Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

23 października 2017

Jeżeli nie da się uniknąć konfrontacji to trzeba podjąć grę!


 Jeżeli nie da się uniknąć konfrontacji, to trzeba podjąć grę! Jednakże trzeba to robić umiejętnie, licząc się z konsekwencjami jakie może przynieść wprowadzenie zmiany w rzeczywistości. Istota zmiany w polityce jest bowiem zmiana warunków w jakich dokonywane są procesy polityczne, społeczne i gospodarcze, a nie tylko zmiana samej polityki. Żeby taka zmiana była możliwa, koniecznym warunkiem jest zmiana sposobu postrzegania potrzeb i rozwiązań przez społeczeństwo. To inicjują zawsze dwie grupy ludzi – elity jako najważniejsze środowiska opiniotwórcze oraz trybuni ludowi, którzy nabrali szczególnego znaczenia w okresie rozwoju mediów społecznościowych. W niektórych krajach liczy się jeszcze reakcja, czyli siły, które są wyodrębnioną i niezależną częścią elit np. ze względu na prowadzoną działalność religijno-metafizyczną. Łączne interakcje tych ośrodków wpływu – zarówno na opinię publiczną, jak i wzajemnie pomiędzy nimi, przyczynia się do wypracowania nowych wzorców postrzegania rzeczywistości.

To dzięki nim ludzie, przyzwyczajeni do tego co znają i „lubiący filmy które znają”, odbierają zmianę jako szansę a nie jako zagrożenie. Oczywiście są również siły, które starają się ugrać na zmianie własne interesy, ci zyskują jeżeli tylko nie dochodzi do resetu.

Podobne mechanizmy działają na płaszczyźnie relacji międzynarodowych, przy czym ważnym elementem interakcji pomiędzy państwami i blokami państw jest kwestia umiejętności wyczekiwania. Zanim podejmie się grę, trzeba wyczekać do właściwego momentu, w którym interakcja jest opłacalna i najlepiej jak jest prowadzona na własnych warunkach. O to bywa bardzo trudno, ponieważ politycy często żyją w świecie iluzji i kierują się wskazaniami własnej propagandy.

Najlepszą strategią w grze dla państw wiodących jest strategia agresywna. Ponieważ dzięki posiadanemu potencjałowi mogą zachować, a nawet umocnić swoją dominację. Od końca II Wojny Światowej, największe państwa prowadziły konfrontację na zasadach proxy war. Unikano bezpośredniej konfrontacji, kierując się zasadą utrzymania i wzmacniania potencjału. Z czasem, kiedy Amerykanie a za nimi reszta Zachodu, zintensyfikowała wymiar ekonomiczny i propagandowo-wizerunkowy konfrontacji, udało się im wygrać w umysłach przeciwników.

Stany Zjednoczone przeszły największe zawirowanie w swojej historii w okresie wojny domowej. Był to reset, którego dało się uniknąć, ale który był konieczny, żeby utrzymać Unię w kształcie pożądanym przez dominującą część elity – bogatą burżuazję z Północy. Podjęto grę, która kosztowała bardzo wiele, jednak do dzisiaj o kształcie spraw państwowych tego kraju, decydują ciągle potomkowie tych samych ludzi. Konsekwentnie realizują swoją wizję imperializmu, globalnej dominacji i wyciągania korzyści z bycia większym, silniejszym i bogatszym.

Obecnie Unia Europejska jest w punkcie przeciągnięcia swoich dziejów. Dość dużo czasu upłynęło od ostatniej wojny i ludzie już nie pamiętają, co to znaczy chaos, bieda, głód, śmierć i inne jej atrybuty. Powoduje to, że jest stosunkowo łatwo prowadzić politykę opartą na retoryce, będącej pochodną propagandy. Widzimy to codziennie na ekranach naszych telewizorów, możemy się o tym naocznie przekonać na licznych demonstracjach, co więcej – sami politycy, są przekonani że mają rację i chcą dobrze. Właśnie dlatego, ponieważ są już w wewnętrznym kręgu własnej percepcji i propagandy budowanej na podstawie tego, co wyrażają. Dokąd to nas doprowadzi – trudno powiedzieć, ale za 10 lat Unia Europejska na pewno nie będzie tym samym, czym jest obecnie i co najważniejsze, nie będzie tym, czego byśmy oczekiwali dzisiaj, żeby była. To jest właśnie zmiana ram, w których dzieją się procesy polityczne. Politycy zmieniając rzeczywistość, zmieniają ramy w których te procesy zachodzą.

