Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

19 października 2017

Wybory czyli plebiscyt mniejszości


 Pomysł, żeby zlikwidować drugą turę wyborów samorządowych, w wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów miast jest bardzo ciekawy. W skrócie to pomysł na to, jak wybory zamienić w plebiscyt. Jednakże wewnątrz jest o wiele ciekawszy, tj. niesie w konsekwencji tak wiele różnych możliwości, perturbacji i zmian, że należy go rozważyć.

Dotychczasowy model prawa samorządu terytorialnego zakładał podwójne głosowanie, jeżeli żaden z kandydatów nie zdobył większości bezwzględnej w pierwszej turze głosowania na stanowisko przywołanych powyżej organów zarządzających jednostkami samorządu. Zdarzały się wybory, że polityk wygrywał już w pierwszej turze pokonując kontrkandydatów, dawało mu to bardzo silny mandat. Również wygrywając drugą turę głosów, polityk miał mandat publiczny oparty na większości, która głosowała. Wygrywał ten, który miał więcej głosów. Proste, logiczne, ludzie się przyzwyczaili, co więcej większość osób na pewno doskonale rozumiała ten system, albowiem był analogiczny do wyborów Prezydenta RP.

Wprowadzenie zmiany do funkcjonującego modelu, w ten sposób, że wybory byłyby ograniczone do pierwszej tury i ten, kto zdobędzie większość względną tj., najwięcej głosów spośród biorących udział w wyborach, oznacza plebiscyt i to mniejszości. Ponieważ zwycięzca nie będzie mógł powiedzieć, że głosowała na niego większość głosujących, a jedynie że oddano na niego najwięcej głosów spośród biorących udział w głosowaniu w ogóle. To czyni olbrzymią różnicę, zwłaszcza w społecznej percepcji mandatu samorządowego.

Zmieniłaby się bardzo mechanika wyborów. Kandydaci przygotowywali by się do starcia wizerunkowego, w którym liczyłby się każdy, w tym tzw. kandydaci wystawiani do odebrania głosów. W tym znaczeniu, przeciwko kandydatom głównym wystawiano by osoby, które miałyby odebrać im cząstkę głosów. Jest to bardzo skuteczny sposób na pozbawianie szans wyborczych kontrkandydata. Nie byłoby to starcie dwóch najważniejszych wizji rozwoju czy działania samorządu. To plebiscyt, w którym biorący udział prezentowaliby się od jak najlepszej strony.

Kampania jedno-turowa byłaby jeszcze bardziej bezwzględna i jeszcze bardziej brutalna, wręcz byłaby zabójcza. Gra toczyłaby się na skompromitowanie kontrkandydata, tak żeby jak najbardziej negatywnie przedstawić daną osobę w świetle publicznym. Jest to o wiele prostsze od przedstawiania kandydatur w sposób merytoryczny. O wiele łatwiej się bowiem krytykuje, niż cokolwiek tworzy, buduje i decyduje. Prawdopodobnie w ogóle byłyby to z definicji wybory negatywne, chociaż to chyba można powiedzieć o każdych wyborach w naszym kraju.

Z punktu widzenia obywatela-wyborcy, zmieniłoby się bardzo wiele, albowiem taka kampania byłaby o wiele bardziej nastawiona na statystykę, wielkie liczby i inżynierię społeczną, niż po prostu na kontakt z wyborcami. Wyborcy dokonywaliby wyborów na zasadzie plebiscytu – popieram to, i to, czyli tamtą osobę, przenosząc poparcie z partii która tę osobę popiera.

W praktyce jednak taka modyfikacja systemu wyborczego miałaby też i jeden olbrzymi plus. byłaby szansa na ograniczenie władzy rządzącego establishmentu, jeżeli tylko wolno byłoby zgłaszać kandydatów na dotychczasowych zasadach. Ponieważ generalnie każdy miałby takie same szanse, obecnie większe szanse mają ci kandydaci, którzy są bardziej znani, ponieważ system wyborczy po prostu bardziej ich preferuje. Większa rozpoznawalność oznacza więcej głosów. W przypadku wyborów jedno-turowych, byłaby teoretycznie szansa, że kandydat zachwyciłby swoją osobą wyborców tak bardzo, że ci w pierwszym odruchu zdecydowaliby o powierzeniu mu mandatu. Żeby jednak móc kandydować, trzeba najpierw mieć określoną ilość podpisów, czyli aparat który pomoże w ich zbieraniu i zagwarantuje wiarygodność tego procesu.

Wiążą się z tym jednak pewne istotne ryzyka, które wynikają z tego że w przypadku rozpatrywania wyborów od strony wielkich liczb, to większy może więcej. System automatycznie preferowałby tych kandydatów, którzy mieliby większe zaplecze już na starcie. Zaplecze plus rozpoznawalność zawsze przekłada się na wynik. Chodzi o pewną automatykę, przeciwko której nie postawi się żadna charyzma, ani żaden talent. W wyborach jedno-turowych decydowałaby statystyka, czyli więcej plakatów, więcej spotów, więcej ulotek – potrzeba więcej pieniędzy, w efekcie większy wynik.

Dyskutowana zmiana byłaby tym ciekawsza, jeżeli udałoby się ją przeprowadzić jeszcze w tym roku. Tj. w marcu i odczekać pół roku do października – skrócić kadencję (co może zrobić Sejm) i przyśpieszyć wybory już na nowych zasadach.

