Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

23 marca 2017

Czy lepiej kupić więcej używanych F-16 czy mniej nowych samolotów?


 Mając do wyboru używane samoloty F-16, a nowe samoloty w ogóle, należałoby wybrać samoloty nowe. Jednakże w praktyce wybór wcale nie jest taki prosty, ponieważ zakup kolejnych samolotów dla Sił Powietrznych jest bardzo poważnym wyzwaniem ekonomicznym i politycznym dla państwa. O wyzwaniu przemysłowym w zasadzie nie ma po co mówić w kontekście naszego kraju, ponieważ jak dowodzą doświadczenia z zakresu implementacji amerykańskiego offsetu, nie mamy zdolności do wykorzystania potencjału, który tamta strona mogłaby nam zaoferować, gdyby chciała.

Pytanie powinno brzmieć zupełnie inaczej. Mianowicie: co jest dla nas bardziej korzystne? Czyli co da nam większą „stopę zwrotu” w postaci przyrostu bezpieczeństwa? Czy zakup dużej partii używanych samolotów F-16 (i w jakiej wersji), które swoje najlepsze lata jednak mają za sobą i wymagają całego pakietu modernizacji, napraw i przywracania zdolności bojowej? Czy też zakup mniejszej ilości nowych samolotów? Żeby odpowiedzieć na te pytania trzeba przyjrzeć się charakterowi zagrożeń które przed nami stoją. Przede wszystkim uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie: czy sami jesteśmy w stanie obronić się przed jednym z zagrożeń głównych, które przed nami stoją? W tym kontekście mamy poważny problem, ponieważ jest bardzo trudno powiedzieć czy bylibyśmy w stanie się obronić przed jednym zagrożeniem z głównych potencjalnych kierunków zagrożeń. Mając nawet kolejne 100 nowych samolotów F-16 (mówimy o najnowszej wersji), co powodowałoby, że byśmy wówczas dysponowali ilością około 150 samolotów w linii?

Niestety odpowiedź na to, musi być negatywna ponieważ na, co najmniej jednym z głównych kierunków potencjalnych zagrożeń dla naszego państwa musimy się liczyć, nie tylko z olbrzymią przewagą ilościową i poważnym potencjałem jakościowym sprzętu wojskowego i determinacją przeciwnika. Przede wszystkim także musimy się liczyć z możliwością użycia broni niekonwencjonalnej, na skalę adekwatną do zagrożenia jakie będziemy stanowić. Takie spojrzenie zmienia postać rzeczy, ponieważ przyrost naszego bezpieczeństwa nie jest prostą funkcją zwiększenia ilości i poprawy jakości uzbrojenia. Dopiero od przekroczenia pewnego poziomu nasycenia sprzętem i generalnego wzrostu odporności struktury państwowej na zagrożenie wojenne i kryzysowe, moglibyśmy mówić o przyroście bezpieczeństwa. Żeby to było spełnione musimy jednak, być w stanie nie tylko się bronić, ale zadać potencjalnemu nieprzyjacielowi tak silne straty, żeby w jego logice wejście w konflikt z nami nie miało sensu. Tylko pod tym warunkiem możemy w ogóle myśleć o skutecznej obronie. Trzeba zarazem powiedzieć, że poprzeczkę mamy zawieszoną bardzo, ale to naprawdę bardzo wysoko. Oznacza to, że musimy dysponować dużym potencjałem obronnym, dużym potencjałem zaczepnych oraz poważnymi zdolnościami do absorpcji siły ataku. Jak to wszystko wygląda w naszych obecnych warunkach, chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć?

Dotychczasowy pomysł na obronę Polski zakładał powstrzymywanie z oparciem się na sojusznikach. Przy czym zagrożenia dopatrywano się tylko i wyłącznie z jednego kierunku strategicznego. Jest to koncepcja absolutnie ułomna, szkodliwa i w sposób wyjątkowo perfidny pozbawiająca nas zdolności obronnych. Dodajmy już na samym poziomie myślenia o kierunkach zagrożeń!

We współczesnej doktrynie prowadzenia wojny, lotnictwo i generalnie powietrzne środki napadu odgrywają fundamentalną rolę. Panowanie w powietrzu jest kluczowym elementem wszystkich doktryn wojennych nowoczesnych państw. Bez samolotów nie da się prowadzić wojny. Natomiast prowadzenie jej przeciwko lotnictwu jest jednym z najważniejszych wyzwań na współczesnym polu walki. Na pytanie, o to: czy lepiej jest mieć więcej samolotów? Czy mniej samolotów, ale lepszych? Można odpowiedzieć tylko w ten sposób, że najlepiej jest mieć lotnictwo dostosowane do roli jaką powinno ono pełnić w doktrynie wojennej państwa. Niezwykle ważne jest odniesienie się do kontekstu zagrożenia, jakie stanowi potencjalne nieprzyjaciel. W pewnych warunkach korzystniejsze może być posiadanie większej ilości samolotów w rozumieniu nośników-platform bojowych, zdolnych do działania na współczesnym polu walki. Niż mniejszej ilości tego typu środków bojowych, ale o większych możliwościach. Równolegle, nie jest żadnym problemem wyobrażenie sobie uwarunkowań, w których to czynniki jakościowe będą miały większe znaczenie. W praktyce można to wszystko przeliczyć, albowiem możliwości bojowe tych maszyn są znane i nie stanowią tajemnicy, chociaż oczywiście konfiguracja szczegółowa, sposób użycia, wyszkolenie pilotów i sposób zarządzania lotnictwem nad polem walki – mogą przyczynić się do wykorzystania tych atutów, którymi się dysponuje.

W naszym przypadku na pewno liczy się ilość, zwłaszcza jeżeli uświadomimy sobie skalę możliwego ataku potencjalnego nieprzyjaciela. Przy czym przy czym w naszych realiach jesteśmy w sytuacji, w której zakup samolotów używanych w większej ilości, będzie dodatkiem do kupionych już samolotów nowoczesnych. Samoloty te, co prawda zdołały się już odrobinę zestarzeć, jednakże nadal stanowią sprawdzoną i groźną broń. Z tego względu zakup samolotów używanych względem kryterium ilościowego na uzasadnienie logiczne wynikające ze specyfiki spodziewanego zagrożenia które na pewno będzie połączeniem przewagi ilościowej z potencjałem jakościowym którego nie możemy lekceważyć.

Dokonany przed laty wybór samolotu F-16 był kontrowersyjny ze względu na charakter tej konstrukcji. To doskonała broń, jednak w naszych warunkach prawie na pewno równie opłacalnym zakupem byłby produkt oferowany przez Szwedów, a ewentualne korzyści wynikające ze współpracy przemysłowej, mogły mieć bardzo duże znaczenie. Również nie było błędem przyjęcie propozycji francuskiej, która zakładała w jednej z opcji – przeniesienie do Polski produkcji całego płatowca. W ten sposób sami moglibyśmy budować samoloty, konfigurując je o silnik, awionikę i wyposażenie, które również w znacznej mierze moglibyśmy produkować samodzielnie. Jednak z dzisiejszej perspektywy jest to już musztarda po obiedzie i to w dosłownym tego znaczeniu. Kupiliśmy dobre samoloty, których podstawową wadą jest to, że jest ich mało. Obecna koncepcja wzmocnienia potencjału lotnictwa, przez zakup większej ilości maszyn, jest uzupełnieniem decyzji sprzed kilku lat. Zakup tego samego typu, ale starszego wariantu samolotu, to na pewno duże ułatwienie logistyczne, jednakże nie jesteśmy skazani na kupno tylko tej jednej konstrukcji. Jeżeli bowiem zdecydowalibyśmy się na zakup nowego samolotu, mogłaby to być inna konstrukcja np. dwusilnikowa?