Europa różni się jednak tym od Stanów Zjednoczonych, że tutaj nie ma Wspólnoty narodowo-językowo-kulturowej. W naszych realiach – reset, polegający na konfrontacji może mieć nieodwracalny charakter. Przecież w ogóle jest fenomenem to, że w Europie po II Wojnie doszło do pojednania, jakbyśmy go nie oceniali – to naprawdę wielkie osiągnięcie. Chociaż nie ulega najmniejszej wątpliwości, że na niektórych kierunkach jest to pojednanie fasadowo-pozorne. Czegoś takiego, jak pojednania pomiędzy narodami nie było, nie ma i nie jest możliwe, ponieważ było za dużo krzywd, niezawinionych i niepomszczonych. Jak zapomnieć to, że Niemcy po prostu zabili połowę rodziny, ukradli i zniszczyli majątek, a resztę ludzi prześladowali i wykorzystywali niewolniczo? Jak przejść nad tym do porządku dziennego? Jak się pojednać z potomkami katów? Przecież to jest po prostu sprzeczne z elementarnymi zasadami funkcjonowania natury ludzkiej. Nie podaje się ręki zabójcy Ojca! Nie siada się do stołu z gwałcicielem Matki! To po prostu jest zaprzeczenie poczucia własnej wartości. Jednak o czym warto pamiętać, grupa ludzi bez żadnego upoważnienia z Polski, pozwoliła sobie na wyciągnięcie dłoni. Ten historyczny czyn z dzisiejszej perspektywy można oceniać tylko i wyłącznie jako błąd. Podobnych przykładów w Europie jest o wiele więcej.

Obecnie jako kraj musimy uczestniczyć w grze, w której nie decydujemy o tym, czy chcemy w nią wejść i czy chcemy z niej wyjść. Jesteśmy przedmiotem rozgrywki, niestety przez totalną i poronioną głupotę znacznej części elit, sami ściągamy na siebie wrogość sąsiedniego termonuklearnego supermocarstwa. Po co, to jest nam potrzebne? Czy budowanie relacji polegającej na dążeniu do konfrontacji – wzmacnia nas? Daje nam większe szanse na przetrwanie, nie mówiąc nawet o rozwoju?

Wiadomo, że trzeba podjąć grę, ponieważ i tak nie mamy innej alternatywy – jednakże, trzeba grać mądrze, umiejąc czekać. Przez umiejętne wyczekiwanie możemy ugrać o wiele więcej, niż poprzez pochopne działania. Przy czym trzeba być zmobilizowanym tak, żeby mieć potencjał do działania w najmniej korzystnych uwarunkowaniach i na zasadach, jakie wyznaczą nam inni gracze.

Tags: , , , , , , ,

18 komentarzy “Jeżeli nie da się uniknąć konfrontacji to trzeba podjąć grę!”

  1. Inicjator
    3 kwietnia 2017 at 04:42

    Obecne “elity” zamiast zadbać o nasze interesy – wpędzają nas w kolejne kłopoty.

    I to nie wiadomo po co i dlaczego.

    Nadal jesteśmy tylko przedmiotem gry i to bez żadnych logicznych scenariuszy.

    Wojenna retoryka kraju bez armii, to super kabaret, tylko że to jest na poważnie.

    No i pytanie: w czyim to jest interesie, bo napewno nie Polskim.

    Zaoceaniczny mentor chyba już nie oczekuje od nas ujadania na naszego wschodniego sąsiada, bo zmienił priorytety.

    O co w tej paranoicznej polskiej polityce zagranicznej chodzi – nie wie nikt.

    Nawet jej autorzy.

