Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

25 lipca 2017

Czy poszlibyśmy z torbami po wprowadzeniu Euro?


 Pan prezes – jedyny taki – wygłosił kilka bardzo interesujących tez na temat wspólnej waluty Euro, w kontekście możliwych skutków ekonomicznych potencjalnej ewentualności przyjęcia tej waluty przez Polskę.

Generalna teza pana prezesa sprowadza się do stwierdzenia, że przyjęcie Euro nie powinno nastąpić, zanim nie będziemy mieli 85% PKB per capita Niemiec.

Pan prezes obawia się, że rezygnując z waluty narodowej stracilibyśmy jakiekolwiek instrumenty polityki gospodarczej. Jest to rzeczywiście argument, który trzeba uznać za kwestię fundamentalną i znaczeniu strategicznym w ogóle dla tego procesu, w tym samej jego zasadności. Pan prezes argumentuje, że raczej nie mamy na Zachodzie samych dobrych wujków, którzy będą prowadzić politykę gospodarczą w naszym interesie, a interesy wielkich państw są z naszymi po prostu sprzeczne. Wedle pana prezesa wejście do strefy euro będzie oznaczać trwałą peryferyzację Polski.

Są to argumenty bardzo logiczne, które odnoszą się do kwestii zasadniczej. Tylko trzeba zapytać o ich istotę. Po pierwsze – jaką politykę gospodarczą my obecnie prowadzimy przy wykorzystaniu możliwości żonglowania pieniądzem? Czy my się przypadkiem nie zadłużamy ciągle i w katastroficznym tempie? Bo do przyrostu długu sprowadza się to, co się szumnie nazywa planem na rzecz czegoś tam związanego ze wzrostem, co firmuje pan wicepremier Morawiecki. Nie nazywajmy tego jednak polityką gospodarczą, bo naprawdę to, co nam pokazują w prezentacjach – szału nie robi. Z tego względu pierwszy argument o możliwości wykorzystywania waluty jako instrumentu polityki gospodarczej sobie darujmy. Poza tym pamiętajmy co się za tym kryje – chodzi głównie o dostosowanie kursu, czyli o zubożenie Złotego. Proszę przypomnieć sobie ile kosztował Dolar USA jak wprowadzono wymienialność – 10 tyś., starych Złotych, po denominacji, to był 1 Złoty. Ile dzisiaj kosztuje Dolar? To się szanowni państwo nazywa inflacja skumulowana, jak na nasze możliwości to w sumie i tak niezły wynik – przez prawie 30 lat, tylko około cztery razy. Oczywiście jakbyśmy policzyli to wedle siły nabywczej, to byłoby inaczej.

Druga sprawa – jeżeli pan prezes mówi o trwałem peryferyzacji Polski, to w jakim stanie my dzisiaj wedle jego opinii jesteśmy? Wiadomo, że już nie jesteśmy zieloną wyspą oblewaną ciepłą wodą z kranów, ale też nie jesteśmy Polską w ruinie. Bez większego wysiłku możemy obronić tezę, że Polska jest skazana na peryferyjność i to w sposób genetyczny i wynika to z zaprogramowania całego naszego systemu społeczno-gospodarczego przez neoliberalne dogmaty krwiożerczego kapitalizmu.

W powyższym kontekście, mówienie o tym, że poszlibyśmy z torbami po wprowadzeniu Euro, chociaż eksport by się trzymał, to jest tylko jedna strona medalu. Jest jeszcze druga, a ta jest o wiele brutalniejsza, niż podają to nam politycy. Co prawda inne kraje regionu, które przyjęły Euro, zrobiły to w kryzysie, to jednak dzisiaj są już na innej planecie. Poprzez wspólną walutę stały się prawdziwym Zachodem. Nie można tego lekceważyć w znaczeniu politycznym. Jednak również ekonomicznie Euro jest korzystne dla gospodarki i ludności – pod jednym warunkiem, że ze środków publicznych nie wydaje się więcej, niż się zarabia. Jeżeli wydaje się więcej, to robi się długi. Długi to stracone dochody przyszłych pokoleń. Warto o tym pamiętać, a do czego prowadzi nierozważna polityka – widać po przykładzie Grecji.