Na pewno zdecyduje relacja koszt-efekt, przy czym bardzo dużą wagę będzie miało zapewnienie zajęcia dla niektórych zakładów lotniczych w kraju, które mają bardzo duże możliwości w zakresie remontowania konstrukcji lotniczych. W ten sposób bowiem, można mieć dwa cele w jednym – mianowicie, pozyskać tanio samolot, za którego przywrócenie i rozbudowę zdolności bojowych sami zapłacimy inwestując we własny przemysł. Na pewno będzie taniej, niż kupować nowe konstrukcje za granicą, a efekt może być większy, niż kupienie mniejszej ilości nowoczesnych maszyn. Wszystko zależy od konfiguracji i możliwości, które się chce osiągnąć.

W praktyce jednak musimy brać pod uwagę cały zakres złożoności tego projektu, albowiem na tą chwilę, byłby problem ze skompletowaniem załóg i ekip mechaników, zapewniających normalną eksploatację tych maszyn w jednostkach liniowych. W przypadku tych samolotów, nie da się „przeskoczyć procedur”, które są niesłychanie skrupulatnie opisane. To powoduje, że chcąc je użytkować, należy je szczegółowo wypełniać. W przypadku samolotów głęboko modernizowanych, będzie to na pewno wymagało opracowania optymalnej ścieżki ich eksploatacji.

W praktyce nasze bezpieczeństwo nadal będzie funkcją wysiłków własnych i zaangażowania sojuszników. Kwestią do zbadania powinny być koszty pozyskania, remontów, modernizacji,. eksploatacji i utrzymania w spodziewanym okresie użytkowania. Jeżeli będą one porównywalne do zakupu mniejszej ilości samolotów o większych możliwościach, być może jednak warto rozważyć właśnie taki wariant? Zakup 50 samolotów F-16 w najnowszej wersji konfiguracyjnej z zapasem części i podstawowego uzbrojenia, można szacować na około 120-140 mln USD za sztukę. To jest około 7 mld USD. Czy nas na to nie stać?

Zakup 100 samolotów z najstarszych dostępnych wersji, skończy się średnim kosztem sumarycznym maszyny odtworzonej do lotu z podniesieniem możliwości użytkowych na około 35 mln USD łącznie. Do tego dojdą urządzenia lotniskowe, pakiety części zamiennych, których trzeba będzie prowadzić stałą rotację, a uzyskamy maszyny o zbliżonym potencjale bojowym do posiadanych. W konsekwencji pozyskanie setki używanych maszyn, może kosztować nas około 4-5 mld USD, To mniej, niż za 50 nowych. Jednak, jeżeli teraz przeliczymy koszty ich eksploatacji w spodziewanym okresie życia, to okaże się, że ta symulacja przybierze nieco inny kształt. Zawsze nowe samoloty mają dłuższy okres eksploatacji, a przez to ich utrzymanie w czasie jest tańsze, niż stałe dopieszczanie maszyn używanych. Chyba, że będą wdrażane specjalne procedury oszczędzania resursów, ale to jest sprzeczne z samą ideą posiadania tego typu samolotów, które po prostu powinny latać, żeby piloci mogli stale ćwiczyć, realizując programy szkoleń. Na maszynach oszczędzających resursy, to na pewno będzie ograniczone.

Zakup F-35 to dla nas poważne wyzwanie finansowe. Chociaż teoretycznie powinno być nas stać na możliwość kupna 12 samolotów tworzących eskadrę i chociaż dwóch takich maszyn rocznie, jeżeli tylko udałoby się wynegocjować taki kontrakt – tak długo, jak długo byłyby produkowane. Również kuszącą propozycją jest konstrukcja francuska, która oferuje potencjalnie bardzo ciekawe warianty dostępu do uzbrojenia nie amerykańskiego. Chodzi o to, że kupując samolot europejskiego producenta, mielibyśmy dostęp do całej rodziny uzbrojenia lotniczego, na zakup którego nie potrzeba mieć zgody USA, ani polegać na amerykańskich licencjach. Taka dywersyfikacja chociaż stosunkowo droga, to jednak byłaby zupełnie nową jakością w naszych Siłach Powietrznych.

W konsekwencji odpowiedź na pytanie jaki wariant zakupów wybrać – byłaby prosta, gdyby jeszcze nie jeden problem. Otóż, niesłychanie ważny jest jeszcze problem tego, do jakiego konfliktu i kiedy spodziewanego się przygotowujemy. Jeżeli wojna miałaby nadejść w ciągu 2-3 lat, to pozyskanie jakichkolwiek maszyn jest na wagę złota. Jeżeli mamy jeszcze 5-7 lat czasu, to można swobodnie wybierać wariant, albowiem zdążymy zarówno wyprodukować nowe samoloty jak i wyremontować stare. Jeżeli mielibyśmy więcej czasu, to w ogóle sprawa jest uproszczona i można stopniowo w niewielkich partiach – kupować określone ilości maszyn, budując park latający zgodnie z posiadanymi możliwościami.

Reasumując całość, po pierwsze trzeba wskazać i rozliczyć winnych stanu zapaści Sił Zbrojnych. Dotyczy to pewnej grupy polityków, którzy zadufani w swojej abstrakcyjnej wręcz indolencji, twierdzili że nie będzie wojny, a nawet jej prawdopodobieństwo jest prawie niemożliwe, a nawet jakby nam groziła, to jesteśmy członkiem potężnego sojuszu itd. Po drugie, trzeba zrobić wszystko, żeby jak najszybciej pozyskać tyle samolotów ile tylko jesteśmy w stanie, w jak najlepszym stanie technicznym. Chodzi o to, żeby miały zdolności użytkowe i nadawały się do walki, później będziemy je modernizować i starać się poprawić ich możliwości. Równolegle nie zaszkodzi, kupować chociaż symboliczną ilość nowoczesnych konstrukcji, tak żeby mieć kontakt z nowoczesną technologią i być w stanie, chociaż nawiązać walkę z przeważającym przeciwnikiem z pozycji siły – tam, gdzie będziemy w stanie. Po trzecie trzeba pamiętać, że każdy sprzęt, jest tylko na tyle groźny, na ile potrafi się go używać. Właśnie w tym tkwi nasz potencjał, który można próbować traktować jako podstawę do budowy przewag komparatywnych.

Tags: , , , , , ,

50 komentarzy “Czy lepiej kupić więcej używanych F-16 czy mniej nowych samolotów?”

