Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

21 listopada 2017

Maleństwo VI


 Na izbie przyjęć

Jesteśmy w szpitalu. Idziemy na recepcję. Nie ma kolejki. W poczekalni niewiele osób. Jest szansa, że nie spędzimy tutaj zbyt wiele czasu. Nic więcej ponad to, ile potrwa samo badanie.

Konsekwentnie wprowadzam recepcjonistkę w sytuację dziecka objaśniając, kim jestem oraz z czym przychodzę i dlaczego. Dziewczyna słucha uważnie i zastanawia się nad różnymi detalami, jakie należy w prowadzić w oprogramowanie podczas przyjmowania pacjenta na badanie. Doradza się u starszych doświadczonych już w tego typu nietypowych sytuacjach koleżanek. Wszystko idzie spokojnie, dość szybko i sprawnie. Zostajemy przyjęci i skierowani do badania.

Idziemy do poczekalni. Tu będziemy oczekiwać wywołania nas przez lekarza. Wyjmuję maleństwo z wózeczka i stawiam na podłodze. Stoi bez problemów i ciekawie zaczyna się rozglądać dookoła. Jest radosne, uśmiechnięte. Pokazuję mleczko, ale nie, nikt nie jest tutaj – jak widzę – buteleczką z mlesiem zainteresowany. Hm, bunt, głodówka, brak apetytu? Ciekawe kiedy zgłodnieje.

Dzieciaczek drepcze sobie w pobliżu. W oddali, w głębi korytarza jest stoliczek, na nim zabawki. Obok kosz z klockami. A powyżej regał z cała masą książeczek dla dzieci. Podarunek z jakiejś szkoły. Maluszek wraca do mnie. Po chwili zaczyna wskrabywać się na wózek. Udaje się. Nieco więcej wysiłku i kombinacji wymaga obrócenie się już na samym siedzisku twarzą do przodu. Ciut ciasno, paski zaczepiają się o nóżki i rączki. Ale i to udaje się osiągnąć samodzielnie.

Badania

Oho, zdaje się, że coś mamy w pieluszce. Biorę dzieciatko na ręce, zarzucam plecak na ramię i idziemy zdecydowanym krokiem do łazienki z przewijakiem w pobliżu wejścia na izbę przyjęć. Oj, nie umiemy kłaść się na przewijaczku. Reagujemy płaczem. Ale nie ma to tamto. Pieluszkę trzeba koniecznie zmienić. Mamy w niej kupkę. Nieprzyjemna sprawa. Wygląda niespecjalnie. Nic niepokojącego, ale mogła by być lepsza. Płacz wkrótce cichnie. W sumie wszystko poszło szybko i sprawnie. Wracamy.

Ledwośmy wrócili, a już nas wywołują. Przyjmuje nas miła lekarka w asyście studentki medycyny. Opowiadam, co i jak. Będzie badanko. Zaczynamy od rozebrania się do pieluszki. Maleństwo w żaden sposób nie sprzeciwia się ani rozbieraniu, ani samemu badaniu. Jedynie rączki trzeba lekko przytrzymać, by nie przeszkadzało. Płucka osłuchane. Następnie robimy oględziny pupy. Ok, możemy się już ubierać.

Dostajemy skierowanie na badanie krwi. Wychodzimy. Jedziemy do budynku „D”. Mam do wyboru windę albo schody. Schodków sporo, ale co tam. Rach ciach i już na górze jesteśmy. Dzwonimy jak nakazuje instrukcja zawieszona na drzwiach wejściowych. Wchodzimy i czekamy. Mikrusia ta poczekalnia. Ledwo mieścimy się tutaj z wózeczkiem. W okienku pojawia się pani laborantka. Podaję skierowanie. Zostajemy poproszeni o poczekanie. Nie trwa to długo. Otwierają się drzwi kolejnego ciasnego, choć nieco większego. Będzie pobierana krew z paluszka.

Pani laborantka prosi o przytrzymanie ręki. Pokazuje, jak mam to zrobić. Chwilę trwa, nim uzbiera się odpowiednio duża próbka. Nie ma płaczu. Bardziej chcemy zabrać łapkę, wyrwać ją z uścisku, ale nie można. I już. Po wszystkim. Żadnych łez. Pani zakłada maleństwu na paluszek opatrunek, aby krew nie kapała dookoła. Niestety po chwili mamy go już zdartego. Nie utrzymał się na miejscu dłużej niż kilka sekund. Trudno. Co jakiś czas wycieram paluszek, czekając aż kres skrzepnie i przestanie kapać z ranki. To i owo nam się ubrudziło, ale co tam, wypierzemy w domu ubranko. Opuszczamy ciasne pomieszczenia laboratorium.

Schodzimy schodami na dół. Pogoda się poprawiła. Zrobiło się cieplej, słonecznej. Wracamy na Izbę Przyjęć. Będziemy tam czekać, aż laboratorium prześle wyniki badań krwi. Troszkę więcej tu ludzi, ale tłoku nadal nie ma. Wysadzam maleństwo z wózeczka. Niechaj zażyje swobodnego ruchu w pobliżu. Jest tu starsza dziewczynka. Jest też jakiś chłopczyk na oko w wieku mojego maleństwa. Podobnego wzrostu, ale bardzo szczuplusi. Maleństwo szczupłe nie jest, choć nie jest jeszcze pulpecikiem. Zacznie regularnie chodzić i biegać, to schudnie i zmężnieje. Pozbędzie się niemowlęcych krągłości. Nabierze siły, okrzepnie. Zamieni tłuszczyk na mięśnie.

Jest dobrze

Spokojny dzień dziś tutaj w szpitalu. Ruch niewielki. Laboratorium szybko i sprawnie przesłało wyniki badań. Znów nas wzywają. Idziemy wysłuchać lekarskiego werdyktu. Nic niepokojącego. Ot zwykłe zaniedbanie. Wietrzyć, suszyć, nacierać, często zmieniać pieluszki. Do kontroli u lekarza rodzinnego. Gdyby coś się jednak działo, gdyby pojawiły się jakieś nowe objawy – koniecznie szybka konsultacja. Uff. Dzięki Bogu. Poradzimy sobie i za kilka dni będzie po sprawie.

Możemy wracać. Zabieram wypis. Chowam do plecaka. Dzieciaczek ląduje w wózeczku. Plecak na plecach. Wychodzimy przed budynek i dalej przez bramę na chodnik. Kierunek: przystanek tramwajowy. Cel: dom.

Kurcze, zrobiło się znowu chłodniej. To przez ten wiatr. Nawiało chmur, zasłoniło słońce i temperatura zauważalnie spadła. Jeśli szybko nie będzie tramwaju, zmarzniemy. Pogoda zeszła niemal na psy. Deszczu tylko brakuje.

Docieram szybkim krokiem na przystanek. Idę tak szybko, na ile pozwala mi bruk pod nogami i inne przeszkody więżące koła mojego wózeczka. Mamy szczęście. Nie musimy długo czekać. Oto jest nasz tramwaj – na dodatek niskopokładowy, dzięki czemu bez przeszkód możemy udać się w dalszą podróż. Do domu. Po drodze zamierzam jeszcze zatrzymać się w jednym miejscu na zakupach. Nie zmarzniemy zatem.

Poznań, 2017.06.29
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , , , , , , , , , , ,

One Response “Maleństwo VI”

  1. Marta Z.
    16 lipca 2017 at 08:23

    Pan musi być bardzo dobrym człowiekiem. Podziwiam i gratuluje…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Społeczeństwo

Scroll Up