Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

26 czerwca 2017

Liczba niewypłacalnych firm w Polsce o 43% wyższa niż w lutym 2016


W lutym opublikowano informacje o niewypłacalności 77 polskich przedsiębiorstw wobec 54
w lutym 2016 roku, czyli nastąpił wzrost ich liczby o +43% (niewypłacalność – czyli niezdolności do regulowania zobowiązań wobec dostawców w różnych formach prawnych, upadłości czy postępowań restrukturyzacyjnych).

  • Skala wzrostu liczby niewypłacalności r/r wynika z efektu niskiej bazy (ich liczby) na początku 2016 r., ale… mimo wszystko ich liczba w 2017 będzie zauważalnie wyższa niż przed rokiem.
  • Budownictwo – problemy firm mniejszych, które nie mając takiego zaplecza finansowego jak rynkowi potentaci nie są w stanie dłużej czekać na dopływ środków z nowych inwestycji, upadają „ na przednówku”.
  • Przemysł – oprócz sektorów metalowo-maszynowego i wyspecjalizowanego w produkcji na potrzeby budownictwa problemy mają producenci żywności – koncentracja w handlu wymusza także koncentracje w produkcji, wypycha z rynku firmy mniejsze.
  • Usługi – obok wielu innych sektorów w gronie niewypłacalnych firm były także te wyspecjalizowane w usługach leczniczych
  • Wzrost liczby niewypłacalności w południowo-wschodnich województwach, a także na Mazowszu, Śląsku i Dolnym Śląsku.

 

Liczba niewypłacalności jest zdecydowanie większa niż w tym samym okresie ubiegłego roku, ponieważ rok temu w pierwszym kwartale byliśmy świadkami jeszcze spadku ich liczby o -15% r/r. Od połowy roku liczba niewypłacalności zaczęła rosnąć i na tym tle dane po dwóch miesiącach nie zaskakują – są w tym samym trendzie. Skala zmiany w stosunku do ub. roku nie jest więc zapowiedzą kontynuacji takiego tempa wzrostu niewypłacalności (+39% r/r po dwóch miesiącach), ale wspomnianym efektem niskiej bazy na początku 2016 roku – komentuje Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka. Tym niemniej wzrost liczby niewypłacalności będzie faktem – spodziewamy się, że w skali całego roku ich liczba będzie wyraźnie wyższa niż w 2016 roku.

1_Euler_Hermes_Copyrights

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Aż 40% niewypłacalności to przypadki postepowań restrukturyzacyjnych – ich liczba więc cały czas rośnie. Jeszcze dwa lata temu stanowiły 15 do 20%, w ubiegłym roku było to już 30% ogólnej liczby przypadków niewypłacalności. Nie można ich lekceważyć nie tylko z powodu liczby, ale przede wszystkim efektu: co prawda firma nie znika z rynku (przynajmniej na razie) jak w przypadku klasycznej upadłości likwidacyjnej, ale nie reguluje swoich zobowiązań wobec wierzycieli tak samo jakby z niego zniknęła. Co jest ważniejsze – formalna statystyka firm skreślonych, czy faktyczna liczba tych, które nie płacąc przyczyniają się do spirali niewypłacalności kolejnych firm?

Firmy produkcyjne – problemy w trzech obszarach: produkcja na potrzeby budownictwa, metalowo-maszynowa i… spożywcza