  1. yossarian
    14 stycznia 2017 at 04:47

    Więcej nowych

  2. dr hab nauk ekonom
    14 stycznia 2017 at 05:56

    Myślę że Rafale byłby rewolucyjnym zakupem

    • bobby
      14 stycznia 2017 at 13:14

      On jest drogi prawie jak samolot stealth F22 a potencjał ma niewiele większy niż F 16.

  3. Gniewna Zjadaczka Ogórków
    14 stycznia 2017 at 06:35

    Jak się rozdaje pożyczaną kasiorę na margines i bogatych, to się nie ma na nowe samoloty

    • krzyk58
      14 stycznia 2017 at 08:06

      Pozwoli Pani że podsumuję wypowiedź -zapytaniem
      (‚nieco” wulgarnym)? Kobieto, co ty p…….lisz?
      Należało ująć inaczej – jak się rozdaje kasę
      na finansowanie ,podtrzymywanie przy życiu
      wrogich nam reżimów xxxx-banderowkich to …..(odpowiednie wstawić).

  4. Dawid Warszawski
    14 stycznia 2017 at 07:17

    100 jednorazówek na konflikt jaki szykują

    • bobby
      14 stycznia 2017 at 13:18

      Problem w tym, że te samoloty maja być gotowe za 10 lat a wtedy to może być już „po ptokach„. Z drugiej strony te stare F 16 bez problemu poradziłyby sobie z równie starymi rosyjskimi Su24, Su25 a nawet Mig29. A ten złom wciąż jest trzonem rosyjskiego lotnictwa.

  5. Inicjator
    14 stycznia 2017 at 08:31

    Jestem za zakupem latających dywanów, produkowanych w krajach Zatoki Perskiej.

    No i koniecznie z wynajęciem Alladyna na parę lat, żeby nauczył nas na tym latać.

    P.S.

    To się wszystko może dla nas źle skończyć.

    No i ta czystość lotnisk dla silników F-16 …

    Kto to zapewni, jak chętni otrzymują po 2-3 x 500?

    • bobby
      14 stycznia 2017 at 13:26

      Czystość lotnisk na pustyni w Izraelu czy Kuwejcie wcale nie jest większa niż na byle jakim lotnisku cywilnym w Polsce. A tam F 16 naprawdę gęsto. Tak naprawdę w Polsce odkurzane są pasy startowe nawet w bazie z Su 22. Po prostu dla zwiększenia żywotności sprzętu. W czasie wojny nikt nie będzie przejmował się, że resurs silnika będzie krótszy o 30% z powodu piasku na płycie lotniska. Bo większe będzie ryzyko, że ten samolot zostanie pozbawiony możliwości latania nie z powodu zużycia silnika.

  6. awkzim
    14 stycznia 2017 at 09:04

    Czytam różne opinie na różnych blogach i dochodzę do wniosku, że są to opowieści z mchu i paproci. Nikt nie bierze pod uwagę ludzi. Skąd piloci. Pilota bojowego szkoli się kilka do kilkunastu lat. Oczywiście przyjmując założenie, że nie jest to obsługa jednorazowego użytku. Przy okazji a może przestalibyśmy być zagrożeniem dla sąsiadów, wiele problemów by odpadło.

    • krzyk58
      14 stycznia 2017 at 12:08

      ” Nikt nie bierze pod uwagę ludzi. Skąd piloci. Pilota bojowego szkoli się kilka do kilkunastu lat.”

      Musisz to wiedzieć(176) Po co Polska szkoli w Dęblinie obywateli Arabii Saudyjskiej na pilotów?

      https://www.youtube.com/watch?v=58ljokPNSWE

    • bobby
      14 stycznia 2017 at 13:29

      Obecnie mamy 48 samolotów F 16 i z 80 pilotów do nich. W NATO jest współczynnik posiadania 1,5 pilota na samolot a my nawet sporo przekraczamy ten poziom.

  7. jerzyjj
    14 stycznia 2017 at 10:57

    Od końca lat dziewięćdziesiątych można zaobserwować stała degradację techniczną, ilościową oraz jakościową Wojska Polskiego. Niestety ten trend jest wynikiem nieudolnej cywilnej kontroli nad armią, a w zasadzie jej nieumiejętnym i koniunkturalnym wykorzystywaniem przez polityków którzy szefowali MON, i którzy w miażdżącej większości byli i są dyletantami w zakresie obrony narodowej.Jak widać „gołym okiem” PiS nawet nie myśli żeby przerwać ten trend sadzając na stołek „antka policmajstra”- agenta pentagonu …
    PS…
    Mamy MON, ale nie mamy armii, już nie mamy, jest korpus ekspedycyjny wojujący nie w polskie sprawie, za wcale niemałe polskie pieniądze! Umiłowani w zimnym piwie, kondycja militarno gospodarcza i nasze sojusze nie gwarantują nam niczego! NATO, „nie będzie umierać za Gdańsk!” Armię i przemysł obronny, Polska miała, to czas przeszły, dokonany! Polecam dwie publikacje, najpierw to: „Victory, czyli zwycięstwo” Peter Schweizer. Z niej dowiecie się, dlaczego jest jak jest w kraju nad Wisłą.Jak była w tworzeniu tego bajzlu rola wadowickiego pastucha i jego świty, kto i w jakim celu powołał KOR i Solidarność i ile go to kosztowało. Bieda, niebotyczny dług, bezdomność, bezrobocie, wyzbycie się podstaw bytu, majątku. Pochodną takiego stanu jest kondycja czegoś, co kiedyś nazywało się armią. Pisze o tym komandor Artur Bilski w „Polska Armia Na Posyłki”
    A teraz, przejdźmy do czasu „niewoli”. Jako naród, zaczynaliśmy z takim „dorobkiem”.
    — PATRZ Defilada Tysiąclecia – Warszawa 22 lipca 1966 r. …
    — Większość, podkreślam, większość sprzętu, nie wszystek, wyprodukowana w kraju, wykonana przez polskiego robotnika w POLSKICH fabrykach! …
    A CO MAMY DZISIAJ ???
    — PATRZ DEFILADA z okazji Święta Wojska Polskiego 2015 …

    Czas oszołomów, korowsko solidarnościowego chowu trwa!!! Przykre w tym wszystkim jest to, że żelazny kanclerz miał rację. Życzę miłych snów o potędze …

    NIE POMOGĄ SZCZERE CHĘCI Z GÓ.NA BATA NIE UKRĘCISZ !!!
    http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/polska-bankrutuje-naszych-oczach-czy-juz-czas-ewakuacje

