Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

14 grudnia 2017

Sprzątuś


 Pasja starego świra

Stary miał hobby swoje jedno. Co tam hobby. Co tam pasję. On świra miał na punkcie tym. To było jego życie. To było jego wszystko. Nic poza tym się nie liczyło. Miał swego konika. Miał kota na tym punkcie. Mianowicie na punkcie swego auta. A skakał dookoła niego, a pieścił, a doglądał, a chuchał, a tańczy dookoła, a gładził całymi godzinami. Do przesady wielkiej. A stań mu, proszę ja ciebie, za blisko, to na cię zaraz wrednym swym okiem spode łba łypał będzie tak, że nic mówić nie musiał, a sam już wiesz, że lepiej dziesięć kroków wstecz i to zaraz, a drugi raz nie próbuj.

Wszyscy mu z drogi schodzili i nikt nie chciał koło niego parkować. Bo i po co się głupiemu narażać i o byle drobiazg awanturę o pomstę do nieba wołającą wszczynać. A niechby jakieś dziecko w piłkę grając mu tą piłką w to jego auto było uderzyło. Co tam uderzyło. Turlnęło w jego kierunku swą niewielką niepozorną piłeczką. Jakżeż się on był wtedy naindyczał. Jak był się naburmuszał. I dalejże do awanturowania. Dalejże do wykrzykiwania. Czasami to mu aż twarz ze wściekłości siniała tak, że zdawało się, że na fioletne winogrono patrzysz, nie na człowieczą choć spoczwarzoną fizjonomię. A pluł się przy tym, że lepiej nie podchodź na kroków pięć, bo to jakbyś pod rynnę wszedł. Nikt tych jego awantur nie lubił. Darło się toto na pełny regulator. Niosło się po całym osiedlu. A i nierzadko na sąsiednie te jego awanturnictwa wiatr zanosił.

Bo musi lśnić

W kółko to swe autko był sprzątał. Nieustannie. Żeby to chociaż coś niezwykłego miał. Ale gdzie tam. Przeciętniak zwykły. Autko masowe dla ubogich. Choć, co prawda, to prawda, zadbane było do przesady. Szorował je bez mała codziennie. Ciepłą przemywał wodą. Krążył tak całymi dniami, a już szczególnie niedzielami, kiedy to nie będąc w pracy i nadmiar mając czasu wolnego, całymi godzinami oddawać mógł się swemu zniewoleniu. Ileż on się tej wody z samej góry w tym swoim wiaderku nanosił. No ale przecież woda musi być gorąca. Nie może być, żeby on to swoje auteczko w zimnej był mył. Zimna i to koniecznie zmiękczona, odkamieniona, po dodaniu saszetek z odkamieniaczem to tylko i wyłącznie służyła mu do płukania już wyszorowanego auteczka.

Gdy nadchodziła niedziela, wystawiał był to swe autunio na środek, tak iż przejechać właściwie się nie dało dookoła i jak kto chciał z drugiej zaparkować strony, musiał objeżdżać blok nasz dookoła równoległą do nas ulicą. Czasami bywało, że ktoś obcy będąc w gościnie, próbował, grzecznie zazwyczaj swoją drogą prosić, by jakoś był się przestawić, by ominąć go można było. Ofukiwał go był jeno tłumacząc przez zaciśnięte zęby: „No przecież auto myję teraz”. A takim mówił to głosem podłym i nieprzyjemnym, w brzmieniu podobnym niejako do gwoździa próbującego zarysować szklaną taflę, że ochota przechodziła każdemu na jakiekolwiek dyskutowanie. Bo i o czym tu z głupim dyskutować. Zejść mu lepiej z drogi. Drogi już lepiej i czasu nadłożyć, niźli nerwów sobie z nim napsuć. Bo i tak niczego by się nie uzyskało.

Całodzień sprzątawszy był auto swoje

Czekać też sensu nie było. Bo zacząwszy sprzątać z rana, ledwo co po świcie, kończył był bywało, że tuż przed zmrokiem samym. Tak pieczołowicie to swoje auteńko sprzątał. Tak skrupulatnie każdy pyłek zeń usuwał. Wściekali się na niego sąsiedzi, że pospać niedzielnym porankiem nikomu nie dawał, tylko godzinami całymi odkurzał wnętrze. Trwało to i trwało i końca mieć się zdawało nie mieć. Bo już, już wydawało się wszystkim dookoła, że w końcu odkurzacz zamilknie, gdy oto znów dźwięk jego ciszę dnia na nowo przerywał był.

