Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

24 czerwca 2017

Lekooporność cz.2 /sci-fi/


 Z jakiegoś kamiennego snu, czy innego stanu wyrwała mnie wirująca w głowie myśl – Czy ja żyję?! Starałam sobie przypomnieć cokolwiek z chwil przed zamknięciem powiek, które teraz bałam się otworzyć. Hmmm… Pamiętam ból głowy, całego ciała. Pamiętam korytarz wypełniony krzykiem i smrodem. Teraz jest cicho. Błogo. Lekko… Otwieram!

Oczy zapiekły. Kontakt z cieczą w jakiej byłam umieszczona je zaskoczył. Najdziwniejsze było to, że tkwiłam w zawiesinie jak trup w formalinie i chyba poniekąd było takie założenie. Nie oddychałam. Płuca wypełniała jakaś substancja, która o dziwo mnie nie dusiła, a z tego co pamiętam to nie potrafiłam utrzymać twarzy na basenie pod wodą 10 sekund! Co się stało i gdzie ja jestem? – pytały kolejne myśli. Popatrzyłam na ręce. Były pozbawione dłoni, jednak krwawiące rany zniknęły. Szklany pojemnik, w którym mnie umieszczono stał w ogromnej sali z filarami bez okien. Takich pojemników z ludzkimi ciałami było poza moim jeszcze pięć. Pomieszczenie wyłożono gładką, szklista materią. To chyba jakiś nowy materiał wykończeniowy – zaciekawiło się moje spaczenie zawodowe. Rozmyślania dotyczące aranżacji przestrzeni, gdzie zostało umieszczone moje i pozostałe akwaria przerwało czyjeś wejście… o…!

– Oscar! Chciałam krzyczeć, ale przecież nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku!

Mężczyzna szedł w towarzystwie niewyraźnej istoty. Widząc jak się miotam w szklanym pudełku, podbiegł do mnie wyprzedzając postać.

– Czekaj moment! Nie denerwuj się! Już Cię z tego wyciągamy. Najważniejsze, że się wreszcie obudziłaś! Trochę to trwało, ale właśnie dostaliśmy impulsy, że otworzyłaś oczy!

Kompletnie nie rozumiałam o co chodzi i co się dzieje. Oscar podszedł do akwarium i nacisnął przycisk znajdujący się na środku łączenia ścianek. Za moment dno akwarium rozsunęło się na boki, a  w posadzce pojawiła się szczelina, w której zniknęła ciecz. Równocześnie z jej ucieczką szklane boki rozsunęły się na boki. Bezwarunkowy odruch wymiotny chciał uwolnić mnie od cieczy, która uniemożliwiała oddychanie. Oscar pochylił mnie do przodu pomagając pozbyć się intruza. Pierwsze oddechy rozrywały płuca, ale za moment przyzwyczaiły się do znanej czynności. Kiedy przestałam kaszleć i oddech bezpiecznie się uspokoił – mogłam wreszcie skupić uwagę na reszcie. A cała reszta jawiła się pulsującym czerwonym światłem znakiem zapytania.

– Co… co…? Mówienie przychodziło mi z trudem, ale Oscar wiedział o co chcę zapytać.

– Spokojnie. Już ci mówię.  Byłem w Kolonii. Wyjechałem na 2 tygodnie zrealizować kilka zleceń, a potem planowaliśmy urlop. Od rana jakoś dziwnie się czułem, ale wiesz, że nie przywiązuję zbytniej uwagi mijającym dolegliwościom. Dwóch klientów odwołało spotkanie wykręcając się chorobą. Podziwiałem idealny jak na rocznik stan 405 konnego silnika Eleonory, kiedy do warsztatu wbiegł młody przedstawiciel innej-kultury wrzeszcząc, o końcu świata. Niemieckim łamanym jakimś dialektem wołał nas, żebyśmy z nim biegli po pomoc zanim umrzemy.

Siedząc ze mną na podłodze Oscar starał się wyjaśnić to, co się teraz działo. Kiedy mówił pierwszy raz od oswobodzenia mnie z akwarium podniosłam głowę i dostrzegłam postać, która weszła do sali z mężem.