    • bobby
      14 stycznia 2017 at 13:13

      Od końca lat 90tych przez wiele lat Rosja była zbyt słaba aby stanowić dla nas zagrożenie militarne. Nic dziwnego, że polscy politycy nie przykładali dużego znaczenia do modernizacji armii. Z drugiej strony w tym czasie jednak kupiono trochę sprzętu-czołgi PT 91 i Leopardy 2,transportery opancerzone Rosomak, rakiety Spike, Grom, RBS15, NSM czy właśnie samoloty F 16. Oczywiście można było zrobić więcej zwłaszcza po agresji Rosji na Gruzję 2008 roku. Ale wtedy wielu ekspertów uznało, że wojna w Gruzji pokazała bardzo zły stan rosyjskiej armii. Pojawiły się nawet opinie, że rosyjska armia nie jest w stanie walczyć nie tylko przeciw armii amerykańskiej ale nawet armia turecka czy polska miałyby duże szanse na rozbicie armii rosyjskiej w starciu konwencjonalnym. Tak więc myśmy dalej spali a w tym czasie w rosyjskiej armii doszło do trzęsienia ziemi tzw. reformy Serdiukowa. Pierwsze poważniejsze analizy tych reform zaczęły docierać do naszych decydentów pod koniec 2011 roku. Wkrótce w odpowiedzi na to powstał plan modernizacji na sumę 130 mld zł. To właśnie wtedy rozpoczęto program zakupu pocisków JASSM i odbudowy artylerii(m.in. przywrócenie do życia programu Krab). Tak więc to bzdura, ze od lat 90tych jest degradacja techniczna. Było gwałtowne zmniejszenie liczebne sprzętu, głównie szrotu odpowiadającego technice wojskowej przełomu lat 60/70tych. A wycofywanie tego typu techniki to na pewno nie degradacja.

      • jerzyjj
        14 stycznia 2017 at 17:31

        JAK CIEBIE NIE KOPIĄ W …Ę TO NIE WIERZGAJ NOGAMI…

    • 50-parolatek
      15 stycznia 2017 at 15:44

      Lezka sie w oku czlowiekowi zakrecila, gdy obejrzalem sobie kronike z defilady tysiaclecia. We wspomnieniach wrocil tamten czas.
      W 1966 rozpoczynalem szkole podstawowa. Pamietam do dzis, do materialow szkolnych (zeszyty, elementarz itd) dostalem ladnie obrobiona bialoczerwona nicia zakladke. Zakladka to byly miniaturowe zdjecia wszystkich rodzajow wojsk, jakie popularne byly w 1000-leciu Polski. Wlasnie byly to fotografie wojsk historycznych prezentowanych na owczesnej defiladzie…
      I co nam zostalo z tamtego okresu?
      Stanislaw Lem mial racje twierdzac, iz dopiero, gdy poznal internet, uswiadomil sobie jak prymitywni sa ludzie…

  8. Wojciech
    14 stycznia 2017 at 11:19

    Przeraża sam fakt czytania na tych łamach militarystycznego materiału jako podbudowy psychozy wojennej i nieniewieści do sąsiadów. Trzeba pisać tutaj wprost o wojnie z Rosja i to wojnie przez nas wywołanej w interesie globalnej polityki militarnego kartelu US/NATO. W wypadku naszej agresji nawet tysiące F-16 lub nieistniejących jeszcze F-35 przestanie istnieć w ciągu kilku minut. Staniemy się pobojowiskiem i cmentarzem na spalonej ziemi. Czy nie lepiej poświęcić pieniądze na budowę cmentarzy i dróg ucieczki rządzących elit. Wszystko to w czasie gdy Polak w „wolnej” Polsce rejestruje wizytę u lekarz z wyprzedzeniem kilkuletnim. Kiedyś śpiewano pieśń; „O cześć wam panowie magnaci…..”Dziś żądnych pieśni się nie śpiewa.

    • krzyk58
      14 stycznia 2017 at 12:13

      …Dziś żądnych pieśni się nie śpiewa.

      Jak nie – jak tak!

      …wystarczy jedna bombka silna i wrócimy ….
      a co tam – „Jedna bomba atomowa i wrócimy do Lwowa, druga mała, ale silna i wrócimy do Wilna” La la la.

      Panie Wojciechu – jest wakat w chórze…..

    • bobby
      14 stycznia 2017 at 12:44

      Jeżeli chodzi o F 35 to już 200 egzemplarzy jest zdolnych do akcji bojowych.

      • wlodek
        14 stycznia 2017 at 13:09

        Bobby,nie krępuj się napisz przeciwko komu?Przecież nie przeciw Państwu Islamskiemu?Tobie cały czas chodzi o…?Masz jeszcze parę dni dopóki laureat Pokojowego Nobla nie powie”Żegnaj Gienia, do widzenia”.

      • Wojciech
        15 stycznia 2017 at 11:20

        Nieprawda. Żaden nie lata. Latają za to SU-35 jako najlepsze dziś maszyny na świecie.

      • krzyk58
        15 stycznia 2017 at 12:12

        Panie Wojciechu @defence(?) jest nie do przebicia,
        przegadania niczym przekupka(baba) na jarmarku…
        🙂

    • wlodek
      14 stycznia 2017 at 12:59

      Wojciechu, nie jest źle niedługo zaśpiewamy „Pust wsiegda budiet sonce”,i to nie że względu na smog!Pozdro.

  9. BOGO22
    14 stycznia 2017 at 11:39

    dywizjon 303
    https://www.youtube.com/watch?v=H-NFLiqt4eg

    (…)
    Po trzecie trzeba pamiętać, że każdy sprzęt, jest tylko na tyle groźny, na ile potrafi się go używać. Właśnie w tym tkwi nasz potencjał, który można próbować traktować jako podstawę do budowy przewag komparatywnych.

  10. Pozorovatel
    14 stycznia 2017 at 11:53

    Widać nie wygasają w sercach i umysłach naszych polityków ambicje podboju Rosji. Warto więc przypomnieć jak to w maju 1606 roku rosyjska szlachta z Wasylem Szujskim na czele zamordowała Dymitra Samozwańca i kilka setek towarzyszących mu Polaków. Ciało samego było konno wleczone za genitalia, poćwiartowane i spalone. Prochami nabito armatę i wystrzelono w kierunku Polski.
    Godna pamięci jest i czerwcowa wyprawa 1812 roku,kiedy u boku Napoleona wyprawiło się na Moskwę 90 000 polskich ochotników, Wrócili w Boże Narodzenie w składzie 600 kalek.
    Zachęcam też Czytelników do przeczytania mojego dawnego komentarza zamieszczonego pod tym artykułem: https://obserwatorpolityczny.pl/?p=40293

    • bobby
      14 stycznia 2017 at 13:43

      Tym razem sytuacja jest bardziej podobna do 1920 roku. Naszym zadaniem będzie zablokowanie rosyjskiej bratniej pomocy dla neofaszyzmu w Europie. Putin na razie wspiera tego typu brzydali w Europie finansowo ale wkrótce może postanowić pomóc im w większym stopniu.

      • Pozorovatel
        14 stycznia 2017 at 14:35

        Z wojną polsko-radziecką jest pewien kłopot. Otóż w tej wojnie to akurat Polska była napastnikiem. Bitwa Warszawska była końcowym akordem rosyjskiego kontruderzenia. Wojna ta spowodowała w Polsce niebywałe spustoszenie polityczne i społeczne. W znacznym stopniu przyczyniła się do tego że II RP nigdy nie stała się wymarzonym krajem „szklanych domów”, lecz stała się pełnym krzywdy i nędzy państwem dyktatury i policyjnego terroru. Państwem niezdolnym do trwania dalszego jak międzywojenne dwudziestolecie. Jej przykład, jako militarnego i politycznego sukcesu Polski jest zupełnie nie trafiony. Polecam lekturę dzieł Stanisława Głąbińskiego i pomocniczo Aleksandra Bocheńskiego.

