Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

20 września 2017

Idzie nowe


 Dom, nowy dom – oczekiwanie

Szybkimi krokami zbliża się ten moment, kiedy przyjmiemy nowe dzieciaczki. Kilka miesięcy temu zapadła w sądzie decyzja, że nasi podopieczni idą do nowych rodzin. Wszczęto proces adopcyjny. Właśnie lada moment dojdzie do pierwszego spotkania przyszłych rodziców z ich nowymi dziećmi. Bardzo ważny moment, moment, który zaważy na życiu każdej ze stron. Moment, po którym można się jeszcze wycofać. Jeśli coś nie zaiskrzy, jeśli miedzy dziećmi a dorosłymi nie zaskoczy wszystko jak powinno, można się jeszcze wycofać. Toż to decyzja na całe życie. Nie ma co pochopnie decydować. Ale nawet jeśli nie ci, to na dzieci zdecydują się inni rodzice. Im szybciej, tym lepiej dla dzieciaczków.

Ich miejsce zajmą inne, które potrzebują pomocy. Które potrzebują nowego domu. Nie ukrywam, że i dla nas to trudne chwile. Człowiek się przyzwyczaił, zżył się, a tu przyjdzie mu się pożegnać. Ale taka kolej rzeczy. Rozstania, trudne rozstania wpisane są w tę profesję. Dzieci trzeba przygotować na odejście, a samemu przygotować się na restart, na przyjęcie nowych dzieciaczków.

Mam nadzieję, że w końcu trafią do nas takie dzieciaczki, które pozostaną z nami już do końca. Tzn. do pełnoletności. Bywają bowiem przypadki, kiedy dzieci nie mogą pozostać z najrozmaitszych przyczyn ze swoimi rodzicami, a jednocześnie nie mogą zostać skierowane do adopcji. Przyczyn jest całe multum. Wówczas dla takich przypadków przewidziana jest opieka sprawowana przez pieczę zastępczą długoterminowa, czyli m.in. przez rodziny zastępcze. Najważniejsze, aby dzieciakom zaoszczędzić pobytu w domu dziecka. To zawsze jest stresujące i niekorzystne dla każdego dzieciątka, choćby to był najlepszy pod słońcem dom dziecka. Czasem jednak nie ma wyjścia i trzeba się na tę ewentualność zgadzać, bo coś z dzieckiem trzeba zrobić.

Moja samotność

2012-01-01
Poznań

posiada wiele twarzy
współtworzy me życie
od zawsze
od czasu kiedy
w sercu mym
zrodziła się owa pierwsza tęsknota
za obecnością drugą drogą bliską

nie opuszcza nie odstępuje
no może czasem
na moment ulotny
niezauważalnie niemal

jej najboleśniejsze oblicze
nosi twe ciągle nieobecne rysy
jesteś a jakby cię zawsze nie ma
bliska a dalsza niż oboje chcieliśmy

Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Pomoc potrzebna od zaraz

Niedawno, bodaj dni kilka temu dostaliśmy informację, że pod kuratelę MOPR-u trafiło rodzeństwo siedmiorga dzieci. Nie lada kłopot. Gdzie je umieścić, jak je rozlokować, jak znaleźć im domy. Nie ma praktycznie szans, aby były razem. Będą musiały się rozdzielić. Zamieszkać w różnych domach, tam, gdzie akurat miejsce dla nich się znajdzie. Z tego grona zostaną również wytypowane dzieciaczki do nas. Będą musiały oczywiście jeszcze poczekać. Aż nasze odejdą. A to może stać się równie dobrze bardzo szybko jak i w bliżej nieokreślonej dalszej przyszłości. Nic pewnego nadal. Doświadczenie pokazuje, że zazwyczaj idzie to szybko i sprawnie. Nie zawsze jednak. Zdarzało się nie raz i nie dwa, że przejście dzieciaczków spod kurateli pieczy zastępczej pod dach domu adopcyjnego ciągnęło się niemiłosiernie długo. To bardzo niekorzystne szczególnie dla dzieci. A i męczące dla opiekunów. Oby tym razem tak nie było.

