Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

22 października 2017

Oto Zoo II


fot. AGG

A co tam pogoda…

Pogoda nieco niepewna. Umiarkowanie ciepło. To znaczy zimno nie jest, ale szału też nie ma. W każdym razie nie marzniemy. Nie ma słońca. Jest pochmurno. Ponoć miało padać, ale póki co nic na to raczej nie zapowiada. Jak będzie, się okaże z czasem. Pogody nie sprawdzałem, więc nie mam pojęcia, jak rozwinie się sytuacja.

Oto ZOO II

2017.07.23
Poznań

w takim zoo
iście zoologiczne są okazy
mieszkańcy zoogrodu
bywalcy świata

bo czego tu nie ma
nie no owszem
to i owo zwierzę nieobecne
ale przecież nigdzie wszystkiego
zobaczyć niepodobna
inaczej jednakowo byłoby
i po co jeździć skoro tutaj pod nosem

a u nas proszę
pierwsze zwierzę z brzegu
dla przykładu – po cóż szukać egzotycznie –
co to – a właśnie – miś jak się zdaje

      miś się wyspał
      miś wstał dziś
      miś leniwie kroczy
      miś ozorem mlaska
      zjadł śniadanie z apetytem niedźwiedzim
      teraz by pospał znowu

      ale nie – nie śpi jeszcze
      idzie pod drzewo
      poczochra się z ochotą
      pośpi potem
      miś z niedźwiedzią ochotą

Adam Gabriel Grzelązka

Niestety o tej porze nie ma czym podjechać pod samo Zoo. Od pierwszego marca ma być nowy rozkład jazy, ale i tak pierwszy transport będzie dopiero przed 10 na miejscu. A nie, przepraszam, jest jeszcze przyjazd o 6:45. Ale to akurat nieco za wcześnie. Stanowczo za wcześnie.

Idziemy pieszo. Jako że wszelkie ślady śniegu stopniały już nawet tu, w lesie, idziemy na skróty. Poprzednio gdy byliśmy, na ziemi był jeszcze lód i było bardzo ślisko. Tą trasą byśmy nie przeszli absolutnie. Schodzimy schodami kilka metrów w dół. Cisza i spokój. Szum aut pozostał na górze. Rzut oka na Olszak. Pokrywa lodowa powoli zanika. Nie całkiem jeszcze, ale widać już że słoneczne ciepło zdołało ją już nieźle nadwyrężyć.

Skręcamy w lewo. Czeka nas dłuższa przechadzka niemal pustą aleją. Po lewej strome wzgórze porosłe drzewami. Z prawej  podmokłe na poły bagienne podłoże. Drzewa. W oddali leniwie toczy swe wody Cybinka.

Dochodzę do mostku. Przekraczamy mostek i powoli wspinamy się dróżką pod górę. Po lewej samotny komin. Jeszcze stoi. Na górze rumowisko. Kiedyś była to zdaje się stajnia. Powozownia trzyma się nadal nieźle. Dworek w ruinie totalnej. Odkąd kilka lat temu zapadł się dach, wszystko wali się ku upadkowi.

Znów skręcamy w lewo. Jesteśmy już blisko zoogrodu. Zasadniczo przez płot wystarczyłoby hycnąć i już. Niestety, do wejścia nadal daleko. Musimy teraz dotrzeć tam okrężną drogą, koło Maltanki. Czeka nas długie obejście.

Witaj Zoologu

Wreszcie kasa biletowa. Kupuje zerowy bilet i wchodzimy. To kolejny mankament biletu rocznego. Za każdym razem musimy udawać się do kasy biletowej i zakupywać bilety zerowe. Pół biedy, jak nie ma kolejki. Ale jak jest, musimy swoje odstać. Trudno, nie ma innego sposobu.

Zaczyna się przejaśniać. Właśnie wyszło słońce, a z nieba zniknęła spora część chmur. Idziemy w prawo. Na dłuższą chwilę zatrzymujemy się z basenem z fokami. To miejsce nieodmiennie będzie fascynować dzieciaczki. Całkiem blisko nas jedna pływa od czasu do czasu wystawiając fragment łebka. Spędzamy tu nieco więcej czasu. Było warto. Wciąż jeszcze wiele zwierząt śpi albo jest schowana przed zimnem i nie pojawia się jeszcze na wybiegach. Tu i ówdzie jednak coś można napotkać. Ale już niedługo. Jeśli tylko pogoda dopisze i nadal będzie tak ciepło jak dotychczas, wkrótce wybiegi zapełnią się zwierzaczkami.

Po ogrodzie robimy całkiem spore koło, odwiedzając przy okazji stawy z ptactwem pełnym kaczek, gęsi i łabędzi. Był kormoran i kilka ptaków, które musze dopiero rozpoznać.

Przy okazji mija nas kolejka zoologiczna. Jazda próbna. Wkrótce będzie już kursować regularnie. Ułatwi to poruszanie się po ogromnym przecież obszarze ogrodu. Samemu obszedłbym go bez problemu, choć nie bez wysiłku. Da się tu narobić kilometrów. Ale dzieciaczki to dzieciaczki. Dla ich maleńkich nóżek jest jednak ciut wciąż za wiele do przejścia.

Robimy odwrót od łabędzi. Kierujemy się na kangury. Po drodze oglądamy dwa jelenie. Niewielkie zwierzątka. Jest jeszcze jakaś świnka. A raczej świnia, bo całkiem sporych rozmiarów zwierzaczek. Co do kangurów, było ich cztery. Patrzyliśmy na siebie ze wzajemną ciekawością. My przyglądaliśmy się im, a kangury nam. Ostatnie kroki kierowaliśmy wzdłuż pustych klatek z ptactwem. Nie wróciły one jeszcze ze swoich zimowych schronisk. Jedynie paw puszył się w ostatniej klatce. Pawie zresztą spotkaliśmy niemal na samym początku, na wolności, na jednej z dróg gospodarczych.

Był to nas drugi spacer po tym ogrodzie. Dopiero się rozkręcamy, zaś sam ogród dopiero budzi się z zimowego snu. Do wiosny pozostały trzy tygodnie. Wciąż brak zieleni. Wciąż brak kwiatów. Ale już niedługo. Póki co ożywiły się ptaki. Dzięcioły bębnią po drzewach. Sroki zakładają już gniazda. Dookoła śpiewają sikorki. Czasem słychać jakiegoś kowalika.

Idziemy na przystanek. Pogoda się psuje. Zrobiło się najpierw zimno, a potem zaczęło kropić, w końcu padać. A jednak mamy deszcz. Nim dotrzemy do domu, zdołamy zmoknąć. Najpierw spóźnia się odrobinę nasz autobus, a potem korki nieustannie nas spowalniały i permanentnie uciekały nam wszelkie możliwe przesiadki. Skończyło się na tym, że wysiedliśmy pod szpitalem i poszliśmy do domu pieszo. Czasem tak bywa. Nie było sensu czekać na kolejny autobus i marznąć na deszczu, skoro mimo wszystko szybciej było właśnie piechotą.

Poznań, 2017.02.28
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , , , , , , , ,

One Response “Oto Zoo II”

  1. Konrad Skolnicki
    2 sierpnia 2017 at 05:57

    Zdjęcie cudowne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

Scroll Up