Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

14 grudnia 2018

Sami się załatwiamy swoimi rękami


 Sami się załatwiamy swoimi rękami! Nie ma dialogu politycznego, w ogóle życie publiczne się podzieliło jest znowu „My” i „Oni”. Do tego upadły autorytety. Znani blogerzy mają dziesiątki milionów odwiedzin, a profesorów nikt już nie chce słuchać. Elity zawiodły, okazały się być daleko poniżej oczekiwań i potrzeb na miarę naszych niespokojnych czasów. Co więcej, zawiodły nawet w zakresie swoich podstawowych funkcji, za które bardzo często mają płacone z Budżetu Państwa. Podstawą wszelkiego zła w naszym kraju jest model oświaty i edukacji, ten system dopełnia model prawny z wymiarem sprawiedliwości na czele. Komizm sytuacji polega na tym, że elity wychowały sobie społeczeństwo do przykręcania śrubek i mycia kibli, a teraz ze zdziwieniem obserwują, że zostały odrzucone przez tych pomywaczy i monterów. Tak długo jak długo w Polsce będzie możliwe, powszechnie akceptowane i uważane za coś normalnego robienie grilla na balkonie, tak długo społeczeństwo będzie podatne na wszelkie populizmy. Być może to nie jest obiektywny miernik, jednak oddaje naszą współczesną rzeczywistość.

Scena polityczna jest wyjałowiona. Rządzący autokraci, nie ukrywają że traktują demokrację instrumentalnie do osiągnięcia celu transformacji państwa, która jest jak na razie ich głównym motywem działania. Jednak jeżeli chce się im zrobić zarzut z tego jak np. potraktowali Trybunał Konstytucyjny, to trzeba pamiętać, kto to rozpoczął! Nie oni! Taka jest brutalna prawda, że poprzednicy, którzy dzisiaj trąbią na całą Europę o łamaniu demokracji w Polsce, jej końcu i w ogóle, sami nie mają czystych sumień, chyba że ich cynizm i hipokryzja jest większa od tego jak bardzo mają nas za idiotów?

System wewnętrzny państwa jest w kryzysie. Opozycja mówi o możliwości zmanipulowania – sfałszowania wyborów przez rządzących, ci jak byli w opozycji wprost oskarżali ówczesnych rządzących o podobne nieprawidłowości przy wyborach samorządowych, gdzie książeczki zrobiły swoje. Brak zaufania przekłada się na zamianę pól kryzysu w relacjach w ogniska konfliktów. Z konfliktów, może być już tylko nienawiść, straty i ofiary, poniesiemy je wszyscy, ponieważ jak się zacznie, to się nie skończy do póki się nie dopełni. Skutkiem może być upadek państwa, pojawienie się dwóch państw, albo satrapia zależna od czynnika zewnętrznego. Liderzy partii w Sejmie, nie mogą udawać, że tego nie dostrzegają.

Niestety obecnie dla dużej części opozycji szczytem ambicji będzie wczołganie się do Sejmu. O zjednoczeniu jak na razie ani widać, ani słychać, co samo w sobie jest ekstremalnie komiczne, ponieważ ordynacja wyborcza nie wybacza błędów, silnie promuje najmocniejsze ugrupowania, a zwłaszcza zwycięzcę. Wystarczy, że tylko się nie zjednoczą i już wygra zjednoczona prawica, niczego więcej nie potrzeba.

Dlatego z punktu widzenia państwa, dalsze istnienie Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego w ich dotychczasowych formułach polityczno-organizacyjnych jest szkodliwe. Ponieważ nikt poważny nie wejdzie z tymi partiami – obarczonymi odpowiedzialnością za epokę kamieni w kupie i tłustych usteczek od ośmiorniczek popijających drogie wino – w żadną liczącą się koalicję. Nie chodzi o prostą zmianę marki politycznej, jak kiedyś uśmiercono Unię Wolności itd. Proszę zwrócić uwagę, że SLD popełniło ten sam błąd, trzyma się formuły politycznej, która gwarantuje dotacje z budżetu, zamiast pomyśleć o odtworzeniu lewicy i poważnej działalności politycznej. Jest to jednak kwestia wyboru, jakiego dokonuje sitwa cwanych liderów politycznych, znowu kłania się problem elit w naszym kraju.

