Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

30 marca 2017

Elity się po prostu nieudały i popsuły nam państwo


 To nie jest możliwe, że to wszystko co się nam nie udaje – a wynik ogólny jest tak przerażająco słaby, dzieje się samo. Ktoś tym wszystkim zarządza – na poziomie gospodarczym, społecznym, religijnym i politycznym. Jeżeli porównamy rozwój naszego kraju a np. Czech przez ostatnie 27 lat, widać że nadal jesteśmy w głębokiej – powiedzmy – otchłani. Różnice w rozwoju cywilizacyjnym pomiędzy naszymi państwami są widoczne gołym okiem, wystarczy pojechać do Ostrawy, w sumie na czeską prowincję, z Pragą to się możemy porównywać, ale chyba w standardzie początku lat 90-tych. Wszystko mamy gorzej, poczynając od planowania przestrzennego i organizacji transportu a na prawie i codziennym funkcjonowaniu kończąc.

Co więcej, wcale nie wypadamy lepiej od krajów nadbałtyckich, nie mówimy o bogatej Skandynawii, mówimy o krajach, które niedawno przyjęły Euro. Dzisiaj Łotwa i Estonia to już w zasadzie prawdziwy Zachód, Litwa nadąża. Jest jeszcze Słowacja – Mały Wielki Kraj! Jak ktoś nie był, to warto pojechać, przyroda zapiera dech, poza tym porządek, jak jest miejscowość, to się kończy i dalej nie ma domów. Potem znowu jest miejscowość. Proszę pojeździć po Małopolsce, po Podkarpaciu. Domy i zabudowania jakby rozrzucać ziarna grochu. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że coś tak banalnego jak brak koncepcji zagospodarowania przestrzennego przekłada się na koszty utrzymania infrastruktury.

Jednakże proste porównania nie oddają specyfiki różnić pomiędzy naszymi krajami, bo łatwo ktoś może dać przykład tego, co pozostało jeszcze z Ukrainy i na jej tle nawet nasza bieda z nędzą wydaje się swojska. Istotą obserwacji nie jest tutaj więc proste porównanie, tylko dostrzeżenie powodów, dla których często proste sprawy powodują, że powstają kolejne szklane sufity i bariery, których nie da się łatwo pokonać.

Winne są elity. Winny jest system edukacji. Winny jest sposób wyłaniania elit. Winne jest zarządzanie państwem. Winny jest system wymiaru sprawiedliwości i w ogóle system prawny. Winne są media, które przekazują fikcyjny obraz rzeczywistości i bardziej kreują, niż komentują fakty. Winni są wszyscy, którzy już są u żłobu, ponieważ boją się konkurencji – nie chcą stracić pozycji. Winna jest administracja publiczna, której jakość najdelikatniej mówiąc szału nie robi. Winny jest kościół dominujący (i kilka innych także), ponieważ nie przekazuje ludziom prawdy, co więcej – nie uczy jak dojść do prawdy. Retoryka jego oficjalnych przedstawicieli rozłożyła naszą moralność na czynniki pierwsze, później selektywnie wybrano to, co daje kasę na tacę i władzę. Reszta się nie liczy, jest dyskretnie przemilczana – jedna wielka hipokryzja pozwalająca na hołubienie pedofilów i gwałcicieli w ornatach lub okradanie lokalnych społeczności, którym wmawia się, że trzeba dać na tacę!

Po prostu nam się nie udały elity i popsuły nam państwo. Nie mamy szczęścia do rządzących – już przed wojną słynna Sanacja, skończyła się w zaleszczyckim odbycie Rzeczypospolitej, przez który wydaliła się elita winna doprowadzenia kraju do upadku a Narodów, zamieszkujących na rzeź. Ktoś za to odpowiedział? Chociaż moralnie? Historycznie wytłumaczono błędy polityczne? Po wojnie rozliczono najbardziej tchórzliwych wojskowych, ale już np. przedwojennych służb specjalnych nie rozliczono. Uciekli na Zachód i rozlali się po całym świecie, cześć wróciła – znowu były dramaty w bierutowskich katowniach. Zło – złem zwalczać? Nie da się inaczej?