Produkcja – nadal obserwujemy w tej gałęzi gospodarki wiele przypadków niewypłacalności z sektora metalowo-maszynowego: maszyny i części na eksport jak i konstrukcje dla budownictwa, także inne wyroby (drewniane, betonowe etc.) dla budownictwa oraz… producenci wyrobów spożywczych. Tutaj można pokusić się o tezę, że koncentracja, z jaką mamy do czynienia w dystrybucji art. konsumpcyjnych w detalu pociągnęła za sobą koncentrację w hurcie, a obecnie w produkcji. Spada liczba małych sklepów, ich miejsce zajmują sieci i dyskonty (szacujemy ich udział w rynku na ponad 60%), a pozostałe lokalne sklepy chcąc konkurować z nimi cenowo łączą się, a raczej dołączają do sieci zakupowych, programów afiliacyjnych wielkich dystrybutorów. Znika więc w naturalny sposób klient lokalnych producentów spożywczych – małe sklepy zaopatrujące się często po sąsiedzku, u miejscowych wytwórców i dostawców: w zakładach mięsnych czy mleczarskich. Coraz więcej sklepów jest „usieciowionych” a duża sieć kupuje u dużego dostawcy. Zmiany w dystrybucji przekładają się więc na produkcję żywności. Koncentracja dystrybucji wymusza koncentrację produkcji – ocenia Tomasz Starus.

2_Euler_Hermes_Copyrights

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy – dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Sytuacji nie zmieni inflacja cen – możliwość do odbudowania przy okazji w pewnym stopniu marż. Jest to gra o to, kto ma mocniejszą pozycję przetargową – czy odbiorca czyli hurtownik/detalista, czy producent. W tej chwili handel ma przewagę, gdyż sieci handlowych jest mniej niż producentów żywności. Producenci muszą więc rosnąć w siłę i robić się coraz więksi. Mniejszym zaś zostaje coraz mniejszy kawałek rynku. Poza tym te sklepy, które nadal działają samodzielnie – nie są zrzeszone, mają gorsze warunki cenowe więc są słabsze finansowo i gorzej płacą, co dodatkowo odbija się na ich małych, niezależnych dostawcach. Jest oczywiście granica tego zjawiska – na świecie a więc
z czasem i w Polsce coraz bardziej będzie rósł popyt na jakość, wartość dodaną żywności – ekologiczną jak i pochodzącą od lokalnych, tradycyjnych dostawców. Jak na razie trend ten jest zauważalny dopiero w większych ośrodkach, gros kupujących wykorzystuje dopływ środków socjalnych na zwiększenie ilości, a nie jakości kupowanych produktów.

Po ostatnio dobrych danych o zamówieniach w przemyśle do ostrożności mogą skłaniać informacje
o spadku analogicznych zleceń w Niemczech – co z czasem zapewne przełoży się na polskich podwykonawców z sektorów maszynowego, części metalowych etc.

Budownictwo – zawsze największe problemy są bezpośrednio przed zmianą koniunktury
na lepsze

W budownictwie nie wytrzymuje, traci płynność najwięcej firm jak zawsze na „przednówku”, po dłuższym okresie dekoniunktury, gdy firmy musza walczyć o przetrwanie. Firmy się trzymają, trzymają i zwykle pod koniec, właśnie tuż przed poprawą sytuacji upada czy restrukturyzuje się najwięcej firm budowlanych. Wytrzymują prawie do końca, ale nie starcza im środków na kolejny sezon, rozpoczęcie kolejnego cyklu inwestycyjnego – mówi Michał Modrzejewski, dyrektor Analiz Branżowych
w Euler Hermes.
Charakterystyczne jest przecież to, że są to firmy mniejsze, o lokalnej skali działalności, mające więc mniejsze zasoby finansowe. Dodatkowo – powszechne są obawy na rynku jak rozliczać odwrócony VAT. Podwykonawcy zleceń kupują materiały z pełnym podatkiem VAT, natomiast rozliczają się z głównym wykonawcą bez VAT. Aby odzyskać VAT, muszą zwrócić się do urzędu skarbowego i wykazać nadpłatę oraz ubiegać się o jej zwrot.

W najbliższych miesiącach nadal małe firmy budowlane będą upadać, zanim rynek budowlany zaskoczy na dobre, tym bardziej że inwestycje te nie będą tylko zwykłymi pracami infrastrukturalnymi (dostępnymi dla szerokiego grona podwykonawców), ale też w dużym stopniu specjalistyczne prace np. kolejowe.

