Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

22 października 2017

Źle obstawiliśmy opcje strategiczne w energetyce – zapowiada się że będzie bolało!


 Źle obstawiliśmy opcje strategiczne – zapowiada się, że będzie bolało! Na pewno zaś, będzie kosztowało i to już nie tylko stracone szanse, czy wolniejszy rozwój (na który jak wiadomo jest zgoda polityczna). Będziemy ponosić koszty błędów w decyzjach strategicznych dotyczących całej gospodarki. To się już zdecydowało, właśnie jest przypieczętowywane i nie ma odwrotu, sami zapędziliśmy się do sytuacji, w której znajdujemy się w sytuacji negatywnej i problematycznej, bez opcji win-win.

Relacje międzynarodowe reguluje atawizm. Wiele organizacji międzynarodowych i zwyczajów oraz presja międzynarodowych środowisk lobbystycznych, w tym głównie tych korporacyjnych – tym atawizmem steruje, często ograniczając jego krwiożerczość i brutalność. Jednak zawsze mamy do czynienia z sytuacją, w której suma równa się zero, ewentualnie trzeba ponosić koszty, które są dochodem kogoś innego. Te kwestie są wybitnie widoczne w kontekście energii, jej dostaw z różnych źródeł i wszystkiego, co się z tym wiąże.

Generalnie Europa ma bardzo dużo szczęścia, ponieważ znajduje się obok najbardziej zasobnego na świecie źródła wszelkich surowców, w tym energetycznych – Federacji Rosyjskiej. Naturalnym więc trendem w działaniach partnerów jest stymulowanie dyfuzji, polegającej na wymianie rosyjskich surowców w zamian za zachodnie dobra i usługi (i inne). Jest to trend naturalny, natywny dla gospodarki ludzkiej w tym regionie, tak było zawsze, że z dużych względnie słabo zaludnionych obszarów na Wschodzie, eksportowano na Zachód – wszystko, co dało się spakować i wywieść a nie gniło po drodze. Przez co najmniej 300 lat, bardzo korzystał na tym i nasz kraj – prowadząc politykę ekstensywnej gospodarki rolnej, która również stymulowała działania polityczne, prowadzące do rozrostu terytorialnego wielonarodowej państwowości. Europa bowiem zawsze umiejętnie korzystała z zasilania zewnętrznego czynnikami produkcji prostej, o charakterze pierwotnym, chodzi o zdolności przetwórcze, które w Europie prawie zawsze były wyższe i bardziej efektywne od otoczenia. Przecież już Rzymianie sprowadzali zboże (i nie tylko) z Egiptu i Afryki Północnej (w tamtym okresie był tam inny klimat – idealne warunki dla rolnictwa). Dzisiaj Zachód chcąc się rozwijać, jak również po prostu utrzymać swój poziom życia, musi importować surowce. Na tej podstawie buduje swoje bogactwo poprzez wartość dodaną, jaką umożliwia technologia i zgromadzony kapitał. Nie ma do tego lepszego źródła niż Rosja, byłe afrykańskie kolonie, również niesłychanie zasobne, są niestety obarczone poważnym ryzykiem politycznym. A tutaj chodzi o poważny biznes, będący głównym rdzeniem produkcji, do tego są potrzebne stabilne, stałe i przewidywalne zasoby.

Tymczasem Polska jest w bardzo dziwnej sytuacji jeżeli chodzi o dostawy energii, albowiem nie widać żadnej logiki, ani rachunku ekonomicznego w naszych działaniach w tym zakresie. Przede wszystkim opieramy się na węglu, co ma tą olbrzymią zaletę, że mamy jego olbrzymie złoża i bardzo rozbudowany sektor wydobywczy. Technologie są opanowane, nie brakuje ani sił, ani środków – długo jeszcze, naprawdę na pełnym luzie możemy opierać się na węglu. Są z nim jednak trzy problemy. Po pierwsze kwestie klimatyczne – zobowiązaliśmy się do określonych redukcji emisji substancji obciążających środowisko, nie da się tego osiągnąć bez odejścia lub bardzo poważnych inwestycji w energetyce węglowej. Po drugie chodzi o kwestię logistyczną, otóż dysponowanie węglem jest generalnie obciążające dla gospodarki i chociaż można to paliwo magazynować, to również są z tym problemy – w tym, nawet jak jest go za dużo. Nie udało się nam wypracować zasad optymalizacji rynku i w znacznej części mamy sytuację niezrozumiałą, nie wiadomo tak naprawdę o co chodzi na rynku węgla. Może właśnie o to chodzi, żeby nie było wiadomo? Trzecią kwestią jest bezwzględna strata dla cywilizacji, w tym oczywiście dla przyszłych pokoleń z przeznaczania tak cennego surowca jakim jest węgiel, w tym zwłaszcza kamienny do spalania. Już dzisiaj można wykorzystać węgiel w całym szeregu procesów chemicznych, które pozwalają np. na tworzenie paliw płynnych lub tworzyw sztucznych, bardzo wiele tracimy na przyszłość. Spalanie węgla jest po prostu nieekonomiczne w ujęciu cywilizacyjnym, ponieważ zanieczyszczenia są bardzo duże, a strata tak cennego surowca – dla względnie niskiej sprawności procesów spalania, to samoograniczanie się cywilizacyjne. Są dostępne inne technologie produkcji energii, wystarczy je wdrożyć.