Pocieszny niekiedy widok mieliśmy z okna wyglądając. Oto myje już, auto swe pieczołowicie namydla i nagle oczom jego tylko jemu dostrzegalne objawiło się jakieś kurzum za szybą. Przerywał był nadal czynność aktualnie wykonywaną. Odkładał był gąbkę. Ręce swe dokładnie ręczniczkami papierowymi najpierw, a potem zwykłą flanelą wycierał. Nie mogło się było przecież wydarzyć, by mokrą ręką swą tapicerki w aucie był swym dotknął. Gdy już tak ręce wytarł, przecierał szmatką drzwi, które zamierzał akurat otworzyć, by dostać się do wnętrza. Wszystko to po to, by jakaś zabłąkana kropla wody nie kapnęła była na któraś z samochodowych siedzeń. Po drzwi otworzeniu rozkładał był w środku kocyk niewielki, który nieopodal na stołeczku zawsze trzymał. Na tym kocyku dopiero siadał lub klękał był i rozpoczynał szczegółowe poszukiwania owego dostrzeżonego uprzednio pyłku, co to był go zauważył niedawno od zewnątrz auto swe pieściwszy. Trwało to szukanie czasem i dłuższą chwilę. Gdy już winowajca został namierzony, wychodził z auta, podchodził do kolejnego przyszykowanego taborecika, brał do ręki odkurzacz swój i dalejże odsysać znaleziony rzekomy paproszek. Albo specjalną ściereczką ścierał zabłąkaną kroplę co go drażniła była.

Gdy był skończył, wychodził, podchodził do tego samego taboreciku, a nie przepraszam, to inny był taborecik – taborecików tych rozstawiał był zawsze kilka i na każdym, broń Boże cokolwiek na ziemi, co innego było rozłożonego i do czyszczenia auta przygotowanego – otóż z innego tegoż taboretu brał był ściereczkę, która jedno miała tylko zadanie, którą w jednym tylko wykorzystywał był celu. Mianowicie ta konkretna szmateczka o innym niźli pozostałe różnokolorowe ściereczki przygotowane i gotowe do pełnienia swych wyspecjalizowanych zadań odcieniu, służyła mu tylko i wyłącznie do wycierania odkurzacza. Bo przecież odkurzając sam odkurzacz mógł się zakurzyć, mógł elekrostatycznością swą jakieś pyłki przez nikogo właściwie poza nim niewidziane przyciągnąć. I co by się wydarzyć mogło, dyby taki pyłek strzepnął się we wnętrzu auta, strach pomyśleć po prostu.

Wspominałem może, że nim był z odkurzaczem do wnętrza się udał, takoż samo ów odkurzacz dokładnie był wycierał? Nie wspominałem? No to właśnie wspominam. Jakżeby to miało być, by tak sobie odkurzacz na taboreciku leżąc, na ręczniczku tam rozłożonym – o tym ręczniczku i jemu podobnych też nie wspominałem, co? No to wspominam teraz tutaj – otóż jakżeby to miało być, by leżąc sobie odkurzacz i siłą rzeczy kurząc się nawet, a może i szczególnie przy letniej bezwietrznej pogodzie, brudnym miał być do auta włożonym. Ciekawi cię po co owe ręczniczki różnokolorowe? No to chyba łatwo się domyśleć, że leżą one na taborecikach i mają w swych owijkach zawinięte różne przyrządy, narzędzia i środki wykorzystywane przez niego podczas auta sprzątania. Czegokolwiek nie używał był, zawijał natychmiast szczelnie w ręczniczek i kładł na odpowiednim taboreciku.

Kombinezonium do czynności sprzątacznych stosowne

Sam też po wielokroć był się podczas tych czynności różnych przebierał. Inny zakładał kombinezon, gdy sprzątał wnętrze. Inny szedł do mieszkania włożyć, gdy zabierał się do zewnętrznego mycia. Jeszcze inny wdziewał, gdy pora przychodziła na woskowanie. Dziw aż, że napotkawszy ten niepokorny skrywający się dotąd pyłek, nie zmieniał był kombinezonu do mycia na kombinezon do odkurzania.

Jak było to już nadmienione początkiem tej naszej opowieści, postury był sąsiad nader skromnej i wzrostu niewybrednego. Żeby więc móc wszędzie swe autko domyć, w każdy jego zakamarek dosięgnąć, używał był dwu drabinek. Jedna niewielka pozwalała mu głębiej na maskę sięgać. Druga wyższa służyła pomocą, gdy pora na czyszczenie dachu nadchodziła.

Najniespodziewańszym chyba sprzętem wykorzystywanym przezeń podczas sprzątania auta była suszarka do włosów. Choć właściwie w jego przypadku to nic nas sąsiadów dziwić nie powinno, to jednak owa suszarka niezmiennie nas zadziwiała i śmieszyła nieodmiennie. Zarazem zaskakiwała miejscami, które umyte auto było nią w nich osuszane, coby tam w tych licznych przecież, jak to w każdym aucie bywa, zakamarkach woda za długo nie gromadziła się. Bo nie daj Boże rdza jakaś wdać by się jeszcze była mogła.