Nie ma dzisiaj alternatywy dla opcji rządzącej, która siłą rzeczy staje się opcją jedynie słuszną, a sytuacja zewnętrzna, w tym ta indukowana przez część opozycji, powoduje że w pewnym zakresie spraw trzeba tą władzę wspierać, a przynajmniej jej nie przeszkadzać. Inaczej naprawdę sami się załatwiamy swoimi rękami, to już widać, tu nie ma już miejsca ani czasu na dyskusję doktrynalną, ponieważ państwo jest w niebezpieczeństwie.

Nie widać w tej chwili żadnej możliwości na porozumienie polityczne. Co więcej, pęknięcie ma charakter klasowo-emocjonalny, jest obecnie sterowane na linię podziałów wieś-miasto. Do tego jest jeszcze warstwa wartości narodowo-religijnych. Całość powoduje, że to, co powinno być normalne jest niemożliwe, nie można być pewnym przyszłości.

Głównym rozgrywającym na naszej scenie politycznej będzie Zachód, jeżeli pani Merkel zdecyduje się na wprowadzenie do gry w polityce krajowej pana Tuska, jak również da pieniądze, na stworzenie nowego ruchu politycznego, a niemieckie media w Polsce to wesprą, to możemy wejść na skraj wojny domowej. Smutne, że tak nisko upadliśmy. Czy jest alternatywa? Względnie realna?

Tags: , , , , , , , , , , ,

11 komentarzy “Sami się załatwiamy swoimi rękami”

  1. Inicjator
    6 lipca 2017 at 05:28

    Na razie nie ma alternatywy.

    Musi upłynąć trochę czasu.

    Dopiero jak zabraknie elektrycznych samochodów, obiecanych mieszkań i polska ludność tubylcza niechętnie stawi się z łopatami do kopania kanałów (rodzaj szarwarku) – to powoli przyjdzie otrzeźwienie.

    Ale nie wcześniej.

    Nawet nadzór tych “kopaczy” przez żołnierzy Obrony Terytorialnej – niewiele da.

    Ludność skryje się w lasach …

    Macondo!

    • 6 lipca 2017 at 06:35

      Korzenie głównych partii tożsame, SLD zatracił swoje oblicze klasowe ,myśli tylko jak dorwać się do Sejmowego”koryta”!A ludzie kupią wszystko nie myśląc kto za to zapłaci Myślę podobnie jak Inicjator,cześć skryje się za balkonem z grilem, cześć w lasach, a cześć pierdolnie tym wszystkim i wyjedzie!

  2. Emeryt z Toporu
    6 lipca 2017 at 05:33

    Panie co kogo obchodzi jakiś konflikt? Ludzie myślą emocjami i chcieliby kasy z 500 plus i mieszkanie plus. PiS daje kasę, PiS wyznacza standardy

  3. gerard bartodziej
    6 lipca 2017 at 07:45

    To zawdzięczamy wolnej elekcji, później czasom sarmackim…

  4. jakub
    6 lipca 2017 at 07:52

    Mam wrażenie że Autor wystrzelał się z argumentów przeciwko władzy i pali slepakami, popadając w coraz większą frustrację. A ciężko jest coś sensownego wymyślić przeciw działaniom obecnej ekipy rekonstrukcyjnej 1920/39 (z naciskiem na 38) jako ze prezentuja nowoczesny i inteligentny mix z narodowego konserwatyzmu, socjalizmu, populizmu, ksenofobii, wyrachowanej dewocyjnosci, okraszonych nawet liberalizmem gospodarczym. Wszystko w jednym, jak za Gierka. Nawet konstelacja międzynarodowa im sprzyja i powtórka z 39-tego mało prawdopopodobna, przynajmniej na razie.

    • Gniewny Zjadacz Cebuli
      6 lipca 2017 at 10:16

      Myślę że ta problematyka jest na tyle trudna, że ludzie nie rozumieją prostych prawd. Jak domniemuję tutaj chodzi o ich utrwalanie… Wszystkie media tak robią