Nagle, zupełnie nieoczekiwanie, sprawy nabrały zupełnie innego biegu. Telefon. Wczoraj. Potrzebna błyskawiczna decyzja. Sprawa wygląda tak i tak. Czy? Chwila. Musze skonsultować, rozważyć, zastanowić się. Dobrze, przyjmujemy.

Coś się stało. Coś wydarzyło. nie wiem do końca jeszcze co. Właściwie to nie wiem nic. W każdym razie zaszły jakieś zdarzenia, na skutek czego już teraz trzeba dzieciaczki przenieść. Jedno z nich, najmłodsze, przyjedzie do mnie dziś w południe. A wcześniej – pierwsze widzenie adopcyjnych. Intensywny dzień.

No i po remoncie…

Od samego świtu sprzątanie i ostatnie przygotowania. Miał być remont. Nie będzie. Nie będzie jak i kiedy go zrobić. Trzeba błyskawicznie wszystko zwijać. Na szczęście kilka rzeczy udało się zrobić. Niewiele, ale w sumie najważniejsze. Reszta musi poczekać na lepsze, spokojniejsze czasy.

Właściwie już wszystko uporządkowane. Pozostaje czekanie. Lada moment spodziewam się przyjazdu dzieciaczków. Pojechały z teściową na weekend na działkę. Ciekaw jestem, jak przebiegnie cała wizyta. Czy wszystko się potoczy, jak należy, jak byśmy chcieli, pozytywnie. Czy zaiskrzy. Jeśli nie, lepiej, aby przyszli rodzice nie decydowali się na te konkretnie dzieci. Najgorsza bowiem rzecz, jaka dzieciom mogłaby się przytrafić, to trafienie nie do tego domu, nie do tych rodziców. One potrzebują szczególnej miłości. Szczególnej opieki. Szczególnego błogosławieństwa. Dość już przeszły. Nie wolno pochopnie się decydować, jeśli są wątpliwości – lepiej się wycofać. Póki jest na to czas. Wkrótce wszystko się wyjaśni.

Poobiedni telefon. Decydujemy się. Właściwie dawno już zdecydowaliśmy, chcieliśmy tylko to sobie jeszcze na spokojnie w domu przemyśleć i przedyskutować. A zatem. Dokonało się. Zaczynamy kolejny etap. Wkraczamy na nową drogę. Na ostatni odcinek, za którym już tylko nowy dom i nowe życie. Ważne teraz, aby wszystko potoczyło się możliwie jak najszybciej. Sprawnie i bez niepotrzebnych opóźnień.

Poznań, 2017.06.27
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , , ,

5 komentarzy “Idzie nowe”

  1. ronin
    28 sierpnia 2017 at 06:00

    Pana wrażliwość może być wzorcem dla innych.

  2. krolowa bona
    28 sierpnia 2017 at 09:06

    Ciekawa byla by perspektywa widziana oczami poopiecznych,tych mlodszych i tych starszych oraz powod,dla ktorego nie moga byc z rodzicami/rodzicem naturalnym lub z.naturalnymi dziadkami…czy nie za czesto sytuacja ekonomiczna decyduje o takich rozstaniach ?Gdyby ze strony panstwa isniala by rzeczywiscie godziwa pomoc np.tzw.calodzienny/calotygodniowy zlobek,przedszkole potem calodzienna szkola.z posilkami i piecza nauczycielska w.tzw.odrabianiu lekcji oraz w promowaniu rzeczy ciekawych i uzytecznych emocjonalnie np.praca w teatrze szkolnym,w uprawie warzyw i owocow w ogrodku szkolnym,odwiedzanie chorych czy seniorow z godzina recytacji lub czytania wierszy
    czy prozy,”adopcja”zwierzecia schronisku dla zwierzat,ktore to zwierze odwiedza sie,go czesze czy szczotkuje,dokarmia,wyprowadza na spacer,rozmawia sie z nim i udziela pieszczot i akceptacji,takze dzieciece i mlodziezowe kluby sportowe czy muzyczne,baletowe czy plastyczne mogly by taka “opieka”przejac czesc roli wychowaeczej rodzicow czy opiekunow naturalnych,gdyz braki emocjonalne i wychowawcze ida przede wszystkim zbrakami ekonomicznymi i emocjonalej wstrzemiezliwosci.rodzicow,ktora ma swoje przyczyny i przyjazna polityka panstwa mogla by niejako wyreczyc rodzicow i socjalizowac dzieci w duzej czesci w w/w zlobkach,przedszkolach,szkolach,kursach i klubach….odbieranie dzieci biednym rodzicom uwazam za wielka tragedie,ktorej nawet najlesza i najserdeczniejsza opieka rodzin zastepczych i potem adopcyjnych nie zastapi nigdy powiazan naturalnych ,tu lezy deficyt i tragedia tych “krajowych emigrantow”…to nie zmienia faktu o potrzebie istnienia rodzin zastepczych i
    adopcyjnych,gdyz miedzy niebem a ziemia zdarzaja sie takie wynaturzenia i wypadki losowe,ze trudno wyjsc spoza waznosci takich instytucji…

