Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

29 czerwca 2017

Moje dziecko jest lepsze!


 Chciała zniknąć, jednak ciągnęła za sobą płaczącą Nadię. Padał ciepły, lipcowy deszcz, Na szczęście. Przynajmniej jej łzy nie były wystawione na widok nieszczęśliwych oczu małej dziewczynki, która drobiąc szybko kroczki, nie przestawała mówić.

– Czemu Mamusiu mi to robisz? Dlaczego nie mogę się pobawić zabawkami Sofii?! Mamusiuuuuu, czemu musimy wracać do domu? Przecież obiecałaś mi co innego!

– Tak, obiecałam ci zupełnie co innego… płakała w myślach. Chciałam Ci Skarbie zupełnie inne życie niż to, które niestety znasz…

*

Czekała na urodzenie Nadii wiele lat. Kiedy traciła już nadzieję na posiadanie upragnionego dziecka – w piątek 13 tego – płakały z radości razem z zaprzyjaźniona ginekolog, która wspierała ją od dawna w tych staraniach. Ciąża była dla niej miesiącami euforycznej radości oczekiwania na spełnienie największego marzenia. Dziękowała losowi, kiedy Nadia pojawiła się na świecie.

Gia od dziecka planowała swoją rodzinną przyszłość. Wychowana  w domu, gdzie rodzice byli oddani sobie i dzieciom – pragnęła tego samego dla swoich najbliższych. Z Aaronem znali się od studiów. Oboje kończyli medycynę, jednak tylko on mógł rozwijać swoją karierę zawodową – kontynuując ją w klinice ortopedycznej  ojca. Ona po pediatrii długo borykała się z nudnymi stażami i pamiętającymi komunę przychodniami, gdzie nie było serca dla małych pacjentów. Po kilku próbach zdecydowała się na posadę w prywatnej firmie koleżanki.

Gia wierzyła, że Aaaron pragnie domu, który wypełnia dziecięcy śmiech i wesoła bieganina. Ufała, że związała się z mężczyzną, który jak jej tato, będzie opiekował się nią i dziećmi – zawsze. Po urodzeniu Nadii mężczyzna z miesiąca na miesiąc stawał się coraz bardziej agresywny i wybuchowy. Po powrocie z kliniki wymagał absolutnej ciszy, w nocy starał się przekrzyczeć płaczące dziecko, a rano przed jego wzrokiem uciekały nawet zestresowane psy. Przestali rozmawiać, weekendy Aaron spędzał cyklicznie poza domem, coraz częściej wyjeżdżając jak nie na delegacje, to konsumując pasje w gronie wolnych, bogatych i beztroskich przyjaciół. Zanim Nadia skończyła 3 lata – Gia otrzymała od prawnika listę żałosnych żądań. W zamian za spokój i nieutrudnianie jej wychowywania córki – miała zrzec się dobrowolnie wszystkiego. Unosząc się honorem i dumą – spełniła oczekiwania człowieka, którego nigdy więcej miała nie zobaczyć. Rozgoryczona i upokorzona wróciła do rodziców, którzy otoczyli ją miłością i pomocą – jakiej nie był w stanie dać jej mąż. Nadia stała się dla kobiety całym światem. Pragnęła dać dziewczynce kochająca mamę i jak tylko była w stanie – zastąpić z dziadkami – brak ojca…

*

Nadia dostarczała swoim opiekunom wiele radości. Była ich jasnym promykiem, kiedy borykali się z kłopotami, czy chorobami. Zawsze pogodna, wesoła, pomocna. Gia była dumna z córki, jednak to, że mała nie ma domu o jakim marzyła – bolało ja najbardziej. Kiedy poznała na jednym ze szkoleń Kryspina –  nie sadziła, że ich życie zmieni się bardzo szybko. Zmieni bezpowrotnie – pokazując kobiecie nieznane dotąd jego odsłony.

Kryspin rozstał się z żoną – 2 lata wcześniej , zanim Sofia poszła do szkoły. Ustalili wspólnie, że będzie zabierał dziewczynkę na weekendy, wakacje, święta i zawsze, kiedy będzie go potrzebowała. Mimo upływu dwóch lat Sofia nie wybaczyła rodzicom rozstania i przy każdej okazji okazywała otoczeniu swój gniew. Skutecznie manipulowała rodzicami, mając świadomość swojej władzy nad nimi.