Okres transformacji był możliwy, dzięki wielkiemu zaufaniu społecznemu, jakie pozwoliło elitom na serię afer, jak również tak dwuznaczne sprawy jak np. Program Powszechnej Prywatyzacji. Dlaczego dobra zmiana dzisiaj tego nie rozliczy? Tam sam mechanizm stworzono w taki sposób, że szkoda słów, warto też pamiętać rolę mediów z tamtego okresu – kto pamięta, ten może sobie sam wyrobić zdanie o tamtych czasach. Powiedzieć, że było to rozporządzanie majątkiem narodowym w sposób szkodliwy dla polskiej racji stanu, to eufemizm w tym przypadku! Również w wielu innych!

Czy dobra zmiana będzie w stanie to wszystko naprawić i zmienić? Ludzie o nazwiskach na M., rzekomo silnego charakteru – jeszcze niczego nie stworzyli. Niszczenie przeszłości, eliminowanie ludzi, zmiany poprzez destrukcję – co z budowaniem? Co z tworzeniem szans i możliwości? Co z dawaniem ludziom szans na rozwój kreatywności? Tego wszystkiego nie ma i prawdopodobnie nie będzie. Ponieważ ludzie obecnie nami rządzący, prawdopodobnie  mają w jakiejś mierze przytłumioną percepcję przez to, co przekazuje kościół dominujący. Chociaż, może to i lepiej na trudne czasy? Moralna słuszność za wszelką cenę? Za cenę naszej wolności, dobrobytu i spokoju?

Tags: , , , , , , ,

11 komentarzy “Elity się po prostu nieudały i popsuły nam państwo”

  1. Inicjator
    13 lutego 2017 at 05:01

    Winni jesteśmy MY wszyscy, że na to pozwoliliśmy, a na koniec wybraliśmy kolejnych nieudaczników – przepojonych z jednej strony chorą MISJĄ, a z drugiej podłością wobec gorszej części społeczeństwa, które przy okazji PODZIELONO.

    Bo wybierali nawet ci niegłosujący.

    Osoby sprawujące władzę doskonale się czują w sytuacji wzniecanej nienawiści.

    Wręcz się tym, w jakimś masochistycznym spazmie – upajają.

    No i szukają wszędzie wokół wroga.

    Jest im bardzo potrzebny WRÓG, którego będą mogli zwalczać i zwierać szeregi.

    Zanosi się na eskalację, w myśl tezy o narastaniu „walki klasowej” w miarę rozwoju panującego ustroju …

    Sprawy rozwoju gospodarczego są przy tym nieistotne.

    Narastająca bieda z nędzą nikogo z elit nie interesuje.

    Biedni kiedyś wymrą, dając jeszcze po śmierci zarobić Kościołowi za obrzędy i miejsce na cmentarzu – bo nasze cmentarze w Polsce w większości nie są komunalne, tylko kościelne.

    Zatem problem biedy rozwiąże upływ czasu.

    Szukanie winnych transformacyjnych przekrętów to tylko puste hasła, bo jeśli nawet – to w miejscu dawnej fabryki albo jest nowe osiedle z ludźmi lub puste pole albo NOWA ZAGRANICZNA FIRMA, filia jakiegoś potężnego globalnego koncernu.

    Nie do ruszenia.

    A cwaniacy, co w swoim mniemaniu zarobili na przekrętach – mają już swoje lata, słabnące zdrowie i rdzewiejące samochody – jedyny niekiedy znak dawnej świetności.

    Pozostawili skolonizowany kraj bez przyszłości dla swoich następców, chyba że w porę wyjechali na Zachód i tam jakoś się wtopili.

    Potrzeba odwagi, otwartości planowania i konsekwencji w jego realizacji, żeby przywrócić kraj społeczeństwu.

    No i potrzeba czasu oraz zaufania.

    Społecznego zaufania.

    Tych dwóch ostatnich faktorów nie mamy.

    Nawet jest odwrotnie.

    Zaufanie społeczne spada, a czas jest marnowany na bzdury.

    Czarno to widzę.

    A na Zachód to nie ma już co jeździć.

    Tam już są inni – bardziej zdeterminowani niż Polacy przed 20-tu laty.

  2. WALDEMAR SPOD CZESKIEJ GRANICY
    13 lutego 2017 at 05:27

    Nie pierwszy raz w historii! Nie pierwszy raz!