  3. 28 sierpnia 2017 at 09:56

    Obecnie nie ma już powodów ekonomicznych – przynajmniej odkąd do władzy doszedł PIS – poprzednio owszem, zdarzało się. A nawet gorzej – bywały tzw. “adopcje na zlecenie”, zabierano jednym dzieci i oddawano innym – zdrowe, normalne dzieci. Opisywałem to i owo z takich przypadków w cyklu “Dzieci z odzysku”.

    Szkoła, przedszkole ani żłobek – całodzienne – nie powinny zastępować opieki rodzicielskiej – nie są w stanie tego zrobić, nigdy nie będą w stanie., co nie znaczy że opieka – szczególnie szkolna – mogłaby być na wyższym poziomie. Dziecko przede wszystkim potrzebuje rodziców. Potrzebuje kontaktu z nimi emocjonalnego. Nie majac tego zapewnionego wyrastają na emocjonalne kaleki. Szczzególnie to widac w rodzinach zastepczych, gdzie perzestawianie emocjonalne dizeci na nowe rodziny trwa miesiacami, a nawet latami i bywa zaklucane przez obowiazkowe, lecz neistety nie zawsze dobre dla dzieci – spotkania z rodiznami biologicznymi. Nie chodzi przy tym aby zerac te wiezi, ale aby je wywazyc. Dosc slabym ogniwem czesto jest wsparcie psychologiczno-pedagogiczne dla rodzin zastepczych. Najczesciej ogranicza sie ono do szkolen, a te bywajan a bardzo roznym poziomie. Zalezy od osrodka robiacego takie szkolenia. Tam, gdzie dieci trafiaja do adopcji, te wiezi z biologicznymi rodiznami zostaja zerwane i mimo wszystko oe dzieci emocjonalnie sa duzo bardziej stabilne.

    Teoretycznie dziecko z rodziny zastpeczej w kazdej chwili moze powrocic do rodziny biologicznej. O ile ta zmieni sowoe nawyki, przejdzie szkolenia, programy uzaleznieniowe i co tam jeszcze potrzeba. Tyle ze oni najczesciej nie chca niczego zmieniac. Na zadne szkolenia, przyuczemnia, terapie chadzac. Bardzo czesto tez nawalaja podczas spotkan z dziecmi. przychodza niereularnie, w ogole sie z dziecmi nie zajmua poza budowaniem mitow i skladaniem obietnic bez pokryca.

    Dzieci zabierane są obecnie tylko z rodzin z przemocą fizyczną i psychiczna, z rodizn z problemem alkoholowym czy narkotywkowym oraz z rodzin społecznie niezaradnych. Teoretycznie, przynajmniej częsci tych rodzin, nadal można by pomóc – istnieją nawet różnego rodzaju programy pomocowe – niestety problem lezy po stronie owych rodzin – oni takiej pomocy nie chca i jak ognia unikają kontaktów z pomocą socjalną.

