Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

21 września 2017

Problem z koncepcją międzymorza jest analogiczny jak z koncepcją neutralności Polski


 Problem z koncepcją międzymorza jest analogiczny jak z koncepcją neutralności Polski. Teoretycznie można sobie wyobrazić, że istnieje szansa na coś więcej, niż bycie zapleczem i dodatkiem do Niemiec. Trzeba pamiętać, że stan w jakim jesteśmy jest odwróceniem sytuacji zależności wobec ZSRR. W ten sposób widać, że naszym naturalnym stanem w tych realiach geopolitycznych, jest sytuacja nadążnej zależności i co najmniej wpisania się w scenariusz potężnego protektora – partnera. Polska nie miała po 1989 roku szans na neutralność, co pokazała wojna w Jugosławii, gdzie działania dyplomacji zachodniej, w tym głównie niemieckiej walnie przyczyniły się do wojny domowej. Bylibyśmy skazani na konflikt, prawdopodobnie w ramach wojny domowej, bo o to byłoby w naszym wypadku najprościej a korzyści największe. Doprowadzenie do tego wówczas, nie było żadnym nadzwyczajnym problemem, wystarczyło odpowiednio podgrzać atmosferę wokół Śląska i problem gotowy. Nasze elity jednoznacznie wyznaczyły cele – osiągnięcia członkostwa we wspólnotach zachodnich i to się stało, zostało to zrealizowane wielkim kosztem totalnej transformacji gospodarki i niesłychanie istotnego procesu przebudowy świadomości politycznej społeczeństwa. O ile przed 1989 rokiem, mało kto myślał w Polsce, że Wschód jest „dobry”, to po tej dacie rozkwitła rusofobia, która na trwałe sparaliżowała nasze możliwości politycznego zwrotu i oparcia się o partnerów wschodnich. To nie było przypadkiem. Po 1989 roku wpadliśmy w sidła procesów obliczonych na długookresową politykę uzależnienie i podporządkowania naszego kraju – zachodniej wspólnocie interesów. 

Nie mieliśmy szans na neutralność, ponieważ wówczas bylibyśmy konkurentem. Stopniowo, mozolnie, oczywiście nie unikając błędów – budowalibyśmy swoją pozycję konkurencyjną, jako alternatywę dla interesów Niemiec, które w tym regionie dominują i postrzegają swoje otoczenie jako sieć kooperantów, w jakiejś mierze kontrolowanych politycznie i podporządkowanych gospodarczo. W długiej perspektywie jesteśmy zdolni do konkurencji wobec Niemiec. Niemcy nie pozwolili na sytuację, którą same skonstruowały w okresie międzywojennym – prawie pełnej izolacji od Polski. Wariant uzależnienia Polski (i innych gospodarek), jest sposobem na nowoczesne pojmowanie neokolonializmu w wydaniu ich tradycyjnej polityki Mitteleuropy. Proszę zwrócić uwagę, że w każdym scenariuszu – to oni mają większe WIN w scenariuszu WIN-win. Chodzi o to, że mamy korzyści, jednak są one na innym poziomie aplikacji funkcjonalnej, niż korzyści naszych sąsiadów. Neutralność mogła spowodować, że byłoby inaczej, jednak biorąc pod uwagę sytuację, jaka spotkała Ukrainę, której po prostu nie pozwolono na prowadzenie neutralnej polityki równoważenia dwóch wektorów, nasz los byłby podobny. Jesteśmy bowiem zbyt słabi, żeby móc przeciwstawić się Zachodowi. 

Dzisiaj próby prostowania niektórych spraw podejmuje ekipa dobrej zmiany pod przewodnictwem pana prezesa. Już widać skutki – ujadanie na Polskę narasta i jest coraz bardziej intensywne. Jesteśmy atakowani klasycznie – wszędzie tam, gdzie tylko pojawia się możliwość krytyki, jest ona artykułowana, podtrzymywana i jak trzeba – rozdmuchiwana. Skutkiem jest deprecjonowanie roli i znaczenia Polski na arenie międzynarodowej. Z roli „prymusa” i „grzecznego ucznia”, jesteśmy wprowadzani w rolę „problemu” i „niewdzięcznego służącego”. Nie trzeba być doświadczonym analitykiem, żeby takie prawidłowości zaobserwować, to widać po prostym przejrzeniu mediów. Co jest największym (tutaj mocne słowo) – niestety w tym procederze biorą udział niektóre polskojęzyczne media, należące do zachodniego kapitału w Polsce. Trudno ocenić, do czego posunie się Zachód w procesie przypominania Polsce „pana prezesa” gdzie jest jej miejsce? Na pewno fundusze unijne, to tylko początek zmian, które będą. Proszę zwrócić uwagę, że pan Prezydent Macron mówi, że Unia Europejska to nie supermarket i po prostu nie chce pracowników z Polski. Jednak nie mówi nic o pozycji francuskich (europejskich) firm w Polsce i innych krajach podporządkowanych gospodarczo. Jednak o oczywistościach nie ma potrzeby rozprawiać. Sprawa jest już jasna i „Wersal się skończył”. Możemy się spodziewać dalszych komplikacji.