Można przyjąć argument pana prezesa odnoszący się do kwestii polityki gospodarczej, tu rzeczywiście własna waluta jest zasadnicza. Jednakże – ma to tylko wówczas sens, jeżeli państwo jest suwerenne. Suwerenność w dzisiejszych warunkach oznacza, że nie należy pożyczać za granicą. Ponieważ dług za granicą i w obcej walucie, w takich warunkach jak obecnie są na świecie to po prostu przekleństwo i nie ma znaczenia, że jest tańszy, niż dług krajowy. Tak działa system, żeby pożyczać u źródeł kapitału, to jest dla kapitału korzystniejsze, bo bezpieczniejsze. Jeżeli Prawo i Sprawiedliwość chcą prowadzić politykę gospodarcza, jej bezwzględnym warunkiem powinno być opracowanie strategii polonizacji i zmniejszenia długu. Wówczas to ma sens, ponieważ dług w walucie krajowej można zawsze po prostu wydrukować. Nawet jeżeli wierzyciel jest z zagranicy i dokona konwersji waluty, to nie będzie tak szkodliwe, jak obowiązek nabycia waluty dla zwrotu długu przez państwo.

Wnioski są proste – nie wiadomo, czy Euro nas zuboży, czy puści nas z torbami. Argument o dostosowaniu dochodu per capita, mniej więcej do poziomu dochodu Niemców jest racjonalny. Jednak w praktyce oznacza to jeszcze 50 lat trwania w obecnym systemie. Co wówczas może się zdarzyć, to lepiej sobie nie wyobrażać. Popatrzmy retrospektywnie na minione 29 lat… Proszę nie mieć złudzeń, nie uciekniemy od Euro.

Tags: , , , , , , ,

16 komentarzy “Czy poszlibyśmy z torbami po wprowadzeniu Euro?”

  1. jerzyjj
    16 marca 2017 at 04:50

    CZY JEDNA TRAGEDIA JUŻ NIE WYSTARCZY ??? MÓDLMY SIĘ OBY TYLKO JAKIŚ DRUGI BAKCEROWICZ NAM SIE NIE NARODZIŁ…
    W okresie stowarzyszeniowym z UE straciliśmy więcej majątku niż w wojnie z Hitlerem.Straty Polski w wyniku niemieckiej agresji z lat 1939-1945 wynosiły około 500 mld USD. W wyniku akcesji do UE Polska straciła od 600 mld USD do 2 bln USD a w wyniku akcesji do UE i spłat długów Polska ponosi straty w wysokości ok. 80 mld USD rocznie. Trudno pojąć ekonomiczny sens tego stowarzyszenia i akcesji do UE – komu rzeczywiście ma on przysporzyć korzyści bo na pewno nie Polsce? W 1989 roku – Balcerowicz i i rząd Mazowieckiego – mieli święty obowiązek zadbać o polski interes narodowy.Nie, nie zadbał! W nagrodę za pokojowe przejście z „demokracji socjalistycznej” do demokracji niesocjalistycznej otrzymaliśmy terapię „szokową”, czyli tzw. plan Balcerowicza. Plan, który z założenia polegał na braku jakiegokolwiek planu dla Polski. Przygotowano za to plan dla swoich, polegający na przejęciu przez nich majątku narodowego.
    Dotychczas nie sporządzono bilansu kosztów naszego członkostwa w UE.Tę tragiczną prawdę o wejściu Polski do UE odczuwa już nasza gospodarka, a w konsekwencji także 85 proc. polskich rodzin.Ustalenia z traktatu akcesyjnego wkomponowują się w strategię niszczenia Polski, którą zgotowały nam ekipy liberałów i postkomunistów w ciągu lat tzw. transformacji ustrojowej.
    ZRÓDÓŁO:Nie zapomnijmy o genialnym ekonomiście, Balcerowiczu!

