Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

22 września 2017

Co się dzieje – a raczej nie dzieje się – z zakupami uzbrojenia dla armii?


 Co się dzieje z zakupami uzbrojenia dla armii? Pojawiły się komunikaty, że nie kupimy używanych samolotów F-16. Jednak rozważamy zakup używanych australijskich okrętów wojennych. Nie ma decyzji odnośnie zakupu systemów przeciwlotniczych i przeciwrakietowych. Śmigłowce są już chyba tylko na prezentacjach multimedialnych, powoli stają się przekleństwem naszych decydentów. Podobno udało się kupić nowe karabiny paradne, ale one są dostosowane do strzelania ślepakami (mają robić huk).

Takie kwestie jak modernizacja broni pancernej, zakup nowych jednostek artylerii, modernizacja posiadanych zasobów, zakupy amunicji – to wszystko idzie bardzo powoli. Dobrze, że jest już zestaw rakiet ziemia-woda, jednak ze względu na rozpoznanie, ich zasięg jest ograniczony do horyzontu. mamy mieć rakiety JASSM i JASSM-ER, to będzie prawdziwe wzmocnienie naszego potencjału.

Okręty podwodne chyba musi ktoś urodzić, albo wystrugać z drewna? Jak to jest możliwe, że nie byliśmy w stanie porozumieć się z Norwegami lub Szwedami i przyjąć jeden z wariantów decyzji strategicznych? Byłoby na pewno taniej, jakbyśmy kupowali dużą serię okrętów. Planujemy zakup trzech sztuk, a to mało powinniśmy kupić co najmniej cztery nowe. To diametralnie zmieniłoby naszą sytuację strategiczną na Bałtyku.

Wspomniana kwestia śmigłowców, ma swoje wstydliwe odsłony, bazujące na kolejnych deklaracjach pana Ministra Obrony Narodowej. Śmigłowce miały być, ale nadal ich nie ma i nie zapowiada się, żeby miały się pojawić. Sytuacja jest tak porażająca, że już trzeba się cieszyć, jeżeli nawet kupilibyśmy je w podstawowej wersji – jaką fabryka oferuje. Takie będą lepsze, niż żadne. Później się je jakoś dostosuje – chociaż brzmi to idiotycznie, to takie rozwiązanie jest chyba optymalne. Co prawda wersje specjalistyczne dla ratownictwa morskiego i poszukiwania okrętów podwodnych są bardzo skomplikowane i ich dostosowanie wymaga pewnych doświadczeń, których nie mamy. To jednak lepiej jest kupić a później zmieniać, niż ciągle się zastanawiać czy kupić! Wojska Specjalne nie mogą przemieszczać się tanimi liniami autokarowymi! Naprawdę, nie na tym polega ich koncepcja wykorzystania! Desantowanie się z autokaru może i jest wygodne, jednak nie można go zaakceptować. Nie o to chodzi w tym. Można powiedzieć, co nie będzie przesadą, że brak dobrych śmigłowców ogranicza zdolności działania Wojsk Specjalnych o około 60%. Bez tego środka transportu i wsparcia, komandosi stają się jedynie lepiej wyszkoloną lekką piechotą. Czy nasi decydenci rozumieją to, jak bardzo tracimy na potencjale z powodu braku kilkunastu śmigłowców, które produkujemy w kraju?

O śmigłowcu szturmowym możemy napisać wiersze! Bo co innego można zrobić? Mamy stare sprawdzone Mi-24, które już nie są w stanie w sposób efektywny odpalać przeciwpancernych pocisków kierowanych. Mówimy o technologiach, które są sprawdzone, działają, wystarczy je kupić i wdrożyć! Nie trzeba wymyślać nowej idei, koncepcji, testować i wdrażać przez 30 lat z ryzykiem technologiczno-finansowym! Płaci się za działające i sprawdzone technologie, które są dostępne na rynku. W zasadzie nawet względnie zdolny zespół inżynierów, mógłby zintegrować dostępne technologie cywilne i dopasować rakiety, tworząc system od nowa. To nie jest skomplikowane przy obecnych poziomie technologii. Jednak nie, Wojsko Polskie ma na śmigłowcach stare radzieckie pociski projektowane jeszcze w latach 70-tych!