4_Euler_Hermes_Copyrights

Źródło: GUS, Monitor Sądowy i Gospodarczy – dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Co prawda liczba przypadków niewypłacalności w handlu hurtowym już nie rośnie, ale jak na razie również nie spada – można więc powiedzieć, iż zwiększona programami socjalnymi konsumpcja nie odwróciła trendu konsolidacji w handlu i problemów mniejszych podmiotów, ale dopływ środków na rynek nieco zmniejszył ich skalę. Problem niskiej rentowności handlu nie znajdzie więc szybkiego rozwiązania – przez dłuższy okres czasu będziemy mieli do czynienia z podobną sytuacją, gdy kroplówka wydatków konsumenckich ratować będzie handel przed całkowitą zapaścią, ale też nie wystarczy ona hurtownikom i dostawcom do zwiększenia rentowności. Większą szansę na to stwarza rosnąca inflacja – pozwalająca szybciej podnieść marże wielu dystrybutorom…

Sektor usług: liczna i zróżnicowana grupa firm przeżywających trudności

Usługi to jak w poprzednich miesiącach niewypłacalności w sektorach: media i reklama, obsługa
i zarządzanie nieruchomości, usługi związane z budownictwem (usługi projektowe, inżynieryjne etc.), gastronomia i turystyka. Warto zwrócić uwagę na niewypłacalności w opiece zdrowotnej – mniejsze
z nich to efekt problemów z rozliczaniem czy nieodnowieniem kontraktu z NFZ, natomiast średnie
i większe niepubliczne zakłady opieki zdrowotnej były faktycznie często powołane tylko po to, by wystawiać recepty, kupować lekarstwa i wysyłać je za granicę (wykorzystując ich dofinansowanie w Polsce). Upadają zatem, zanim zostaną „namierzone” przez instytucje skarbowe. Rynek bowiem sprzyja obecnie usługom medycznym – kolejki w publicznej służbie zdrowia i generalnie większa zamożność społeczeństwa przekładają się na rosnący popyt na usługi lecznicze, rehabilitacyjne… krótko mówiąc niewypłacalności w branży nie muszą świadczyć o dekoniunkturze.

 

Rozwinięte gospodarczo otoczenie nie pomaga zmniejszyć – tak jak w ubiegłym roku liczby niewypłacalności. Dekoniunktura dotknęła także Mazowsze, Śląsk czy Dolny Śląsk

Generalnie zaobserwować można wzrost liczby upadłości w województwach Polski centralnej, południowej i południowo-wschodniej. Warto zwrócić uwagę na fakt, że najszybciej liczba upadłości rośnie w woj. mazowieckim, śląskim i dolnośląskim. Działa tam oczywiście najwięcej firm, ale w poprzednich kwartałach silna gospodarka lokalna sprzyjała wolniejszej skali przyrostu niewypłacalności w porównaniu do innych województw. Obecnie największa liczba omawianych przypadków niewypłacalności opublikowanych w styczniu miała miejsce w woj. mazowieckim, małopolskim i śląskim. Nie jest to zaskoczenie – po kilku kwartałach pogorszenia koniunktury (wolniejszego wzrostu gospodarczego, wzrostu liczby niewypłacalności) firmy w województwach o bardziej ekstensywnej gospodarce – nastawionej m.in. na turystykę, rolnictwo czy tradycyjny przemysł związany m.in. z przerobem drewna (meblarski, papierniczy) dostosowały się do tej sytuacji. W mniejszym stopniu sprzedają na kredyt, a w większym za gotówkę. Było to dla nich łatwiejsze z uwagi na bardziej lokalny zasięg – firmy z najsilniejszych gospodarczo regionów mając szerszą skalę działalności, krajową jak i międzynarodową nie są w stanie tak szybko i w ten sposób reagować na problemy na rynku. Ponadto przemysł meblowy i papierniczy – opakowań ma w tej chwili dobra passę, zwiększa zwłaszcza swoją produkcje eksportową (w odróżnieniu od wspomnianej wcześniej produkcji maszynowo-metalowej).

