Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

19 lutego 2019

Nikt nie słucha Kasandry


 Jest tylko jedna rzecz, której nie lubię bardziej od bycia zaskakiwanym przez rzeczywistość. To wtedy, gdy rzeczywistość spełnia moje najczarniejsze prognozy. Ostatni raz byłem zaskoczony ponad półtora roku temu, gdy w pierwszej turze wyborów nie zwyciężył kandydat, który nie miał z kim przegrać lecz ten, który nie wierzył, że da się wygrać.

Potem wszystko potoczyło się zgodnie z przewidywaniami.

Po 1989 roku przebieg procesów politycznych w Polsce wykazywał dosyć duże podobieństwa do tego co działu się w innych krajach byłego bloku wschodniego, a szczególnie do sytuacji na Litwie, Słowacji i na Węgrzech. W żadnym z nich nie działo się tak samo ale w każdym ujawniały się podobne problemy jak w Polsce. Szczególnie Węgry wydawały się podążać zbliżoną ścieżką. Choć tam inaczej niż w Polsce, scena polityczna nie została niemal w całości zawłaszczona przez ugrupowania żywiące się legendą dawnej opozycji. Na Węgrzech o wiele dłużej niż w Polsce zachodził proces dekompozycji oraz odchodzenia od wartości lewicowych partii „postkomunistycznej” i może też dlatego odeszła ona od nich tak daleko, że praktycznie weszła ona całkowicie w rolę, jaką w Polsce odgrywała Platforma Obywatelska, w niemal ten sam sposób jak Węgierska Partia Socjalistyczna.

Prawo i Sprawiedliwość nie realizuje scenariusza węgierskiego, ale co jest oczywiste, wspólnota poglądów i zachowań oraz podobna sytuacja polityczna i ekonomiczna powodują, że metody działań i ich cele wyglądają na wspólne. Mimo, iż odniesienia historyczne są dosyć dobrze opisane i powinny być znane, mimo iż Orban działa już od kilku lat, nikt w Polsce nie chciał wyciągać wniosków. Nikt też, tak naprawdę, nie próbował przeciwdziałać samorealizującemu się scenariuszowi. Oczywiście determinizm polityczno-ekonomiczny nie jest determinizmem twardym ale jeśli wszyscy gracze polityczni zdają się zachowywać tak, jakby grali w jednej drużynie, to trudno się dziwić, że sprawy podążają w ustalonym kierunku.

Realizacja scenariusza miękkiej dyktatury (raczej filcowej niż aksamitnej) nie była nieuchronna. ale stawała się taką na skutek zachowań aktorów.

Prawdopodobieństwu spełnienia się takiego scenariusza sprzyja traktowanie polityki jako gry. Szczególnie takiej która ma nie do końca ustalone reguły, i których przekraczanie nie jest karane. Prawo i Sprawiedliwość 10 lat temu naruszyło wszystkie zasady demokratycznej gry. Nie spotkała ich żadna kara ze strony innych graczy. Być może takie naginanie zasad też jest jedną z zasad.

Jednak w takiej grze o władzę liczy się wyłącznie sama władza. Nie ma żadnych wartości, poza tymi, które da się wykorzystać. Demokracja liberalna ma takie samo znaczenie dla polityków PiS i PO. Tyle, że posługują się nieco innymi grupami wyborców. PO posługuje się tymi, którym się wydaje, że dobrze sobie radzą, co czasem bywa prawdą. PiS wysługuje się tymi, którym się wydaje że mogło by im być lepiej. I to też bywa prawdą. Tyle, że i jedni i drudzy są wykorzystywani przez „klasę polityczną”. Klasa ta jako całość jest amoralna, nawet jeśli trafiają się w niej jednostki starające się zachowywać moralnie, nawet jeśli tylko według własnego uznania.

To wszystko odbywa się wewnątrz liberalno-konserwatywnej narracji. Co ciekawe i wspólne dla polskiej i węgierskiej sceny, to rządzące ekipy posługują się obiema retorykami na zmianę jak i jednocześnie tłumacząc swoje poczynania. Bo przecież reżyser ma prawo dowolnie żonglować scenariuszem o ile jest w stanie wywołać entuzjazm publiczności.

Odbywa się to przy całkowitej rejteradzie lewicowych wartości. Nie pasują one zupełnie do scenariusza. Lewica zakłada upodmiotowienie, zarówno jednostek jak i grup społecznych, i emancypację poprzez wiedzę i wspólne działanie na rzez realizacji wspólnego dobra.