Gaz ziemny jest w Polsce w pewnych ilościach, jednak to za mało na nasze potrzeby. Gospodarstwa domowe nie zużywają go dużo, również w gospodarce jest jedynie kilkadziesiąt zakładów, które realnie liczą się w przemysłowym wykorzystaniu gazu. Trzeba mieć świadomość, że dzisiaj rolnictwo nie jest możliwe bez nawozów azotowych, a do ich powstania gaz jest obecnie niezbędny.

Energetyka jądrowa w Polsce jest przykładem skuteczności naszego państwa w ogóle, po prostu się nie udała, chociaż była szansa, żeby udała się chociaż w części (Żarnowiec), jak również nie udaje się obecnie. Nie da się po prostu zrozumieć, nawet zakładając złą wolę, dlaczego nasze państwo nie jest w stanie zdobyć się chociaż na przygotowanie procesu budowy elektrowni jądrowych. Chociaż jak wiadomo z sondaży – jest na to generalna akceptacja społeczeństwa, której np. w Niemczech nie ma. To wielki kapitał społecznego zaufania, mający dla nas nadzwyczajne znaczenie. Dlaczego to nie jest wykorzystywane? Co ciekawe, również nikt, się tym nie zajmuje właśnie w warstwie badawczej, tymczasem byłoby w tym kontekście wiele pracy dla dziennikarzy śledczych (i nie tylko).

O energetyce odnawialnej lepiej nawet nie mówić, ponieważ to jak w Polsce władze potraktowały tą niesłychanie innowacyjną branżę, to przykład złego działania państwa i nie ma znaczenia, za rządów której koalicji. Mówimy o wielkiej generalnej niewykorzystanej szansie, którą marnujemy od dekad. Przy czym uwaga w grę tutaj wchodzi włączenie rolnictwa, którego niewykorzystane moce produkcyjne w Polsce (w tym w stosunku do ilości ludności wiejskiej), to co najmniej 50% Moglibyśmy produkować tyle biomasy i innych biokomponentów, że bilans energetyczny Polski w tym w zakresie paliw płynnych – przynajmniej tych wykorzystywanych do celów gospodarczych byłby zupełnie innych. To pozycjonowałoby nas w sensie strategicznym zupełnie inaczej. Można nawet zaryzykować hipotezę, że przy względnie pełnym wykorzystaniu zasobów rolnictwa, pozwoleniu sektorowi energetyki odnawialnej na pełnię kreatywności oraz po wybudowaniu dwóch dużych elektrowni jądrowych – moglibyśmy zrezygnować z produkcji energii z węgla i znacząco ograniczyć import paliw płynnych. Miałoby to kolosalne znaczenie dla bilansu płatniczego kraju, w ogóle całej naszej wymiany handlowej i SZOKUJĄCO PRZEKŁADAŁO SIĘ NA SUWERENNOŚĆ. Jednak „się nie da”. Niestety żyjemy w światowym centrum „nie da się”, które zwłaszcza na skrzyżowaniu zagadnień z zakresu energetyki i rolnictwa jest „nie da się w ogóle nie ma takiej możliwości”. Dodajmy – chociaż przez lata u władzy była partia reprezentująca interes klasowy mieszkańców wsi! Niestety zdecydowano się na model polityki rolnej, w którym rolnicy zamiast produkować żywność i energię, głównie pobierają dotację, a potem głodowe emerytury.

