Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

23 stycznia 2018

Nauka chodzenia II


 Jak tu wsiąść?

Jest przystanek, czekamy. Podjeżdża autobus. Pora wsiadać. Ale jak to zrobić? Pierwsze próby są bardzo nieporadne. Wiadomo – w wózku dzieciaczka się wwozi i wywozi. Co najwyżej uważać należy, aby za nic nie łapało i nie podkładało rączek pod ruszające się drzwi.

Dzieciaki szybko łapią fakt, ze naciskamy przycisk otwierania drzwi. I chcą tego dokonywać samodzielnie. Trzeba uważać, aby otwierające się drzwi ich nie uderzyły. Samo wsiadanie też bywa czasem niełatwe. Jeśli autobus podjedzie blisko krawężnika, zagrożenia nie ma. Jeśli jednak ciut za daleko, powstaje problem z przerwą między podłogą pojazdu a chodnikiem. Trzeba uważać, aby nóżka w tę szparę nie spadła. Zarówno przy wsiadaniu, jak i przy wysiadaniu.

Kolejna rzecz to sama jazda. Najprościej jest dzieciaczka posadzić. Tyle, ze to niewiele dzieciaczka uczy. owszem jest wygodniej. Czasem nawet bardzo wskazane, gdy jesteśmy już po długim spacerze i maluchy są zmęczone. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, abyśmy od jak najwcześniejszych lat uczyli dzieciaczki jazdy na stojąco. Wymogiem – w zasadzie jedynym – jest wzrost dziecka. Musi być już na tyle duże, aby było w stanie trzymać się barierek rozmieszczonych w tramwaju czy autobusie. Jeśli jest w stanie się złapać, to i da radę się już utrzymać. Jeśli jest na tyle duże, że stojąc za nim możemy je podtrzymywać nie schylając się zanadto, nic nie stoi na przeszkodzie, aby taką samodzielna naukę zacząć.

Najlepsze są uchwyty pionowe, bo wtedy dzieciaczek może trzymać rączki wygodnie na takiej wysokości, na jakiej jest mu najwygodniej. Mniej wygodne są takie, do których rączki wyciągać trzeba w górę. Tak czy siak, ważne aby maluszek trzymał się obiema rękami i stał pewnie na całych stopach. Najlepiej stanąć tuż za nim, tak aby mógł oprzeć się w razie czego oprzeć o nasze nogi i nie przewrócił się. Dzieciaki takiej jazdy uczą się bardzo szybko. Już po 3-4 próbach załapują o co w tym wszystkim chodzi. Dobrze jest też zawsze wsiadać w tym samym miejscu i pozwalać dzieciom jeździć trzymając się tych samych uchwytów. To im ułatwia sprawę i wyrabia szybko nawyk, aby wsiadając kierować się we właściwe miejsce i tam się mocno pewnie trzymać podczas jazdy.

Dobrze jest podczas jazdy rozmawiać z dzieciakami i informować je o hamowaniu na przystanku albo czerwonych światłach. Pomaga im to przygotować się na szarpniecie pojazdu i uchronić się przed ewentualnym uderzeniem ciała o pojazd. To samo dotyczy zakrętów. Podając dzieciakom tę informacje z wyprzedzeniem oraz kierunek zakrętu, szybko nauczą się odpowiednio ustawiać i lekko wychylać w kontrze, aby trzymanie się było pewniejsze i łatwiej było zachować równowagę podczas tego manewru.

Po parunastu jazdach dzieciaczki uczą się jazdy autobusem czy tramwajem i można zaufać ich umiejętnością. Oczywiście trzeba uważać cały czas, bo wciąż może coś ich rozproszyć. A to ktoś do nich zamacha i zechcą odmachnąć w najmniej odpowiednim momencie. A to zechcą nacisnąć jakiś przycisk. A to będą się nawzajem przepychać. Albo cokolwiek innego nieprzewidzianego.

Z czasem maluchy czuja się coraz pewniej i zaczynają się różne wygłupy. A o trzymanie jedną rączką, a to stanie na palcach, bo za oknem coś ciekawego właśnie widać. Trzeba wtedy uważać, ale i dać im tę odrobinę swobody. Dać im szansę w miarę bezpiecznego zmierzenia się z tą własną nierozwagą. Naszym zadaniem jest uchronić je przed niebezpiecznym upadkiem, ale nie przed wszelkimi konsekwencjami. Nic się nie stanie jeśli pojazd szarpnie właśnie wtedy i dzieciak się zatoczy. Jeśli tylko nie damy mu upaść, podtrzymamy w ostatnim momencie, szybko nauczy się, ze jednak warto trzymać się z powrotem obiema rączkami i stać pewnie na nogach.

A jak wysiąść?

