Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

25 listopada 2017

Nowej drogi nadszedł już czas


 Rychło świt

Wczesna pobudka. Dziś jedziemy na terapię. Musimy bardzo wcześnie wyjść z domu. A jest nas tym razem więcej, bo od niedawna doszło kolejne dziecko. Wstałem bardzo wcześnie, aby się jako tako obrobić i wyrobić. Dzieciaczki wstały przed siódmą. Jedno wybudzałem tuz przed wyjściem. Szybkie śniadanko. Co kto chciał i miał, zjadł albo nie. Nie ma czasu na więcej. Coś dojemy w drodze jak zwykle. Pakuje plecak. Szybko na dół. Idziemy na przystanek. Wkrótce nadjedzie nasz autobus. Jeśli będą korki, nie powinniśmy się spóźnić. Jeśli korków akurat nie będzie, nieco za wcześnie. Najwyżej się przespacerujemy ostatni przystanek.

Na przystanku okazuje się, że dla najmłodszego dziecka nie zabrałem mleczka. Jestem w kropce. Jeśli się wrócę – nie zdążymy nijak na zajęcia. Jeśli pojadę – może się zdarzyć, że będzie jednak głodne i będzie płakać za jedzeniem. Tak źle i tak niedobrze. Na szczęście dzieciaczek skubie bułkę, więc powinien dać radę. Poza tym mleczko nocne zostało wypite dopiero nad ranem. Jest spora szansa, że nim zgłodniej, zdążymy już wrócić. W przeciwnym wypadku będzie trzeba improwizować i jakoś problem rozwiązać. Zobaczymy, jak to będzie. Ryzykuję. Jedziemy dalej

Dwójce moich dzieciaczków w tej wyprawie do centrum dziś towarzyszą kandydaci na rodziców adopcyjnych. Jadę pokazać im, gdzie chodzimy na terapię, by potem, gdy maluchy trafią już pod ich opiekę, mogli ją kontynuować.

Raduj się

2017.09.17
Poznań

raduj się pełną gębą
z byle czego
z rzeczy drobnych
z byle powodu

raduj się nieustannie
w pogodę i niepogodę
przy zdrowiu i w chorobie
co chmury bolesne ściąga nad niebo życia

raduj się niejako od niechcenia
raduj się przy okazji
a jeśli okazji brak
raduj się ot tak po prostu

raduj się nawet na przekór
trudnościom dnia codziennego
raduj się wbrew nadziei zagubionej
raduj się na przekór cierpieniom

raduj się smakuj życie
trwa przecież tak krótko

Adam Gabriel Grzelązka

Przełom

W drodze dostajemy telefon. Konkretnie przyszły tatuś. Że jest postanowienie sądu. Że przyjdzie do niego pocztą w najbliższych dniach. Tylko po co czekać? Skoro postanowienie jest, najlepiej iść zaraz natychmiast do sekretariatu i poprosić o papier na miejscu. Tak doradzam i tak też robi. Ja tymczasem z przyszłą mamą jedziemy dalej. Na zajęcia.

Po zajęciach wracamy zaraz wprost do domu. Na miejscu dołącza do nas przyszły tato. Odbieram od niego kopię postanowienia. No to czas przygotować dzieciaczki. Tylko jak im to wszystko wytłumaczyć? Najprościej powiedzieć,  że jadą na nową wycieczkę. To zrozumieją, bo jest im to znane. Nawet się cieszą. Ciut są zdezorientowane, ale i podekscytowane nowym wydarzeniem. Ja tymczasem zbieram co się da. Najpotrzebniejsze rzeczy. Dokumentacja. Wszystko to przekazuję rodzicom. Tyle rzeczy do ogarnięcia, a całe wydarzeni spadło na mnie nieoczekiwanie i nijak nie jestem przygotowany. Ale przecież nie ma sensu zwlekać, oddalać rodzicom tego momentu zabrania szkrabów pod swoje skrzydła. Dla mnie smutek przejmujący – dla nich radość nieoczekiwana, przeogromna.