5_Euler_Hermes_Copyrights

 

6_Euler_Hermes_Copyrights

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

***

Informacja:

Pod pojęciem niewypłacalności rozumiemy stan faktyczny – niezdolność do regulowania zobowiązań na rzecz wierzycieli. Do końca ubiegłego roku były to upadłość likwidacyjna, jak i układowa. Po zmianie prawa, w tym roku, postępowanie układowe oddzielono, dla podkreślenia zmiany wyodrębnione postępowania naprawcze nie mają już w nazwie „upadłości”. Dla zachowania porównywalności danych bieżących z tymi z lat ubiegłych (gdy postępowanie układowe było rodzajem upadłości) nadal traktujemy łącznie wszystkie przypadki postępowań upadłościowych i naprawczych, jako niewypłacalność przedsiębiorstw. Ponadto nadal otworzenie tych postępowań oznacza dla dotychczasowego dostawcy de facto brak bieżącej płatności – z tego powodu Euler Hermes na całym świecie, pod pojęciem niewypłacalności, rozumie zarówno przypadki likwidacji firm, jak i wszczęcia w ich przypadku procesów naprawczych (jak np. objecie w USA firmy ochrona przed wierzycielami z tytułu Chapter 11).

Uwaga dotycząca stwierdzeń wybiegających w przyszłość: Stwierdzenia zawarte w niniejszym dokumencie mogą zawierać stwierdzenia dotyczące przyszłych oczekiwań oraz innego rodzaju stwierdzenia wybiegające w przyszłość, oparte na aktualnych opiniach i założeniach kierownictwa firmy, obejmujących znane i nieznane czynniki ryzyka oraz niepewności, które mogą powodować osiągnięcie rzeczywistych wyników, rezultatów lub zdarzeń mogących istotnie odbiegać od tych wyrażonych lub dorozumianych w takich stwierdzeniach. Obok stwierdzeń wybiegających w przyszłość, co wynika z ich kontekstu, wyrazy „może”, „będzie”, „powinno”, „oczekuje”, „planuje”, „zamierza”, „przewiduje”, „uważa”, „szacuje”, „prognozuje”, „potencjalny” lub „kontynuuje” oraz podobne wyrażenia oznaczają stwierdzenia wybiegające w przyszłość. Rzeczywiste wyniki, rezultaty lub zdarzenia mogą w istotnym zakresie odbiegać od przewidywanych w takich stwierdzeniach, między innymi z powodu: (i) ogólnych warunków ekonomicznych, w tym w szczególności warunków ekonomicznych w kluczowych sektorach działalności Grupy Euler Hermes oraz na kluczowych dla niej rynkach, (ii) wyników osiąganych na rynkach finansowych, w tym na rynkach rozwijających się, również ze względu na niestabilność i płynność rynku oraz zdarzenia związane z kredytami, (iii) częstotliwości oraz zakresu zdarzeń objętych ochroną ubezpieczeniową, w tym zdarzeń powodowanych przez klęski żywiołowe oraz wiążących się ze wzrostem wydatków na likwidację szkód, (iv) poziomu powtarzalności zdarzeń, (v) zakresu niespłacanych kredytów, (vi) poziomu stóp procentowych, (vii) kursów wymiany walut, w tym m.in. kursu wymiany EUR/USD, (viii) zmian w poziomie konkurencji, (ix) zmian przepisów prawa i regulacji, m.in. dotyczących konwergencji walutowej oraz Europejskiej Unii Walutowej, (x) zmian w zakresie polityk banków centralnych i/lub władz innych krajów, (xi) wpływu przejęć spółek, w tym także kwestii związanych z integracją, (xii) działań restrukturyzacyjnych, oraz (xiii) ogólnych czynników związanych z konkurencją na szczeblu lokalnym, regionalnym, krajowym i/lub globalnym. Wystąpienie wielu z tych czynników może być bardziej prawdopodobne lub mogą one przyjmować bardziej wyraźną postać na skutek działań terrorystycznych i ich konsekwencji. Firma nie ma obowiązku aktualizacji żadnych stwierdzeń wybiegających w przyszłość.

