Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

26 maja 2017

Różnica pomiędzy kręgami a prędkościami integracji


 Jest pewna istotna różnica pomiędzy sposobem postrzegania integracji. Jedni mówią o Unii różnych prędkości, a jedynie niektórzy dodają stwierdzenia o kręgach integracji. Pomiędzy tymi określeniami, z których drugie dopełnia to pierwsze, zachodzi olbrzymi stosunek wynikania i zależności. Sama idea integracji w różnych prędkościach, nie jest niczym nowym w Unii Europejskiej. Od zawsze Wielka Brytania była nieco z boku. Podobnie niektóre kraje nie są objęte porozumieniem z Schengen. Różnic jest więcej i nikogo one w Unii nie dziwią, można nawet powiedzieć, że są potrzebne, bo wynikają ze zróżnicowania Unii. Problem kręgów integracji jest jednak o wiele bardziej głęboki, ponieważ to właśnie kręgi, podkreślają i uwypuklają te różnice. Poza tym kręgi są skoncentrowane do wewnątrz na siebie. Co samo w sobie oznacza zamykanie integracji różnych prędkości w różnych kręgach integracji.

Najważniejszym wyróżnikiem do stworzenia kręgu zacieśnionej i pogłębianej integracji jest Strefa Euro. W tym kontekście pogłębienie i intensyfikacja współpracy są koniecznością i naturalną konsekwencją funkcjonującego modelu. Integracja w praktyce będzie się przekładać na tworzenie tego typu elitarnych kręgów i wzmacnianie w nich zasad unijnych uznawanych za wspólne. W praktyce jednak wszystko rozbije się o pieniądze. W praktyce Unia Europejska może stać się kręgiem ścisłej integracji, gdzie obowiązują wszystkie zasady i np. pełne dopłaty w ramach Wspólnej Polityki Rolnej oraz przyległościami, które bez wspólnej waluty i wpływu na wspólnotową politykę, nie będą w stanie funkcjonować w sposób chociaż formalnie równy jak inne kraje.

W praktyce kręgi integracji oznaczają FAKTYCZNY PODZIAŁ UNII EUROPEJSKIEJ. Pierwszym dniem jej podziału, będzie moment w którym zostanie wydzielony wspólny budżet dla Strefy Euro. Trzeba dobrze przeanalizować Traktaty, żeby spróbować się na nowo określić w sytuacji, w której część krajów będzie chciało robić coś razem, na co nie mają ochoty – i możliwości inne kraje. Właśnie o możliwości się tutaj rozchodzi, bo o ile w przypadku Unii bankowej, kiedy Polska zrezygnowała z opodatkowania transakcji kapitałowych, żeby lepiej się funkcjonowało biednym wielkim korporacjom i biednym bankom – mogliśmy przynależeć. To w przypadku, gdy wyróżnikiem będzie posiadanie wspólnej waluty, nie możemy przynależeć, albowiem nie należymy do tego elitarnego klubu – co jest epokowym błędem naszych elit, na miarę błędu jakim był pobłażliwy stosunek do Monachium! Mówimy zatem de facto o wykluczeniu niektórych krajów z możliwości współpracy.

Wystarczyło przyjąć Euro i bylibyśmy w zupełnie innej sytuacji. Kwestie polityczne związane ze wspólną walutą są dla nas o wiele ważniejsze od jakichkolwiek kwestii związanych z ekonomią. Zwłaszcza, że dla naszych polityków nie ma problemu z poświęceniem wzrostu gospodarczego o 1%! Prawdziwym powodem dla którego nie zdecydowano się na przyjęcie wspólnej waluty jest niezależność od głupiej polityki rządu, jaką posiadaliby posiadacze tej waluty. Oczywiście wiadomo, że wypłaty mogłyby być zmniejszane – podobnie jak to się dzieje w Grecji, jednak jesteśmy tak biedni i przez to płacowo konkurencyjni, że przy racjonalnej polityce, wzrost mógłby być zachowany. Kwestie ekonomiczne dla nas mają naprawdę znaczenie wtórne. Euro to prawdziwa suwerenność i brak strachu przed zagrożeniem zewnętrznym – bylibyśmy na prawdziwym Zachodzie. Chodzi o zrozumienie, że nic na tym nie tracimy w ujęciu makro, ponieważ jak się zawali Strefa Euro, to Złoty pójdzie na dno jeszcze przed Euro! Natomiast korzyści polityczne byłyby jednoznaczne, jak również i gospodarcze byłyby bardzo ważne. Dodatkowo, wszyscy widzieliby ile się w Polsce zarabia i jakie są ceny, dla wielu Polaków byłby to szok, a może nawet i coś więcej, niż szok. Okazałoby się, bowiem, że w Niemczech uchodźca będący nielegalnym imigrantem dostaje od państwa więcej pieniędzy kieszonkowego miesięcznie, niż w Polsce duża część rencistów i emerytów. Mniej więcej taka jest prawda o naszej gospodarce.

Jesteśmy w sytuacji, w której decyzje kierunkowe już zapadły. Wygrana pana Macrona we Francji i prawie pewna wygrana pani Merkel w Niemczech, będą fundamentami nowej Unii Europejskiej, która w ramach zamkniętej strefy integracji, skupionej wokoło wspólnej waluty, będzie pogłębiać integrację. Polska pozostanie na uboczu. O naszym losie będą decydować kraje, które przyjmowały się razem z nami do Unii lub nawet zostały przyjęte po nas!

Tags: , , , , , ,

3 komentarze “Różnica pomiędzy kręgami a prędkościami integracji”

  1. Trzaskowski Sebastian
    16 maja 2017 at 05:12

    Ojej wielkie mi cudo – a czego się spodziewaliście po Zachodzie?

  2. Inicjator
    16 maja 2017 at 05:29

    Dlaczego ci z JĄDRA UNII mieliby niby się poświęcać dla jej peryferiów?

    Zawsze było przecież odwrotnie.

    To peryferia zawodzą CENTRUM, nie chcąc przyjmować uchodźców.

    Spokojnie, jest jeszcze JEDWABNY SZLAK, do którego Polska zgłosiła akces,

  3. Mikolaj
    16 maja 2017 at 15:54

    “Wystarczyło przyjąć Euro i bylibyśmy w zupełnie innej sytuacji.” Latwo powiedziec. Mysle, ze gdyby w Polsce przeprowadzono referendum na temat czy przejadamy dochod narodowy czy go inwestujemy na rzecz przyszlych pokolen (czyli wprowadzamy Euro), to pierwsza obcja by zwyciezyla. Rosjanie jakos przezyla terapie szokowa po spadku cen ropy. Mysle, ze Polacy by nie zaakceptowali wprowadzenia Euro ani przez ostatnie dwadziescia lat ani dzisiaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

About krakauer,

Scroll Up