  3. Konrad Skolnicki
    13 lutego 2017 at 05:48

    W Czechach jest inaczej, ponieważ uznają inne aksjomaty, odrzucili ślepe posłuszeństwo ornatowym purpuratom i dobrze na tym wychodzą.

  4. Bior
    13 lutego 2017 at 08:31

    Zaczynając co 10 lat od początku, przekreślając za każdym nowym otwarciem wszystkie dokonania poprzedników, wycinając w pień wszystko co powstało wcześniej. Przecież budowanie państwa liczy się dziesiątkami lat i żmudna to praca. Kto nie szanuje pracy i dokonań swoich przodków pomimo błędów jakie popełnili to albo ma złą wolę i służy obcym siłom albo to głupota i naiwność.

  5. Pozorovatel
    13 lutego 2017 at 09:18

    Ludzie którzy, na propagandowo-religijnej fali entuzjastycznej wizji zemsty za Smoleńsk, zdobyli w Polsce władzę sami okrzyknęli się elitą polskiego narodu. Przed prawie dwoma laty pisałem na tym forum słowa: ‚Największym zagrożeniem dla polskiej racji stanu jest brak elit politycznych. Wynika to zapewne z historycznej (nie)ciągłości wywodzącej się z anarchii („nierządem Rzeplita stoi”) I Rzeczpospolitej. Okres rozbiorowy nie sprzyjał ukształtowaniu się takiej elity bowiem brak państwowości i zbyt ostre podziały nie sprzyjały ukształtowaniu wiarygodnej myśli politycznej. Pragmatyków okrzyknięto kolaborantami a straceńców patriotami. W efekcie kolejnych powstań traciliśmy resztki samodzielności, swobód politycznych i kulturalnych ale i autorytetów. Odrodzona, w wyniku upadku mocarstw, II Rzeczpospolita była stała się bezładną giełdą koncepcji, idei, ale i pospolitego złodziejstwa, łajdactwa i głupoty. Okazała się zjawiskiem krótkotrwałym niezdolnym do zbudowania własnej gospodarki, armii i pozycji politycznej, nie przetrwania więc II wojny światowej. Niezwykle tragicznej, bo pochłaniającej wiele milionów istnień, ogromną część i tak nikłego dorobku materialnego i intelektualnego. Odrodzone po II w.ś państwo polskie in situ musiało być elementem międzynarodowego bloku a nie suwerennym bytem politycznym. Kształcono i kształtowano w nim więc raczej elity w zakresie nauk ścisłych technicznych i medycznych. Upadek owego bloku zaowocował więc nadmiarem polskiej suwerenności. Suwerenności bez elity zdolnej nim pokierować. Odsunięto błyskawicznie ludzi sprawujących władzę w minionym okresie zarzucając im zdradę, służbę obcemu imperium i nienowoczesnym ideom. Nic więc dziwnego, że kraj w krótkim okresie utracił swój dorobek materialny, popadł w ogromne długi a suwerenność zredukował znacznie poniżej PRL-owskiego poziomu. Ludzie mieniący się elitami skupili się na wydzieraniu sobie tego co resztek z dorobku materialnego minionych pokoleń. Jesteśmy więc dzisiaj tworem bardziej geograficznym jak politycznym, którego polityczny byt wynika bardziej z postawy wyczekiwania jednych sąsiadów, rozpadu państwa drugich i awersją jeszcze innych. Nie pojawiają się tu wielkie idee a państwowe zapasy złota, w obawie o rozgrabienie, lokowane są w zagranicznym depozycie. Czy taki twór pozbawiony systemowego kierownictwa, trafnie nazwany „państwem istniejącym tylko teoretycznie” ma szanse na zabezpieczenie