Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

19 października 2017

Minister Obrony Narodowej powinien pamiętać o Ju-87 Stuka


Bundesarchiv_Bild_183-1987-1210-502,_Polen,_Stukas Ju 87 Bs over Poland, September/October 1939 By Bundesarchiv, Bild 183-1987-1210-502 / Hoffmann, Heinrich / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 de, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=5424216

Pan Minister Obrony Narodowej powinien pamiętać o Ju-87 Stuka, które udowodniły, że artyleria jest tylko jednym z elementów bitwy lądowo-powietrznej. Pan Minister Obrony Narodowej w jednym z wywiadów dla jednego z tygodników, miał sugerować, że musimy skoncentrować wysiłek zbrojeniowy na artylerii lufowej i rakietowej. Celem jest stworzenie własnego systemu antydostępowego – zapory ogniowej. Nie ma możliwości istnienia artylerii na polu walki, bez obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, zwalczania dronów oraz własnego lotnictwa. 

Sama idea wzmocnienia artylerii, zarówno lufowej jak i rakietowej jest jak najbardziej słuszna. Produkujemy oba typy uzbrojenia, w tym bardzo dobre wyrzutnie oparte konstrukcyjnie na BM-21 Grad, pod krajową nazwą WR-40 Langusta. Po modernizacji systemu kierowania ogniem oraz wdrożeniu nowych efektorów, możliwe jest osiągnięcie z kalibru 122 mm pocisku rakietowego zasięgu rzędu 70 do 100 km. To dwa i pół raza więcej, niż standardowe zasięgi maksymalne na około 20 km (decydują możliwości pocisków). To potężna broń, która udowodniła swoją przydatność chyba we wszystkich konfliktach świata. Ostrzał z „Gradów” w Donbasie, to jeden z najbardziej przerażających aspektów taktyki tamtej wojny. 

Produkujemy również artylerię lufową, w tym zakresie możliwości są rozbudowywane. Mamy w tym zakresie poważne możliwości, a artyleria lufowa wyposażona w odpowiednie kierowanie ogniem jak i pociski różnych typów, w tym programowalne – to bardzo skuteczny rodzaj uzbrojenia. Nie da się prowadzić wojny bez armat, to nie jest możliwe. 

Dobrze, że rząd planuje kupić artylerię rakietową dalekiego zasięgu – program „Homar”, którego efektory pozwolą na osiąganie rubieży 300 km. To daleki zasięg pozwalający na bardzo skuteczną walkę na duży dystans. Właśnie takiego uzbrojenia potrzeba bardzo dużo, im więcej tym lepiej. 

Mamy także moździerze, w tym automatyczne „Rak”, jak i ciekawy polski kaliber 98 mm. To broń, która powinna być masowa, a dla Wojsk Obrony Terytorialnej powinna stanowić podstawę wsparcia. Pociski moździerzowe są tanie i niesłychanie skuteczne. Jak dowodzą doświadczenia z Donbasu w obronie wykorzystanie dobrze okopanych i zamaskowanych moździerzy, może pozwolić na zdobycie przewagi taktycznej w pierwszej fazie odpierania ataku. Moździerz to również doskonała broń wsparcia, samobieżne „Raki”, to doskonała broń, której potrzebowaliśmy już od dawna. Warto pomyśleć o standaryzacji pocisków pozwalających na zwiększenie zasięgu tej broni.

Jednak artyleria, żeby mogła skutecznie działać MUSI MIEĆ ODPOWIEDNIE ROZPOZNANIE I KIEROWANIE OGNIEM. W dzisiejszych warunkach oznacza to odpowiednie radary pola walki jak i drony. W tym zakresie jeżeli chodzi o kierowanie ogniem mamy pewne możliwości, jednak jeżeli chodzi o rozpoznanie jest bardzo źle. Potrzebujemy więcej inwestycji w tym zakresie.

