Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

20 października 2017

Oto Zoo III


Fot.: © Adam Gabriel Grzelązka

Czas na ZOO

Dawno w Zoo nie byłem. I wiele się od poprzedniego czasu zmieniło. Przede wszystkim zrobiły się wakacje. Jest bardzo ciepło, słonecznie. Wszędzie jest pełno zwierząt. W niektórych zagrodach są inne zwierzęta, niźli były tam jeszcze wczesnym latem czy późną wiosną. Druga, ogromna zmiana, to odejście jednych dzieci i przyjście nowych. Poprzednie rodzeństwo odeszło do nowego domu. Zostało zaadoptowane. Ich miejsce zajęła trójeczka dzieciaczków – także rodzeństwo. Trójka z siedmiorga. Właściwie z ośmiorga, bo kolejne jest już w drodze i jego czas narodzin nadejdzie za kilka miesięcy ledwie.

Dziś kolejne odwiedziny w ZOO. W tym zaś zestawie idziemy po raz pierwszy. To także nasze pierwsze spotkanie z rodziną biologiczną. Dzieci z mamą i tatą. Bo ja z dorosłymi się już swego czasu spotkałem roboczo, aby omówić zasady obowiązujące podczas takich spotkań.

Rano pobudka. Dzieciaczki mają tendencję do sypiania do późniejszych godzin. Kiedyś martwiłem się, że jestem budzony przed szóstą rano. Teraz mam inny problem: muszę je zrywać z łóżka, jeśli chcę gdzieś z nimi jechać, coś załatwić, albo zwyczajnie wyjść po zakupy. Zatem dziś pobudka już po ósmej, aby móc o dziewiątej wyjść z domu.

Nie jadę na to pierwsze spotkanie sam. Mam podwózkę. Trudno powiedzieć, jak samo spotkanie przebiegnie i jak ono się zakończy. Może być problem z powrotem, szczególnie, jeśli dzieciaczki będą dużo płakać i rozpaczać i przestaną jednocześnie w ogóle mnie słuchać i na mnie reagować.

Zdążyłem dzieciaczki ubrać, zapakować w plecak wszystko, co będzie mi na spacerze ewentualnie potrzebne. Zszedłem na dół. Po chwili jest samochód. Jedziemy na spotkanie z teściową. Pomoże mi podczas spaceru, a potem nas odwiezie. To bardzo ułatwi dzisiejsze spotkanie, które będzie pełne smutnych emocji.

Spotkanie

Dojechaliśmy na parking ZOO nieco po 9. Właśnie wysiadaliśmy, gdy nadjechał ojciec z matką. Stanęli koło nas. Otworzyły się drzwi od strony kierowcy. Ojciec przywitał się z nami. A dzieciaki nic. Ani mru mru. Nie rzuciły się, nie podbiegły. Dopiero zachęcone przeze mnie podeszły i uściskały. Potem jeszcze chłopaki wtarabaniły się do auta. Wymian grzecznościowych uprzejmości i po chwili idziemy do wejścia, do kas.

W samym ZOO zrobiliśmy niewielki spacer po niewielkiej pętli ścieżek. Pierwsze spotkanie nie było zbyt długie ze względu na dzieci. Muszą się dopiero przyzwyczaić do tych spotkań i do następujących po nich rozstań.

Spacer okazał się średnio udany. Dzieciaczki nie umieją jeszcze w pełni rozpoznawać i chłonąć świata. Na to trzeba jeszcze z miesiąc albo dwa minimum. Ale cos tam widzieli. Na to i owo jako tako, choć bardzo słabiuchno, reagowali. Głównie tulili się i chcieli, aby je nosić. Jedynie najmłodsze było w żywiole i biegało ile wlezie.

Łzy rozstania

Pod koniec spaceru zaczęły się płacze i przepychanki, kto ma być więcej niesiony. Reakcje ojca słabe. Ani pocieszenia, ani rozmowy. Nic. Zresztą więzi dzieciaczków z rodzicami słabe. Nie jakoś przesadnie rozemocjonowanie – udało się jednak jakoś ich emocjonalnie już po rozstaniu wyciszyć. Czas największej żałoby maja już za sobą. Chociaż pewnie dziś wieczorem i jutro będzie jeszcze wracać smutek i pewnie nieraz pojawia się łzy i potrzeba intensywnego pocieszania i przytulania się.