  2. szKODnik
    3 kwietnia 2017 at 05:22

    W naszym wypadku mamy do czynienia z polityką teatralną, a nie epistolarną. Ponieważ to co robią nasi politycy – to w dominującej większości, jest po prostu teatr i to pantomima takich kukiełek na sznurkach albo wypchanych od środka dłonią.

  3. jan23
    3 kwietnia 2017 at 06:59

    Niestety historycznie są dowody na to że nie umiemy podejmować gry ani rozgrywać ale bardzo wdzięcznie robimy za piłkę

  4. awkzim
    3 kwietnia 2017 at 07:27

    Żeby grać trzeba:
    – mieć zasoby do gry;
    – rozumieć grę i umieć grać;
    – jest to gra wieloosobowa o sumie równej zeru.

    • bob
      3 kwietnia 2017 at 21:51

      Ale my już zagraliśmy i to z powodzeniem. Nasz pomysł Partnerstwa Wschodniego zablokował powstanie ZSRR 2.0, doprowadził do agresji Rosji na Ukrainę(zabójczy cios w tzw. ruski mir) i ograniczenia współpracy Rosji z Zachodem zwłaszcza w dziedzinie technologii militarnych.

  5. bob
    3 kwietnia 2017 at 07:37

    Na pewno wojna w Europie jest nieunikniona. Kilka lat temu rozpoczął się prawdziwy rozpad ZSRR. Wcześniej był to z wyjątkiem państw bałtyckich rozpad głównie na papierze. Większość byłych republik sowieckich nawet jako formalnie niezależne państwa były bardzo związane ze sobą gospodarczo a nawet mentalnie. W końcu w Rosji, na Białorusi czy Ukrainie dominował jeden i ten sam naród-homo sovieticus. Dopiero aneksja Krymu spowodowała, że powstały warunki do akcentowania różnic wewnątrz rodziny homo sovieticus a to prosta droga do wydzielenia się z grupy nowych plemion, których drogi będą prowadzić w różne strony. Bardzo prawdopodobne, że to będzie krwawy proces właśnie z powodu tych bliskich związków. Cóż gdy trzeba dzielić majątek przy rozwodzie to sprawy gładko nie idą. My w pewnym sensie jesteśmy w grupie podejrzanych, że uwiedliśmy mężowi żonę więc pewnie gość już ma plan zemsty w stosunku do nas. Aby ten plan pozostał tylko w głowie eks męża lepiej trochę przypakować i potrenować aby rogacz doszedł do wniosku, że to nie nasza wina, że jego kobieta to latawica. A więc rakiety, rakiety i jeszcze raz rakiety. W każdej postaci od JASSMów ER, przez Tomahawki aż po Patrioty nie mówiąc już o tych mniej sławnych zabawkach. Bo ponieważ ten rogacz ma coraz bardziej pusto w portfelu(niskie ceny ropy) inne jego kobiety też wkrótce zaczną szukać nowych kochanków. Np. Białoruś. Jeżeli chodzi o podawanie ręki potomkom katów własnych ojców to na świecie jest to normalna sytuacja. Wystarczy popatrzeć na przyjacielskie objęcia Putina i Schrodera. Ojciec byłego kanclerza Niemiec zginął w Rosji. Tajemnicę o tym kogo on tam mordował i gwałcił zabrał ze sobą do grobu ale ogólnie wiadomo, że Wermacht na froncie wschodnim zachowywał się znacznie gorzej niż na Zachodzie, Czechach czy nawet w Polsce. Jeżeli chodzi o Europę Zachodnią musimy przygotować się na jej rozpad. Na szczęście Zachód jest zdemilitaryzowany, Niemcy mimo, że robią dobre czołgi to już w dziedzinie lotnictwa są bardzo zależni od innych. Eurofightery nie polecą bez silników Rolls Roysa a śmigłowce Tiger bez francuskich silników. Zresztą Niemcy odmawiają nawet Trumpowi w sprawie zwiększenia wydatków wojskowych więc na tym kierunku długo będziemy mieć spokój. Tak więc obecnie najważniejszą sprawą dla nas jest ograniczenie nieuniknionej wojny do obszaru byłego ZSRR. A gdy nam się to uda będziemy mieć spokój na wiele dekad.