Artyleria w koncepcji bitwy lądowo-powietrznej, jest bardzo istotnym elementem systemu obrony, który jednak nie obroni się sam. Potencjalny przeciwnik posiada możliwości skutecznego rażenia taktyczną bronią jądrową na dystansie 500-800 km. Na tą chwilę nie jesteśmy w stanie przechwycić rakiet, którymi przeciwnik może nas atakować z głębi swojego terytorium, morza lub z nad morza. W zasadzie to w ogóle nie mamy obrony przeciwrakietowej, a obronę przeciwlotniczą to mamy taką na słowo honoru. Wszystko, co to możemy zwalczać drony. Bez osłony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, nie mamy co marzyć o 

Artyleria na polu walki jest zwalczana przez lotnictwo, o skuteczności takich działań przekonali się wszyscy, którzy walczyli z Niemcami w II Wojnie Światowej, a przynajmniej w jej początkowej fazie. Wspomniany samolot Ju-87 Stuka, bardzo skutecznie zwalczał cele punktowe. Dzięki automatowi do procesu nurkowania, był niezwykle skuteczny. Wojska niemieckie dzięki rozpoznaniu i trygonometrii, bardzo skutecznie wyznaczały obszar skąd jest prowadzony ogień artyleryjski, następnie w to miejsce leciały Stukasy. 

Dzisiaj będzie podobnie, przy czym lotnictwo ma rakiety i bomby kierowane, a dodatkowo są jeszcze pociski manewrujące, m.in. z wyjątkowo skuteczną amunicją kasetową. Dlatego inwestowanie w artylerię wszelkiego typu, musi być powiązane z inwestowaniem w środki zwalczania efektorów. Wiadomo, że nie da się pokryć całego zasobu ochroną przeciwlotniczą i przeciwrakietową, jednakże sam fakt świadomości, że przeciwnik posiada środki przeciwdziałania, powoduje że do póki nie będą wyeliminowane, nie można sobie pozwolić na wszystko z powietrza. 

Dlatego inwestujmy artylerię ile się da, tylko pamiętajmy że ona wymaga “otoczki”, pozwalającej jej na skuteczne działanie, jako realny środek powstrzymywania na polu walki. Sama w istocie jest bezbronna, a na pewno ślepa. Strzelanie na zasadzie oglądania wyników przez lornetki to już historia, chyba że to lornetka z cyfrowym przekazem sygnału w rękach przeszkolonego komandosa-kierującego ogniem w pośredniej/bezpośredniej styczności z przeciwnikiem. 

Tags: , , , , , , ,

10 komentarzy “Minister Obrony Narodowej powinien pamiętać o Ju-87 Stuka”

  1. yossarian
    10 października 2017 at 05:33

    Nie ma zgody na psucie armii przez tych oszołomów

  2. 55
    10 października 2017 at 05:52

    Minister Obrony Narodowej wszystko, co powinien zrobić to podać się do dymisji

  3. Inicjator
    10 października 2017 at 06:23

    Dajmy politykom czas na edukację wojskową, powoli przyswajają sobie kolejne obszary wiedzy – stąd takie rewelacyjne odkrycia, jak ten o ważności artylerii, której po prostu nie mamy

    No bo program haubicoarmat opiewa na 120 dział samobieżnych, z których już jest 8 w dywizjonie …

    Nic o wersji holowanej.

    Pozostajemy zatem przy zmagazynowanych hb 122 mm wz. 1938?

    Może ktoś z otoczenia Ministra odsłoni mu doktrynę armii rosyjskiej, obowiązującą od Piotra I.

    Głosi ona, że ich artyleria musi być 3 razy silniejsza od sumy artylerii sąsiadów …

    I to się nie zmieniło.

    • bob
      10 października 2017 at 08:05

      Holowana artyleria jest dobra ale wobec przeciwnika nie dysponującego radarami artyleryjskimi. A my takich sąsiadów nie mamy. Tak więc lepiej aby artyleria była samobieżna aby po wystrzeleniu uciekać szybko i daleko. Zasada, że artyleria powinna być 3 razy liczniejsza to dziś przesada. Dziś w przeciwieństwie do czasów Piotra I czy nawet II WŚ zaledwie bateria artylerii używając pocisków kasetowych jest w stanie zniszczyć naprawdę spore ugrupowanie wrogich wojsk. Tak naprawdę z tego powodu atak za pomocą zmasowanych sił to samobójstwo. Podejrzewam, że to wkrótce spowoduje zmianę w sposobie prowadzenia wojen. I zamiast pojedynków czołgów i bwp będzie precyzyjna wymiana ciosów na sporej odległości. A tu znacznie ważniejsze niż ilość będzie rozpoznanie i system kierowania ogniem. Przydałoby się coś do rozpoznania zwłaszcza na większych odległościach. System kierowania ogniem już teraz mamy niezły-Topaz. Używany jest nie tylko przez nowe produkty jak Kraby, Raki i Langusty ale także stare Goździki czy Dany. Jeżeli chodzi o zmagazynowany sprzęt to zamiast holowanej w razie potrzeby lepiej przywrócić do życia właśnie Goździki(ponad sto w magazynach). Okazało się bowiem, że w wojnie w Donbasie to własnie Goździki są najważniejszą bronią i to używaną zarówno przez Ukraińców jak i Rosjan.