Kiedy Kryspin opowiadał o swojej córce – Gia budowała sobie w głowie obrazek rodziny – gdzie on, ona i dwie dziewczynki stanowią szczęśliwą całość. Sofia była zaledwie rok starsza od Nadii, więc liczyła, że dziewczynki szybko się polubią i wspólny czas będzie taki, jakiego zawsze im brakowało. Kryspin bardzo kochał swoją jedynaczkę. Mógł opowiadać o niej godzinami, wychwalając dokładnie za wszystko. Była nie tylko prymusem w szkole, ale doskonale radziła sobie z licznymi pasjami, którymi rodzice starali się wynagrodzić swoje błędy. Mężczyzna z wielką ochotą uczestniczył w jej treningach jazdy konnej, jak również lekcjach tenisa i fortepianu. Promieniał z dumy, kiedy dziewczynka odnosiła sukcesy i dokładał wszelkich starań, aby spełnić jej wszystkie zachcianki, gdyż uważał, że taki jest obowiązek ojca. Przypominając sobie podejście Aarona – czuła, że spotkała na swojej drodze właściwego mężczyznę, który dla rodziny zrobi wszystko…

Kryspin długo zwlekał z decyzją o poznaniu dziewczynek. Nie chciał pochopnie stresować córek i tłumaczył, że jest to ważna decyzja dla wszystkich. Przez kilka miesięcy spotykali się tylko na weekendy. Oczywiście w te, które nie opiekował się Sofią. Nadia na czas nieobecności mamy – zostawała pod opieką dziadków. Wspólne dni mijały im na rozmowach, gotowaniu i słuchaniu muzyki, którą obije uwielbiali. Mężczyzna był dość chłodny w okazywaniu emocji, ale Gia tłumaczyła jego nieufność – konsekwencjami przeszłości. Poznanie dziewczynek wyznaczyli na pierwszą sobotę lipca. Gia miała do nich przyjechać z  Nadią i przygotować razem grilla na ogrodzie.

O Kryspinie – Gia mówiła córce i rodzicom w samych superlatywach od dawna . Wyznaczony dzień na rodzinne poznanie – był wyczekiwany od dawna. W słoneczne popołudnie obie podekscytowane i pełne emocji – pojawiły się w progach gospodarza domu.

Kryspin przywitał się z gośćmi wołając córkę z ogrodu.

– Sofiu skarbie, przedstawiam ci moją znajomą oraz jej córkę. Przywitaj się proszę i może pokaż Nadii swój pokój?

– Dzień dobry pani. Burknęła patrząc w ścianę.

– Część Nadia. Nie chcę pokazywać ci pokoju, ani swoich zabawek. Pamiętaj, że ten pokój na górze jest mój i nie masz do niego wstępu.

Zanim ojciec powiedział cokolwiek szybkim krokiem wbiegła schodami na piętro i zniknęła.

– Przepraszam was, ale chyba Sofia nie ma najlepszego humoru. Może następnym razem lepiej to wszystko wypadnie. Chodźmy do ogrodu – zacząłem przygotowywać szaszłyki, pomożecie mi.

Gia miała nadzieję, że tak jak się umawiali po wspólnym obiedzie i wieczorze – zostaną u Kryspina. Mężczyzna zmienił jednak zdanie i wróciły przed 21 do siebie. Tłumaczył, że to chyba jednak za wcześnie i musi porozmawiać jeszcze raz z Sofia, a nie chce, żeby się na niego gniewała. Zresztą już w czasie ich wizyty słyszała jak przepraszał córkę i obiecywał, że jej to jakoś wynagrodzi…  W domu Gia długo nie mogła zasnąć, słysząc, że w pokoju Nadii też nie ma spokojnego sennego oddechu.

Kobieta bardzo starała się zaskarbić względy Sofii. Dziewczynka jednak – jak musiała – cedziła krótkie odpowiedzi przez zęby, a do Nadii nie odzywała się wcale. Organizowane spotkanie mimo szczerych chęci – dalekie były od oczekiwań. Sofia starała się skupić całą uwagę na sobie – co ojcu, który mógł słuchać jej szczebiotania – nie przeszkadzało zupełnie. Rozmowy o tym, że może dziewczynki razem powinny pojechać na konie, czy basen – ucinał, że to są pasje JEGO córki i Nadia nie jest im do niczego potrzebna. Właściwie to też zaczynał dawać jej do zrozumienia, kiedy chciała, aby Nadia uczestniczyła w ich spotkaniach. Gia była coraz smutniejsza i coraz bardziej bezradna. Wiele zależało od Kryspina, ale on nie chciał dostrzec, że coraz dotkliwiej rani zarówna ją jak i Nadie. Pokój córki na czas jej nieobecności był zamknięty i nie wolno było tam wejść nikomu. Nie zareagował nawet w sytuacji, kiedy Nadia wróciła zapłakana z ogrodu. Kiedy Gia starała się uspokoić szlochające nieszczęście, zrozumiała powód łez:

– Ona jest tym lepszym dzieckiem! Ja jestem nikim!