Graczom politycznym suwerenni obywatele nie są potrzebni a nawet mogą stwarzać niebezpieczeństwa. Równość powinna pozostawać w sferze deklaracji a wiedza raczej powinna być racjonowana niż upowszechniana.

Realnym depozytariuszem lewicowych idei był niestety, realny socjalizm Wraz z jego upadkiem straciły one nośność i oparcie formalne. Bardzo trudno będzie znaleźć im nowe, tym bardziej że teza Marksa o fałszywej świadomości aktualna jest teraz bardziej, niż była wtedy, gdy ją sformułował.

Czekają nas czasy ciemne.

Tags: , , , , , , , ,

6 komentarzy “Nikt nie słucha Kasandry”

  1. Gniewna Zjadaczka Ogórków
    12 stycznia 2017 at 06:10

    Kluczowy fragment: Graczom politycznym suwerenni obywatele nie są potrzebni a nawet mogą stwarzać niebezpieczeństwa. Równość powinna pozostawać w sferze deklaracji a wiedza raczej powinna być racjonowana niż upowszechniana.

    • Lech
      13 stycznia 2017 at 10:47

      @Gniewna Zjadaczka Ogórków; kliknąłem na odpowiedz, chociaż tak w zasadzie chcę tyko do-powiedzieć. Trafnie odnalazłaś klucz ukryty w tekście. Ma on jednak jeszcze jeden “ząbek” sformułowany w akapicie poniżej wymienionego przez Ciebie. W sumie bardzo dobrze napisany artykuł. Szkoda, że taki dojmująco smutny. Jak rzeczywistość dziejąca się wokół nas.
      Pozdrawiam.

  2. wlodek
    12 stycznia 2017 at 06:40

    P.Adamie,gratulacje dodałbym jedną frazę Marksa”społeczny byt określa społeczną świadomość”.W odczuciach ludzi lewica w praktyce nie różni się od prawicy,obie w praktyce mają charakter liberalny, a na dodatek prawica w sposób doskonały żongluje populizmem.500+i do przodu i to nie z powodu biedy a demografii, otrzymują i biedni i bogaci!Pozdro.

    • krzyk58
      12 stycznia 2017 at 08:39

      Michał Marusik zaorał i zmasakrował lewactwo. CETA, USA, Rosja, Chiny, Jedwabny szlak, KOD…Ukraina

      https://www.youtube.com/watch?v=igD7XBK45wE

      …W odczuciach ludzi lewica w praktyce nie różni się od prawicy,… Włodku,’jak nie -jak tak 🙂 tzn.lewica
      niestety różni się – oczywiście in minus!Pomijam
      już wrodzoną rusofobię,także na niwie społecznej,
      “różni się”. Oczywiście rozważamy kondycję lewicy
      tej którą znamy – homoseksualną,MEGAliberalną,
      podwieszoną u klamek wielkich ponadnarodowych
      korporacji…

  3. wlodek
    12 stycznia 2017 at 10:53

    Jaka lewica taka prawica,wiele ich łączy w warunkach Polski,krytyczny stosunek do jednych nie oznacza krzyku że drudzy są lepsi!

  4. krzyk58
    12 stycznia 2017 at 11:27

    …Demokracja liberalna ma takie samo znaczenie dla polityków PiS i PO. Tyle, że posługują się nieco innymi grupami wyborców. PO posługuje się tymi, którym się wydaje, że dobrze sobie radzą, co czasem bywa prawdą. PiS wysługuje się tymi, którym się wydaje że mogło by im być lepiej. I to też bywa prawdą. Tyle, że i jedni i drudzy są wykorzystywani przez „klasę polityczną”…

    Wymienione partie w pogoni za XIXw.kapitalizmem
    przebił – SLD. A tych …już nic i nikt nie przebije
    w propagowaniu “wartości” neoliberalnych. 🙂
    Dalej na prawo może być już tylko znośniej dla szarego
    człowieczka…wklejam ponownie…”Nowolewicowcy, socjaldemokraci i wszelka postmodernistyczna swołocz, podążająca za neoliberalną narracją – jak to sami się określają, są reprezentantami mniejszości oraz jednostki. Nikogo z nich nie interesuje szeroko rozumiany interes mas pracujących, czyli ludzie przeciętnych, zwykłych, pokrzywdzonych i marginalizowanych. Dlatego też polski, pokrzywdzony elektorat tradycyjnej lewicy, który jest zdezorientowany całą sytuacją – wybrał rządy Prawa i Sprawiedliwości.”

    http://antykapitalizm.pl/2016/12/28/polska-biala-klasa-robotnicza/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Polityka

Scroll Up