Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

17 grudnia 2017

Dzieci z odzysku 38


 Nie tak, oj nie tak…

Jednak tym razem jest inaczej. Tym razem jest to nienaturalne. To jakby uderzenie obuchem. Jakby ktoś próbował wyrwać serce. Nie tylko próbował, ale je koniec końców wyrwał, wyszarpnął, zdeptał. Wszystko jest nie tak, jak trzeba. I to od dawna. Raz popełniony proceduralny błąd pociągnął za sobą wydarzenia, które doprowadziły do obecnej katastrofy. A wszystko to kosztem dobra dziecka, które stało się przedmiotem rozgrywek instytucjonalnych. Ktoś podjął złą decyzję. Ktoś inny kolejną. Potem przyszedł czas zamiatania pod dywan i pomiatania ludźmi. Czas wygrażania, czas mieszania z błotem, czas obrzucania mięsem, czas unikania odpowiedzi i czas zrzucania odpowiedzialności na innych.

Koniec końców to wszystko zaowocowało tym, czym zaowocowało: dziecko od nas odchodzi. Tyle, że nie do domu. Nie do nowego domu. A do ochronki. Bo tak postanowił polski nieludzki bezmiar niesprawiedliwości. Jeden z tutejszych sądów. Jena z tutejszych sędzin. Kryzys całej tej sytuacji osiągnął najgorsze z możliwych apogeów. A wszystko oczywiście jak najbardziej zgodnie z prawem, które można tak nagiąć, aby krzywdzić, aby poniżać, aby szkodzić, aby rujnować, aby odbierać, aby pozbawiać nadziei, aby odzierać z godności.

Nocą

1993-12-29

Łódź

Noc – pora ludzi bezdomnych
psów bezpańskich
‑ przechadzam się nocą
Sen mnię opuścił sen ode mnie daleki
podążam śladem ledwo zauważalnej Miłości
idę szukam sam nie wiem czego
może Ciebie?! Nie wiem!
Na niebie gwiazdy żadnej
w sercu ni płomyka Nadziei

Noc ciepła noc zimowa
serce moje zamarznięte a ogniem płonie
nikt go nie tuli nikt nie kocha
żar miłości przygasł
nie wiem nawet czy aby
jeszcze się żarzy

Noc – pora ludzi samotnych
czas zagubionych opuszczonych
dniem mi się stała
noc mniej mię boli

Krok do kroku stopy stawiam
może jednak spotkam CIEBIE…

Adam Gabriel Grzelązka

Ból bezradności

Poczucie bezradności. Całkowita bezradność. Absolutna bezsilność. Bolesna do szpiku kości. Przeszywająca na wylot otępiałe z bólu serce. Dogłębne poczucie niesprawiedliwości. Poczucie doznanej krzywdy, jaką wyrządzono temu dziecku, rozrywa serce. Szarpie je i ściera na proch. Podjęte zostały decyzje nie tylko niezrozumiałe. Podjęte zostały decyzje, które nie niosą w sobie niczego dobrego. Nie dają, lecz odbierają nadzieję. Decyzje jakie podjęto, przesycone zostały złośliwym jadem. Decyzje te oparto na zemście. Wszystko oczywiście w majestacie prawa i zgodnie z sądowymi procedurami. Fasada decyzji pozostaje krystaliczna, zło ukryte, wyparte, zanegowane. A jednak zło wyrządzono. I to na wielu płaszczyznach. Konsekwencje tej sądowniczej decyzji będą dalekosiężne i wielce krzywdzące dla tego dzieciątka. Oby nie były nieodwracalne.

Droga, co wiodła była nie tędy…

Od samego zresztą początku cała ta sprawa toczyła się nie tymi torami, co winna. Od samego początku popełniano różnego typu błędy. Te błędy się nawarstwiały i kumulowały. Jakby tego było mało, los dziecka spoczywa wciąż w sędzinie, o której niczego dobrego niestety powiedzieć nie można. Całe jej postępowanie, cała jej osobista postawa jest nie tylko antyrodzinna, lecz wręcz ahumanitarna. Jej zachowanie wysoce karygodne i prostacko chamskie. Ale co zrobić. Z sędzią nie zadrzesz. Sędziemu nie podskoczysz. W starciu z wymiarem niesprawiedliwości nikt z nas szaraczków, zwyczajnych obywateli, nie ma absolutnie żadnych szans. Wrogość to jedno. Niekompetencja to drugie. Antyrodzinna postawa to trzecie. Nieliczenie się z dobrem dziecka to czwarte. Usilne forsowanie własnych wyimaginowanych rozwiązań i stawianie na swoim to piąte.

Kropla przelewająca się przez brzeg pucharu goryczy. Ale prawo na to wszystko pozwala. Bo prawo mamy równie chore jak chory jest bezmiar niesprawiedliwości, jak chore jest nasze postkolonialne państwo. Wszystko można uzasadnić decyzjami zgodnymi z jakimiś tam paragrafami. A że bezdusznie? I co z tego? Komu co do tego? Jak sąd chce, to sąd oczywiście wszystko może. I nic mu nie zrobisz. A jak spróbujesz, to oberwiesz tak, że długo się nie pozbierasz. Bo sąd zawsze ma racje i nawet jeśli sędzia się pomyli, to swoi go obronią i nie pozwolą go skrzywdzić. Zresztą sądy w Polsce są nietykalne.

Po trupach…

Zamiast pomóc – pogorszono tylko sytuację. Zamiast ratować – zaszkodzono. O szykanach, poniżeniach, mieszaniu z błotem, chamskich odzywkach i rzucaniu mięsem nie warto nawet wspominać. W końcu sędzia zawsze ma rację. A nawet jeśli jej ewidentnie nie ma, to i tak jego zdaniem ma on rację i wara komu do tego. I ją prawnie uzasadni. Znajdzie sobie na swoje błędy paragrafik, którymi się wymiga, którym wszystko pozamiata pod dywan. Koniec, kropka, basta. Tego nie przeskoczysz. Z tym nie zadrzesz. Nie masz najmniejszych szans. Sędzia wie lepiej, nawet jeśli nie wie nic. I czy tego chcesz, czy nie – będzie tak jak on postanowił. Koszta takiego wyroku nie mają dla sędziego znaczenia. Ani go to ziębi, ani chłodzi. Nic mu o tego. Taki ma kaprys i tyle. On tu jest panem i władcą niepodzielnym.

Poznań, 2014.12.22
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , ,

One Response “Dzieci z odzysku 38”

  1. Uraa
    28 marca 2017 at 04:52

    Nasza rzeczywistość bywa bardzo smutna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

Scroll Up