Obecnie lansowana jest koncepcja międzymorza, czy jak kto woli – trójmorza. Idea jest banalna, chodzi o odtworzenie I Rzeczypospolitej, ale wspartej przez jedyną siłę, zdolną do zagwarantowania jej przetrwania tj. USA. Zobaczymy co powie pan Donald Trump w Warszawie, jest to polityk zdolny do zaskoczenia deklaracjami. Nie zdziwimy się, jeżeli powie coś wprost w duchu słynnego „Fuck the UE”, czym tchnie nadzieję w serca niektórych polskich polityków. Problem polega jednak na tym, że tutaj nie ma chętnych do budowy trójmorza, a nawet jeżeli to tylko i wyłącznie jako systemu wzajemnej wydmuszki, znaczy się asekuracji na kierunku rosyjskim. Najbardziej zainteresowana i to głównie ze względu na politykę bieżącą jest Ukraina, jednak wiązanie się z tym krajem oddala Polskę od Unii Europejskiej. Byłoby komicznie, jakby Zachód uznał, że inicjatywa naszego partnerstwa, to formalne wypowiedzenie się przeciw idei europejskiej. Przy dzisiejszym ciśnieniu na dekapitację Polski jest to bardziej, niż prawdopodobne. Kwestią zasadniczą jest to, w jakiej formie zostanie to ewentualnie przeprowadzone. 

W ogóle sama sytuacja, w której USA mogłoby grać „kartą trójmorza” przeciwko Rosji i Unii Europejskiej (Niemcom i ich roli w Europie), jest dla nas ekstremalnie niebezpieczna. Przynajmniej do póki w Polsce nie pojawi się kilkaset głowic jądrowych Made in USA i to pod polską polityczną i militarną kontrolą. Do ich ochrony oczywiście sporo dodatkowego wojska. Na takim fundamencie można byłoby myśleć o zbudowaniu czegokolwiek, oczywiście pod warunkiem że mielibyśmy polityków, zdolnych do samodzielnego myślenia w kategoriach suwerenności. Nie pogardzilibyśmy również kilkudziesięcioma miliardami USD inwestycji rocznie (jako region). W takich realiach rzeczywiście można myśleć o czymkolwiek z USA. Niestety jednak nie można mieć złudzeń, im jeżeli już to chodzi o to, żeby sprzedawać do Europy gaz. Do tego oczywiście nie zaszkodzi jak trochę podkarmią swojego osła trojańskiego, niech się odrobinę podtuczy, może nawet marchewkę dostanie. Zobaczymy co będzie tą marchewką?

Dobrze, że rządzący naszym krajem wyrażają tak pogłębioną inicjatywę strategiczną, jednak zawsze w takich przypadkach trzeba na poważnie zapytać – jakie mamy karty w tej grze? Dodatkowo jeżeli to jest poker – to jakie mamy fanty? W naszym przypadku problem polega na tym, że naszym głównym atutem jest terytorium i możliwość istotnego namieszania w regionie, gdybyśmy zaczęli sprawiać problemy. To przekłada się na ocenę naszego kraju i jego polityki, jako determinantę destrukcyjną naszej generalnej orientacji strategicznej. Właśnie na tym mamy zamiar budować trójmorze, w ten sposób sprzedamy się Amerykanom – proszę się zastanowić, jakie inne atuty mamy, którymi oni mogą się zainteresować? Przynajmniej na tyle, żeby chcieć tutaj wejść?

Rzeczywistość zawsze jest złożona w tej części Europy. Dodatkowo zawsze niezmiernie się komplikuje – czy tego chcemy, czy nie chcemy. Jesteśmy bardziej przedmiotem, niż podmiotem relacji.  

