Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

19 października 2017

Koreański problem Donalda Trumpa


 Koreański problem pana Donalda Trumpa dojrzewa. Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna ma lidera, który nie ma kompleksów wobec pana Trumpa i potęgi Ameryki. Jest to oczywiście strategia działań, obliczona na zachowanie podmiotowości Korei w rozgrywce regionalnej. Jednakże jest to strategia niesłychanie ryzykowna. Z jednej strony stawką w grze jest być albo nie być koreańskich władz państwowych i rządzącej elity, z drugiej strony chodzi o Seul i prawdopodobnie Tokio. W pierwszym przypadku, jeżeli Korea zostanie sprowokowana – zaatakowana, nawet przy poważnym przeciwdziałaniu, mogą zniszczyć to miasto, a na pewno zabić dużo ludzi. Użycie broni jądrowej, nawet przewiezionej po prostu koleją lub ciężarówką, nie jest żadnym wyzwaniem. Dlatego nawet jak im strącą rakiety, to w jakiś sposób dostarczą broń masowego rażenia i jej użyją. Skutki dla świata będą wstrząsające. Japonia również nie jest bezpieczna, jednak być może obroni się dzięki zaawansowanej obronie przeciwrakietowej. Jednakże i tak ryzyko uderzenia jądrowego jest olbrzymie – tam nie ma żartów.

Nie da się zrozumieć powodów, dla których pan Trump zdecydował się na stosowanie zaostrzonej retoryki w dyskursie dotyczącym Korei. Ponieważ hamuje się jeżeli chodzi o Chiny lub Rosję, to widać, że jego „spontaniczność” w mediach społecznościowych i innych wypowiedziach – jest sterowana. Rewolwer retoryczny pana Trumpa jest wykorzystywany do prowadzenia polityki w sposób skrajnie nieracjonalny, chociaż być może uznano, że w przypadku przywódcy Korei Północnej, właśnie taka strategia jest najbardziej optymalna?

Trzeba pamiętać, że w Azji obowiązuje zasada zachowania twarzy, jest ona bezwzględna – zwłaszcza w życiu publicznym. Działa to również w drugą stronę, jeżeli Azjaci przedstawią przed swoimi społeczeństwami Amerykę, jako kraj który – poprzez pana Trumpa stracił twarz. To będzie prawie jak koniec Pax Americana. Być może właśnie z tego powodu Amerykanie pozwolili na liczne kwestie retoryczne, których w standardowej dyplomacji się po prostu nie stosuje?

Jeżeli tak, to znaczy, że Amerykanie chcą sprowokować Koreę do działań, które pozwoliłyby im na standardowe „zaprowadzenie demokracji” i „poszerzanie obszaru wolności na świecie”. Z punktu widzenia potęgi jaką jest Ameryka, co prawda byłoby to skomplikowane i kosztowne, jednak mogą pokonać, zniszczyć i podbić Koreę. Na pewno ponieśliby ofiary, jednak usunięcie tego lidera i zjednoczenie obu państw koreańskich jest możliwe. Tylko jest jeden problem – Ameryka nie ma w tym interesu, ponieważ stan obecny jest dla niej stanem zadowalającym.

Jednak zawsze najlepszą obroną jest atak. Doskonale wiedza o tym i w Korei i w Ameryce i w Chinach. Dlatego takie tasowanie się liderów na kolejne deklaracje będzie trwało, do póki coś się nie wydarzy. Tym wydarzeniem może być wizyta pana Donalda Trumpa w Chinach, gdzie jedzie rozmawiać o handlu i o Korei. Pekin jest jedyną siłą, która może przytłumić działania Korei, bez ryzyka wojny.