swojego narodu kupionymi za pożyczone pieniądze bambami atomowymi? Nie sądzę . Te bomby mogą jedynie zostać użyte do wmanewrowania Polaków w wojnę jeszcze straszniejszą od tej sprzed 70 lat. Nasze państwo nieuchronnie zmierza ku niebytowi, a naczelnym zadaniem ewentualnie powstałej elity powinno być zabezpieczenie narodowych interesów w nienarodowych strukturach. Nie da się bowiem długoterminowo utrzymać polskości tzw „Ziem Odzyskanych”. Nasz potencjał gospodarczy, autorytet polityczny czy siła militarna nigdy nie będą stanowiły adekwatnej odpowiedzi dla przyszłych żądań Niemiec. Nie możemy też wtedy liczyć na amerykańską pomoc, bo bliższa niemiecka koszula amerykańskiemu ciału. Agresywne zamiary podboju Rosji z założenia wykluczam , bo doświadczeni polskimi powstaniami i PRL-owską nielojalnością nie zechcą nas więcej mieć w strukturze swojego państwa. Spodziewam się jednak agresji z kierunku państwa które narodową tożsamość buduje dzisiaj na biologicznym antypolonizmie, faszystowskich tradycjach i już wyrażanych roszczeniach terytorialnych. Państwo to jest obecnie w stanie rozpadu, lecz wspierane militarnie i politycznie przez Zamorskiego Wielkiego Brata może w przeciągu kilkunastu lat osiągnąć gotowość do zaspokojenia swoich antypolskich ambicji. Jeżeli to dzisiaj zrozumiemy , to być może zdołamy zrodzić elitę zdolną do ochronienia nas przed tym coraz wyraźniejszym zagrożeniem. To jednak będzie od władz wymagało myślenia w kategoriach narodowych, umiejętności miarkowania zagrożeń i wartości wartych i możliwych do obrony.’
    Minęły 2 lata. Jakie nauki wyciągnęła obecna władza? Niestety wszystko wskazuje na to że nie dorośli do tej roli ani mentalnie ani intelektualnie. Pochodzący z tego samego pokroju i obozu, niepomni słów „Pycha przed upadkiem kroczy”, rozbili Tupolewa. Ich następcy zaś nie potrafili niczego się z tej katastrofy nauczyć, poza eksploatacją jej w roli sacrum nowej quasi-religii smoleńskiej. Obraz dzisiejszych „elit” to prezydent, premier, ministrowie rozbijający na drogach swoje masowo kupowane luksusowe limuzyny. Obraz Embraera do którego elitarny tłum wpycha się jak do przepełnionego tramwaju, zajmując nawet miejsca stojące. W rezultacie przeciążony „elitą” samolot nie może wystartować. Poza kompromitującymi podróżami „elita” owa beztrosko i bezrefleksyjnie demontujących instytucje państwa, aby zastąpić skrojonymi na własną własną karłowatą miarę. W polityce zagranicznej czyni takie spustoszenie że sojusz z San Escobar przestaje być śmieszny. Tak oto wygląda współczesna sanacja zwana dla odróżnienia „dobrą zmianą”. Coraz aktualniejsze stają się 500-letnie przestrogi Jana Kochanowskiego. I ta o nowej przypowieści którą „Polak sobie kupi, Że i przed szkodą i po szkodzie głupi”. I ta o „Królestwie nierządnym i zginienia bliskim, Gdzie ani prawa ważą, ani sprawiedliwość ma miejsca”.
    Dzisiaj możemy spodziewać się już wszystkiego, też tłumów „elit” szturmujących samoloty współczesnej szosy zaleszczyckiej. Oby znaleźli się wtedy następcy pułkownika Bociańskiego i nie byli aż tak zdesperowani.