  4. bob
    10 października 2017 at 07:41

    Przede wszystkim potrzebujemy rakiet zdolnych niszczyć cele głęboko w Rosji. Czyli samoloty z JASSM ER i okręty z Tomahawkami. Wtedy żadnemu Putinowi nawet do głowy nie przyjdzie wysyłać ruskie wojsko do Polski.

    • krzyk58
      10 października 2017 at 12:15

      Człowieku, uspokój się – nie psuj powietrza…. zagrożenie przychodzi
      ‘niekiedy” z najmniej oczekiwanej strony…”wtedy gdy się najmniej
      spodziewasz,nagła wiadomość pchnie cię nożem…”

  5. awkzim
    10 października 2017 at 08:04

    Ad bob
    Cieszy mnie Twoja wypowiedź – pytanie “Po co Putin miałby wysyłać ruskie wojsko do Polski”. Polacy mają to do siebie, że w chwilach spokoju sami się wykończą. To jedno a drugie – jeśli mamy obronę przeciwlotniczą na słowo honoru, to jest to chyba słowo honoru polityka czyli żadne. Bo obrony przeciwlotniczej to nie mamy żadnej. I jeszcze odnośnie toporków itp, decydentem jest nie ten kto je ma a ten kto ma do nich kody. I na koniec, w Syrii przeciwlotnicze zestaw mieszany ( lufowo – artyleryjski ) zestrzeliwał rakiety artylerii rakietowej.

  6. Zbigniew
    10 października 2017 at 08:51

    To ja z tego starego podręcznika jeszcze bo już o daleki rozpoznaniu napisałem ale nie napisałem że od czasu I wojny elementem tego rozpoznania jest lotnictwo a od czasu II wojny to lotnictwo jest elementem obrony przeciwlotniczej i w ograniczonym zakresie przeciwrakietowej. Żelastwo to żelastwo ale bez strategi i taktyki użycia to kupa złomu jak mówił jeden pułkownik na wykładach. Jaranie się żelastwem to jak jaranie się osobników o wątpliwych zdolnościach analitycznych np. nowym modelem smartphone. Nie mają o nich pojęcia a wyznacznikiem jakości jest logo, kolor, kształt obudowy i czy jest ładny i stylowy. Szkoda tylko że nie mają pojęcia że to potężne narzędzie którego bez inżynierskiej i naukowej wiedzy (i złamania kilku wątpliwych acz obowiązujących praw) nie są w stanie kontrolować. Co najwyżej mogą mieć ułudę kontroli. Podobnie z pisaniem o żelastwie. Bez rzetelnej wiedzy taktycznej (i pewnego doświadczenia) a także jak na XXI wiek przystało wiedzy inżynierskiej i naukowej wszystkie te bajeczne środki o wielkich zasięgach których nie ma, bo zasięg jest pochodną wielu parametrów w danym miejscu i czasie, bez tego można tylko liczyć na efekt skali który w przypadku kraju o takich a nie innych możliwościach jak Polska jest nie do osiągnięcia co jednocześnie nie przekłada się na przegranie każdej potencjalnej bitwy o ile nie zmieni się myślenia o wojowaniu.
    Bądźmy realistami. W XXI wieku nie będzie wielkich natarć, wielkich frontów, a przy takiej geografii i położeniu geopolitycznym wyzwania obrony Polski są nieco inne. W XXI wieku może i są braki w żelastwie ale jakie to i tak jest niejawne (a być może nie ma z tego samego powodu) ale delikatność Polski dotyczy infrastruktury i czego nie rozumieją np. entuzjaści wprowadzenia euro, dotyczy finansów. Jeden atak na naszą walutę i inne walory finansowe (a są ludzie których stać na to) i bez odpalenia jednej rakiety czy wystrzelenia pocisku można ściągnąć nas do parteru. I bynajmniej nie chodzi o jakiś atak hakerski (bo ludzie żyją z mitycznym i filmowym wyobrażeniem tego środowiska, karmieni jeszcze większymi medialnymi głupotami polityków) ale o zwykłe operacje na rynku finansowym. Dużo bardzie dewastujący byłby atak na infrastrukturę choćby byłby to już atak fizyczny. Może przypomnieć co taki sobie orkan uczynił niedawno? Okazuje się że infrastruktura ma mnóstwo pojedyńczych punktów awarii (analitycy wiedzą co to jest) ale co się dziwić skoro o systemach rozproszonych i redundantnych nie uczy się (to i nie stosuje) a najbardziej złożoną strukturą jest gwiazda albo trójkąt.
    Można mieć tego żelastwa mnóstwo ale ono się przyda dopiero jak będzie tragicznie. Taktyk i strategia o których ten stary pułkownik uczył mówi jednak że wojna zaczyna się dużo wcześniej niż działania militarne i zwykle jej preludium jest atak na finanse i gospodarkę. Czasem ten pierwszy atak jest tak silny że działania militarne nie są nawet potrzebne.
    W XXI wieku wystarczy wirus (taki zwykły a nie komputerowy) i epidemia (zdefiniowana skalą a nie prawem) i leżymy. Wystarczy nawet zbieg okoliczności i kilka awarii jednocześnie we wspomnianych punktach i leżymy. Nie dzieją się takie rzeczy bo całe mnóstwo ludzi pracuje by się tak nie stało a i potencjalni ideologiczni wrogowie (bo wrogość zawsze wynika z ideologii) nie mają żadnego interesu w tym. W globalnym systemie upadek sąsiada (państwa) zwykle przekłada się na nasze problemy tak jak upadek sąsiada w zwykłym życiu niestety nie przechodzi bez echa. Na skalę państwową skutki są po prostu większe.
    Wyobraźcie sobie skutki upadku Niemiec albo rozpad Rosji albo wojnę domową w US, rozbicie dzielnicowe w Chinach. Im gracz większy tym bardziej upadnie reszta świata. Tylko upadek graczy nic nie znaczących niewiele zmienia.
    Wojna z działaniami militarnymi to również ruina finansów i państwa i obywateli. Świat zmienił się na tyle że nie ma już miejsca na wielkie wojny bo nawet bez broni atomowej oznaczały by one upadek, a i na małe wojny mogą sobie pozwolić jedynie totalnie głupi (jak np. ISIS) albo dość wielcy i niezależni.
    I tu skończę i podsumuję. Artykuł jest kategoriach myśli bohatera wymienionego w artykule i wojnę traktuje raczej po holywoodzku i historią sprzed prawie wieku, a żelastwo zaś, konsumpcyjnie. To o strategii i taktyce co pamiętam to też nie najnowsze doświadczenie ale realne i naukowe (co dość groteskowe – lączyć wojnę z Nauką). Można kupić sobie tysiąc designerskich telefonów, mieć stylowy garnitur i drogie markowe buty ale niestety nie uczyni to z idioty mędrca.