    • 50-parolatek
      3 kwietnia 2017 at 14:19

      Bobek, jeśliś człowiek (a nie “bot”), toś bardzo chory człowiek. Już kiedyś Ci to mówiłem.
      Raz rakiety, raz czołgi, raz samoloty, a innym razem uzbrojenie atomowe…
      Bobek, a weź Ty sobie kilkadziesiąt lipowych szczap, czy gałęzi i rzezaj sobie z nich, co tylko zechcesz.
      Mam tylko jedną prośbę do Ciebie, nie zamęczaj nas Twoją głupotą.

      • bob
        3 kwietnia 2017 at 16:49

        Akurat o konieczności posiadania broni atomowej przez Polskę często pisuje Krakauer. Ja mam w tej sprawie inne zdanie. Uważam bowiem, że wystarczy odpowiedni arsenał konwencjonalnej, precyzyjnej broni większego zasięgu aby skutecznie odstraszyć każdego w Europie od agresji na Polskę. Precyzyjne uderzenia w infrastrukturę energetyczno-transportową oraz oczywiście militarną mogą na wiele lat cofnąć każdy kraj do średniowiecza więc nikt nie będzie ryzykował. Nawet mocarstwo atomowe.

  6. wlodek
    3 kwietnia 2017 at 08:46

    Bob,ty jak katarynka te same rusofobiczne slogany,a twoje wypociny ja jak ostatnio oceniam na O zero1

  7. Wojciech
    3 kwietnia 2017 at 09:21
    • bob
      3 kwietnia 2017 at 11:35

      Wystarczy porównać budżety wojskowe Polska 9 mld $ Rosja 46 mld $ aby zrozumieć, że naprawdę spora część rosyjskich czołgów, samolotów i okrętów to złom, który nadawałby się do eksploatacji dopiero po długim i kosztownym remoncie. Zwłaszcza, że naprawdę ogromne pieniądze Rosja musi tracić na atomowe okręty podwodne czy lotnictwo dalekiego zasięgu. Jeżeli u nas na te tysiąc czołgów sprawnych będzie około 500 to z 15 tys. czołgów rosyjskich gotowych do akcji będzie góra 3 tys. Ponadto połowa rosyjskich czołgów to muzealne T 55, T 62, T 64 których produkcję zakończono na początku lat 80tych(T 64). I chociaż część podzespołów do tych czołgów jest taka sama jak nadal produkowanych T72(a właściwie modyfikacji T72-T90) to jednak aby te stare czołgi przywrócić do życia należałoby dokonać kanibalizacji części z nich. Co tak naprawdę się dzieje bo np sporo T62 dostarczonych nie tak dawno armii Asada zostało uszkodzonych na syryjskiej pustyni a i na wschodniej Ukrainie separatyści wykorzystują T 64 i T 72 a raczej nie są to egzemplarze ściągnięte z cokołów(na obszarze byłego ZSRR wiele miejscowości nawet małe wsie miały własny pomnik z T 34, 54, 55, 62, 64 a nawet T 72). A intensywnie eksploatowane czołgi potrzebują dostaw części zamiennych więc kanibalizacja czołgów ze składów w Rosji idzie pełną parą. Zauważmy, że przez prawie dekadę mało kto w Rosji zawracał sobie głowę warunkami eksploatacji sprzętu bojowego. Np. większość niesprawnych Migów 29 czekała w kolejce na remont nie w hangarach ale pod gołym niebem. W rezultacie dziś na 300 tych samolotów w rosyjskiej armii ledwie sto nie ma problemów z wytrzymałością konstrukcji. Reszta nie jest w stanie wystartować bez ryzyka rozlecenia się w powietrzu. Te samoloty właściwie są już nie do naprawy(zbyt kosztowna zabawa) a więc są podobnie jak w przypadku czołgów głównie dawcami części zamiennych. Równie ciekawie jest w rosyjskiej flocie morskiej. Niedawno do macierzystego portu powrócił jedyny rosyjski lotniskowiec. Planowano, że natychmiast skierowany on zostanie do poważnego remontu. Jednak gdy rosyjski rząd z powodu braku kasy zdecydował się na obcięcie wydatków wojskowych z remontu lotniskowca zrezygnowano co oznacza, że ten okręt będzie kolejna potiomkinowską wioską. Tzn. na papierze Rosja będzie posiadała lotniskowiec co da jej sporo punktów w Global Firepower. Ale w realu tego lotniskowca nie będzie. To prawie jak u nas. Niby mamy 5 okrętów podwodnych ale Orzeł to chyba już dawno nie opuścił stoczni remontowej a z pozostałych eks norweskich jeden już od chyba ponad roku znajduje się na lądzie jako obiekt dla studentów chyba Politechniki Gdańskiej, jeden stoi w porcie bez akumulatorów i tak naprawdę tylko dwa Kobbeny są w stanie wypływać w morze. Ale najważniejsze w porównaniu potencjału jest to, do czego ma on służyć. Rosyjska armia musi kontrolować znacznie większą linię graniczną niż nasza armia tym bardziej, że większość naszych sąsiadów to państwa sojusznicze albo de facto zdemilitaryzowane A Rosja jednak sąsiaduje z państwami NATO, które przynajmniej teoretycznie mogą liczyć na wsparcie najpotężniejszej potęgi militarnej czyli USA. Ponadto Rosja sąsiaduje ze zbrojącymi się na ogromną potęgę Chinami, zmilitaryzowanym półwyspem koreańskim, coraz bardziej nastrojoną militarystycznie Japonią, z która ma spór o Kuryle, z niestabilną Azją centralną przez którą wcześniej czy później runie na Rosję radykalny islam z Afganistanu a i Turcja czy Iran, którzy nie ukrywają swoich rosnących ambicji też nie są daleko od granic Rosji. No i tlący się konflikt z Ukrainą. Tak więc Rosja wcale nie ma wielkiego potencjału do wojny z Polską i tak naprawdę gdybyśmy dokonali agresji na Kaliningrad Rosja bez użycia broni atomowej nie byłaby w stanie zmusić nas do wycofania się z tego miejsca.