Pekin już wiele razy dawał do zrozumienia, że zależy mu na zachowaniu status quo, a zarazem, że będzie traktował działania przeciwko Korei, jako naruszenie swojej własnej strefy wpływów. Chińczycy doskonale wpisali się w transakcyjne podejście do polityki, deklarowane przez pana Trumpa. Doskonale rozumieją w Pekinie, że jeżeli Ameryka będzie chciała na poważnie wziąć się za sankcje przeciwko Korei, to będzie je adresować do Chin. Żeby w ten sposób upiec dwie pieczenie. Po pierwsze problem deficytu handlowego, a po drugie wywrzeć ciśnienie geopolityczne na Koreę, używając Chin jako dźwigni. To naturalna strategia dla Amerykanów w tym rozdaniu, tylko że Chińczycy doskonale zdają sobie sprawę, że stawką tutaj jest Pax Americana w Azji. Jeżeli Korea zdecyduje się na wojnę, będziemy mieli do czynienia ze zmianą porządku powojennego w tym rejonie świata. Pod pewnymi względami, Pekinowi wojna jest na rękę, ponieważ wystarczy tylko, że spadnie jedna bomba na Japonię, a ten kraj natychmiast przeprowadzi totalną militaryzację. Z tej prostej przyczyny, ponieważ Ameryka udowodni, że nie była w stanie zapewnić bezpieczeństwa. Szczegóły się nie liczą w dobie masowej komunikacji. Liczą się tylko i wyłącznie konsekwencje. Zobaczymy, czy Chiny pójdą na współprace, czy też będą chciały, żeby pan Trump grał w ich grę?

Co ciekawe i chyba najbardziej dziwne, to że giełdy nie reagują z wyprzedzeniem. Jeżeli bowiem byłaby na poważnie obstawiana wojna, to ceny elektroniki użytkowej powinny poszybować w górę? Co więcej Dolar nie jest z gumy i się nie rozciągnie, zwłaszcza jakby Chiny z Japonią zaczęły sprzedawać amerykański dług.

Wiele wskazuje na to, że w tej grze dłuższymi piłkami gra Pekin, Korea się w ogóle nie liczy, stawką jest amerykańska obecność w Azji. W konsekwencji – stawką jest amerykańskie Imperium.

Tags: , , , , , , , ,

7 komentarzy “Koreański problem Donalda Trumpa”

  1. Inicjator
    27 września 2017 at 05:24

    Świetna analiza!

  2. 44w
    27 września 2017 at 05:25

    Trump zwiększa częstotliwość swoich deklaracji, a jego ludzie starają się tłumaczyć publicznie, że jeszcze nie wypowiedzieli wojny Korei. Chińczycy się przyglądają, a na ich terytorium dalej działają koreańscy hakerzy – co obciąża Chiny.

  3. Wierny czytelnik
    27 września 2017 at 05:41

    kwestia jest nastepująca: czy Chiny będą chciały zakończyć pax americana – za pomocą proxy war z Koreą jako zderzakiem, czy jeszcze będą wolały doić Amerykę?

  4. veno_bibidos
    27 września 2017 at 06:31

    Mam nadzieję, że Korea nie da się sprowokować. Co do cen elektroniki, to one już wzrosły… pamięci są drogie jak nigdy …

  5. Lewiatan
    27 września 2017 at 07:12

    Chiny to potęga….

  6. krzyk58
    27 września 2017 at 21:37
    • Michał z Izraela.
      29 września 2017 at 23:21

      Jak to nie znalazłeś Żydów w Korei? Albo chociaż by nas, Izrael?

      Ale jak na poważnie, to skończyła się nasza ekskluzywność. Już nie jesteśmy Narodem Wybranym. Ta Palma Pierwszeństwa przeszła do USA. I trzeba przyznać że wasz rodak, ś.p. Zbigniew Brzeziński przyczynił się nie mało do tego. I tak samo jak u 95% Żydów Polskich aż piszczało biedą, to każdy Polak wiedział że Żydowski Kapitał rządzi światem. I nawet dzisiaj są jeszcze Polacy, co wierzą w tą bzdurę. Tak samo w tej bogatej USA, żyje 40.000.000 obywateli, na kartach żywnościowych.

      Nie zgadzam się z autorem. On po prostu nie zna ani Bliskiego, ani Dalekiego Wschodu. Wschód nigdy nic nie kolonizował, a zdobyte tereny po prostu przyłączał do Macierzy. Tak powstały olbrzymie Państwa Wschodnie z wielką gospodarką i kulturą.

      USA rządzi światem – dolarem. USA jest jedynym krajem co produkuje dolary ile chce, nie licząc się z rynkiem tego towaru.

      I wystarczy żeby Rosja przestała swój towar, gaz i ropę sprzedawać za dolary, i cały amerykański ustrój i porządek światowy ruchnie jak domek z kart.

      Na szczęście Putin i Si-Dzin-Piń są bardzo ostrożni politycy. Oni wiedzą że Tramp będzie bronił dolara siłą, bez względu na wynik. A siłę to on ma. I dlatego trzeba zneutralizować tą siłę i dopiero potem zmienić porządek światowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Polityka

Scroll Up