Czy nasi decydenci w domach używają lodówek i pralek z lat 70-tych? Elektronika ma to do siebie, że bardzo szybko się starzeje. Trzeba inwestować w nowe technologie, ponieważ bez tego nie jest się skutecznym na polu walki. To nie jest kwestia jednorazowych zakupów raz na pokolenie! To kwestia ciągłej troski i stałych starań.

Najśmieszniejsze jest to, że mamy w kraju przynajmniej dwie firmy, zdolne do produkcji licencyjnej jak i własnego opracowania – zaawansowanego technologicznie uzbrojenia przeciwpancernego. Nawet jeden z producentów opracował bardzo ciekawe drony bojowe, możliwe jest ich wykorzystanie na zasadzie roju dronów i innych nowoczesnych koncepcji. Dlaczego więc mamy problemy z zakupem prostych rakiet przeciwpancernych i ich integracja ze śmigłowcami? Naprawdę można kupić całość gotową tj. śmigłowiec, rakietę – będzie latać, strzelać i jeszcze zapewnią nam serwis. Jak nie stać nas na dużo, to kupmy chociaż 12 sztuk, to lepsze niż nic.

O granatnikach przeznaczonych do użytku osobistego, jak i małokalibrowej broni maszynowej – wsparcia dla piechoty, to nie ma co wspominać. Dlaczego tego nie mamy – nie wiadomo, nie da się po prostu tego pojąć. Nawet jeżeli byśmy przyjęli, że niektórzy decydenci są nieudolni i głupi, jak również, że są zdrajcami prowadzącymi do celowego osłabienia naszego kraju – to nie da się popełniać takich zaniechań. Tego się po prostu nie da wytłumaczyć.

Polityka zaopatrywania naszej armii w nową broń i inne potrzebne urządzenia jak np. łączność itp., musi ulec zmianie. Początkowe deklaracje pana Ministra Obrony Narodowej, okazały się tylko deklaracjami. Co z nową bronią dla naszych Żołnierzy? Co z modernizacją posiadanego uzbrojenia? W końcu zapytajmy co ze wzrostem ilości stanów osobowych w Wojsku? Dlaczego to się nie dzieje?

Tags: , , , , ,

10 komentarzy “Co się dzieje – a raczej nie dzieje się – z zakupami uzbrojenia dla armii?”

  1. Szyszka
    24 marca 2017 at 04:55

    Miały być śmigłowce a ich nie ma? Miały być okręty podwodne a stare stoją w porcie i gniją, strach się bać!!!!!!!!!!

  2. Inicjator
    24 marca 2017 at 05:33

    Po co nam uzbrojenie, skoro nie mamy armii.

    To co jest, w zupełności wystarczy dla Wojsk Obrony Terytorialnej.

    Pamiętajmy o drugiej miesięcznicy cudownego ocalenia ministra Antoniego ., w prawdopodobnej próbie zamachu pod Lubniem.

    Do zapewnienia właściwej oprawy dla miesięcznic – tych co pobierają pieniądze z budżetu MON – wystarczy.

  3. Zbigniew
    24 marca 2017 at 08:09

    Ej tam??… XXI wiek mamy! Jakie okręty i śmigłowce? Rozpoznanie, rakiety i duże ilości broni osobistej. XXI wiek, a tym czasem artykuł brzydko pachnie niczym bajania polityków i brodzi w wieku XX, jego pierwszej połowie. Jakiś surrealizm po prostu.

  4. Wojciech
    24 marca 2017 at 09:07

    Autor powinien wyjaśnić z kim to Polska armia będzie walczyć i dopiero do wroga dobrać rodzaje kupowanej broni. Na razie nie wiadomo kto nim będzie. A może już ktoś wie?

  5. wlodek
    24 marca 2017 at 11:22

    Wojciechu, pewno że wie ……Antoni!Armaty skierowane na Rosję,a obrona terytorialna na przeciwników pisomatołków!

  6. Winetu
    24 marca 2017 at 11:52

    Wojciechu, największy pismomatołek-komentator jakim jest niestety Wladyk on wszystko wie ale ma problemy z liczeniem bo inaczej to by wiedział ile jego kolesie z SLD, PO i PSL nakradli i za ile sprzedawali dorobek narodu tego nawet za wiek się nie da odrobić. I nadal potwierdzam co powiedział młody człowiek: UE to AZYL dla przekrętów nie tylko z Polski, oczywiście, że można trafić wśród nich i na porządnego człowieka np. pana JS-W.