    • krzyk58
      14 stycznia 2017 at 15:01

      Panie ‚Pozorovatiel” przypominam iż po stronie
      rosyjskiej w 12’ przeciwko hordom z Zachodu
      walczyło DOBROWOLNIE,(przypominam naginaczom faktów – fałszerzom historii) niewiele mniej Polaków.To temat tabu…
      Polacy po nieudanej NA SZCZĘŚCIE imprezie pierwszego faszysty
      wspólnie z Rosjanami(Kozakami), okupowali Paryż.
      O tym też niewiele mówi się…
      A historia lubi powtarzać się…ach te paryskie
      „Pola i place” – mniam,mniam. 🙂

    • qwas
      16 stycznia 2017 at 19:19

      Dlaczego mamy czytać prymitywna propagandę prosto z Moskwy ? Ciągle piszesz to samo-Rosja jest niezwyciężona, tylko pod jej kuratela Polacy będą szczęśliwi, nie ma sensu się zbroić, to tylko marnowanie pieniędzy, po co Polsce armia, NATO to fałszywa nadzieja, Polska nie ma żadnych sojuszników, warto się Rosji podporządkować, ect.ect i jeszcze więcej tych prymitywnych pierdół ;)))

      SZANUJMY POGLĄDY INNYCH LUDZI – NIE MUSIMY SIĘ ZGADZAĆ. TYLKO PO CO TA AGRESJA? POZDRAWIAM WEB. JÓZ.

      • wlodek
        16 stycznia 2017 at 19:33

        Ty masz czytać i oglądać i CNN i RTV ale jeśli cię stać to Samodzielnie wyciągaj wnioski.Niestety w Polsce tuby dziennikarskie dmą rusofobią!A Rynie wyciagasz wnioski!

      • krzyk58
        16 stycznia 2017 at 22:06

        @qwas.

        „Dlaczego mamy czytać prymitywna propagandę prosto z Moskwy ?”

        No pacz pan w „prymitywną” uwierzył nie tylko
        zachód ale i USA, a jaśnie oświeconym – budowniczym Nowego Wspaniałego Świata 🙂 nikt
        kto ma trochę „kiepełe’ nie chce wierzyć!
        Ba! Spogląda niczym na „żywego trupa”! 🙂
        Do/igrali się – hochsztaplerzy …

        Ps. „A wierzyć możesz i w capa – bylebyś
        dziesięcinę płacił!” Jako rzekł dawno temu
        pewien hierarcha.. 🙂

      • krzyk58
        17 stycznia 2017 at 07:54

        Rosji nie warto przyporządkować się – BO to
        forma zależności.wejście jako podmiot w skład
        Unii EuroAzjatyckiej byłoby forma zdrady narodowej, zaprzaństwa…

        Natomiast przyporządkowanie się wykonane wobec Zachodu(wykonanie wszystkich chorych zachcianek Zachodu-TOTALNE rozwalenia Polski) jest nośnikiem patriotyzmu i pragmatyzmu. 🙂
        Nawet byli tacy co witali wojska okupacyjne,
        i takie zachowania nie są nawet rozważane w kategoriach choroby umysłowej…

        @qwas. Beret nie uciska? A powinien!

        Maciarewicz nie rozumie realiów geopolitycznych.

        http://www.mysl-polska.pl/1136

        Zarys 45 lecia (2)

        http://www.mysl-polska.pl/1134

        Od Rakowskiego przez Balcerowicza…

        W książce znajdujemy opisuj początków polskiego neoliberalizmu, którego ojcem chrzestnym był Mieczysław Rakowski – wtedy już premier, lokujący się po umiarkowanej stronie partyjnego establishmentu. Wraz z Jaruzelskim przepchnęli oni pakiet reform; „przepchnęli”, bo początkowo napotkali na silny opór w KC. Dopiero, gdy obaj zgłosili dymisję, Komitet zaakceptował kierunek zmian, odrzucając ich rezygnację. Rakowski wynalazł sobie pomocników w osobach dwóch przedsiębiorców – Ireneusza Sekułę i Mieczysława Wilczka. Pierwszy został wicepremierem, drugi ministrem przemysłu. Obu ich Autor nazywa hunwejbinami….

