domu. Miejscówka na zachodzące słońce może i nie najlepsza, ale przy odrobinie szczęścia słońce może ładnie zagrać odbiciami w tafli wody. Tylko w którym miejscu. Zbyt późno, by obchodzić staw i szukać miejscówki na drugim jego brzegu. Spróbujmy znaleźć coś w pobliskich okolicach.

Roztargnienie

Niedawno, bodajżesz na wiosnę labo wczesnym latem w pobliżu zbudowano niewielką acz ciekawą siłownię na wolnym powietrzu. Byłoby to dobre miejsce jeśli nie na zdjęcia to na pewno na skompletowanie sprzętu, na jego rozstawienie.

Docieram na miejsce. Czasu dość akurat na to, aby sprzęt złożyć, rozstawić i sparametryzować odpowiednio pod zachodzące słonce. I tu zaczęły się schody…

Jakaś taka zaćma umysłowa mnie dopadła. Najpierw zdawało mi się, że nie zabrałem ze sobą szybkozłączki. A bez niej nie połączę statywu z aparatem. Głowica na szczęście wkręcona na statyw oczekiwała w gotowości. Zdawało si się, że po ostatnim wypadzie w góry, podczas wakacji, w domu już, po powrocie szybkozłączka wylądowała w pudle ze sprzętem.

No to kicha. Pozostaje mi trzymać się samej siłowni. Zdjęcia będę musiał robić z podpórki. Nie zdołam się oddalić. Z ręki nici. Bo albo ruszone, albo bardzo wysokie ISO, a właśnie wysokich czułości matrycy chciałbym uniknąć.

Złożyłem już nawet statyw i ponownie przytroczyłem do plecaka. Odwiesiłem na jeden z przyrządów do ćwiczeń. Zacząłem grzebać w torbie za czymś, czym zdołam wypoziomować aparat na pochyłej ławeczce do ćwiczeń. Wziąłem do ręki grip… Odwróciłem… A tam niespodzianka. Szybkozłączka najzwyczajniej w świecie przytroczona do gripa. O radości ty moja. Szybko przykręcam grip do aparatu. Odpinam i rozkładam ponownie statyw. Montuję aparat. Ustawiam parametry. Robię pierwsze zdjęcia testowe.

Kurcze, nuda. Szare niebo. Brak słońca. Zamiast się rozpogadzać, zapaskudza je na powrót. Może nic z tego nie być. Robię na wszelki wypadek panoramę.

Zmieniam nieco miejsce. Znajduję dogodny kawałek terenu nad samym brzegiem stawu. Dobry stąd widok i na taflę i na przeciwległy brzeg i nieco lepszy kadr na zachodzące niebo. Byleby tylko się przetarło.

Deszczu nawrót

Już myślałem, że sobie dam spokój i wrócę do domu. Zaczęło się rozpadywać. Zacząłem nawet żałować, ze nie ma m ze sobą tele, bo ładne zdjęcia tafli stawu by można wykadrować. Byłem o krok od zwinięcia się i udania do domu. A zachód słońca już tuż tuż. Nakryłem aparat czapką i czekam. I dobrze, że czekałem, bo po paru minutach grozy mżawka znów przeminęła. Niebo zaczęło się zmieniać. Znów się nieco przetarło.

Nie był to niestety klasyczny zachód słońca. Ale coś tam udało się pofotografować. Przy okazji pobawiłem się wbudowanym w mojego Pentaxa interwałem. Zobaczę efekty po wywołaniu RAWów.

Słońce zachodzi. Deszcz odszedł na dobre. Wiatr goni wysoko na niebie chmury, widać jak pędzą. Tymczasem tu wieczorna cisza. Nie wieje.

Słychać szum lekkiego powiewu wiatru. Odezwały się ptaki swymi przednocnymi śpiewami jesiennym. Na niebie coś zaczęło latać…

Z początku, zajęty fotografowaniem, nie zwracałem uwagi na to, co mi po niebie tu i tam lata. Ale po odpaleniu interwału w sumie nie ma się za wiele do roboty. Oko więc zaczęło szukać czegoś, czym mogłoby nasycić swą ciekawość.

Co to tak lata? Nie, to raczej nie jaskółki. Tych zresztą w tej okolicy chyba nawet nie widziałem. Poza tym lot jakiś taki nie taki. O rany…

No tak. Przecież niedaleko Nowe ZOO. Nota bene dziś, po wczorajszej wichurze, nieczynne. Musza usunąć połamane i powalone drzewa. Naprawić szkody poczynione przez nocną wichurę. Moja okolica tym razem nie ucierpiała. Przynajmniej ta najbliższa. Poprzednim razem drzewo zwaliło się na samochody. W nocy przyjechała straż pożarna i usuwała zwalisko. Pocięte kłody leżały potem kilka miesięcy czekając na usunięcie.

Na terenie ZOO mieści się Fort. A w forcie mieszkają nietoperze. To właśnie jeden z nich krąży teraz na de mną. Bezszelestnie. Skręca pod niesamowitymi, niedostępnym dla ptaków kątami. Szkoda, ze tak wysoko. Że nie zniżą się, aby latać bliżej. Wkrótce pojawia się drugi nietoperz. I tak latają uganiając się za owadami. Szkoda, że nie mam zooma. Ale to i tak w sumie niewiele by dało, bo już ciemnawo się robi i zdjęcie byłoby poruszone jak nie wiem.

No i słonce zaszło. Zdjęcia są jakie są. Zobaczymy, co da się z nich osiągnąć podczas obróbki. A przynajmniej załapałem się na niesamowity balet nietoperzy. Było warto wyrwać się na te dwie godzinki z domu.

Poznań, 2017.10.07
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , , , ,

2 komentarze “Wilkiem do lasu XC”

  1. kalafior
    22 października 2017 at 04:57

    Nietoperze to fantastyczne zwierzęta, wykazujące się inteligencją zbiorową. Na radarach wojskowych grupa nietoperzy jest zauważalna jako obiekt. To niezwykle inteligentne zwierzęta.

  2. Inicjator
    22 października 2017 at 12:31

    Ciekawe i interesujące.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

Scroll Up