Staram się trzymać jak tylko mogę. Byleby nie rozkłapaćkać się przy dzieciakach. Jeszcze chwilę. Jeszcze trochę. Udawać, że wszystko jest ok, choć nic już nie będzie ok. Miało być tak, że miały do nas trafić dzieci, które pozostaną. Tymczasem tak nie jest. Nie będzie. Odchodzą. Serce kraje się na całego. Cholera, jak to boli. Dużo bardziej, niż się spodziewałem. Dużo bardziej, niż przy poprzednich razach. Jednak te dzieciaczki były tu z nami najdłużej.

A serce szaleje…

Ciężko mi to pisać. Musze co rusz przerywać. Łzy powracają. Minęło kilka miesięcy od rozstania, a ja wciąż nie potrafię opowiadać o tym bez wzruszenia. Ale co zrobić. Taka kolej rzeczy. Taka praca. Podstawowy warunek: umiejętność radzenia sobie z rozstaniem. Są momenty radosne. Ale i takie właśnie, pełne smutku przejmującego do szpiku kości. Żyliśmy nadzieją, ze może jednak już nasze, na długie lata. Wiedzieliśmy jednak, ze sprawa nie jest jednoznaczna, a to, co właśnie się  dzieje, może się wkrótce wydarzyć. I że jest to jednak dla dzieci najlepsze możliwe rozwiązanie.

Jedno mnie cieszy. Wspaniale trafiły. Do wspaniałych ludzi. Będzie im tam z pewnością dobrze. Zostaną otoczone miłością. Wszystko będzie dobrze.

Żegnam się w drzwiach. Nie mam siły zejść na dół. Nie wytrzymałbym tego już. Jedynie spoglądam od czasu do czasu przez okno. Mojej uwagi domaga się maleństwo, które ze mną zostało. Przynajmniej odwraca uwagę. Przynajmniej będę miał się kim zająć, nim pojawia się nowe dzieciaczki. Na łzy, na rozpacz, na smutek przyjdzie jeszcze czas.

Takie rozstania bardzo bolą. Tym bardziej, im dłużej dziecko jest w rodzinie zastępczej. Im więcej się z nim przeżyło. Im bardziej się z nim związało. Dziecku też nie będzie łatwo. Będzie tęsknić. Musi się przestawić na nowy dom. Na nowych ludzi. Na nowy tryb dnia. Na nowe wszystko. Miną miesiące, nim będziemy mogli się ponownie spotkać. O ile rodzice zechcą. Bywa różnie. Jedni całkowicie zrywaj kontakty. Inni czasem tylko się odzywają. Jeszcze inni dość regularnie. Ja od czasu do czasu dostaję jakieś info. Jakieś zdjęcia.

Minęły wakacje. Dzieciaczki poszły do przedszkola. Wkrótce ostateczna rozprawa adopcyjna. Potem kontakty się już urwą na całego. Albo i nie. Czas pokaże. Z jednej strony serce się wyrywa, serce by chciało. A z drugiej strony najważniejsze jest dobro dziecka. Nie wolno się narzucać. Musi zapomnieć. Musi się emocjonalnie przestawić na nowych opiekunów. Musi się z nimi całkowicie związać, jak z własną mamą i tatą. A spotkania ze mną tylko by ten proces zakłócały.

Tymczasem są już nowe dzieciaki. I one w pełni angażują moją uwagę. Pierwsze miesiące za nami. Zdążyliśmy się już jako tako poznać. Zaczął się czas przedszkola. Powoli ruszają dodatkowe zajęcia. Jest cała lista zmian i zadań do wykonania związanych z nimi. Gdzieś czasem powraca smutek. Wspomnienia. Jakaś uroniona łza, jak teraz, nad poprawianym właśnie tekstem.

Poznań, 2017.07.06
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , , , , , , , , , , , ,

3 komentarze “Nowej drogi nadszedł już czas”

  1. Inicjator
    17 października 2017 at 05:02

    Smutne, ale prawdziwe.

    Dopiero na tym tle widać piękno świata.

    Radujmy się!

  2. Jemioła
    17 października 2017 at 05:49

    Piękne – seria pieknych zdjęć!

  3. krzyk58
    17 października 2017 at 09:49

    Panie Autorze, życzę szczęśliwej drogi, a smutek,nostalgia za …jest nieodłącznym elementem naszego życia, bez wrażliwości na otaczające nas “bodźce” bylibyśmy ubodzy duchowo, co, niestety często-gęsto ma miejsce….https://www.youtube.com/watch?v=fX_rpjz2o5w

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

Scroll Up