  11. bobby
    14 stycznia 2017 at 12:41

    Stwierdzenie, że bylibyśmy w stanie samodzielnie konfigurować silniki, awionikę, uzbrojenie do Miarge 2000 to duża przesada. Podobnie jak przesada o ogromnej przewadze Rosji. Rosja to naprawdę nie ZSRR z 300 milionami ludzi i 5 milionami żołnierzy. Dziś Rosja ma około 700 tys. żołnierzy z których tak naprawdę do walki w Polsce nadaje się nie więcej niż 200 tys. My moglibyśmy wystawić około 50 tys. żołnierzy na tym samym profesjonalnym poziomie. Oczywiście te 200 tys. rosyjskich żołnierzy byłoby w stanie pokonać naszych ale straty w ludziach i sprzęcie byłyby dla Rosji katastrofalne. Jeżeli uwzględni się systematyczną penetrację Chin wschodniej części Rosji, ryzyko separatyzmu, ryzyko radykalnego islamu to utrata kilkunastu tysięcy młodych, zdrowych mężczyzn oznacza brak szans w przeciwstawieniu się przez Rosję tym zagrożeniom. Z drugiej strony wejście ruskiej armii do Polski jest całkowicie niemożliwe dopóki Ukraina, Białoruś i państwa bałtyckie nie będą pod całkowitą kontrolą Moskwy. A do tego jeszcze bardzo daleka droga. Oczywiście Rosja wie, że coraz bardziej słabnie i będzie starała się osłabić te ośrodki, które mogą stać się jej rywalami w przyszłości. Polska w warunkach słabnącego Berlina i Moskwy może zacząć mieszać nie tylko regionalnie ale i globalnie. Wystarczy, że wejdzie w sojusz z innymi rywalami geopolitycznymi Rosji jak np. Turcja nie mówiąc już o mocarstwach globalnych jak Ameryka czy Chiny. Rosja wiec może mieć problemy z nami i to w niedalekiej przyszłości. Tak więc Rosja nie może sobie pozwolić na atak za pomocą dywizji pancernych. Istnieje jednak ryzyko, że na Kremlu, który może być zagrożony rewoltą od wewnątrz(prognozy sprzed dwóch lat, że system rezerw finansowych Rosji załamie się pod koniec 2017 roku potwierdzają się. Proces ten gwałtownie przyśpieszył i w grudniu na koncie Funduszu Rezerw nastąpił ubytek z 2 bilionów rubli do mniej niż 900 mld rubli). Tak więc aby odciągnąć społeczeństwo od problemów wewnętrznych Putin może nie mieć wyboru jak mała zwycięska wojna. Najlepiej byłoby gdyby armia rosyjska opanowała państwa bałtyckie, Białoruś, Ukrainę i Mołdawię. Wtedy Rosjanie byliby w ekstazie, że Imperium wróciło do granic przynajmniej na kierunku zachodnim i do szczęścia oprócz samogonu i zakąski niewiele by potrzebowali. Tu jednak pojawia się problem Polski. Polska nie chciałaby likwidacji NATO(a bezkarne zajęcie państw bałtyckich przez Rosję de facto doprowadziłoby do rozpadu NATO). Tak więc Rosjanie wiedzą, że Polacy blokowaliby wszelkie pomysły ugodowe pod adresem Kremla. Tak więc aby przymknąć nam usta Rosjanie mogą zdecydować się na użycie taktycznej broni atomowej na terytorium Polski. Aby do tego nie doszło musimy posiadać środki odstraszania. JASSMy ER są niezłe w tej roli tylko właśnie przydałoby się więcej samolotów aby w okresie wzrostu napięcia w gotowości do startu z podczepionymi JASSMami było co najmniej kilkanaście samolotów. Do tego wystarczy dokupienie jednej eskadry 16 nowych samolotów. Zakup stu używanych, które jak stwierdził wiceminister mogłyby uzyskać gotowość operacyjną dopiero za 10 lat to tylko wyrzucanie pieniędzy w błoto bo za 10 lat to po pierwsze może być już po wojnie a po drugie w tym czasie gdy Rosjanie będą mieć kilkadziesiąt maszyn Su50 i tak będziemy zmuszeni kupić samoloty V generacji. A wtedy te 150 F 16 będą pożerały środki właśnie na zakup samolotów stealth. Gdy zaś będziemy posiadać tylko 64 F 16 i to bez konieczności kosztownej ich modernizacji prawie we wszystkich podzespołach wystarczy pieniędzy na przeskok generacyjny w polskim lotnictwie. Wracając do przetargu jaki miał miejsce ponad dekadę temu. Wtedy nie było ryzyka wojny w pobliżu naszych granic i wybraliśmy najlepszą opcję czyli 48 F 16. z dzisiejszej perspektywy widać, że powinniśmy zrobić nieco inaczej. Po pierwsze z powodu przekazania nam przez Niemcy 32 Migów 29 zrezygnowano wtedy z zakupu większej ilości maszyn zachodnich ograniczając się do trzech eskadr. A szkoda bo dziś posiadając cztery czy nawet 5 eskadr(80 samolotów) nie mielibyśmy obecnych problemów z wystawieniem większej liczby maszyn z uzbrojeniem odstraszającym. Po drugie zaś moglibyśmy rozbić przetarg na dwa modele-48 prostych Gripenów jako lotnictwo że tak powiem „partyzanckie„ startujące z odcinków drogowych(taki system stosują Szwedzi) plus 32 F15 jako lotnictwo o charakterze nie tylko pilnowania własnej przestrzeni powietznej ale lotnictwo strategiczne dalekiego zasięgu. Dziś zasięg F 15 w połączeniu z dość niedawno wprowadzonymi pociskami JASSM ER pozwoliłby nam przynajmniej w teorii na atakowanie nawet pod Uralem nie mówiąc już o możliwości wpierania ochrony granic naszych sojuszników od Skandynawii po Morze Czarne operując z baz w Polsce czy nawet w Ramstein i Aviano. Ale teraz jest już za późno i jedyne co możemy zrobić to naprawić błąd z ograniczeniem liczby samolotów w przetargu sprzed ponad dekady czyli dokupić przynajmniej jedną eskadrę nowych F 16 co i tak zwiększy nasz potencjał odstraszający w znacznym stopniu.

    • wlodek
      14 stycznia 2017 at 13:19

      Ku3wa, oni za rok nie będą mieć na 500 +,a on chce atakować Ural,głupota ma swoje granice,a rusofobia doprowadzi nas tam gdzie znajduje się Upadlina.Przykrecą kurki to będziesz miał jak na Uralu(zimno i daleko).De….!

      • Lech
        15 stycznia 2017 at 11:39

        @ wlodek – nie denerwuj się. Nie warto niczego tłumaczyć. Warto tylko spojrzeć na sposób rozmieszczenia „upragnionych” wojsk amerykańskich w Polsce. Przecież to jest konfiguracja dla obrony Niemiec, a nie Polski. Reszta terytorium naszego kraju to tylko przedpole wiadomo, do czego mające służyć.
        @Pozorovatel. Przytoczone przez ciebie argumenty w obydwóch wpisach bronią się same, bo potwierdzone są przez historię i dzisiejsze realia. Poza tym z podziwu wyjść nie mogę nad histerią wojenną i ślepotą Polaków. Przecież wojna z Rosją jest dla nas nie do wygrania, a będąc w sojuszu z NATO i tak jesteśmy przeznaczeni do roli przedpola (rowu atomowego na Wiśle), o czym już wyżej napisałem. Nasz zbrojeniowy entuzjazm w tym względzie, można porównać do radości karpia w oczekiwaniu na nadchodzącą wigilię. A z drugiej strony dziwi mnie również rozdwojenie Krakauera. Na ogół pisze w duchu konieczności otwarcia się na Rosję, a za chwilę o konieczności zbrojenia się, w czym zresztą wykazuje się rzetelną wiedzą.

    • krzyk58
      14 stycznia 2017 at 13:57

      …My moglibyśmy wystawić około 50 tys. żołnierzy na tym samym profesjonalnym poziomie.QARWASZTFASZBARABASZ!
      Chcesz ‚sie bić’? Tzn.zasilić pola swoim łajnem? 🙂 Proszę
      bardzo! – Otwarta droga do banderowsko – zachodnich neonazistów, (żal mi Nowej Rosji…)
      dobrowolców – bandytów. Od Polaków – WARA!! PONIAŁ?!!

      https://www.youtube.com/watch?v=MqnhnQKbxLY

      Nic dziwnego w tym, że ,,elity polityczne w Polsce” gadają bzdury i codziennie oszukują społeczeństwo. Ale straszy to, że choroba umysłowa już oponowała głowy naszych generałów. Dziwne rzeczy powiedział szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego generał Mieczysław Gocuł… (15.12.2014r.)

      http://dziennik.polityczny.salon24.pl/621522,o-czym-milczy-general-gocul

      Ps. WYSTAWIMY – jeśli zajdzie taka potrzeba …
      oczywiście po – SŁUSZNEJ STRONIE!

      • qwas
        16 stycznia 2017 at 19:25

        krzyku58, ty jesteś jakiś niedobity polskojęzyczny neostalinowiec. Te twoje „WARA” sowiecie hhhhhh, to możesz sobie w hhhhh hhhhhhi wsadzić. Jak ci się niezależna od Moskwy Polska NIE podoba, to WON kacapie do swego putinlandu …
        Poniał hhhhhh ?