Dzisiaj sprowadzamy gaz z Zatoki Perskiej, po cenach po prostu kosmicznych. Zaczynamy sprowadzać z USA. Dobrze, że jest dywersyfikacja, tylko dlaczego nie może zarobić na niej polski rolnik? Przecież Dolary i Euro, które wydajemy na import paliw, trzeba zarobić. Natomiast za biokomponenty płacilibyśmy w Złotych. Jest to sprawa tak niesłychanie ważna, że nie można o niej milczeć. Mówimy o miliardach obrotów i o strategii gospodarczej całego kraju. Nie są to rozwiązania niemożliwe do wprowadzenia, wiadomo że stopniowo i nic na siłę, jednak u nas „nie da się”.

W 2018 roku trzeba rozpocząć negocjację z Rosją w sprawie przedłużenia kontraktu jamalskiego na kolejne lata – np. 10-cio lecie. Rosyjscy partnerzy właśnie inwestują olbrzymie środki w rozbudowę bałtyckiej infrastruktury przesyłowej. Nie mamy żadnej pewności, że utrzymanie lądowej infrastruktury przesyłowej będzie dla naszych partnerów opłacalne. Co wówczas? Będziemy importować rosyjski gaz z Niemiec? Opowiadanie bajek o pociągnięciu gazociągu z Norwegii zostawmy na polu Sci-Fi, jeżeli to się nie opłaca Niemcom! To, jak może się opłacać nam, skoro Niemcy są bliżej?

Ktoś sobie założył, że możemy mieć droższą energię od sąsiadów i nie widzi w tym niczego złego. Możemy się tylko domyślać, kto jest tym „ktosiem”, chociażby po tym, dla kogo nie jest problemem poświęcenie 1% przyrostu PKB na ołtarzu własnej polityki. Jest to żałosne i przerażające, bo żeby nie głupota i krótkowzroczność, obie nitki gazociągu, które dzisiaj niesłychanie kosztownie są układane po dnie Bałtyku – biegły by sobie spokojnie przez nasze terytorium (i bratniej Białorusi). Wszyscy byliby zadowoleni, a my mielibyśmy dostęp do praktycznie nieskończonej (z naszej perspektywy) ilości gazu w bardzo niskich cenach (taniej, niż Niemcy). Jaka będzie cena energii w Polsce za 10 lat? Od odpowiedzi na to pytanie zależy nasz przyszły poziom życia, już dzisiaj „świecenie światła” w wielu polskich domach to jest luksus, a niedogrzewanie domów i mieszkań jest standardem, nie mówiąc już nawet o opalaniu się śmieciami (bo taniej). To są skutki błędów strategicznych w segmencie energetyki. Źle obstawiliśmy opcje strategiczne w energetyce – zapowiada się że będzie bolało! Poniesiemy koszty, a może być i ciemno i zimno. Chyba wszyscy pamiętają – jaki mamy klimat?

Tags: , , , , , , , , , , , ,

9 komentarzy “Źle obstawiliśmy opcje strategiczne w energetyce – zapowiada się że będzie bolało!”

  1. Adam Bielawski
    6 maja 2017 at 07:31

    Dokładnie tak jest, w pełni popieram ten sposób myślenia – przestrzeliliśmy najwazniejszą opcję strategiczną na kolejne pół wieku. Autowydymanie się z Nordstreamem to jedna z największych porażek geostrategicznych naszych elit. Głupcy, nieudacznicy, debile, kretyni, psuje.

  2. Fasci di Combatimento
    6 maja 2017 at 09:15

    Oczywiście nie ma winnych, nie ma nawet dyskusji, media milcza – propaganda sukcesu będzie drogi gaz i drogi prąd. Wszystko super.

  3. Inicjator
    6 maja 2017 at 09:27

    Prezes w swojej willi na Żoliborzu będzie miał ciepło.

    Reszta może marznąć.

    Amen.

  4. Wojciech
    6 maja 2017 at 09:31

    Zniszczenie przez nieuków solidarnościowych elektrowni jądrowej w Żarnowcu było cofnięciem rozwoju kraju o co najmniej 50 lat, o ile nie na zawsze. Główny macher niejaki Tadeusz Syryjczyk, naukowiec z AGH i pierwszy niekomunistyczny premier powinni dalej gnić w kryminale. Ten drugi nieudacznik na szczęście odszedł, otoczony mitem i fałszem.