      • 50-parolatek
        3 kwietnia 2017 at 14:27

        I jeszcze jedno Bobek, dla którego koncernu zbrojeniowego pracujesz?

      • 50-parolatek
        3 kwietnia 2017 at 14:30

        Aaaa, i jeszcze coś, byłbyś tak łaskaw, i opisał, jak przebiega to w USA?

      • wlodek
        3 kwietnia 2017 at 15:09

        Jak taki trup ,według bobiego załatwił niezwyciężony Zachód w Syrii?.A wypuszczone rakiety wystrzelone z Morza Azowskiego które trafiły w wyznaczone cele spowodowały taki popłoch że cała doktryna wojenna NATO wzięła w łeb! A sławetny lotniskowiec USARMY przy pomocy 1 samolotu został unieruchomiony i spieprzał z Morza Czarnego ,jak Antoni z Katynia!

      • krzyk58
        3 kwietnia 2017 at 19:20

        @wlodek.Kaspijskiego Włodku, Kaspijskiego……….’bob” kto jest
        Nam Polakom nieprzychylny u granic?
        – banderowska” ukraina ”
        – Litwa,szerzej Pribałtyka……..wot i wsio!
        – Na Niemcy należy dmuchać,niczym’ na zimne”.

  8. Gandalf 2000
    3 kwietnia 2017 at 16:18

    Oni są problemem, tragedią i zgubą dla Polski

  9. 3 kwietnia 2017 at 20:27

    Krzyku,następnym razem wystrzelą z Azowskiego! Tylko gdzie będzie cel!A w sumie masz rację z Kaspijskiego, pisałem to kiedy były pierwsze wiadomości z Pitra,stąd pomyłka, Niech im ziemia lekką będzie! Gdyby to było w Kijowie pisomatołki darły by się o śladzie rosyjskim.A teraz ?Niektórzy są zadowoleni!Zwierzęta z krzyżem w dłoni!

  10. amen
    4 kwietnia 2017 at 16:39

    Polska od morza do moza amen

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up