Wiele wysiłku musi wykazać Warszawa, żeby projekt trójmorza nie wyglądał na konkurencyjny wobec Unii Europejskiej – i dla samej Unii, jak i dla partnerów, których chcemy pozyskać – przede wszystkim dla Ukrainy. Politycy tego kraju mają bardzo długie tradycje mówienia czegoś innego, niż myślą, a robienia czegoś przeciwnego od tego, co deklarują. My mamy długą tradycję dobierania sobie marnych i problematycznych sojuszników…

Tags: , , , , , ,

15 komentarzy “Problem z koncepcją międzymorza jest analogiczny jak z koncepcją neutralności Polski”

  1. Eurypides
    25 czerwca 2017 at 06:02

    Międzymorze jest poronioną ideą jagiellońską, spóźnioną o 400 lat, do czego doprawadziła jej reakrtywcja przez Piłsudskiego doskonale wiemy…

  2. bob
    25 czerwca 2017 at 06:37

    Jeżeli Polska potrzebuje poteżnego protektora to po 1989 nie mogła oprzeć się na wschodzie bo tam nie było nikogo poteżnego. Trudno opierać się na moskiewskiej biedzie z nędzą, która w dodatku uzalezniona była od pomocy finansowej a nawet humanitarnej z Zachodu. Co prawda kilkanascie lat wysokich cen ropy i gazu wzmocniło Rosję ale do potęgi ZSRR jest jej jeszcze bardzo daleko. Dziś Rosja ma tylko 3 razy większe PKB niż Polska. Nie jest to więc dla nas panstwo zbyt atrakcyjne. Tym bardziej, ze jest naszym rywalem w wyscigu o zachodnie inwestycje, kredyty, technologie. Jeżeli chodzi o Międzymorze to żadne głowice nuklearne nie są na do tego potrzebne. Wystarczy mniej wiecej z tysiąc rakiet konwencjonalnych o zasiegu co najmniej Moskwy aby sąsiedzi bali się blokować nasze programy gospodarcze i polityczne. Jesteśmy po prostu zbyt blisko Berlina, Kaliningradu a nawet Moskwy aby Rosjanie nie bali sie skutków użycia broni atomowej na naszym terytorium. Zresztą nieunikniony już upadek Rosji i Niemiec doprowadzi do utworzenia wokół Polski jakiegoś zwiazku panstw nawet gdybyśmy nic w tej sprawie nie robili. Jesteśmy po prostu zbyt duzi i siłą grawitacji będziemy przyciągac mniejszych w okresie niestabilności i chaosu za nasza wschodnia i zachodnią granicą.

    • krzyk58
      25 czerwca 2017 at 10:18

      “bob”. Uwaga do zdania pierwszego. Tam, na wschodzie i wówczas był ktoś potężny – tyle że mocno zdestabilizowany mafijną demokracją,wg.”najlepszych’ wzorców zachodnich.
      Do zdania wieńczącego, i pozostałej treści…to tylko (twoje) “pobożne życzenie”. Amen.

    • Kurier Carski
      26 czerwca 2017 at 09:46

      Czy moglbys nie zasmiecac tego forum kkkkkkkk?

  3. 25 czerwca 2017 at 08:58

    Już poważnie myślałem o tezach krakauera ,o niuansach naszego geopolityczne go i historycznego ,położenia. A tu Bob ze swoją koncepcją upadku Niemiec i Rosji i 1000 konwencjonalnych rakiet.i skrywaną pro amerykańską polityką. I znowu śmiech bo wystarczy nic nie robić a obok San Eckobar będziemy światową potęgą!

    • bob
      25 czerwca 2017 at 13:59

      Na razie zamowiono 70 jednostek tego typu broni-JASSM ER. Tak więc potrzebujemy jeszcze nieco ponad 10 razy tyle. Chociaż biorąc pod uwagę bliskosc Kaliningradu, Berlina a nawet zalezność Rosji od Nord Streamu to tych 1000km+ wcale nie potrzebujemy aż tysiąc. Wystarczy połowa tego plus drugie tyle krotszego zasiegu jakie np. planowane są w programie Homar. Tak więc krok po kroku zmieniamy się w powazny orzech do zgryzienia.

  4. Inicjator
    25 czerwca 2017 at 09:04

    Jest niemożliwe aby było “kilkaset głowic jądrowych Made in USA i to pod polską polityczną i militarną kontrolą.”

    Drugą niemożliwością jest posiadanie “kilkaset głowic jądrowych Made in USA i to pod polską polityczną i militarną kontrolą.” – bo to jest kilkadziesiąt miliardów dolarów na coś, co może przez 20 lat zardzewieć …

    Jedynie budowa sieci kanałów, jakie widziałem na mapie prezentowanej przy okazji wizyty ministra Żeglugi Śródlądowej i Morskiej raze z Prezydentem w Zespole Szkół Żeglugi Śródlądowej – może zacząć budować realne przyczółki MIĘDZYMORZA.

    I to jeszcze za unijne (częściowo) pieniądze.

    Tylko że wówczas stolica tego tworu transportowo-gospodarczo-politycznego wypadła by w Pińsku.