  5. bob
    6 maja 2017 at 10:52

    Oczywiście Niemcy chcą aby Rosja była surowcową kolonią Europy ale problem w tym, że Rosjanie mają inne plany. Oni nie chcą europejskich towarów tylko europejskie technologie i inwestycje, które zrobiłyby z tego państwa potęgę będącą w stanie dołączyć do dwóch obecnie supermocarstw-Chin i Ameryki. Ale tu pies jest pogrzebany bo taka potęga byłaby rywalem gospodarczym dla Niemiec. Dlatego właśnie mimo budowy gazociągu po dnie bałtyckim Niemcy w wielu kwestiach wcale nie są jakoś bardziej przychylni Rosji niż nawet my. Generalnie Rosja domaga się uznania jej dominacji na obszarze byłego ZSRR a nawet rozszerzenia jej na Europę Centralną. Idea tzw. drugiej Jałty. Chodzi o to, że Rosja nie chce aby Zachód przenosił produkcję czy inwestował duże sumy w modernizację infrastruktury w byłych państwach bloku wschodniego i byłych republikach sowieckich. To bowiem z jednej strony automatycznie zmniejsza wpływy Moskwy w tych państwach. Z drugiej zaś prowadzi do skoku cywilizacyjnego w tych państwach. A wówczas Rosjanie zaczynają porównywać poziom życia u siebie i u swoich dawnych wasali i mogą wpaść w złość i zwrócić się przeciw Kremlowi. Taka sytuacja ma obecnie miejsce w Kaliningradzie gdzie mieszkańcy będąc często w Polsce chcą wprowadzić u siebie podobne rozwiązania a to prosta droga do negowania obecnego systemu panującego w Rosji. Jest też trzeci aspekt. Tzw. nowe kraje UE to sto milionów ludzi. Prawie tyle co Rosja. W ciągu ostatniej dekady te państwa pochłonęły ogromne ilości inwestycji i kapitału w rezultacie dla Rosji zostało niewiele a i dostęp do zachodniego kapitału był dla Moskwy z tego powodu droższy bo przecież zachodni finansiści mogli zarobić równie dobrze a przy tym przy mniejszym ryzyku w nowych państwach UE. Tak więc Rosja ma naszym państwom za złe, że skradliśmy “miłość“ Zachodu i dlatego nie stała się ona potęgą jak Chiny. Niemcy zaś nie chcą Rosji jako potęgi przemysłowej a inwestowanie w nasz region jest dla nich bezpieczniejsze bo my nie mamy surowców i nie staniemy się z tego powodu konkurencją dla nich. A wracając do energetyki Rosjanie mogą zapomnieć o umowach wieloletnich, w których narzucali swoje warunki a podpisane zobowiązania traktowali lekceważąco. I to wszystko dzięki Nord Streamowi. Pewnie gdyby Putin nie wymyślił tej rury to nikt w Polsce nie podjąłby budowy o żadnym gazoporcie i nadal przez kolejne dekady Ruscy robiliby nas po prostu w balona. A Putin chciał budować Nord Stream głównie po to aby uniezależnić się od gazociągów na Ukrainie ale i bratniej Białorusi bo ubzdurał sobie budowę ZSRR 2.0 pod nazwą “ruskij mir“. A przecież na wschodzie nie znają innej metody budowy wspólnoty niż walić mocno w mordę. A trudno kogoś bić po łbie gdy trzyma on nas mocno za jaja. Tak więc Putin chciał uniezależnić się od swoich braterskich sąsiadów a w rezultacie Polska uniezależniła się od kaprysów Putina. Co więcej poprzez połączenia gazowe Polski z sąsiadami de facto wszyscy w regionie zyskali silniejszą pozycję negocjacyjną w relacjach z Gazpromem. Jeżeli chodzi o węgiel to raczej stawiałbym na brunatny. Bo taniej zrównać z ziemią kilka wsi i zbudować nową kopalnię odkrywkową niż ryć w ziemi coraz głębiej. A jak nasza energetyka zostanie rozwalona przez kary klimatyczne to też nie oznacza, że nastał koniec. Jak bowiem jest w powiedzeniu że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło-sprawność fotowoltaniki jest coraz większa. Już dziś markety oferują domowe panele słoneczne. Za kilkanaście lat gdy polska energetyka się zawali i ceny energii poszybują w górę to każda chałupa będzie miała własne OZE. I wtedy nagle się okaże, że jesteśmy bardziej eko niż Niemcy na ruskim gazie. Polak potrafi hehehe.