    No cóż „Nową przypowieść

    W kondycji polskich elit wciąż postępują zmiany. Oczywiście na gorsze.

  6. krzyk58
    13 lutego 2017 at 10:08

    Za komentarz niech posłuży nieźle odwzorowana przepaść
    dzieląca hochsztaplerów, od Narodu Polskiego…
    ile to już (setek) lat? 200?

    https://wirtualnapolonia.files.wordpress.com/2008/08/nie_dla_bydla.jpg

  7. Pozorovatel
    13 lutego 2017 at 10:28

    Ludzie którzy, na propagandowo-religijnej fali entuzjastycznej wizji zemsty za Smoleńsk, zdobyli w Polsce władzę sami okrzyknęli się elitą polskiego narodu. Przed prawie dwoma laty pisałem na tym forum słowa: ‚Największym zagrożeniem dla polskiej racji stanu jest brak elit politycznych. Wynika to zapewne z historycznej (nie)ciągłości wywodzącej się z anarchii („nierządem Rzeplita stoi”) I Rzeczpospolitej. Okres rozbiorowy nie sprzyjał ukształtowaniu się takiej elity bowiem brak państwowości i zbyt ostre podziały nie sprzyjały ukształtowaniu wiarygodnej myśli politycznej. Pragmatyków okrzyknięto kolaborantami a straceńców patriotami. W efekcie kolejnych powstań traciliśmy resztki samodzielności, swobód politycznych i kulturalnych ale i autorytetów. Odrodzona, w wyniku upadku mocarstw, II Rzeczpospolita była stała się bezładną giełdą koncepcji, idei, ale i pospolitego złodziejstwa, łajdactwa i głupoty. Okazała się zjawiskiem krótkotrwałym niezdolnym do zbudowania własnej gospodarki, armii i pozycji politycznej, nie przetrwania więc II wojny światowej. Niezwykle tragicznej, bo pochłaniającej wiele milionów istnień, ogromną część i tak nikłego dorobku materialnego i intelektualnego. Odrodzone po II w.ś państwo polskie in situ musiało być elementem międzynarodowego bloku a nie suwerennym bytem politycznym. Kształcono i kształtowano w nim więc raczej elity w zakresie nauk ścisłych technicznych i medycznych. Upadek owego bloku zaowocował więc nadmiarem polskiej suwerenności. Suwerenności bez elity zdolnej nim pokierować. Odsunięto błyskawicznie ludzi sprawujących władzę w minionym okresie zarzucając im zdradę, służbę obcemu imperium i nienowoczesnym ideom. Nic więc dziwnego, że kraj w krótkim okresie utracił swój dorobek materialny, popadł w ogromne długi a suwerenność zredukował znacznie poniżej PRL-owskiego poziomu. Ludzie mieniący się elitami skupili się na wydzieraniu sobie tego co resztek z dorobku materialnego minionych pokoleń. Jesteśmy więc dzisiaj tworem bardziej geograficznym jak politycznym, którego polityczny byt wynika bardziej z postawy wyczekiwania jednych sąsiadów, rozpadu państwa drugich i awersją jeszcze innych. Nie pojawiają się tu wielkie idee a państwowe zapasy złota, w obawie o rozgrabienie, lokowane są w zagranicznym depozycie. Czy taki twór pozbawiony systemowego kierownictwa, trafnie nazwany „państwem istniejącym tylko teoretycznie” ma szanse na zabezpieczenie swojego narodu kupionymi za pożyczone pieniądze bambami atomowymi? Nie sądzę . Te bomby mogą jedynie zostać użyte do wmanewrowania Polaków w wojnę jeszcze straszniejszą od tej sprzed 70 lat. Nasze państwo nieuchronnie zmierza ku niebytowi, a naczelnym zadaniem ewentualnie powstałej elity powinno być zabezpieczenie narodowych interesów w nienarodowych strukturach. Nie da się bowiem długoterminowo utrzymać polskości tzw „Ziem Odzyskanych”. Nasz potencjał gospodarczy, autorytet polityczny czy siła militarna nigdy nie będą stanowiły adekwatnej odpowiedzi dla przyszłych żądań Niemiec. Nie możemy też wtedy liczyć na amerykańską pomoc, bo bliższa niemiecka koszula amerykańskiemu ciału. Agresywne zamiary podboju Rosji z założenia wykluczam , bo doświadczeni polskimi powstaniami i PRL-owską nielojalnością nie zechcą nas więcej mieć w strukturze swojego państwa. Spodziewam się jednak agresji z kierunku państwa które narodową tożsamość buduje dzisiaj na biologicznym antypolonizmie, faszystowskich tradycjach i już wyrażanych roszczeniach terytorialnych. Państwo to jest obecnie w stanie rozpadu, lecz wspierane militarnie i politycznie przez Zamorskiego Wielkiego Brata może w przeciągu kilkunastu lat osiągnąć gotowość do zaspokojenia swoich antypolskich ambicji. Jeżeli to dzisiaj zrozumiemy , to być może zdołamy zrodzić elitę zdolną do ochronienia nas przed tym coraz wyraźniejszym zagrożeniem. To jednak będzie od władz wymagało myślenia w kategoriach narodowych, umiejętności miarkowania zagrożeń i wartości wartych i możliwych do obrony.’
    Minęły 2 lata. Jakie nauki wyciągnęła obecna władza? Niestety wszystko wskazuje na to że nie dorośli do tej roli ani mentalnie ani intelektualnie. Pochodzący z tego samego pokroju i obozu, niepomni słów „Pycha przed upadkiem kroczy”, rozbili Tupolewa. Ich następcy zaś nie potrafili niczego się z tej katastrofy nauczyć, poza eksploatacją jej w roli sacrum nowej quasi-religii smoleńskiej. Obraz dzisiejszych „elit” to prezydent, premier, ministrowie rozbijający na drogach swoje masowo kupowane luksusowe limuzyny. Obraz Embraera do którego elitarny tłum wpycha się jak do przepełnionego tramwaju, zajmując nawet miejsca stojące. W rezultacie przeciążony „elitą” samolot nie może wystartować. Poza kompromitującymi podróżami „elita” owa beztrosko i bezrefleksyjnie demontujących instytucje państwa, aby zastąpić skrojonymi na własną własną karłowatą miarę. W polityce zagranicznej czyni takie spustoszenie że sojusz z San Escobar przestaje być śmieszny. Tak oto wygląda współczesna sanacja zwana dla odróżnienia „dobrą zmianą”. Coraz aktualniejsze stają się 500-letnie przestrogi Jana Kochanowskiego. I ta o nowej przypowieści którą „Polak sobie kupi, Że i przed szkodą i po szkodzie głupi”. I ta o „Królestwie nierządnym i zginienia bliskim, Gdzie ani prawa ważą, ani sprawiedliwość ma miejsca”.
    Dzisiaj możemy spodziewać się już wszystkiego, też tłumów „elit” szturmujących samoloty współczesnej szosy zaleszczyckiej. Oby znaleźli się wtedy następcy pułkownika Bociańskiego i nie byli aż tak zdesperowani.