Najwolniej i najtrudniej idzie nauka wysiadania. Pierwsza sprawa to odpowiednie ustawienie dzieciaków do wysiadki. Czasu jest niewiele, autobus nie będzie czekał w nieskończoność. Ludzie chcą wsiadać i wysiadać. Dzieciaczki zatem muszą być gotowe jeszcze przed przystankiem. Najtrudniej tego dokonać tam, gdzie drzwi pojazdu otwierają się do środka. Trzeba uważać, aby dzieciak nie wsadził rączki tam, gdzie jej wetknąć nie wolno.

Przy wysiadaniu trzeba patrzeć pod nogi, aby ta nie wpadła w szparę miedzy chodnikiem a podłogą. Najtrudniej jest, gdy dzieciaczków jest kilka, a do tego mamy jeszcze wózek. Nie dość, ze dzieciaki muszą wysiać wcześniej, same, to jeszcze oddalić się nieco i nie stać w miejscu, gdzie my będziemy wydobywać wózek. A przecież idziemy wtedy tyłem. Na szczęście nierzadko można liczyć na pomoc pasażerów – czy to tych oczekujących, czy tez tych z nami wysiadających. Czasem pomagają sami, czasem wystarczy poprosić o pomoc.

Dzieciaczki lubią jak do nich machać ręką i je zaczepiać. Jazda autobusem bywa nudna. O ile dzieciaczki siedzą na siedzeniach, nie ma z tym problemów. jeśli jednak samodzielnie jadą na stojąco, takie zaczepianie jest dla niech bardzo niebezpieczne. Wystarczy zakręt, hamowanie, a już mogą stracić równowagę, bo trzymały się jedną rąsią albo wcale. Podobnie jest podczas wysiadania. Zdarza się, ze dzieciak już wysiadł, ja wyciągam właśnie wózek, a w tym momencie ktoś z wnętrza autobusu macha ręką dziecku na pożegnanie. A co na to dzieciak? Pól biedy, jak ogranicza się do samego niewinnego odmachnięcia. Gorzej, jeśli postanawia zawrócić i próbuje wsiąść do autobusu. To stwarza bardzo niebezpieczną sytuację, kiedy dzieciak może zostać przytrzaśnięty przez zamykające się drzwi, albo nawet odjechać, bo te zamknęły się tuż za nim a autobus natychmiast ruszył. Niestety ludzie nie zdają sobie sprawę z tego typu zagrożeń. Zaś dzieciaki umieszczane w rodzinach zastępczych przejawiają tego typu zachowania bardzo często. I trudno je wtedy zatrzymać, bo nie reagują na nasz głos, który dla nich jest obcy, nie związany z nimi emocjonalnie. trzeba wiele czasu, aby te nowe relacje emocjonalne między opiekunem a dzieciakami się wypracowały, zaistniały, zaiskrzyły.

Jazda windą

Ciekawe są tez reakcje dzieciaków na jazdę windą. Szczególnie, jeśli czynią to pierwszy raz, a są już całkiem spore. Niektóre windy ruszają i hamują bardzo delikatnie. Są jednak takie, które mocno szarpią i szczególnie w dół zdają się spadać. Uczucie bardzo nieprzyjemne dla nas, a co dopiero dla takich małych szkrabów. Zazwyczaj jednak dzieciaki bardzo szybko oswajają się i chętnie nimi jeżdżą.

Jeszcze większa frajda czeka na dzieciaków na ruchomych schodach. O ile jednak dla nas wydaje się, że one się strasznie wleką, o tyle dla maleństw szczególnie ruszają zbyt szybko. Z jednym dzieciakiem nie ma problemu. Z kilkoma już jest. Zejść z takich schodów jest bardzo łatwo nawet dzieciakowi. Wejść jednak trudniej. Samo szarpnięcie czasem sprawia, ze choć delikatne, to jednak dzieciaki mogą przy nim stracić równowagę. A przynajmniej czują się mocno zdezorientowane. Kłopot jest tez z wysokimi poręczami. Są za wysoko, wiec dzieciaki nie sięgają. A chcąc się trzymać próbują się łapać za nieruchome boki schodów, i mogą się przewrócić, bo ścianka pozostaje w miejscu, a my jedziemy do góry lub na dół. Potrzebują naszej pomocy. I przy kilku dzieciaczkach, małych jeszcze, bywa to problematyczne. Czasami więc czekamy przed schodami, aż ktoś zechce nam dopomóc. Zawsze znajdzie się jakaś pomocna dłoń.

Poznań, 2017.08.26
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , ,

2 komentarze “Nauka chodzenia II”

  1. hatawujatoma
    17 września 2017 at 08:24

    Ma pan niesłychanie czułą wrażliwość. Potrzeba takich ludzi. Bez pana nie mielibyśmy jak tego doświadczyć….

  2. Inicjator
    17 września 2017 at 10:57

    Bardzo interesujące spostrzeżenia dotyczące prozy życia.
    Ale one wychodzą spod serca Poety, co widać, słychać i czuć.

    Wniosek: w naszych zdehumanizowanych i zalatanych czasach potrzebne jest takie poetyckie spojrzenie na rzeczywistość.

    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Społeczeństwo

Scroll Up