  5. Zbigniew
    6 lipca 2017 at 08:15

    Jasne autorze. Jeszcze napisz że “elity” wychowały “plebs” bo to ta sama narracja.
    Ilu pan Autorze zna profesorów? Szacując albo spekulując sądzę że tak trzy czwarte ma “profesurę” tylko dlatego że “wojskowy”, “elektryk”, “prawie magister” i “facet z dysleksią, dyskgrafią, dyskalkulją i “bóg” wie jeszcze z czym “dys”) mianowali ideologicznie poprawnych aby zapewnić sobie rzekomo Naukowe poparcie.
    Tyle że żaden prawdziwy profesor nie poprze czegoś co nie jest związane z prawdziwą Nauką której podstawy daje edukacja klasyczna.
    Inna sprawa że “nauk” mamy tyle że głowa boli choć z Nauką nic nie mają wspólnego. To jest ta sama bajeczka jak specjalizacje u lekarzy których mamy zdaje się najwięcej na świecie (co wcale nie przekłada się na zdrowie i stan służby zdrowia). Z nauką podobnie. Pomijając standardowe porównanie uczelni wyższych z sąsiadem i ilość “profesorów” to “elitarność” zdaje się przejawia w tym jakie osiągnięcia tej naszej “elity” są odnotowane na świecie.
    I tu nadchodzi refleksja. Jeśli uwzględnić brak aspiracji i często skromność oraz eliminując pozerstwo to zdaje się że na nazwę “elita” bardzie zasługują co poniektórzy blogerzy (z Autorem nawet włącznie) niż wielu “profesorów”.
    W XXI wieku to ze ktoś ma dyplom “kogoś” nie oznacza już że jest tym kimś (zresztą nigdy zgodnie z logiką nie oznaczało) tylko że po prosty “ma taki dyplom” (nominację, mianowanie), papier na ścianie.
    Z tytułami jest jeszcze jeden problem:
    Nadaje się je.
    Ale wszyscy zapomnieli że trzeba je weryfikować…
    … i odbierać kiedy przestaje istnieć desygnat.

  6. Wojciech
    6 lipca 2017 at 09:09

    Za dużo niepotrzebnych słów. Jerzy Jedlicki podsumował to krótko: ” Zbudowano w Polsce cywilizację podłości”

  7. Miecław
    6 lipca 2017 at 11:27

    Jakie społeczeństwo, takie elity i vice versa. Koło głupoty się zamyka. W PRL próbowano zmienić odziedziczony stan analfabetyzmu kulturowego po II RP. Wielu światłych ludzi z inteligencji przedwojennej nad tym pracowało, niestety było ich za mało, aby zmienić kod kulturowy społeczeństwa zniewolonego religijnie. Kto dziś pamięta o wspaniałych osiągnięciach naukowych, choćby w oświacie i pedagogice. Kto dziś się zajmuje i naucza w szkołach etyki niezależnej Kotarbińskiego?, kto zna i naucza zasad prawdziwego demokraty Ossowskiej? O profesorach i ich poziomie lepiej nie wspominać, zwłaszcza w naukach humanistycznych. Pytanie czy już sięgnęliśmy dna, czy i kiedy ewentualnie sięgniemy i jakie tego będą skutki. Zapewne jest wiele ukrytych autorytetów, w tym profesorów, którzy mają potencjał twórczy i etyczny, ale niestety w tej kulturze głupoty i politycznej degeneracji nikt ich nie słucha.

  8. krzyk58
    6 lipca 2017 at 15:12

    …….Włodzimierz Czarzasty spodobał mi się w czasie afery Rywina, ponieważ jako jedyny z SLD nie dał sobie narzucić przez komisję śledczą roli podsądnego. Gdy został wybrany na przewodniczącego, pomyślałem, że to może być dobry wybór. Nie wytrwałem w tym przekonaniu dłużej niż pół dnia, bo usłyszałem jego zapowiedź, że zwolenników będzie szukał w „Krytyce Politycznej” i wśród czytelników „Gazety Wyborczej”. (…)
    Niestety, nie byt to lapsus, lecz nieporozumienie wynikające z niewiedzy, czym jest „Krytyka Polityczna” i jaki stosunek do SLD pod kierownictwem Czarzastego mają czytelnicy „Gazety Wyborczej”.

    Jednoczenie się z wrogami swojej partii stało się przyzwyczajeniem Włodzimierza Czarzastego. (….)

    Po tylu próbach otwierania się na nic nieznaczące, a wrogie ugrupowania lewicowe w SLD powinni sobie wreszcie uświadomić, że partii są potrzebni nie fałszywi sojusznicy i nie aktywiści rewolucji obyczajowej, o której nie można mówić bez chichotów, lecz solidna frakcja wewnętrzna, która będzie głosić prawdę i stawiać na porządku dziennym tematy, których się boi oficjalne kierownictwo.
    https://marucha.wordpress.com/2017/07/05/masochizm-czarzastego/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Polityka

Scroll Up