Po 3 latach znajomości i sporadycznych spotkaniach z dziećmi zaplanowali wspólne, okrągłe urodziny Kryspina. Nadia z mamą od dawna szukała prezentów, ustalała menu – najbardziej ulubione dla solenizanta. Dziewczynka przygotowała plakat, gdyż cały wolny czas poświęcała na malowanie. Miała też nadzieję, że wizerunek konia spodoba się przyjacielowi mamy i może wreszcie ją za coś pochwali. Drugi obraz galopującego stada – przygotowała dla Sonii – chcąc z całego serca, aby przerwać wreszcie to nieznośne milczenie między nimi.

Drzwi otworzył wściekły Kryspin.

– Sonii dziś nie będzie, a ja wcale nie mam ochoty na te urodziny bez niej, ale skoro już jesteście – to wejdźcie.

Potem było tylko gorzej. Całe pokładane w tym dniu nadzieje zdmuchnęły kolejne agresywne słowa.

– Nie chcę tych plakatów. Nie mam ich gdzie nawet trzymać. Sonia chyba ma coś ładniejszego na ścianach pokoju, także niepotrzebnie to przyniosłaś.

Tort zjedli w milczeniu. W jeszcze większym Gia nakrywała do stołu – podając ulubione dania gospodarza. Kiedy Nadia wyszła do ogrodu poszukać nowych róż, które uwielbiała rysować, kobieta postanowiła porozmawiać.

– Kochanie, ta sytuacja krzywdzi Nadię od dawna. Nie możemy tak dłużej postępować. Schodzimy wam w każdej sytuacji z drogi, aby tylko zadowolić Sofię, ale chyba przesadzasz z tym faworyzowaniem rozkapryszonej córki. Ustępowałam ci wielokrotnie, bo wierzyłam, że z czasem zmienisz swoje podejście do Nadii, ale ty jej nie lubisz nawet.

– Masz racje. Powiedział patrząc jej zimno w oczy.

-Musisz jednak zapamiętać jedno – Moje dziecko jest lepsze i nic tego nie zmieni.

Gia chwilę stała oszołomiona. Milcząc patrzyła na mężczyznę, któremu chciała dać szczęście, a okazał się kimś kogo w tym momencie znienawidziła. Runęły wszystkie nadzieje. Zniknęło wszystko w co jeszcze tak rozpaczliwie chciała wierzyć. Z odrętwienia wyrwał ją potężny wrzask nieba. Słyszane grzmoty i wiatr zapowiadały nadejście gwałtownej, letniej burzy..

– Nadiaaa! Nadia! Wołała po ogrodzie.

– Chodz szybko! Nadia . Musimy już iść!

Kiedy Nadia przybiegła bez słowa wzięła ją za rękę i wyszła. Nie widząc nic poza drogą do wyjścia – nawet się nie pożegnała. Córką drepcząc za nią – nie mogła pojąc co się stało.

– Mamusiu, miałyśmy się dzisiaj dobrze bawić. Tak się starałam namalować jak najpiękniej potrafię. Czemu mi to robisz??

– Nie płacz Nadia. Nigdy tu już nie wrócimy… Kocham cię…

Padał ciepły, lipcowy deszcz, Na szczęście. Przynajmniej jej łzy nie były wystawione na widok nieszczęśliwych oczu małej dziewczynki, która drobiąc szybko kroczki nie przestawała mówić. Jej głowę wypełniało jednak w tej chwili tylko jedno zdanie, którego wiedziała, że nie zapomni do końca życia:

MOJE DZIECKO JEST LEPSZE…

Tags: , , , , , , , ,

4 komentarze “Moje dziecko jest lepsze!”

  1. Why?
    17 stycznia 2017 at 06:07

    Wyciska łzy

    • izabella
      17 stycznia 2017 at 09:40

      Niestety takie mamy smutne życie 🙁

  2. Inicjator
    17 stycznia 2017 at 07:03

    Interesujące.

    • izabella
      17 stycznia 2017 at 09:41

      DZiękuję i Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Społeczeństwo

Scroll Up