Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

23 października 2017

Wilkiem do lasu XXI


Wczesnośredniowieczne grodzisko Talerzyk w Topolnie, VIII – XI wiek, na zboczu Doliny Dolnej Wisły, zaskroniec zwyczajny na drodze do grodziska By Pit1233 – Own work, CC0, Wiki Commons

A tu proszę: ciepło

Znów zrobiło się ciepło. Bardzo ciepło. Upalnie wręcz. Co za radość. Szczególnie po tych ostatnich deszczowych dniach. I tych słonecznych, co po nich, lecz także jak poprzednie zimnych. Nie tak, jak podczas deszczu, ale zimnych. A tu proszę. Nagle ciepło pełną gębą. Iście letnia aura.

Kurtka ląduje w plecaku. Nie ma się co męczyć. Nie ma co spływać na daremno potem. Lazur nieba zachwyca. Żadnego obłoku. Czyste niebo. Czysta wiosenna rozkosz. I te zapachy. Kwitnące biało drzewa rozsiewają przecudowny silny aromat. Aż się nie chce od nich odchodzić. Cudo, cudo, cudo. Wszystko dookoła chłonie wiosnę i wyśpiewuje psalmy uwielbienia. Prym wiodą oczywiście ptaki. One właśnie rozpoczęły sezon godowy. Niektóre już dawno, inne wkrótce, dopiero. Ale śpiewają wszystkie. Intensywnie, wyraziście, radośnie. Istna idylla. Ech ta wiosna. Wiosna, wiosna, wiosna… Co za wiosna!

W domu odnalazłem gdzieś kiedyś zawieruszoną płytę z nagraniami ptasich śpiewów. A właściwie kilka dni temu odnalazła mi ją przy okazji porządków żona. Teraz, pisząc ten esej, zapuściłem sobie jej dźwięki i upajam się tą wiosenną atmosferą. Coś czuję, że będzie mi często towarzyszyć podczas pisania wiosennych tekstów.

Na bagnach

Nad brzegiem bagna, które okrążałem, leży wiele zwalonych pni. Jedno z nich szczególnie przyciągnęło moją uwagę. Całe już dawno straciło korę. Poszarzało też na powietrzu. Zachował się jednak nadal wyraźny i bardzo ciekawy rysunek. To kanaliki wygryzione w drewnie przez korniki albo jakieś inne drewnolube szkodniki, które tutaj kiedyś zamieszkiwały. Zabrałem się za robienie zdjęć. Odkręciłem nasadkę przeciwsłoneczną, przestawiłem aparat w trybie super makro i począłem okrążać pniak, od czasu do czasu naciskając spust i uwieczniając z różnych stron owe bardzo ciekawe formy wykonane przez dawno już nieistniejące żyjątka w tym obumarłym drzewie.

Nagle szelest. Niedaleko mnie. Hm. Cóż to takiego może być? Wszędzie trzcina. Szara, uschnięta, pognieciona przez wiatr. Tylko gdzieniegdzie jakaś odłamana spróchniała gałąź albo prześwitująca woda. Trzcina co prawda połamana, ale nadal sięga po kolana. Trudno w niej cokolwiek wypatrzeć. Trudno w niej cokolwiek zauważyć. Nie podaję się jednak. Próbuję. Co tak szeleściło? Co tam się poruszyło? I gdzie to teraz jest? To nie może być coś wielkiego. Żaden ptak.

To ci gad

W końcu zauważyłem. W końcu odnalazłem. W końcu dostrzegłem. Wąż. Tak wyraźnie go teraz widzę. Gdy wiem już, gdzie patrzeć, widzę go wyraźnie. Spłoszyły go moje podchody do tego zwalonego pnia. Naruszyłem jego słoneczny wypoczynek. Korzystał z kąpieli w pełni ciepluteńkiego słońca, a tu nagle ktoś mu z kamaszami na jego terytorium. No i się obruszył. Obudził i przemieścił. Stąd ów tajemniczy hałas.

