Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

19 października 2017

Stygmatyzujmy ludzi za stosunek do zeszłorocznego śniegu!


 Upolitycznienie kwestii dotyczących wojska w państwie jest skandalem i musi się skończyć. To nie jest normalne, że Prezydent z Ministrem Obrony Narodowej nie mogą się porozumieć w kwestiach, wynikających wprost z zasad ustanowionych Konstytucją i ustawami. To nie jest normalne, że w spór polityczny politycy włączają wojskowych! Dosłownie strzelając teczkami lub dopuszczeniem do klauzul tajnych, dla poszczególnych oficerów! Opowiadanie bredni, o tym że osoba przeszkolona 30 lat temu lub dawniej w ZSRR na szkoleniu wojskowym, nie może pełnić stanowiska dowódczego w Wojsku Polskim to skrajny (tutaj mocne słowo), po prostu tak ekstremalnie szkodliwy, że należy sugerować zbadanie, czy osoby lansujące takie poglądy do sfery publicznej nie działają na zlecenie tajnych służb krajów trzecich. 

Wojnę polsko-bolszewicką wygraliśmy także dlatego, ponieważ duża cześć kadry oficerskiej doskonale znała metody pracy sztabowej, operacyjnej i liniowej wojsk radzieckich. Nie bez znaczenia było również to, że duża cześć Żołnierzy doskonale znała sposoby działania wojsk radzieckich w polu, a zawdzięczała to temu, bo służyła w armii carskiej. Bez profesjonalizmu, wiedzy, znajomości języka rosyjskiego i poświęcenia tych ludzi, nie byłoby „Cudu nad Wisłą”. W ogóle nic by nie było. Nawet Car po wojnach napoleońskich pozostawił w Księstwie Warszawskim generalicję Napoleona! W armii niemieckiej po wrześniu 1939 roku bardzo ceniono oficerów z pochodzeniem niemieckim, którzy wcześniej mieli doświadczenie z kampanii wrześniowej – „z drugiej strony”, tj. służyli w Wojsku Polskim. Były przypadki, że wyciągano takich ludzi z niewoli w ZSRR!

Jest faktem oczywistym, że dominująca część naszej kadry oficerskiej w czasach Układu Warszawskiego była kształcona w różnych formach w ZSRR, innych krajach państw sygnatariuszy, państwach zaprzyjaźnionych jak i w kraju wedle programów i pod nadzorem specjalistów radzieckich. Jest również oczywistością, że w przypadku tego typu relacji, służby specjalne mogą próbować dokonywać werbunków lub przy pomocy kompromitujących materiałów skłaniać ludzi do współpracy, czy też choćby są w stanie zrobić dokładny portret psychologiczny osoby, podstawiając mu jako „kolegów” specjalistów z różnych dziedzin. To wszystko jest znane, jest takie ryzyko i w zasadzie nigdy nie ma 100% pewności, że osoba „po kursie”, nie została w jakiś sposób zobowiązana.

Od weryfikacji tych kwestii są jednak służby specjalne – kontrwywiad, który w kraju w czasie służby może badać daną osobę wielozakresowo i obserwować przez lata. Formułowanie zarzutów pod adresem kogokolwiek, gdzie sam fakt zagranicznego szkolenia w przeszłości, ma wykluczać go z funkcji z powodu braku zaufania – to bezczelność i wielka niesprawiedliwość. Co innego, jeżeli taka byłaby polityka, tzn. np. osoby z takimi kwalifikacjami, co poziomu z-cy dowódcy, na stanowiskach doradczych. Jednak to wymagałoby pewnej kompensacji, ponieważ mówimy już o usankcjonowaniu odpowiedzialności zbiorowej. Można być zastępcą z pensją dowódcy (i dodatkami). Jednak do tego trzeba rozumienia systemu zarządzania kadrami w wojsku, pewnej ciągłości, tradycji i szanowania ludzi – to jest najważniejsze. Jak dzisiaj z tym bywa w Wojsku Polskim, to lepiej się nie wypowiadać.

Nie można dłużej udawać, że nic się nie dzieje i to są problemy, które nie dotyczą wszystkich, tylko wąskiej grupy ludzi w mundurach. Przecież w rzeczywistości, to jest wartościowanie kadr na dobre i złe, a w zasadzie – na stygmatyzowanie ludzi, tylko dlatego ponieważ w określonym czasie, często nie mogąc odmówić – musieli zdobywać kwalifikację. W totalnym stopniu sami wycinamy sobie specjalistów, których kompetencje są unikalne! Argument podnoszony, że człowiek po kursach na Wschodzie nie powinien dowodzić wojskami NATO, jest nietrafiony. Ponieważ właśnie tacy ludzie mają wybitne i unikalne kompetencje, pozwalające działać im tak, jak mogą działać potencjalni przeciwnicy. Trzeba tylko umieć z ich kompetencji skorzystać, a nie głupio stygmatyzować ludzi w ramach politycznych rozgrywek pomiędzy „obozem” Prezydenta a „obozem” Ministra! 

Mamy tak mało wojska, że to co mamy trzeba przynajmniej w stopniu elementarnym wykorzystywać. Jeżeli będziemy szczuli na ludzi, bo 30 lat temu, mieli na parapecie zamiast dwóch kwiatków, tylko jeden – to w ogóle dajmy sobie spokój. Lepiej już jest stygmatyzować ludzi za stosunek do zeszłorocznego śniegu… 

Tags: , , , , , , ,

8 komentarzy “Stygmatyzujmy ludzi za stosunek do zeszłorocznego śniegu!”

