Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

24 sierpnia 2017

Fundamentalne pytania Zachodu wobec rosnącej potęgi Chin?


 Fundamentalne pytania Zachodu wobec rosnącej potęgi Chin, można sprowadzić do pytania o globalne przepływy: surowców, kapitałów i towarów. Suma tych procesów zdecyduje o dalszym porządku na świecie.

Nie ma dzisiaj ważniejszego pytania, niż to o surowce. Dostęp do nich zawsze warunkował rozwój, warunkuje go obecnie i będzie go warunkował. Surowce oraz żywność, to strategiczne czynniki rozwoju. Kapitał nie jest wolny, w zasadzie nigdy nie był wolny, ponieważ zawsze służył określonym celom. Kontrola nad kapitałem oznacza, że nie każdy kapitał jest mile widziany. Doskonale to widać na przykładzie Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych, którego inwestycje nie są wszędzie mile widziane, chociaż to dokładnie takie same Dolary lub Euro jak każde inne. Jeżeli chodzi o towary, to są one funkcją technologii, kosztów wytworzenia, logistyki, surowców i zależą od marketingu i sieci sprzedaży. Wschód już nie jest prostą montownią, Chiny, Korea, Tajwan potrafią kopiować Zachodnie marki, a nawet sprzedawać swoje produkty na całym świecie. Japonia jest sama w sobie potęgą i nią pozostanie. Jednak przez swoich konkurentów w Azji jest zaliczana do Zachodu.

W wyniku dotychczasowego biegu procesów, wykształciła się sytuacja, w której Chiny zasilają się w surowce – z Australii, Afryki, krajów Azji, Bliskiego Wschodu oraz Ameryki Południowej. Ze względu na głupią i szkodliwą politykę Zachodu, Rosja stopniowo przekierowuje swoje gigantyczne zasoby na Chiny. W konsekwencji mamy do czynienia z sytuacją, w której praktycznie cały świat dysponujący zasobami do przetworzenia – wysyła je do Azji, w tym głównie do Chin.

To skupienie będzie warunkowało zdolności wytwórcze na przyszłość. Zwłaszcza, że Chińczycy mają już kapitał i na tyle rozwiniętą technologię, że potrafią już sami kreować produkty sprzedawane na całym świecie. Co prawda głównie naśladują to, co zaprojektowali i skonstruowali inni, jednak jest to droga, którą przeszły wszystkie kraje Azji, budujące swoją potęgę na masowej produkcji dóbr konsumpcyjnych.

Dostęp do surowców i będzie determinował role geostrategiczne. Zachód jeszcze tego nie czuje, ale to dzisiaj liczy się bardziej to, co się dzieje na Morzu Południowo-Chińskim, niż na Atlantyku. Chinom udało się ekonomicznie uzależnić Australię, z powodów politycznych zaczynają pobierać surowce z Rosji, w zasadzie przejęli Afrykę – w głównych osiach jej zdolności produkcyjnych. Jeżeli uda się im równie skutecznie sięgnąć po bogactwa Ameryki Południowej – przeważą szalę korzyści skali na swoją korzyść w sposób definitywny. To znaczy, nie będzie się dało grać powyżej stawki, na jaką pozwolą Chińczycy, bez jakiegoś wielkiego resetu. Oznacza to, że tylko przez wojnę i przemoc, Zachód może dążyć do utrzymania swojego stanu posiadania, więcej już nie zagarnie, chyba że za pośrednictwem technologii, ale w tym wyścigu głównie się liczą tylko USA i Japonia. Europa na własne życzenie woli dopłacać rolnikom do nie produkowania dóbr, zamiast inwestować w nowe technologie.

Bliski Wschód jest ważny, ale jego rola będzie maleć, ponieważ jego zasoby energetyczne są znane i już raczej nie będą rosnąć, na tyle żeby móc zdominować świat. Wystarczy tylko, że Rosja opanuje technologię pozwalającą na wiercenia w Arktyce i będzie miała zdolności zalania świata ropą, gazem i wszystkim innym, na skalę dotąd niespotykaną. W praktyce więc, może się nie opłacać utrzymywać relacji z krajami problematycznymi. Amerykanie jeszcze gwarantują Arabii Saudyjskiej bezpieczeństwo, jednak ich technologia wydobycia paliw ze źródeł niekonwencjonalnych daje im niezależność energetyczną na lata. Kto wejdzie do Zatoki Perskiej i zagwarantuje status quo? Tamtejsi gracze nienawidzą się z powodów ideologicznych, politycznych i ekonomicznych. Ponieważ nie ma Iraku – jedynej siły w regionie stabilizującej cały układ sił, naprawdę wszystko jest możliwe. Nie trzeba być szczególnie zdolnym jasnowidzem, żeby domyślić się komu na takim scenariuszu tam – tj. scenariuszu stale drożejącej ropy, może najbardziej zależeć? Na dzień dzisiejszy Chiny nie są zdolne zastąpić Ameryki w Zatoce Perskiej, jednak przy ich zdolnościach rozwoju i adaptacji, za dziesięć lat, chińska dominacja wojskowa w tamtym regionie może być czymś jak najbardziej normalnym.