    PS…
    Dlaczego UK wstąpiła i wystąpiła z UE wyjaśnione w 2 minuty
    https://www.youtube.com/watch?v=mU6e3SvRpLA

    WGreckich budynkach rzadowych wybuchaja bomby, kraj jest oficjalnie bankrutem i rozklada sie w swietle fleszy. Portugalia i trockistowska Hiszpania, ktora przewrocila sie ekonomicznie gdy tylko klasa srednia z krajow polnocy przestala kupowac kolejne domy na wybrzezu, czekaja na swoj krach. Przy okazji wyszlo, ze cala Europa zadluzona jest na 78% swojego PKB,

    a pan Putin publicznie oswiadcza, ze z europa trzeba sie teraz delikatnie obchodzic, bo nie wiadomo w ktorym momencie peknie.

    Do takiego to “obozu wygranych” wstapilismy i tylko do “pełni szczęścia” brakuje nam waluty EURO…
    “Unia nam da!” – odpowiedz KOŚCIOŁA:”Jak Pan Bog chce kogos ukarac, to mu najpierw rozum odbiera!”

    http://blog.prenumera.salon24.pl/182272,ue-bankrutem-czy-umrzemy-razem-z-europa

    • Wojciech
      16 marca 2017 at 09:02

      Za to mamy transfer nowoczesnych technologii. Markety, galerie, myjnie bezdotykowe logistic centers i autostrady z zachodu na wschód. Do transportu niemieckich towarów do ukraińskiej kolonii. Także dużo biurowców gdzie Polska wykształcona /?/ młodzież wklepuje faktury korporacji.

      • jerzyjj
        16 marca 2017 at 11:46

        NA PRZYKŁAD…
        Niemcom po przegranej II wojnie światowej, która zdemolowała ich wewnętrznie i finansowo, udało się ponownie zostać światową potęgą gospodarczą, a Polsce po okrągłym stole i rzekomym “upadku” komunizmu – udało się wypaść z grona 20 największych gospodarek świata?
        Na szczęście dla ówczesnych Niemiec, był taki ktoś jak Konrad Adenauer i inni wizjonerzy, którym do głowy by nie przyszło, aby środki pozyskane z Planu Marshalla wydawać na budowę odpowiedników dzisiejszych aqua parków, stadionów i ścieżek rowerowych w środku lasu i infrastruktury przy kościołach…
        Polska po 1989 roku miała “mniej szczęścia” niż Niemcy po roku 1945. Nie mieliśmy Adenaurea.Mieliśmy Bolka, Balcerowicza i innych PRL-owskich aparatczyków, których percepcja pojmowania “dobra wspólnego” często kończyła się na zapewnieniu odpowiedniej ilości pieniędzy sobie i swoim najbliższym.

  2. Inicjator
    16 marca 2017 at 05:04

    Interesujące rozumowania.

  3. Je Suis Obserwatorpolityczny.pl
    16 marca 2017 at 05:48

    Bardzo trafne spostrzeżenia, w pełni się zgadzam – Euro to projekt polityczny i trzeba go traktować politycznie. Nawet jak go nie mamy to jako gospodarka w 70% uzlaezniona od strefy Euro – podlegamy jego wahaniom i to ze wzmocnieniem. Polityki gospodarczej poza power pointem nie prowadzimy – więc Euro u nas to bezpiecznik powstrzymujący głupotę psujów przed gmeraniem w portfelach ludzi

  4. Wołający na puszczy
    16 marca 2017 at 06:04

    Podoba mi się to spojrzenie

  5. przepraszam
    16 marca 2017 at 07:01

    Już dawno powinniśmy mieć euro. To by nas zupełnie inaczej definiowało w europie. Straciliśmy epokowa szanse

  6. dr House
    16 marca 2017 at 07:05

    Euro jest polityczną koniecznością

  7. krzyk58
    16 marca 2017 at 07:53

    Mam nadzieję,BA! jestem przekonany iż ” wspólne projekta tkane gdzieś w cieniu” NIGDY nie ziszczą się,na nasze szczęście(na szczęście
    każdej dziewczyny)…. 🙂 https://www.youtube.com/watch?v=9hQAWHOdqhs