    Po drugiej stronie “barykady” jest masa rodzin adopcyjnych, które oczekuja na upragnione dzieci. Jest ich naprawdę wiele. Wąskim gardłem są natomiast opieszałe sądy. Sądy na dodatek ferujace czesto wyroki niesprawiedliwe dla samych dzieci. Przeciągajace sprawy latami. Dla dwu czy trzylatka oznacza to, ze połowe i wiecej zycia czeka na adopcję w rodzinie zastepczej. Tylko dlatego, ze sąd nie bierze siedo roboty tylko opieprza. I nic nie mozna z tym zrobic, bo nie ma mechanizmów, które by wymogły na sędziach sprawiedliwa szybką pracę majaca na względzie dobro dzieci. Trzeba zmienic prawo. Ustawę o sądach. To niestety póki co nie zostało zrealizowane do konca poprawnie. Choć po prawdzie zauważam niewielki promyk nadziei. Czy bedzie to trwała poprawa – czas pokaze w perspektywie najblizszych kilku lat.

    Jest tez niewielka kategoria dzieci, które nie mogą pozostac w rodzinach biologicznych, ale i nie moga isc do adopcji. To stosunkowo niewielka grupa – ale istnieje. Te dzieci kierowane są do tzw. rodzin zawodowych albo rodzinnych domow dziecka.

    • krolowa bona
      28 sierpnia 2017 at 11:24

      @Adam Grzelazka….zapewniam Pana,ze ten rodzaj spraw rodzinych jest najtrudniejszy dla kazdego sadu i kazdego sedziego,nawet tego zlego,wiem takze,ze zdaraja sie sedziowie czy “biegli”sadowi po prostu kanalie,sami z zakloceniami osobowosci,taki typus ludzi niestety mozna spotkac w kazdej diedzinie i branzy,ja natomiast z pewnoscia reprezentuje troche inny poglad w tej dziedzinie,czy Pan slyszal cos o tzw. “WaldorfPedagogik” = “Pedagogika Waldorfa”i “WaldorfSchule” = Szkole Waldorf” oraz WaldorfKinderGarten” = “Przedszkole Waldorf” i tworcy tej koncepcji wychowawczo-pedagogicznej Rudolfie Steiner’ze ? Wie Pan na tzw.”zachodzie”jak ktos slyszy “pomoc sojalna”i do tego chidzi o dzieci to dostaje zawalu serca…tu jest “rynek” na dzieci szargane przez wszystkie instytucje i wszystkie instancje i tak zamiast dzieciarnia sie uczy i socjalizuje w szkolach i przedszkolach jest ciagana przez “pomoc socjalna”/pomoc.urzedu dzieci i mlodziezy…to nie takie rozowe perspektywy jak je Pan rysuje…tragedia jest min.w Norwegii,gdzie dzieci urzad zabiera i pisluguje sie “profilami ridzicow”,nawet z przed 30lat i tak jak ktis byl sam kiedys w “domu.dziecka” czy w rodzinie zastepczej to ten urzad uwaza,ze taka osiba i rodzic nie moga wykonywacc wladzy rodzicielskiej….zabieraja dzieci obecnie tam szerokieg rzeszy emigrantow z UE,bo “cudzoziemcy”,a wiec nie.potrafia dzieci.wychowywac…pewnej Czeszce zabrali 2-ke dzieci tak perfidnie,nawet prezydent Czech tam interweniowal i TV czeska,zreszta podobno sad norweski zabral jej na zawsze jej dzieci,bo niby jest “aferzystka” i robi medialne skandale,ktore rozwojowi dzieci nie sluza…ta.Czeszka z pomoca republiki Czeskiej zaskarzyla Norwegie przed Trybunalem Praw Czlowieka i Obywatela w Strassburgu…mi staja wlos deba,co to za faszystowskie metody..przeto wiem,ze takie procedury to straszliwe szok dla dzieci i to do konca zycia..czy “rodzinny dom dziecka” to “SOS WIOSKA DZIECIECA” ?,o tym mam dobra opinie i rodzenstwa nie sa rozdzielane,sa to przewaznie sroty ale tez i inne..co to jest “rodzina zawodowa”….? Czy jest Pan “rodzina zawodowa”…?
      Chce wspomniec,ze tylko w Afryce w wyniku AIDS zyje ok. 6 tys. maloletnich sierot ,czesciowo u rodzin czsciowo zdanych na siebie samych…ponad 20 tysiecy sierot w Afryce i w Azji jest konsekwencja wojen…i problem maloletnich dzieci nawet ok.6-letnich ,ktore sa wysylane min.z Bliskiego Wschodu same w drodze “po lepsze” lub nawet “zlote runo”…to taki straszliwy problem…”Homes de Infants” uwaza, ze nawet najskromnieszy dom rodzicow.naturalnych jest.lepszy niz adopcja do sfery milionerow …,ktorych nigdy niebeda w stanie zaakceptowac….a niby “zla wilczyca ” wykarmila i wychowala Romusa i Romulusa na dzielnych ludzi,ktirzy ponoc Rzym zalozyli…zycze sukcesow i
      wytrwalosci w codziennych trudach tak waznej misji,ktora bez Panskiej pracy tworczej nie mogla by wogole.zaistniec…odsylam do pedagogiki “Walldorf” i do dziel o niej….na calym swiecie sa prywatne “WalldorfSchulen” / “Szkoly Walldorf” czy w Polsce
      takze ?