  7. Inicjator
    10 października 2017 at 14:45

    Dlaczego nie strzelacie, spytał kiedyś Napoleon.

    Nie mamy armat – padła odpowiedź.

    I taka jest aktualnie sytuacja w Naszym Nadwiślańskim Macondo, jeśli chodzi o obronność.

    Co do samobieżności artylerii – zgoda, szybciej ucieknie spod ognia po namierzeniu przez radary artyleryjskie.

    Ale jest kilkakrotnie tańsza i nawet USArmy ją posiada, bo zawsze chodzi o gęstość ognia.

    Kasetowa i samonaprowadzająca amunicja też jest droga.

    Na wojnie będzie chaos i to co najlepsze wystrzelają w trzy dni.

    Co potem?

    Dlatego wszystkie rodzaje artylerii i amunicji do niej będą potrzebne.

    No i rozpoznanie.

    Głębokie i Ciągłe.

    A tego nie ma.

    Macondo.

  8. Michał z Izraela.
    11 października 2017 at 22:15

    Następna wojna będzie elektro-magnetyczna. Mój reumatyzm starczy podpowiada mi że to będzie u nas, na Bliskim Wschodzie. Potrwa taka wojna dwa, trzy dni. Potem, jeśli bardzo zechcecie dalej walczyć, to najlepiej mieć dzielnych kawalerzystów, takich jak w 1939r. Można też przygotować łuczników, bo wszystko co ma elektronikę, nie będzie pracować… Ale bardzo wątpię czy ktoś zechce was okupować i karmić.
    Ja wiem z własnego doświadczenia, że w Rosji w 1946r, przymierałem głodem, a gdy wróciłem do Polski, w Przemyślu, po przekroczeniu granicy, po raz pierwszy od 1941r. najadłem się chleba do syta. I nawet dzisiaj UE was podkarmia dotacjami. I po co Rosji was okupować jeszcze raz i na dodatek karmić? Niech was Europa karmi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

Scroll Up