Z perspektywy rządzących byłoby to bardzo ważne, ponieważ wszędzie mają około 33% poparcia w zasadzie pewne. Jeżeli dobrze rozstawią kandydatury, mogą bardzo dużo ugrać w sposób wyjątkowo skuteczny. Czy PiS zdecyduje się na tak dobrą zmianę zobaczymy, powtórzmy – to nie jest zły pomysł, ale również nie jest to pomysł zmieniający naszą sytuację na lepszą. Jest to zwykła inżynieria wyborcza.

Wszyscy krytycy propozycji, niech sobie uświadomią, że wszystko jest zgodnie z prawem. Dokładnie taki system stworzono: licencjonowana i ograniczona samorządność właśnie może się skończyć i być jeszcze bardziej ograniczana i nic na to nikt nie poradzi.

Ciekawe, czy się odważą? Może się bowiem okazać i tak, że ludzie zagłosują na przekór, a to jest bardzo prawdopodobne u Polaków. Wybierając na lokalnych włodarzy inne osoby, niż ugrupowania w wyborach do organów kolektywnych. Wówczas to dopiero zrobiłoby się ciekawie, a byłaby to wielka tama dla dobrej zmiany.

Tags: , , , , , , , , , , ,

8 komentarzy “Wybory czyli plebiscyt mniejszości”

  1. Henryk z Hamburga
    3 marca 2017 at 04:44

    Smutne fakty. Wybierani w ten sposób nie będą mieli mandatu większości. To może być uznane za niezgodne z konstytucją – proporcjonalność się kłania.

  2. Lewiatan
    3 marca 2017 at 04:59

    Ograniczą kadencje, zakażą zgłaszania przez komitety obywatelskie i w pierwszej turze wybory w niedziele po kościele – będa mieli połowę samorządów w skali kraju

  3. Olgierd Tura
    3 marca 2017 at 05:11

    Szkoda dorobku naszych samorządowców. Będzie śmiesznie

  4. jerzyjj
    3 marca 2017 at 10:51

    WIDZIAŁY GAŁY CO BRAŁY A TERAZ NICH BECĄ AŻ WYLECĄ!!!

    Świat opisany przez Orwella jest już naszą codziennością…
    Znane powiedzenie mówi, że jeśli wrzucisz żabę do wrzątku to natychmiast wyskoczy, ale jeśli będzie pływać w garnku ze stopniowo podgrzewaną wodą to nawet nie zauważy, że się ugotowała. W myśl tego procesu działa wiele zjawisk dnia codziennego, a wielu z nas nawet ich nie zauważa. Czy oznacza to, że jesteśmy po prostu gotowanymi żabami nieświadomymi swego losu?
    PS…
    PIS wykorzystuje bezwładność umysłową ludzi, którzy mało wnikają w to co słyszą oraz bezdenną głupotę polskojęzycznych mediów, które takiego świńskiego manipulowania ludźmi nie tępią, które za każdym razem powinny robić raban i nazywać rzeczy po imieniu, tak jak na to zasługują – żeby była burza i docierała do ludzi.Ale – nikt nie robi nic.
    Natomiast kolejne porcje parszywej obłudy bez żadnych problemów są skutecznie tankowane w ogłupione już do reszty i łatwowierne Polact”f”o…
    JAK MYŚLICIE TO PONIŻEJ TO KTO NAPISAŁ ???
    “Kaczyński to wielki i wybitny polityk, który osiągnął bardzo wiele…Jest większym fenomenem, niż myśleliśmy wcześniej. Ponieważ to przykład prawdziwego polskiego self-made man-a!” BUUUU,HA,HA,HA,HAAAAAA !!!
    [czytaj: selfmejdmen] człowiek zawdzięczający wszystko wyłącznie sobie, swoim zdolnościom i własnej pracowitości; selfmademan.(a może tylko głupocie polact “f”a?)
    POMGE WAM — KRAKAUER
    W Polsce mamy 6 mln ludzi cierpiących na choroby psy…czne, a w ostatnich wyborach na PIS głosowało 5 711 687 wyborców. Wnioski nasuwają się same,prawda!
    Tylko dinozaury były głupsze od Polaków. Skoro jednak one wyginęły ileś tam milionów lat temu…

  5. Joachim Brudziński
    3 marca 2017 at 11:34

    Skończyła się w Polsce demokracja

  6. Miecław
    3 marca 2017 at 14:12

    To tylko mały krok w kierunku feudalnego państwa wyznaniowego. Potem przyjdzie pracę rozpoczynać od modlitwy. Skończy się wolność myśli i sumienia. W administracji już niektórzy władcy podpisują na końcu pisma po katolicku, czyli nie standardowe “Z poważaniem” itd., tylko z “bożym błogosławieństwem”. Widziałem takie pismo na własne oczy i teraz żałuję, że nie skopiowałem. Ale obym się mylił.

  7. kora87
    3 marca 2017 at 16:13

    Moim zdaniem. Pis zrobi wszystko żeby zagarnąć. Jak najwięcej władzy i jest to z ich strony nie do powstrzymania

  8. Inicjator
    4 marca 2017 at 06:29

    Jak się sprawdzi scenariusz “przejęcia samorządów” – to może się udać PiS-owi przejąć pełnię władzy w Polsce.

    A potem to już będzie tylko wspieranie władzy centralnej przez terenową …

    Jeszcze tylko podporządkować Naczelnikowi Dominujący Kościół – i będzie pozamiatane.

    Premier Błaszczak w 2025 roku z Prezydentem RP Kuchcińskim i Przewodniczącym Episkopatu (zarazem Prymasem Polski) – Księdzem/Ojcem Prałatem Doktorem Tadeuszem Rydzykiem – zapewnią nam SPOKÓJ i DOBROBYT oraz Powszechną SPRAWIEDLIWOŚĆ, czyli SiPoPS!

    Amen!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Polityka

Scroll Up