Informacja redakcji:

Wszelkie prawa do tekstu i grafik zastrzeżone na rzecz podmiotu: Euler Hermes, wyłączenie licencji CC 3.0

Tags: , , ,

8 komentarzy “Liczba niewypłacalnych firm w Polsce o 43% wyższa niż w lutym 2016”

  1. Królik Zygmund
    24 marca 2017 at 05:11

    To pokazuje realny stan gospodarki, firmy są właśnie po sprawozdawczości – jeżeli jest tak źle to co będzie w dalszej cześci roku?

  2. Lewiatan
    24 marca 2017 at 05:59

    Nie rozumiem tych infografik ze słupkami

  3. wlodek
    24 marca 2017 at 08:32

    Rysa, jestem ciekaw twojego zdania,wczoraj w TVPIS mówiono że jest tak dobrze że nawet dziecko Solidarności Walczącej się tego nie spodziewał?j

    • Rysa
      24 marca 2017 at 21:38

      Witaj Włodku. Nie będę się ustosunkowywal do wypowiedzi w telewizji głównego nurtu bo ich po prostu nie oglądam i nie słucham.
      Natomiast z własnego podwórka jako mikroprzedsiębiorca budowlany mogę Tobie i PT czytelnikom przekazać kilka uwag co do “racjonalnych” działań rządów tak PO jak i PIS w tej branży.
      Po wprowadzeniu dofinansowania z środków UE Gminy jak i przedsiębiorstwa branżowe, rzuciły się masowo do ich wykorzystywania, ale, że w większości nie dysponowały one środkami na pokrycie własnego udziału zaczęły zaciągać kredyty w funduszach celowych zwłaszcza w takich jak Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej czy Centralny Fundusz Ochrony Gruntów Rolnych zadłużając przyszły budżet ich spłatami.
      Jednocześnie państwo tworząc zasady przydziału i wykorzystania środków UE oraz budując do tego służby administracyjne, a nie mając jednocześnie przygotowanych fachowych kadr, przegięło na maksa dokumentowanie biurokratyczne tworząc setki absurdalnych i śmiesznych dokumentów (tzw. “dupochronów”) które musi się sporządzić, a które nikt nie sprawdza, ba nawet nie czyta. Dla przykładu podam, że z jednej inwestycji infrastrukturalnej na Śląsku o wartości ca 11 mln zł w której brałem udział jako podwykonawca wszystkie dokumenty stanowiły ładunek 2-u skrzyniowych samochodów ciężarowych o ładowności 7t.
      A teraz najważniejsze, w sąsiedniej Słowacji i Czechach ilość dokumentów wymaganych od Inwestora i Wykonawcy nie stanowi nawet 10% naszych wymogów.
      Dlatego też rozliczenie I-ej transzy środków UE trwało od 2014 do 2016r.
      Wymogiem uruchomienia transzy II-ej było rozliczenie I-ej.
      Tak więc Inwestorzy zostali pozbawieni dofinansowania na zaplanowane i zatwierdzone projekty inwestycyjne, a to z kolei spowodowało, że firmy prowadzące działalność budowlaną zaczęły się wzajemnie wycinać poprzez obniżanie cen.
      W jednym z przetargów była taka firma, która złożyła ofertę na wykonanie zadania infrastrukturalnego prawie że po kosztach materiałowych.
      I to jest jedna z przyczyn upadku małej przedsiębiorczości w budownictwie.
      Drugą przyczyną jest fakt, że Inwestorzy widząc co się na rynku ofert dzieje przerzucili na wykonawców koszty obsługi kredytów za swoje udziały w inwestycjach dając terminy płatności faktur przejściowych 3 lub 6 m-cy, a w niektórych przypadkach wprowadzali jednorazową płatność, po zakończeniu i bezusterkowym odbiorze zadania inwestycyjnego trwającego niekiedy nawet rok.
      Taka właśnie polityka inwestycyjna doprowadziła do tego, że poziom budownictwa w 2016 spadł o około 28% w stosunku do roku 2015. I co najgorsze wielu pracowników, dobrych fachowców, którym szef nie był w stanie zapewnić przyzwoitego wynagrodzenia bo nie miał z czego, zabrało manatki i wyniosło się za granicę. A szefowie firm chcąc przeżyć zaczęli zatrudniać ludzi z “łapanki” na ulicy i w rezultacie cierpi na tym produkt finalny firmy wykonany “byle jak” i przez “byle kogo”.
      A “fachowcy” Inwestorów dalej tworzą tysiące papierowych “dupochronów”, tak że można powiedzieć iż ważniejszy jest papier dokumentujący niż budowa obiektu.
      Co dalej? Dosyć czarno widzę przyszłość samodzielnych małych przedsiębiorstw w branży budowlanej.
      Nie dość, że są one nie doinwestowane z powodu braku środków i drożyzny obsługi kredytowej (wystarczy powiedzieć, że jedyny Polski bank ściąga ze mnie w granicach 11-12% odsetek, opłat i prowizji od obrotu) to jeszcze uruchamiane obecnie środki UE II-ej transzy przez Inwestorów w ogłaszanych przetargach stawiają takie wymagania finansowe i formalne, że nie ma najmniejszych szans aby w nich spełnić warunki uczestniczenia.
      Pozostaje więc bycie podwykonawcą gigantów dysponujących kapitałem obcego pochodzenia i wyrabiać dla nich zyski za gdzieś od 30 – 60% ich wartości dodanej.
      Kończąc mogę tylko powiedzieć “pażiwim – uwidim”.
      Pozdrawiam Rysa