    No cóż „Nową przypowieść

    W kondycji polskich elit wciąż postępują zmiany. Oczywiście na gorsze.

  8. krzyk58
    13 lutego 2017 at 14:36

    Musisz to wiedzieć!(190)Rośnie nowy, niebezpieczny trend:nawoływania do ataku na Kaliningrad!

    https://www.youtube.com/watch?v=gssaIwUPhVs

  9. krzyk58
    13 lutego 2017 at 18:33

    …Franciszek Fiszer powiedział kiedyś, że nie będzie w Polsce dobrze, dopóki nie rozstrzela się siedmiuset tysięcy łajdaków. Na uwagę, że może nie być aż tylu łajdaków Fiszer odpowiedział, że to nic nie szkodzi, że w razie czego dobierzemy z uczciwych. Teraz nie byłoby problemu ze zgromadzeniem siedmiuset tysięcy łajdaków; wystarczyłoby zgromadzić uczestników ruchów społecznych w obronie demokracji i beneficjentów repolonizacji gospodarki – ale nie o to chodzi…

    Gówna w jedwabnych pończochach.

    http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3856

    • wlodek
      13 lutego 2017 at 19:00

      krzyku,czy przypadkiem wspomniany F.Fiszer to przedstawiciel twoich „ulubionych starszych braci”,a język którego używasz nie przystoi! Wypadek przy pracy czy coś poważnego?

      • krzyk58
        14 lutego 2017 at 08:43

        Broń Boże! :)na pewno nie,na potwierdzenie przytoczę
        fragment cv. „Franciszek Józef Marian Fiszer urodził się 1860 roku w majątku Ławy[3] koło Ostrołęki w rodzinie Teresy z domu Glinczanki i Józefa Fiszerów. Ojciec pochodził z niemieckiej szlachty spolonizowanej w XVIII w. i był dalekim krewnym gen. Stanisława Fiszera, natomiast matka należała do polskiego ziemiaństwa.’
        „język którego używasz…” 🙂 Włodku,czasy i miejsca do
        których pielgrzymujesz – charakteryzowały się pełnym
        humanizmem w zapewnieniach – a trup słał się milionami,choćby „Wielka Socjalistyczna Rewolucja
        Francuska’,protoplasta ideowy tej w Imperium Rosyjskim -17′ ‚lutowa i październikowa”
        – sterowanej przez ponadnarodowy kapitał z NY. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

About krakauer,

Scroll Up