  4. 28 sierpnia 2017 at 13:45

    W Poznaniu niestety z fffffff rodzinnych jest bardzo zle – sledze ich poczynania od kilkunastu lat i az czlowieka szlag trafia – wszystkich (z bardzo niewielkimi wyjatkami) – wywalilbym na pysk i pociagnal do opowiedzialnosci karnej za decyzje i opiszalosc.

    Pomoc socjalan tez niestety zalezy od ludzi – w samym Poznaiu nie jest zle- ale znam wiele przekretow i niedopatrzen juz w samym wojewodztwie – zreszta i w samym miescie sa instytucje ktore nie pelnia swej sluzby socjalne tak jak nalezy – niestety

    jestem zawodowa rodizna zastepcza – to znaczy ze to moja praca,z e jestem dla dzieci 24h – od rodzinnego domu dziecka rozni sie tym, ze w rodzinie zastpeczej jest do 9 dzieci,a w rodzinnym domu dziecka powyzej 9, zazwyczaj kilkanascie – troche inaczej wyglada umowa o prace i nieco inaczej stawiane sa wymogi dla rodzinnego domu dziecka (glownie lokalowe).

    W przeciwienstwie do zwyklej rodziny zastepczej moj czas ma byc skierowany wylacznie na dzieciaki. mam tez obowiazek doszkalania sie – niestety instytucja szkoleniowa jest jaka jest pozostaje zatem samoksztalcenie barzdziej

    Rodziny niezawodowe to zazwyczaj tzw rodziny zastepcze spokrewnione – babcia , ciocia, wójek, starsze rodzenstwo…

    Nie słyszałem o adopcji dzieci afrykanskich w Polsce .Nigdy takich rodzin u nas nie spotkalem. Znam natomiast dziesiatki jak nie setki rodizn, ktore tu w poznaniu adoptowaly dzieci z rodzin zastepczych. Nierzadko braly takze potem kolejne narodznone dzieci – jesli pozwalaly im na to warunki.

    Klopot w tym,z e im starsze dziecko, tym mniesze ma szanse na adpcje. Rodzin zastepczych jest zbyt malo, wiec trafiaja do nas te najmlodsze. Dzieci 7-8 letnie ie starsze wciaz przekazywane sa do domow dziecka. Ja sam mam teraz trojke rodzenstwa, wiecej nei mam mozliwosci przyjac. Pozostala czworka rozrzucona jest po calym wojewoddztwie, bo ciezko bylo znalezc z dnia na dzien 7 miejsc dla 7 dzieci. Moje musialy czekac 2 tygodnie w innej rodzinie, nim trafily docelowo wlasnie pod moj dach – okazalo sie bowiem, ze trzeba przyspieszyc moment odebrania dzieci. Normalnie mialy czekac w domu u rodzicow, az moje pprzednie dzieciaczki odejda do adopcji. Najstarsze rodzenstwo wyladowalo w domach diecka. Tez niestety sa zapchane i nie znalazl sie srodek dysponujacy chocby dwoma miejscami wilnymi. Stamtad dzieci odchodza najrzadziej.

    O waldorfie nie sluszalem . Chyba tego w polsce nie ma.Na czym to polega tak ogolnie?