  8. Zbigniew
    16 marca 2017 at 08:17

    Walutę należy rozpatrywać w kontekście jej emitenta. Jako że emitentem EURO nie jest Polska to całe te dywagacje “psu na budę”. Jedyna waluta która ma sens jeśli chcemy utrzymać suwerenny rynek to taka którą będziemy kontrolować w kraju. Oczywiście wtedy istnieje niebezpieczeństwo że pojawi się kolejna kostucha przyjmując ludzką postać i nazwisko np. balcerowicz ale w tym rola obywateli aby anioła śmierci nie wpuścić kolejny raz na salony.
    Każda OBCA waluta to kaganiec. Mimo że jej wartość ma w dzisiejszych czasach ma takie znaczenie jakie będziemy do niej przywiązywać i żadne państwowe kursy tego nie zmienią (chociaż pomogą kolejnej grupie złodziei łatwo się wzbogacić choć w iluzoryczny sposób), to przyjęcie OBCEJ waluty jest jak dobrowolne stanie się niewolnikiem. Pośród trzech atrybutów waluta jest ostatnim który utrzymuje reszki suwerenności. Straciliśmy prawo (podległość “dorobkowi prawnemu” EU), straciliśmy terytorium (brak granic), a waluta choć już nie taka całkiem pod nasza kontrolę (no bo gdzie jest drukowana???) to jest wciąż ostatnim bastionem przed upadkiem. Nie przed zbiednieniem czy wzbogaceniem ale przed niewolą i śmiercią. Bo w polityce zagranicznej jakkolwiek by wam nie wmawiali, nie ma przyjaciół, są tylko interesy.

  9. Wojciech
    16 marca 2017 at 09:34

    Z torbami to pójdziemy tak czy owak. Razem z Europą. Finansami światowymi rządzi dolar, którego drukują pełna parą i zalewają ubożejący i zadłużony po uszy świat. Od kiedy zlikwidowano parytet złota pieniądz posiada oparcie tylko w wartości kawałka papieru, na którym został wydrukowany. A zyski płyną do Rothschilda i Goldmana. Europa jako amerykański satelita może zachować tylko pozory niezależności i na pokaz swoją przejściową walutę. W tym przypadki należy zgodzić się z prezesem

  10. numi
    16 marca 2017 at 10:33

    Na euro przyjdzie czas, najpierw zróbmy porządek na własnym podwórku, ograniczmy i zlikwidujmy deficyt budżetowy, gospodarujmy tym co mamy, obniżmy koszty pracy i dajmy ludziom zarobić niech to oni decydują o własnych pieniądzach (na pewno lepiej je wydadzą niż państwo), 38mln ludzi z czego 16mln pracuje należałoby zmienić te proporcje. Emerytury od 65 czy 67 ?, decydujmy, ale takie same zasady dla wszystkich (bez przywilejów). Bez uporządkowania państwa i z trendem zadłużeniowym lepiej u nas z pewnością nie będzie. Choć może zdarzy się jakiś cud 😉 (cuda przecież się zdarzają)

    • wlodek
      16 marca 2017 at 13:53

      Numi, w pełni popieram!

  11. jamnik
    16 marca 2017 at 11:21

    Świetny tekst

  12. anty
    17 marca 2017 at 19:12

    …ilość pro unijnych debili i kretynów jest porażająca .

  13. Leszek
    4 kwietnia 2017 at 07:58

    Prywatyzację nie nazywajmy utratą majątku narodowego i to na 2 biliony ,po prostu właścicielem są obywatele ,a nie państwo i w dużej części jest w rękach Polaków, a w każdym razie może być. Chociaż oczywiście przegięcie polegało na tym,że obciążono firmy państwowe gigantycznymi podatkami 100% wartości księgowej rocznie, popiwki i zmiana kredytów z 3% na 100% przy stałym kursie $ co je zabiło,a prywatne i zagraniczne zwolniono na wiele lat z wszelkich podatków…Euro byłoby dużo lepsze gdyby nie przyjęło sporą część długów $ zatem czeka je to samo co $.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Ekonomia

Scroll Up