Z którego by końca

2014.06.08
Poznań

nie patrzeć na niego
zawsze coś cię pociąga
zawsze coś włos ci jeży
u takiego dajmy na to zaskrońca

bo zaskrońce czy raczej oba ich końce
ciągną się bez ustanku niknąc czasem w trawie
patrzysz oczom nie dowierzasz ni trochę
ni to początek ni to koniec a może inna
to już całkiem gadzina właśnie się tu wspina
właśnie tu nadciąga z wody się wysuwając po trosze

nie bój żaby
nie bój gada
on nic nie mówi do ciebie
ty milczysz spięty w sobie

czasem syczy ukazując języka oba końce
taka to ta jego mowa węża
do syczenia się zawęża
okiem łypnie czasem
tak ukradkiem spod oka
zmierzy cię z góry do dołu
tak od końca do końca

i już i tyle był wąż
syknął i zniknął
wślizgując się w badyle

Adam Gabriel Grzelązka

Szybkie przestawienie aparatu i kilka zdjęć. Nim ucieknie. Nim się schowa. Nim nie da drugiej szansy. Trudno powiedzieć, czy go jeszcze zobaczę. Czy go zdołam ponownie odnaleźć, jeżeli się stąd zechce oddalić. W tej szarej wysokiej, połamanej, powalonej trzcinie trudno cośkolwiek zauważyć z tego, co jest pod nogami. Mnie zresztą dotychczas bardziej pochłaniało to, czy grunt twardy, czy się nie zapadam. Czy da się przejść? A może nie tędy? Może to spróchniała gałąź i mnie nie utrzyma. Może to oczko to nie maleńkie oczko, ale zapadlisko i wpadnę po pas w bagno. Nie w głowie mi tam były jakieś drobne żyjątka. Niewiele tu zresztą ich jeszcze jest. A najważniejsze to to, że nadal nie ma jeszcze komarów.

Oko w oko

Przyjrzałem mu się uważnie. On przyglądał się mi cały czas z uwagą. Niekiedy posykując, lekko się poruszając, wysuwając swój rozwidlony języczek. Poza tym spokój. Poza tym nie wykazywał żadnej agresywności. Raczej pozostawał ostrożny, niż agresywny. Gotów bardziej do ucieczki, niźli do ataku. Zwierzęta zresztą tak mają. Jeśli nie przypiera się ich do muru, nie rani, nie atakuje, raczej same z siebie uciekną, niźli zaatakują. Ten pozostawał spokojny. I w miejscu. Co bardzo mnie cieszyło. Zdjęcie po zdjęciu, krok po kroku, próbowałem się ku niemu przybliżyć. W końcu znudzony, zniknął miedzy obumarłymi liśćmi. Po chwili zauważyłem, jak płynie oddalając się ode mnie. Nie w smak mu widać moja fotograficzna wścibskość.

Swoją drogą, piękny i dorodny zaskroniec. Szkoda, że tak wielu ludzi nie potrafi go rozpoznać i niepotrzebnie zabija wszystko, co napotka, sądząc bezmyślnie i jakżeż mylnie, że to jakieś jadowite i potwornie agresywne zwierzę, czyhające tylko, kogo by tu strzyknąć jadem i napawać się potem jego przedśmiertnymi mękami. To dlatego tak często spotkać można zabitego zaskrońca. Szczególnie tam, gdzie ścieżki zaskrońców przecinają ścieżki ludzi.

Pierwszy to tego roku napotkany zaskroniec. Pierwszy żywy, bo kilka martwych już widziałem na miłostowskim cmentarzu. Jak się jednak okazało bynajmniej nie ostatni. Winienem był się domyśleć, że w tak komfortowych warunkach dla nich, winno ich tu być dużo więcej. I rzeczywiście, wędrując brzegiem bagniska, napotykałem je od czasu do czasu. Zazwyczaj po kilka w danym miejscu. Czasem zwyczajne, niewielkie. A czasem zdecydowanie duże, długie, znaczy się samiczki. Tak wyczytałem, że samiczki duże, większe od samców. Kilka napotkałem też w wodzie, jak sobie płynęły.

Jedną z takich samiczek miałem okazję dłuższy czas obserwować, jak stopniowo oddalała się ode mnie, tu i ówdzie na jakimś kawałku zatopionego drzewa się zatrzymując. Piękne zdjęcia.

Może któregoś dnia uda mi się napotkać któregoś z zaskrońców podczas wylinki, albo jeszcze lepiej, podczas posiłku, jak będzie sobie napychał wyposzczony żołądek dajmy na to jakąś smakowitą żabą. Taki proces trwa i trwa, więc to byłaby doskonała okazja do robienia pięknych i ciekawych zdjęć. Wszystko przede mną. Jest tam nad tym bagnem dziesiątki miejsc, które świetnie nadają się na słoneczne kąpiele i te gady tam z nich korzystają bardzo chętnie. Trzeba się tylko pospieszyć, bo gdy zaczną odrastać trzciny, zaskrońce będą nie do odnalezienia.

Poznań, 2014.03.31
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , , , , , , , , , , ,

One Response “Wilkiem do lasu XXI”

  1. Dawid Warszawski
    2 kwietnia 2017 at 07:33

    Wąż! Wąż! Wąż!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

Scroll Up