  7. bob
    24 marca 2017 at 21:14

    Mi24 nie mają rakiet z lat 70tych. One po prostu nie mają żadnych rakiet ppanc bo tym z lat 70 skończyły się resursy. Koncepcja zakupu starych F 16 na szczęście upadła. Chociaż to nie oznacza, że kupimy szybko nowe. Wygląda na to, że będziemy posiadać tylko 48 F 16 i czekać na F 35 gdzieś pod koniec lat 20tych. A gdyby doszło do zaostrzenia sytuacji na wschodzie to Amerykanie przekażą nam jedną lub dwie eskadry swoich szesnastek(pilotów wyszkolonych na tych samolotach mamy więcej niż posiadanych samolotów więc taka operacja byłaby szybka i łatwa). Jeżeli chodzi o stare australijskie fregaty to oby to się udało. Te okręty w przeciwieństwie do naszych fregat tego samego typu zostały gruntownie zmodernizowane na początku XXI wieku i dziś nadal posiadają poważny potencjał bojowy. zwłaszcza w dziedzinie obrony przeciwlotniczej. Mogłyby one być parasolem dla okrętów rakietowych typu Orkan wyposażonych w niezłe szwedzkie rakiety przeciwokrętowe oraz wskazywać cele dla rakiet Nadbrzeżnego Dywizjonu gdyby zablokowano nam dostęp do danych z włoskiego satelity, z usług którego obecnie korzystamy. I Bałtyk byłby całkowicie pod naszą kontrolą. Ponadto te fregaty znacznie lepiej niż niedoszłe korwety Gawron nadają się do ochraniania szlaków morskich daleko od Bałtyku, którymi zamierzamy sprowadzać ropę i gaz. Po prostu są większe mają więc lepszą tzw. dzielność morską i zapewne także zasięg. Dzięki tym fregatom moglibyśmy zrezygnować z budowy korwet Miecznik i patrolowców Czapla, które maja ograniczone możliwości zwalczania celów powietrznych więc inwestowanie w te okręty nie ma sensu. Zaoszczędzone zaś środki można by skierować na program pozyskania nowych okrętów podwodnych. Oczywiście z rakietami cruise. Gdyby bowiem miały to być okręty bez rakiet zdolnych razić cele na lądzie to lepiej byłoby powtórzyć wariant z początku XXI wieku i przejąc używane okręty z Norwegii. Wkrótce bowiem Norwegowie będą wymieniać swoje okręty na nowe zakupione w Niemczech. Te norweskie okręty byłyby na Bałtyku całkiem groźną bronią.

  8. krzyk58
    24 marca 2017 at 21:38

    “Żołnierze Zapomniani i Żołnierze Niechciani” . http://www.mysl-polska.pl/1194

  9. Inicjator
    25 marca 2017 at 09:57

    Nie wiem w jakim świecie Państwo żyjecie, szczególnie “bob” (od bobasek?).

    Liczy się tylko prezentacja w MS Power Point!

    Tylko to!

    To nasza główna broń.

    Od znajomego ppłk, absolwenta Wydz. Uzbrojenia WAT – ostatniego specjalisty od zapalników w WP (co robić, żeby “same” nie wybuchały) wiem, że tylko prezentacje są siłą naszej armii.

    Oto potęga globalizacji i firmy Microsoft!

    No i udział w kolejnych miesięcznicach (jak dzisiejsza, druga “cudownego ocalenia Ministra ON), czy obchody ku czci wyklętych.

    Poza tym nic się nie liczy.

    Tylko Power Point!

    Największym przebojem w WP jest dynamiczna prezentacja poświęcona “wyklętym”.

    Do zbiorowego oglądania “za podpisem”, świadczącym o obecności.

    Wiem o tym od uczestnika “patriotycznych doznań”.

    A Państwo o jakichś F-16, rakietach i innych bzdurach piszecie.

    To trzeba umieć obsłużyć, a prezentację o “wyklętych” wystarczy obejrzeć.

    Wystarczy być!

    I już jesteśmy mocarstwem.

    Wystarczy być na pokazie prezentacji, na Mszy, na miesięcznicy.

    Wystarczy być!

    Amen.

  10. kotek
    30 marca 2017 at 16:01

    Zgadzam sie to jakiś horror

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

Scroll Up