Autko umyte i dokładnie wysuszone czekało na woskowanie. O ile w samym woskowaniu niczego ciekawego nie było, o tyle polerka już i owszem. By ją należycie przeprowadzić, używał był sąsiad w pierwszej kolejności kilku szmatek do równego wosku rozprowadzenia, a później do pierwszego jego przetarcia. Następnie otwierał był specjalną skrzyneczkę na narzędzia, przepraszam – na szczotki i szczoteczki – którą był na samym początku, nim jeszcze cokolwiek zaczął przy aucie robić, zniósł był na dół na taboreciku ustawiwszy i zawinąwszy oczywiście w ręczniczek. Coby się jakiś kurz do wnętrza skrzyneczki przypadkiem nie dostał był. Czego tam nie było w tej skrzyneczce. Mówię skrzyneczka, ale w rzeczywistości była to całkiem sporych rozmiarów skrzynia narzędziowa odpowiednio przerobiona i przystosowana, by w niej odpowiednio przechowywać różnej maści szczoty, szczotki i szczoteczki, a każdą tak, by aby przypadkiem się włos na niej nie załamywał, włos się nie ugniatał, włos się był nie zaczepiał o inną jakąś szczotkę. O, co to, to nie. Każda szczotka duża czy mała swoje miejsce miała, swoje leże, w którym trzymał ją nieruchomo specjalny zacisk broniący ją bohatersko przed nie tyleż wypadnięciem, co jakimkolwiek wręcz przesunięciem się samowolnym.

Z wielkim oddaniem

Nie dziwota zatem, że tyle godzin mu całe to sprzątanie zajmowało. Z wielkim oddaniem się tej czynności sąsiad bowiem był oddawał. Poświecenie jego było tak wielkie, że na moment nawet się od auta swego wówczas nie oddalał. Jakżeż więc wielką udręką musiały być dla niego owe chwile, gdy oto matka natura o swe potrzeby fizjologiczne w organizmie jego się była nieznośnie dopominała. Biegiem nieomal się był wtedy na górę do swego lokum udawał i z jeszcze większym pośpiechem był zeń powracał. Zdarzało się bowiem, że gównażeria jakaś, rozbawiona tym jego w sprzątaniu zapamiętaniem, pod jego nieobecność a to piaskiem sypnęła, a to mu żwirku do wiaderka nasypała, a to ot chociażby niewinny listek pod wycieraczkę zatknęła. Żart niby niewinny, szkody przecież nie czyniący, co najwyżej nieco denerwujący dla każdego innego, dla niego przybierał rozmiary niewyobrażalne. Oczywiście nikogo dawno już nie było, gdy czyn ów spełniony został żartem. Nie tylko zresztą znikała gównażeria. Okna wręcz wszyscy zaraz jak jeden mąż z tejżeż strony bloku szczelnie domykali i pośpiesznie oddalali się od okien, coby nikogo choćby przypadkiem w nim dostrzec się nie dało. Gdy bowiem był wracał po potrzeby zwłoki niecierpiącej, a dalej już niepodobna by wstrzymywanej, nauczony wieloletnim a przykrym doświadczeniem, zaraz był wszystko dokładnie przeglądał, oglądał i przeszukiwał. A gdy ślady zbrodni dokonanej dostrzegł, oj wtedy się zaczynało. Wykrzykiwał, wygrażał pięściami, pianę toczył. Niemalżesz podskakiwał w miejscu, tak go wściekłość roznosiła. Zaraz oczywiście przystępował do naprawiania szkód. Nie ustawał przy tym jednak pomstować na nieprzyłapanych winowajców przez godzinę, a bywało że i dłużej niźli dwie. Zazwyczaj jednak, gdy musiał był już odejść, wzywał przez telefon żonę swą. Ta również schodziła była, gdy po wodę chodził po wielokroć. Pilnowała mu wówczas auta na straży jego stojąc nieprzejednanie a groźnie z wyglądu. Ona to też, gdy pora obiadu przychodziła, znosiła mu niewielki stoliczek i krzesełko składane. Na tym mu rozkładała serwetę, ustawiała talerze, wykładała na nich obiad niedzielny. Nic, nawet posiłku pora, nie była w stanie odciągnąć go od ukochanego autunia i przerwać mu w jego doglądaniu.

A co jeśli deszcz? Jeśli pogoda nie sprzyjała? O, wtedy cierpiał był okropnie, że nie mógł był swego auta dopieszczać. Schodził zresztą co rusz, nawet nocą i sprawdzał był, czy pokrowiec, który nieodmiennie był codziennie rozkładał i zwijał, dobrze się autachna jegoż trzyma, czy aby wiatr nie podwiał go jakoś niechcący i nie odsłonił czułego na zabrudzenie miejsca. Gdy zaś tylko pogoda powracała, choćby i mroźna, zaraz z tym większym zaangażowaniem i zapamiętywaniem zabierał się za sprzątanie.

Poznań, 2016.03.29
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , , , , , , ,

3 komentarze “Sprzątuś”

  1. Trzaskowski Sebastian
    23 stycznia 2017 at 04:37

    Świetne, po prostu fenomenalne obserwacje społeczne. Gratuluje.

  2. Inicjator
    23 stycznia 2017 at 04:41

    Doskonałe!

  3. felicita
    23 stycznia 2017 at 07:56

    Jest pan wspaniałym obserwatorem panie Adamie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Społeczeństwo

Scroll Up