      • wlodek
        25 marca 2017 at 11:20

        Rysa,i wszystko jasne, dzięki!

  4. Wojciech
    24 marca 2017 at 09:12

    Jak wyprzedawano Polskę na przykładzie CIECH

    “W raporcie za rok 2016 spółka Ciech wykazała zysk netto w wysokości 593 mln złotych. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że w 2014 roku Skarb Państwa sprzedał pakiet kontrolny w tej spółce za 619 mln złotych, czyli niewiele więcej niż ubiegłoroczny zysk. Nabywcą była spółka KI Chemistry, należąca do grupy Kulczyk Investments. Prywatyzacja miała miejsce za czasów rządu Donalda Tuska.
    Akcja Ciechu kosztowała wówczas nabywców 31 złotych. Obecna wartość akcji to 80 złotych. Mamy zatem przykład złotego interesu, który możliwy jest wyłącznie dla osób mających kontakt z najważniejszymi politykami w kraju.
    Wielu Polakom złodziejskie prywatyzacje kojarzą się przede wszystkim z początkami III RP. Sprzedaż Ciechu pokazuje, że niewiele się w tej kwestii zmieniło. Z drugiej strony, obserwując https://obserwatorpolityczny.pl/?p=46711polską scenę polityczną od ćwierć wieku, wciąż widzimy te same twarze. Dlaczego zatem miałoby być lepiej?”

    • krolowa bona
      24 marca 2017 at 11:02

      @Wojciech…co to znaczy “Skarb Panstwa” sprzedal tej spolce PAKET KONTROLNY…co to jest “pakiet kontrolny” ?

    • Inicjator
      25 marca 2017 at 09:34

      Podobnie sprzedano przed laty Mittalowi hutę w Krakowie.

      Magik z Solidarności, który za tym stał – ma się dobrze.

      Po drodze rozwalił Bumar i przemysł zbrojeniowy.

      Oni się bawią na nasz koszt, ale to nie są miliony – to już są miliardy.

      Nie lepiej dać im wszystkim po 50 000 zł miesięcznie (takie Super 500 plus), żeby nas to mniej kosztowało?

      Pozdrawiam Pana Wojciechu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Ekonomia

Scroll Up