  12. Rysa
    14 stycznia 2017 at 13:15

    Sz. Panie Redaktorze Krakauer, zejdźże Pan na ziemię w sprawach bezpieczeństwa militarnego Polski. Ażeby cokolwiek mówić czy pisać realnego na ten temat, to:
    1)należałoby najpierw chyba zdefiniować możliwe zagrożenia
    zewnętrzne, a przynajmniej ich przyczyny i kierunki;
    2)ocenić psychospołeczną zdolność Polaków w przedziale
    wiekowym użytecznym dla celów militarnych pod kątem odbudowy
    armii (określić możliwości siły militarnej);
    3)ocenić (realnie) podstawy zawartych sojuszy militarnych pod
    względem ich możliwości odpowiedzi na zagrożenia z
    określonych kierunków (nota bene @bobby w swoich postach to
    przeprowadzał,ale tylko w stosunku do kierunku wschodniego);
    4)realnie sprecyzować co chcemy uzyskać w naszej doktrynie
    obronnej i określić „co dalej”?
    5)dopiero wtedy zastanawiać się nad doborem środków dla tak
    sprecyzowanych celów zagrożenia i posiadanych sił obronnych
    przy obowiązującej zasadzie „tak krawiec kraje, jak mu
    materii staje”.
    A tak Pański felieton, mimo że precyzuje dosyć dokładnie „uzysk” przyrostu zdolności bezpieczeństwa kraju przez zastosowanie takich, a nie innych środków, jest dla mnie jako logika matematycznego takim „masłem maślanym” albo „badaniem cukru w cukrze”. Zbyt wiele jest niewiadomych, a także niezależnych czynników tak wewnętrznych jak i zewnętrznych w Pańskich założeniach wzmocnienia potencjału obronnego kraju.
    Po sprecyzowaniu powyższego okaże się (wg mnie gdzieś z prawdopodobieństwem 0,97-0,98), że każdy taki zakup to wyrzucanie pieniędzy podatników w błoto, a działania naszego establishmentu politycznego to czynienie ze społeczeństwa „mięsa armatniego” dla uzyskania swoich celów.
    Mając tego uzasadnioną (w miarę poprawnie) świadomość możemy wówczas przywoływać czytelnikom racjonalne zachowania innych społeczeństw w obliczu zagrożeń (np. Czech w przededniu II WS). Cierpliwość „suwerena” zawsze się kiedyś kończy i to prowadzi wg pańskiego określenia do resetu, ale żeby ten reset nastąpił to suweren musi przetrwać.

    • wlodek
      14 stycznia 2017 at 15:06

      Rysa ja proponuje pokryć milczeniem militarystyczne zapędy Krakauera, wtedy zostanie Krakauer wraz z Bobbym i Wielką Polską Katolicką. Not comments!Może przyjdzie otrzeżwienie.Pozdro!A w innych tematach Krakauer the best!

      • Wołający na puszczy
        14 stycznia 2017 at 16:19

        Myślę, że autor ma rację ponieważ armię trzeba mieć zawsze najsilniejszą, poza tym jakbyście panowie czytali uważnie, doczytalibyście się o kierunkach zagrożeń na które zwrócił uwagę. No ale do tego trzeba mieć coś innego niż klapki na oczach. Nie twierdzę że Rosja chce być naszym wrogiem. Jednak w wyniku polityki naszych głupich władz – mamy z nią wrogie stosunki i w konsekwencji jak do czegoś dojdzie to będzie się zachowywać wrogo. Trudno żeby na natowskie bomby odpowiadali kwiatami. Wówczas lepiej mieć więcej lepszych samolotów, ale tak jak pisze autor – dopiero od pewnego poziomu ma to w ogóle sens. Myślę, że warto czytać ten portal już 5 lat to czytam i wiele na tym zyskałem. Otworzyłem oczy rodzinie, znajomym, kolegom w firmie. Gdyby to nie było ważne to OP by o tym nie pisał.

      • krzyk58
        14 stycznia 2017 at 16:23

        Włodku.Trzech(chartów) to już jakaś siła,
        dołożyć jeszcze czterech a będzie „Siedmiu
        wspaniałych”. Myślę że nie będzie problemu z uzupełnieniem.Taka mała armia jak mówią Rosjanie …
        „pribałtijskaja” – pomieścić można nawet w windzie,ale za to jaka kąśliwa – oczywiście w teorii. 🙂
        WPK robił będzie za „sierżanta w okopach”,’sie nada” chłopina.
        Natomiast pozostali(było nas dwóch dzielnych oficerów… 🙂 ) – jak przystało na „starszych i mądrzejszych” -oficerowie sztabowi.
        Może nawet na stanowisku oficera politycznego,(ksundz)
        szczególne predyspozycje ,zagrzewające do boju
        „huzia na Moskwicina”, wykazuje ‚bobby”,to on
        z naganem uniesionym do góry poprowadzi „świętą trójcę” do ataku na wroga,(odwrócona „Święta Trójca z Okopów”) to nic że ksywka jakby mało lechicka w tak mało zbożnym
        dziele, którego z premedytacją dokona może to i lepiej pójdzie na konto światowych awanturników,tzn….miałem
        napisać wiodącej demokracji światowej. 🙂

      • krzyk58
        14 stycznia 2017 at 16:29

        @Wołający na puszczy

        „Trudno żeby na natowskie bomby odpowiadali kwiatami. 🙂
        To oczywiste! A MY POLACY, niczym ukraince, „ruszym
        hurmem na Moskala”. Wszak ONYM właśnie o TO idzie
        by sprowokować, a „MY ruszym”…należy dobrze wokoło
        rozejrzeć się GDZIE i KTO jest NASZYM Polaków
        rzeczywistym wrogiem…NA PEWNO NIE ROSJA!!

      • Rysa
        14 stycznia 2017 at 19:02

        Sz.Pan @Wołający na puszczy. Z tym czytaniem uważnie to jest różnie u różnych komentatorów. Ja w swojej replice sugerowałem Red. Krakauerowi aby pisząc felieton na temat bezpieczeństwa Polski ujmował problem kompleksowo. Red. Krakauer pisząc felieton na temat tego czy lepiej jest mieć więcej starych F-16 czy mniej nowych poruszył problem zagrożeń z którychś z głównych kierunków, ale nie doprecyzował ich przyczyn. Precyzując przyczyny powstania określonego zagrożenia już z definicji określamy siły i środki niezbędne do jego wyeliminowania. Inaczej bowiem będzie wyglądało zagrożenie militarne konwencjonalne, a inaczej zagrożenie bronią jądrową. Zaś w stosunku do zagrożeń typu militarnego inaczej z kolei będzie wyglądało zagrożenie spowodowane np. chaosem migracyjnym (czego obecnie doświadczają Niemcy) a inaczej rozruchami wewnętrznymi (czego osobiście doświadczyłem w okresie stanu wojennego).
        W każdym z tych przypadków zagrożenia wewnętrznego sposób ich wywołania i późniejsza eskalacja może się przekształcić w wojnę domową (przykład Ukrainy czy Syrii). Zaś co do zagrożeń militarnych wywołanych głupią polityką „potrząsania szabelką” czy też „robienia l..ki” przyjaciołom z za wielkiej wody to można z góry przewidzieć, jak piszą tutaj komentatorzy, pozostaną po nas tylko radioaktywne jeziora. Ażeby tego uniknąć należy przyjąć tylko zasadę, że dobro Państwa i jego obywateli jest sprawą nadrzędną. A tak dla informacji, Pan czytając OP przez tyle lat powinie zdawać sobie sprawę z militarnego „konika” naszego szanownego Red. Krakauera, z którego powinien od czasu do czasu zejść na ziemię, bo wszak to nasz podstawowy fundament istnienia, a konik jak to konik rzuca się, wstrząsa i może narazić Go na spadnięcie z niego, a to się już może różnie zakończyć.