  6. 6 maja 2017 at 12:16

    Bob,i znów O,ty chyba zrozumiesz wtedy gdy za pobyt w znanym ośrodku ze względu na wzrost kosztów energii cały dochód od Wujka Sama i Sorosa przyjdzie ci zapłacić!

  7. Fretka pana D.
    6 maja 2017 at 18:48

    Wytłumaczą ludziom że to wina Putina i Tuska…

  8. jerzyjj
    7 maja 2017 at 20:17

    Putin polecił Gazpromowi rozpocząć układanie rur na morskim odcinku Tureckiego Potoku.
    Szef Gazpromu Alieksiej Miller w trakcie spotkania roboczego z prezydentem Władimirem Putinem poinformował, że koncern jest gotowy rozpocząć układanie rur na morskim odcinku Tureckiego Potoku.
    Informuję Pana, że jesteśmy gotowi w przeciągu kilku dni rozpocząć układanie rur na dnie morza — powiedział Miller Putinowi, dodając, że Gazprom czeka na sygnał do rozpoczęcia prac.

    Należy rozpocząć prace — zarządził prezydent.

    Miller poinformował, że koncern przystąpi do przeciągania gazociągu Turecki Potok na dnie morza w drugiej połowie bieżącego roku i dodał, że zakończenie budowy dwóch nitek Tureckiego Potoku zaplanowane jest do końca

    2019 roku.

    Wcześniej podano do wiadomości, że Gazprom porozumiał się wstępnie z włoską korporacją energetyczną Eni ws. dostaw gazu przez Turecki Potok. Obecnie koncerny rozpatrują różne warianty dostaw gazu przez Turcję zamiast tranzytu przez Ukrainę. Firmy biorą pod uwagę przede wszystkim gazociąg Posejdon biegnący przez Grecję do Włoch.
    —————————————————
    Kilka zachodnich koncernów podpisało 24 kwietnia umowę z ze spółką-córką rosyjskiego Gazpromu. Strony uzgodniły współfinansowanie drugiej nitki rosyjskiego gazociągu po dnie Morza Bałtyckiego.
    Ze strony rosyjskiej umowę podpisała spółka Nord Stream 2 AG, w której wszystkie udziały należą do Gazpromu. Zachodnimi inwestorami są zaś francuski koncern energetyczny Engie, austriacki koncern naftowy OMV, brytyjsko-holenderski Shell, niemieckie przedsiębiorstwo energiczne Uniper i również niemiecki koncern chemiczny Wintershall. Zgodnie z zawartym porozumieniem zachodnie spółki sfinansują połowę kosztów budowy drugiej nitki rosyjskiego gazociągu po dnie Morza Bałtyckiego, które Rosjanie szacują na 9,5 miliarda euro. Już w tym roku każdy z nich ma przekazać po 285 milionów euro, tak aby pokryć 30% swojego wkładu. Pozwoli to na na dotrzymanie założonego przez Gazprom harmonogramu budowy Nord Stream 2, która ruszy w przyszłym roku i zostanie zakończona
    w 2019 r.
    —————————————————-

    PODSUMUJMY !!!
    2019 ROK ZBLIŻA SIE… Inwestycje te mają kluczowe znaczenie dla Rosji, bo uderzą w Ukrainę i Polskę.
    Np. Bułgarzy, którzy mogli zarabiać miliardy są teraz zapewne “szczęśliwi” i wdzięczni Brukseli.
    Ale czego się nie robi dla Ukrainy i dla mocodawcy zza oceanu?

    https://pp.vk.me/c626427/v626427955/38e9e/WQDiet6GSnY.jpg

  9. Mikolaj
    2 czerwca 2017 at 16:52

    W polskiej strategi energetycznej od dluzszego czasu bardzo aktywnie uczestniczy jeszcze jeden gracz. Wydaje sie, ze to ten gracz byl zainteresowany wkladaniem “kija w szprychy” przedsiewzieciom na terenie Polski, ktore byly korzystne dla naszego wschodniego sasiada i zachodniego sasiada. W rewanzu pewnie byla jakas dorazna pomoc dla Polski np. w postaci tanich kredytow. Dzisiaj wyglada to kiepsko tyle, ze to nie jest koniec “rozgrywki”. Nasza pozycja ekonomiczna i polityczna jest slaba i tylko mozemy sie przygladac zmaganiom silniejszych. Daj Bog aby wynik byl korzystny dla nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up