  1. ronin
    5 października 2017 at 04:47

    Dobra zmiana w armii…

  2. Inicjatorop
    5 października 2017 at 05:32

    Słuszny tekst.

    Dochodzi dramat “fali” majorów, podpułkowników i pułkowników, którzy przed laty w ramach “cywilnej kontroli nad armią” stawali się oficerami po około miesięcznych kursach …

    Oni potem ślizgali się po kancelariach z komputerami, gdzie naumieli się robić prezentacje w Power Point.

    Nawet bywali na misjach, które polegały na pilnowaniu odcinka drogi pomiędzy A i B …

    Żaden z nich nie dowodził batalionem i nie widział większego wojska w polu – niż pluton …

    I teraz, jak wyczyścimy szeregi WP z ostatnich oficerów z praktyką dowodzenia w polu plus kursy w ZSRR, no to mamy samych “harcerzy”.

    Dlatego wszelkie plany rozwoju i modernizacji wojska nie mają sensu, przy tych kadrach, które teraz mamy.

    Do tego to są potakiwacze wobec każdej władzy.

    Strach z nimi wysyłać wojsko na wojnę.

    Mogą po prostu na nią nie dotrzeć, mimo GPS.

    W 1939 roku też były jednostki dowodzone przez sanacyjnych oficerów, które nigdy nie miały okazji strzelać do Niemców, tylko ciągły odwrót pod nalotami.

    Po paru dniach taki”dowódca” gubił swój oddział i wojsko “samo sobie wędrowało na Wschód” przez lasy, aż natrafiali na Rosjan lub gen. Kleberga, który jako ostatni potrafił tę uciekającą masę ogarnąć …

    Przeanalizujmy krytycznie kampanię wrześniową, źródła są chyba we Francji, bo tam działamy komisje weryfikujące oficerów rządu Sikorskiego …

    Stąd Wyspa Węży w Anglii …

    Kadry są najważniejsze.

  3. Karuzela marzeń
    5 października 2017 at 05:45

    Jeszcze go badali wariografem! kur…a szczyt szczytów! Co dalej? Sonda analna i badanie końcówki jelita? Może są ukryte mikrofony z transmisja na wschód? Antoni jest psychicznie chorym człowiekiem

  4. awkzim
    5 października 2017 at 07:59

    Ad Inicjatorop
    Tacy ludzie już nie żyją. To były lata 50′ i 60′. W tej chwili są tylko tacy co mają minimum różnego rodzaju WSO.

  5. 5 października 2017 at 08:37

    To są kolejne podziały ludzi nie według kompetencji a według wydumanych kryteriów które służą jednemu.Wojsko Polskie staje się słabsze i nie samodzielne!

  6. Królik ze Stolycy
    5 października 2017 at 08:58

    Dobry, mocny i potrzebny tekst… Właśnie tak są obecnie gnojeni oficerowie z wieloletnim stażem.

  7. Inicjator
    5 października 2017 at 15:43

    @Awkzim – nie jest Pan zorientowany, w tym co się działo w Wojsku Polskim KADROWO, w ciągu ostatnich 20-tu paru lat.

    Co jakiś czas ogłaszano: nabór.

    Wiedzieli o nim ci, co mieli wiedzieć.

    Szli na kurs, 3, 6 m-cy, ostatnio – rok.

    WSO sobie szkoliły obok, ale preferowani do awansów byli ci po “kursach”, kuzyni, synowie, bratankowie, siostrzenice …

    Były takie lata, że całe roczniki np. danego wydziału WAT – były zwalniane do cywila, bez konieczności “odsłużenia” 12 lat.

    Były to cyrkowe sprawy.

    Nikt tego nie rozgłasza, do ci ludzie “po kursach” są teraz w środku kariery, a niedługo będą generałami.

    Obecny minister ma nawet prawo (sam go sobie udzielił), że może awansować nawet o dwa stopnie w górę.

    Oczywiście – w uzasadnionych potrzebami Sił Zbrojnych i zasługami danej osoby – przypadkach.

    Co prawda, żeby zapobiec “samookaleczaniu się” wojska, np. podczas ćwiczeń, wprowadzono KURSY na MAJORA, PODPUŁKOWNIKA i PUŁKOWNIKA.

    Ale to dotyczy standardowych sytuacji.

    Ci “wybitni z odpowiednimi plecakami”, to nawet na awans generalski nie są szkoleni w PSOS, co kiedyś było normą.

    W ten sposób miały być niby wyrównanie szans na dopływ kadr spoza poprzedniego układu (z PRL-u).

    Jednak to tak nie działa.

    Nadal te stare układy działają.

    I to jak.

    Macondo!

    • Miecław
      5 października 2017 at 22:57

      Jeżeli to prawda, to mamy się czego bać. Ale najdziwniejsze jest to, że NATO akceptuje taki system kształcenia po “kursach niedzielnych”.
      A może wracamy do tradycji II RP, gdzie oficerem mógł zostać tylko ktoś z odpowiednim pochodzeniem (“jaśnie państwo) i referencjami, zaś osoby pochodzenia robotniczego i chłopskiego mogły dojść najwyżej do stopnia podoficera. Czyżby teraz osoby z “odpowiednim pochodzeniem” były preferowane i załatwiają sobie szybką ścieżkę awansu??? Ciekawe czy już wymagają zaświadczenia od proboszcza o spełnianiu wymagań kościelnych???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

Scroll Up