W ten zmieniający się porządek świata trzeba umieć się wpisać. Do póki była szansa, że będziemy składową częścią wielkiej europejskiej maszyny – można było się tych procesów nie bać. To obecnie już nie wiadomo co będzie jutro? Widać głównie tylko znaki zapytania, a to poprzez atmosferę niepewności tylko przyczynia się do generowania problemów. Co może zrobić kraj bez technologii, kapitałów i produkujący głównie pod cudzymi markami, wytwarzający prąd ze spalania węgla?

Tags: , , , , , ,

9 komentarzy “Fundamentalne pytania Zachodu wobec rosnącej potęgi Chin?”

  1. i_44
    30 kwietnia 2017 at 04:35

    Surowce są ograniczone, jakby Azja chciała konsumować tak jak Zachód, to ziemia powinna być 7 razy większa – to musi zrodzić konflikt. Po prostu musi…

  2. Wojciech
    30 kwietnia 2017 at 09:46

    Czyli zbliżamy się wreszcie do końca tzw cywilizacji zachodu. Cywilizacji wojny, zbrodni, nienawiści, ludobójstwa i rozwoju technologii jako narzędzi zbrodni i zabijania. Na naszych oczach następuje degeneracja, demoralizacja, zepsucie, gigantyczne nierówności, lenistwo i brak rozrodczości. Człowiek zachodu zanika. Chyba że wcześniej uda im się zniszczyć świat i życie bombami atomowymi. Na co się realnie zanosi. Jego wytwory; Judaizm, Chrześcijaństwo i Islam to trzy największe plagi ludzkości. Przyszłość przed Wschodem, przed jego zdolnościami, kulturą, pracowitością, pokojowym usposobieniem, cechami wywodzącymi się z głęboko humanistycznej filozofji Konfucjusza.

  3. jerzyjj
    30 kwietnia 2017 at 10:00

    Co czeka kraj, którego dzisiaj nie boją się jego wrogowie, a sojusznicy nie chcą go słuchać? Co czeka kraj, który wyekspediował prawie całą produkcję za granicę, do kraju, który produkując amerykańskie komputery i zabawki, zarobił tyle pieniędzy i nauczył się tak wiele, że samodzielnie buduje lotniskowce, na które go bez problemu stać.

    The American Dream Is Dead…

    https://obserwatorpolityczny.pl/?p=47376

  4. Inicjator
    30 kwietnia 2017 at 10:49

    Co może zrobić kraj wytwarzający prąd z węgla?

    Po raz kolejny wysłać w rejon Zatoki Perskiej nasz jedyny lotniskowiec, ORP Kontradmirał Xawery Czernicki.

    Tak go zgłoszono przed laty, a jest to okręt zaopatrzeniowy z lądowiskiem dla śmigłowca.

    Kiedyś miała to być baza demagnetazacyjna dla floty Sowieckiej, ale przerobiono to na okręt zaopatrzeniowy.

    14 węzłów to osiąga na spokojnej wodzie i pozwala demonstrować Polską Flagę w rejonach, gdzie jest ropa …

    Idźmy tą drogą, przechwytujmy te bogactwa, przed Chinami.

    No i dalej czekajmy na tę obiecaną “zdobyczną” ropę z Iraku …

    • krzyk58
      30 kwietnia 2017 at 16:16

      Jednak rusycyzm “Sowieckiej”(совет,советы) w wykonaniu Polaka posiada zabarwienie mocno pejoratywne ,czuć podtekst wyższości
      sanacyjno – solidarnościowej, zwykle używam i już pozostanę
      przy przymiotniku ‘radziecki”, radzianie. 🙂

  5. daniel
    14 maja 2017 at 21:51

    eżeli ktoś ma maturę, to powinien wiedzieć, że albo mówimy “partyzant radziecki” albo “sawieckij partizan”, albo “flota radziecka” albo “sawieckij fłot”. Tak jest poprawnie po polsku i po rosyjsku. Nie ma w polskim słowa przymiotnika “sowiecki” i nie ma w rosyjskim “radziecki”. To ohydna przywara i makaronizm używanie np. zlepku “Związek Sowiecki” bo poprawnie jest: “Związek Radziecki” albo “Sawieckij Sajuz”. A więc proszę się zdecydować, czy mówimy po rosyjsku czy po polsku, bowiem używanie makaronizmów nie jest poprawne, a w 1998 roku uchwalono ustawę o ochronie języka polskiego. Chęć propagandowego rozegrania pejoratywnych skojarzeń nie usprawiedliwia łamania polszczyzny. Bo kim jest autor określenia: “flota sowiecka”, czy takim samym polonusem jak ktoś w USA, co mówi: Stany junajted of Północna Amerika”? A powinien się zdecydować, czy mówi po angielsku, czy po polsku. Oczywiście, jeżeli ten polonus sprząta ulice w “New Orlean”, to nikt nań oraz na jego język nie zważa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up