– Aaa no tak. Przecież ty nie wiesz kto to jest. Oscar musiał dostrzec, że patrzę z niedowierzaniem na przybysza, który stał, a właściwie trwał w milczeniu obok nas.

– To ONI nas uratowali. Miałaś rację. Obserwowali nas od dawna. Sądziłem, że ich nie obchodzimy i jeśli istnieją jesteśmy dla nich tylko takim pseudo kanałem w TV, który jeśli przestanie istnieć zmienią na inny. Trwali 12.000 lat świetlnych od nas, dlatego my ich nie znaleźliśmy w galaktyce. Dla nas byli za daleko, sporo za Marsem i Keplerami, ale szukaliśmy w dobrym kierunku. Wiedzieli o nas od ponad 2000 lat i faktycznie się nam przyglądali. Sporo ich było tu na ziemi, kiedy wybuchła epidemia.

Patrząc na świetlistą postać nie potrafiłam w żaden sposób ani nazwać, ani określić znanymi mi terminami. Czasem z Oscarem dyskutowaliśmy o innych cywilizacjach, ale ludzka wiedza na ten temat ciągle goniła zajączka. Owszem, przypuszczałam, że są gdzieś mądrzejsi od nas, którzy mają niezły ubaw patrząc jak się coraz szybciej unicestwiamy pozornie lepszym i wygodniejszym życiem, ale też ciężko było stwierdzić do czego możemy być innym potrzebni, skoro jesteśmy na tyle durni, żeby zniszczyć swoja planetę – nie znając innej, a ciało wyniszczać kolejnymi szczepionkami i antybiotykami – odbierającymi nam naturalna odporność.

Planeta po 2017 była w coraz gorszym stanie. Żywność straciła smak i jakiekolwiek wartości odżywcze. Woda śmierdziała metalami. Skażenie powietrza z roku na rok dusiło coraz większe ilości osób. Choroby płuc, innych narządów, krwotoki, raki, wirusy – stawaliśmy się w bardzo szybkim tempie coraz słabsi i mniej odporni. Lekarstwa na wszystko od rana do wieczora stały się codziennością. Pocieszaliśmy się bezużytecznymi gadżetami technicznymi, a NASA o tym co dalej z nami jak ziemia się skończy milczała…

Postać była jakby stworzona z gazowej, drgającej powłoki. Kształtem przypominała ludzką postać, z ogromną, kwadratową czaszką i nieokreśloną twarzą. Jedynie co się jakoś formowało były ogromne oczy osadzone po zewnętrznych stronach głowy wielkości narciarskich gogli. Wzrost około 2 metrów. Kończyny dolne nienaturalnie długie w porównaniu z ludzkimi proporcjami i ogromne dłonie z długaśnymi palcami. Grzebałam w pamięci starając sobie przypomnieć gdzie widziałam wizerunek podobnych istot. O … tak! A jednak Beksiński wiedział! Zawsze podejrzewałam go o kontakt z światami jaki wylewał się z jego obrazów. Ciekawe czy to przypadek, że właśnie obraz tej istoty kupiłam na wigilię 2016 w prezencie Oscarowi. Oscar musiał wyczytać z moich oczu ostatnie myśli.

– Tak. Dokładnie to ten obraz. Mówiłem ci, że on widział więcej, że to nie były tylko obrazy. Ta istota – w tych monstrualnie wielkich dłoniach trzyma ludzką postać. Ratuje ją, tuli, ochrania… Jak zobaczyłem pierwsze Addicty nie mogłem uwierzyć. Beksiński musiał ich znać. Namalował obraz w 1972, jeden z pierwszych okresu fantastycznego i nadał mu tytuł AD…

***

www.izabellagadek.pl

Tags: , , , ,

2 komentarze “Lekooporność cz.2 /sci-fi/”

  1. quba
    19 czerwca 2017 at 04:49

    Mocno idziecie w sci-fi 🙂 Powieść w częściach?

  2. Inicjator
    19 czerwca 2017 at 05:08

    Ale odloty!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

Scroll Up