  5. Fasci di Combatimento
    25 czerwca 2017 at 16:13

    Niech skońćza z tymi bredniami o międzymorzu, bo to porazka jest…

  6. y_10
    25 czerwca 2017 at 17:19

    Nie chce słyszeć o tej poronionej i szkodliwej idei samounicestwienia Polski…

  7. Miecław
    25 czerwca 2017 at 18:23

    Nie mieliśmy szansy na neutralność z takim poziomem elit i ludzką masą modlącą się a nie myślącą. Jaki poziom intelektu i człowieczeństwa, takie są możliwości realizacji celów politycznych i gospodarczych. Z jednej strony już bezideowy drugi garnitur PZPR czujący na plecach oddech styropianów i kk kombinujący jak tu się ustawić w nowej rzeczywistości, czyli zawłaszczyć sobie kawałek tortu z PRL-wskiego stołu (oceniam, że takich było więcej, niż tych uczciwych członków PZPR, nie godzących się na zmiany), a z drugiej strony styropiany na usługach zachodu i kk sterujący ciemną masą wyzutą z moralności Chrystusowej, zarażoną chciwością i egoizmem. Bo chcieli być bogaci od razu jak na zachodzie, nie przewidzieli tylko, że zachód miał inne plany, które przy takim poziomie zdrady i intelektu elit oraz rozbiciu służb specjalnych, były już łatwe do zrealizowania. W miejscu gdzie mieszkałem na początku lat 90-tych kolega robotnik zachwycony prywatyzacją bo dostał akcje i oczekujący na dywidendy, radził mi abym rzucił studia i pracę w urzędzie a zaczął robić interesy, założył firmę itd. Oczywiście znając moje poglądy wyśmiewał się, że jestem głupim komuchem. Gdy mu powiedziałem, że mniej więcej za trzy lata nie będzie miał pracy, a jeżeli ją znajdzie to już na warunkach rynkowych i nikt mu już zimą zupy z wkładką nie będzie podawał, odpowiedział tak jak mu wmawiano, że teraz mamy już zachód i będzie zawsze super. Obok mnie zaczął nawet budować dom, no i skończyło się na zalaniu fundamentów, bo upłynęło niecałe 3 lata i firma zbankrutowała a on pozostał bez pracy. Dopiero wtedy przyznał mi, że miałem rację. Oczywiście nie całe społeczeństwo godziło się na zmiany, bowiem wszystkie referenda prywatyzacyjne (1987) i (1996) nie przeszły, czyli nie było de facto zgody społecznej w głosowaniu bezpośrednim na gospodarcze zmiany systemowe, jakie nastąpiły, jednak rządzący zrobili dokładnie odwrotnie i zrobili wszystko, aby Polaków wpuścić w neokolonializm.

    • 25 czerwca 2017 at 20:15

      Tak Mieclawie,z tym że uważam że będzie jeszcze gorzej bo nasze pokolenie” komuchow” na wymarciu a młodych nie widać!Pozdro z okrzykiem hiszpańskich komunistów”No passarant ,venceremos!

      • Miecław
        25 czerwca 2017 at 21:59

        No passarant!!! Pozdrawiam.

    • Wojciech
      25 czerwca 2017 at 21:45

      I tak dobrnęliśmy do katastrofy cywilizacyjnej i egzystencjalnej!
      Za to mamy montownie, logistic centers, markety, stadiony i myjnie bezstykowe. I ileś tam milionów Ukraińców.

  8. leming
    25 czerwca 2017 at 19:54

    A jednak przetrwanie w tym geopolitycznym miejscu i zachowanie suwerenności swoich decyzji jest możliwe. Udowodnili to królowie Polski, Władyslaw Łokietek i Kazimierz III Wielki.Oczywiście zapłacili za to utratą Śląska i Pomorza. A przecież już w tamtych czasach chciano dokonać rozbioru Polski.Otaczały nas potęgi polityczne i militarne.Groźna Litwa, Zakon Krzyżacki, Luksemburgowie z Czech i czychające na okazję niemcy.Jedynym sojusznikiem były Węgry.A jednak zbudowali podwaliny pod silną Polskę, a więc można to zrobić.Rzecz ciekawa, Kazimierz III Wielki zacząl wzmacniać Polskę przyłaczając do Polski Ruś Halicką. Prawie 700 lat później pójdziemy tą samą drogą, historia zatoczyła koło ?. Szkoda że późniejsze pokolenia polaków spaprały dzieło Kazimierza III Wielkiego. Podobnie jak dziś było za dużo sprzedawczyków.

    • 25 czerwca 2017 at 21:06

      lemingu,historia nauką życia ale chyba nie dla naszych “elit”.Zamiast “Międzymorza”,będziemy mieć “Miedzy murami”Europy i Rosji!Dobrze że jest San Eckobar i banderowska Upadlina.I co prawda daleko ale Wuj Sam który nas takl załatwi jak zniesienie wiz i obiecanki po polskich ofiarach w Iraku i Afganistanie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up