    W polsce pomoc socjalna nie jest najgorsza. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. Po pierwsze to moj pracodawca. Wspiera mnie i jednoczesnie nadzoruje. Pomaga zalatwiac czesc formalnosci, szczegolnie w momencie gdy dzieciaki docieraja wlasnie do mnie i jest masa biurokracji do zalatwienia. Dzieciaki zazwyczaj przychodza tak jak staly. Dobrze jak maja chociaz jakiekolwiek buciki na sobie. Potrzeba zatem zorganizowac podstawowa wyprawke, ubrania, czasem wyposazenie. Czesc pochodzi z darow, jakie zostaja zebrane dla mnie. Czesc jest finansowana. Podobnie jest z remnontami. Czy np z przystosowaniem pierwotnym mieszkania na potrzeby rodziny zastepczej – mialem tak gdy kupowalem w tym celu obecne moje mieszkanie. Socjalka pomaga znalezc zajecia specjalne dla dzieci, terapie – jesli potrzeba – organizuje wolontariuszy.

    Po stronie rodziny biologicznej nadzoruje powrot tej rodziny do normalnosci. Pomaga i m znalexc odpowiednie szkolenia, terapie. Kontroluje remont mieszkania. Pomaga w sprawach prawnych i urzedowych. Niekoniecznie daje pieniadze do reki – ale np. niektorym rodzinom ktorymi socjalka sie opiekuje wydawane sa bony odziezowe albo ubraniowe, albo wrecz wykupywane sa obiady miesieczne w pobliskich barach. Dzieki temu w skrajnych przypadkach jest pewnosc ze pieniadze zostana stosownie spozytkowane na potrzeby rodziny i dzieciakow. I bynajmniej nie chodzi tu nawet o alkohol, ale o zwyczajna ludzka niezaradnosc, niegospodarnosc, ktorej tzeba tych ludzi – i czesto by mozna- nauczyc. Czasami zostaje na koszt socjalki zlecony remont, czy zakup wyposazenia. Ale mowa t o rodziach, ktoe chca korzystac z pomocy i wspolpracuja – tym dzieci sie nie zabiera, nie ma takiej potrzeby.

    Rzecz w tym ze oni nie chca wspolpracowac. Nie chodza na zajecia, na szkolenia. Porzucaja odwyki, terapie. Na spotkania z dziecmi chodza nieregularnie, od przypadku do przypadku. Nie pomaga zazwyczaj nawet nadzor kuratorski.

    Póki co w Polsce (zazyczaj, bo sa niechlubne wyjatki) opieka spoleczna jest po stronie rodzin. Najpierw sie pomaga, doradza, wspiera. jesli trzeba wystepuje nawet o nadzor kuratorski, byleby dac szanse. jesli nie pomaga nawet to, coz trzeba dieci odebrac.

    Przez kilkanascie lat na palcach jednej reki zliczylbym przypadki, w ktorych zastanawialem sie, czemu te dzieci rodzinom odebrano. W pozostalych przypadkach nie bylo co do tego watpliwosci,z e to sluszna decyzja. W najlepszych przypadkach dzieci szl do adopcji po kilku miesiacach. Niestety obecnie norma jest ze trwa to rok, dwa, a anawet trzy, co jest z ogromna szkoda dla dziecka. Sprawy sa odwlekane, przekladane z byle powodu. Rozumiem, ze w przypadku pierwszego dziecka trzeba to naprawde dokladnie i powoli szczegolowo rozpatrzec. Ale przy 2, 3,4, 5 i nastepncyh dzieciach z tego sameg (zazwyczaj konkubinatu) nie ma ie co zastanawiac – tam naprawde nic sie juz nei zmieni. Ci ludzie nie chca niczego zmieniac. I prawo w takich przypadkach pozwala zalatwic sprawe bardzo blyskawicznie. Po 2-3 miesiacach takie kolejne dziecko powinno byc juz w nowej rodzinie adopcyjnej. COczekiwane. Kochane. Otoczoene opieka. ASle sad sie nei spieszy. Odwleka pierwszarozprawe rok, a potem okazuje sie ze nie doczytal akt cos przeoczyl i kolejny rok dzieciak jest w zawieszeniu. Takich omylek sadowych sa setki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

Scroll Up