Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

24 czerwca 2017

Pan Zero (cz.1)


 Pamięć go zawodziła. Eony płowiały. Wieki zatarte w jeden niewyraźny obraz, na którym już ciężko dopatrzeć się szczegółów. Czasami wracało do niego wspomnienie, ale już nawet nie mógł mieć pewności czy było ono prawdziwe, wymyślone, czy tylko mu się kiedyś przyśniło, To co? Teraz go nawiedzą?

Te efemeryczne wizje wywoływane były najczęściej przez zapachy. Przechodził koło jakiegoś zapachu. Drezno w ogniu. Oblegane mury Jerozolimy. Smutna, ale nieustępliwa twarz Cycerona. Kartagińczycy na plażach Malty. Wyrok, który skazał go na wygnanie i wieczną tułaczkę po równoległych światach. Bogowie. Demony. Wszechmocni, którzy tracili życie pod ostrzem jego miecza. Prastary Ojciec Bóg, rozsypujący się na miliony kryształów, jak wazon strącony przez psotne dziecko. Podróżnicy. Obserwatorzy, krążący między wymiarami. Dzień w którym stał na wzgórzu otoczony przez mnichów, gdy z kolejnych kryształów tworzył światy. Jałowa ziemia tych, które w swej okrutności niszczył. Miłość. Ten zapach go niszczył najmocniej. Natrętnie powracał. Jak zemsta. Trucizna wlewana w jego umysł przez nozdrza. Studnie w której spędził tak wiele czasu, że kajdany w które był zakuty zaczęły zrastać się z jego nadgarstkami.

– Słyszę Pana. Proszę otworzyć. Trzeba zapłacić za pizzę.

– Nie mam pieniędzy. Przyszedłeś za późno. Odejdź.

Poczuł smród palonego ciała. Papieros już dość mocno go poparzył, ale dopiero gdy spojrzał na swoją przypaloną dłoń poczuł ból.

– (K..).

Zgasił go w przepełnionej popielniczce, wysypując kilka innych niedopałków. Starł je dłonią w kierunku krawędzi stołu i zsypał do pudełka po pizzy leżącego na ziemi. Skręcił kolejnego papierosa. W syfie na stole nie dojrzał zapalniczki, więc odpalił go od świeczki, którą zdmuchnął po pierwszym zaciągnięciu. Pamiętał ją. W zapachu opium był jej uśmiech. Namiętność. Jej ciało natarte wonnymi olejkami. Tysiąclecia mijały. Wiele razy już się kochali, ale zawsze coś ich rozdzielało. Przypominał sobie, że to ona gdy było już za późno.

– Świeczki zapachowe. Kto to kupił? -Próbował sobie przypomnieć, ale czasem łatwiej mu przychodził zeszły wiek, niż wczorajszy wieczór.

*

– Panie Zero. Panie Zero. – Ktoś go szarpał za ramię.

Pusta butelka, którą kurczowo trzymał w dłoni, upadła i poturlała się po brudnej podłodze. Zero powoli otworzył  zaropiałe powieki. Próbując sobie przypomnieć, co to za świat. White Horse, tylko jedna rzeczywistość miała tą podłą łychę. Kraina była tak porąbana, że nazwał ją Straconą. Spojrzał na swojego Gościa. Mówią tu na nich Emo czy jakoś tak. Pokraczna chudzina, niby facet, ale miecza by nie utrzymał. Zdolności magicznych nie miał, więc raczej nieprzydatny w walce. Na stole zabrzęczał telefon. Zignorował go. Zapitymi oczami szukał czegoś na kaca. Kac, to kac i miliony lat tego nie zmienią. Klin, to klin …na każdym znanym mu świecie było tak samo. Niestety dookoła walały się tylko puste butelki. Popatrzył na śmieszną postać i z nadzieją zapytał

– Piwo? Masz?

– Niestety mistrzu, ale udało mi się załatwić krew.

– Co?

– No krew. 0 Rh+

– Na co mi krew?

– Jesteś wszak mistrzu nieumarły!

– Krwi nie piłem od trzystu lat. Nie jestem wampirem debilu! Masz jakieś drobne? Kup fajki i piwo. Krew zostaw, powspominam stare czasy. Idź już.

*

Pan Zero zastanawiał się nad mądrością, którą usłyszał od pewnego mnicha, albo w jakiejś japońskiej bajce…dlaczego przeznaczenie jest niemożliwym marzeniem? Niby Zero nie wierzył w przeznaczenie. Żyjąc od Eonów nie wierzył praktycznie w nic. Wiekami uczył się tej niewiary. Przeznaczenie, to raczej żart któregoś zidiociałego Boga. Tak. Zero nie wierzył w przeznaczenie i chyba bardziej nie wierzył tylko w marzenia. Przypominał sobie czasami zapachy dawnych marzeń, ale były one tak ulotne, że już nawet wspomnienia po nich były tylko złudzeniem. Częściej otaczała go śmierć, ze swoim słodkim zapachem odchodzących dusz. Ona była dość prawdziwa. Była całkiem miłym przeznaczeniem…ale nie dla niego. Jemu nie dano nic, nawet tej chwili szczęścia, jaką jest odejście w ciemność. W nieistnienie. Kazano mu się tułać między światami i pozbawiono zakończenia.

Kiedyś Pan Zero kochał. Kiedyś Pan Zero kochał? Pytanie często budziło go z alkoholowego snu. Kochałem ją wczoraj, a dzisiaj wyszła i już chyba nie wróci. To było dzisiaj? Może dopiero było to jutro. Przecież dzisiaj jeszcze ją tuli. Nie mógł się pozbierać. Za dużo opium by w chwili otworzenia oczu być pewnym jej obecności. Próbował odszukać jej dotykiem. Spróbuje ją odszukać dotykiem. Wczoraj. Nie ma jej. Już jej nie ma. Obraz był wyraźny. Jej energia jeszcze była widoczna. Wprost do drzwi i dalej po schodach w dół. Dalej już nie widział nic. Nie wiedział czy było coś dalej? Czy w tym świecie istnieje coś więcej niż ten moment, w którym ona wychodzi i nie ma nic dalej? Czy ten świat kończy się na tym, że znów ją traci? I tak w kółko. Co to za świat. Nie mógł sobie go przypomnieć. Nic nie podpowiadało mu …

Gdzie jestem?

Tags: , , , , , , , ,

3 komentarze “Pan Zero (cz.1)”

  1. DrQ+
    7 maja 2017 at 05:26

    Głębsza fantastyka pokazująca problemy społeczne w krzywym zwierciadle? Bardzo ciekawe czekam na kolejne odcinki – fabuła wciąga.

  2. Inicjator
    7 maja 2017 at 09:08

    Czekam na kolejne odcinki.

  3. Wera
    7 maja 2017 at 09:52

    Przykład na to, że Bukowski nie umarł:). Inteligentna proza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

Scroll Up