  13. jerzyjj
    14 stycznia 2017 at 13:17

    POLSKIM IMB…LOM nie pomoże i 500 złomowych F 16,nie pomoże też tłumaczenie w stylu Kwaśniewskiego jak było po Iraku,że „Amerykanie nas oszukaaaaali”.Między Odrą a Bugiem kamień na kamieniu się nie ostanie,nie będzie nawet komu was łopatami zgarniać,nie dowiecie się nawet kto zaczął,a kto wygrał nie dowiecie się z pewnością.Powstanie nowa kraina Mazowiecka Kraina Tysiąca Jezior-Radioaktywnych jezior… nnnnno…Nie będzie ganiania z kałachami po lasach…zabawy w chowanego,oooo…nieeee…będzie błysk wiaterek i już was nie ma…
    USA i Rosja to duże obszary i jakoś przetrwają.W obliczu ogromu ofiar dojdzie w końcu do zawieszenia walk ale po Polsce śladu nie będzie i przez najbliższe 500 lat zwiedzać ją będą turyści z USA(jeśli przetrwają) i Rosji w kosmicznych skafandrach.Kiedy w końcu zrozumiecie,że wujek Sam traktuje was jako ten ZDERZAK.Jesteście wyznaczeni przez USA na pole bitwy.Miejsce pierwszego starci czyli „Samobójczy Opóżniacz” byle jak najdalej Ameryki i jak najbliżej głupich polax. ?

    https://www.facebook.com/andrzeju3/posts/1056189924418041

    (…)turyści z USA(jeśli przetrwają)
    Wyjaśniam dlaczego? – ” nie uda się USA jak przedtem siedzieć wygodnie za oceanem i patrzeć jak krwawi Europa, nie uda się Yankesom wystawić Europę do wojny i poczekać na jej wyniki. Wojna dopadnie także terytorium USA.Wystarczą trzy bomby termojądrowe, aby zniszczyć USA – dwie na granicę szelfu i jedna w krater na Yellowstone. Czy ta groźba powstrzyma Yankees?Jeżeli nie, to pójdą na dno razem z resztą świata, lecz jeżeli chcą przeżyć, muszą ułożyć się z Rosją. A Moskwa dobrze wie, kto szczuje Polaków, Rumunów, Litwinów, Łotyszy i banderowców.”
    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/czy-rosja-uratuje-europe-2015-06

  14. wlodek
    14 stycznia 2017 at 17:23

    krzyku,a może od razu ich wysłać na Upadline,nabiorą doświadczenia. Co prawda w większości walczyć będą z górnikami ale to już coś. Zaciekawił mnie twój wpis dotyczący Wojen Napoleońskich, jakoś uciekło mi to uwadze, co prawda do tej pory humorystycznie z sympatią „wspomina”się porucznika Rzewuskiego ale u nas ani słowa o udziale Polaków po stronie Rosjan.Pozdro.

    • krzyk58
      14 stycznia 2017 at 19:15

      „Zaciekawił mnie twój wpis dotyczący Wojen Napoleońskich” Bo to jest ciekawy a jednocześnie
      zamilczany wątek z naszej historii.Nieprawdą jest
      że Polacy byli wyłącznie z ‚pierwszym faszystą”.
      Przypominam sobie ze kiedyś przedstawiałem stosowne n/t.materiały. Mój problem polega na tym że marnie
      poruszam się w świecie internetu, (pomimo praktycznych lekcji udzielanych przez dzieci) 🙁 poruszania się w sieci,robienia zakładek, gdzie
      można gromadzić potrzebne,interesujące materiały.
      A głowa ma niestety w pewnym wieku ograniczoną pojemność w zakresie uczenia się, zapamiętywania,
      przyswajania „nowych newsów”.
      Przypomnę że w armii rosyjskiej
      służyło – ” Polaków w stopniu generała służyło w tej armii 119, a stopnie oficerskie posiadało prawie 20 000.
      Myślę że TE liczby o czymś mówią, na pewno liczba
      podoficerów czy szeregowych nie była mniejsza. 🙂
      Przecież suma całkowita zamyka się stanem osobowym żołnierzy narodowości polskiej w armii rosyjskiej nie mniej niż dziś ma armia III RP! 🙂
      Nie inaczej było za „kampanii napoleońskiej” Kiedyś czytałem wspomnienia Bronisława Grąbczewskiego
      zatytułowane „Na służbie rosyjskiej”. Książkę posiadam ‚gdzieś tam” w domowych przepaściach .

      https://pl.wikipedia.org/wiki/Bronis%C5%82aw_Gr%C4%85bczewski

      http://napis.edu.pl/pdf/Napis005_artykuly/NAPIS-1999_SERIA-V_s219-243_Iwona-Wisniewska.pdf

      http://www.ujk.edu.pl/dn/zasobycyfrowe/pub_1.pdf

      Ps.Poszukam, może(kiedyś) uda mi się coś więcej dodać na potwierdzenie rzuconych tez. 🙂

      Ps2. Dodam że przed 1910r. część rodziny wyemigrowała
      do ,jak mówił przekaz rodzinny Mandżurii,a konkretnie do „goroda” w Imperium Rosyjskimm – Harbin.
      Dziś ChRL. Stamtąd jeszcze w latach 30’ubiegłego wieku rodzina
      otrzymywała korespondencje listową… fotografie
      posiadam w ‚drzewie genealogicznym” czym zajęła się
      i uporządkowała ‚korzenie” – córka,za co jestem
      wdzięczny(o niektórych faktach z zamierzchłej przeszłości dowiedziałem się z suchych zapisów metrykalnych).

      • wlodek
        14 stycznia 2017 at 21:18

        krzyku,dzięki!

      • qwas
        16 stycznia 2017 at 19:31

        Marzy się niektórym ponownie rola Polski jako „klejnotu w koronie” imperium moskiewskiego 😉 Typowe mużyki-raby nienawidzące każdego, kto potrafi bez knuta carskiego nad grzbietem żyć ;)).
        Nic się nie zmieniło od XIX w w ich rabskich umysłach.

    • wlodek
      14 stycznia 2017 at 19:18

      krzyku,oj co to będzie,, American boys prosto z pustyni i pierwszy raz widzą śnieg jak sami twierdzą w TVN.Kto tu kogo w h…robi!Szkoda chłopaków, zamiast”syndromu wietnamskiego”,będzie syndrom „Dziadka Mroza”!Paranoja,to tak jak apel pani Premier”bezdomni w czasie mrozów zostańcie w domu”.

    • wlodek
      14 stycznia 2017 at 19:35

      Bobby,masz już sukces, informacja z amerykańskiej TVN”20 osób zatrzymano na manifestacji opozycji w Moskwie”.A nikt nie powie że w 14 milionowej Moskwie demonstrantów było 20!!!Media matołki przechodzą wszystkie granice obłudy! Niech żyje wolność słowa i państwo San Escobar!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

About krakauer,

Scroll Up