Jeśli chodzi o reakcje, o interakcję matki z dziećmi, to zupełna kicha. Niemal nic całe spotkanie nie odzywała się do nikogo. A jeśli, to coś nie do końca wyraźnie i zrozumiale pod nosem. A przecież takie spotkanie nie powinno polegać wyłącznie na tym, że się dzieciaki na rękach nosi, bo to dla żadnej strony nie jest na dłuższą metę dobre. Trzeba im jakoś ten spacer zorganizować, urozmaicić, ubogacić, dopełnić. Inaczej przeżyją go emocjonalnie, na jednej wielkiej fali smutku. Rodzice odejdą, a ja pozostanę z dramatem, który ciągnął się będzie przez kilka kolejnych dni.

Szybkie rozstanie. Takie jest najtrudniejsze i najlepsze jednocześnie. przeciąganie tego momentu nic nie wnosi. Tak, czy siak ten moment zawsze boli. A im dłużej trwa, tym więcej leje się łez, tym bardziej kraje się serce.

Wsiadamy do auta. Łzy. Rodzice pośpiesznie odjeżdżają. Dzieciakom tłumaczymy, ze tata musi do pracy. To im najłatwiej zrozumieć. Najłatwiej przełknąć. Jest im najbardziej znajome. Są jeszcze zbyt małe, by wnikać w szczegóły, by wyjaśniać zawiłości całej tej zaistniałej sytuacji, która wyrwała ich z domu rodzinnego.

My też ruszamy. Dwójka z trójki zasypia. Są zmęczeni, a jednostajność jazdy ich usypia. Budzą się pod domem. Jest jeszcze za wcześnie, aby poszły spać. Muszę je jakoś czymś zająć. Jakoś im ten najbliższy czas zorganizować. Idziemy zatem na zakupy po okolicy. Jakieś mięso na obiad. Potem jeszcze na pocztę. Po drodze do warzywniaka. To je nieco odrywa od minionej bolesnej rzeczywistości. jakoś udaje się dociągnąć do czasu, kiedy zwyczajowo idziemy spać. Łzy powracają oczywiście popołudniem. Będzie się to z pewnością ciągnęło przez kolejne dwa trzy dni. Potem wygaśnie, by powrócić przy kolejnym spotkaniu. Miną miesiące, po których przestanie to aż tak boleć. O ile spotkania będą przebiegać spokojnie i będą regularne. Czas pokaże.

W ZOO czas wakacyjny. Od ran było cicho i spokojnie. Gdy myśmy wychodzili, powoli zjeżdżały się wycieczki. W końcu wybiegi są pełne zwierząt. Przedtem, nawet późną wiosną jeszcze wiele wybiegów było pustych albo zwierzaki chowały się jeszcze w domkach, gdzie było im cieplej. Trochę się pozmieniało. niektóre zwierzaki zostały przeniesione. Będę musiał wybrać się tam ponownie i sobie z dzieciaczkami wszystko na spokojnie obejrzeć. No i zwierzętami dzieciaczki zainteresować. Rozkochać je w kontakcie z naturą. Czeka mnie wiele nowych wyzwań z nowymi dzieciaczkami.

Poznań, 2017.07.24
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , , , , , , ,

4 komentarze “Oto Zoo III”

  1. Wołający na puszczy
    4 sierpnia 2017 at 06:16

    Czy to jest szop /???

  2. 33
    4 sierpnia 2017 at 10:48

    To Jenot!!! Jenot krótkopyski i wielopalczasty!!!

    • krolowa bona
      4 sierpnia 2017 at 14:16

      @33….nie,to nie jest yenot,gdyz yenot ma dlugie bardzo podobne do wilka lub lisa syberyjskiego / kanadyskiego futerko i do tego nie jest to futerko jednokolorowe….to zdaje sie na prawde szop lub inna inszosc,moze autor pomoze
      roztrzygnac co to piekny okaz fauny….

  3. 4 sierpnia 2017 at 22:04

    Na zdjęciu jest pandka ruda z poznańskiego ZOO

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

Scroll Up