Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

16 grudnia 2017

W naszym położeniu i z naszą historią nie możemy bać się wojny


 W naszym położeniu geostrategicznym i z naszą tragiczną historią, nie możemy bać się wojny. Można z powodzeniem obronić hipotezę, że już same doświadczenia historyczne, upoważniają nas do stwierdzenia, że wojna na naszym terytorium zawsze była czymś najzupełniej normalnym i zwyczajnym. Nie powinniśmy się więc dziwić, że wojna w końcu znowu nastąpi. To naturalna kolej rzeczy na tym terytorium. Wojna jest wynikiem sporów jakie zachodzą pomiędzy głównymi interesariuszami naszego terytorium, które jest bardzo cenne ze względów strategicznych – na obu głównych kierunkach. Panowanie nad naszą przestrzenią daje korzyści strategiczne na głównym kierunku przemarszu wszelkich wojsk od czasów co najmniej napoleońskich.

Powinniśmy te fakty traktować jako okoliczności obiektywne i dostosować swoją strategię, z konieczności do przetrwania w tym położeniu. Do 1990 roku, byliśmy elementem potężnego bloku wschodniego, który przy wszelkich wadach mimo wszystko jednak gwarantował nam bezpieczeństwo na tym terytorium. Ówczesna strategiczna równowaga sił była dla nas korzystna, albowiem mieliśmy przewagę w ludziach i sprzęcie, jak również panowaliśmy jako blok polityczno-wojskowy nad częścią terytorium Niemiec, gdzie rozegrałaby się główna część zmagań. Wojska Układu Warszawskiego do połowy lat 80-tych dominowały na naszym kontynencie. W wyniku zmiany sojuszu, trudno jest powiedzieć nawet o równowadze sił, a co dopiero o dominacji wojsk NATO! W konsekwencji takiej zmiany, nasze terytorium nie jest należycie zabezpieczone. Sami jesteśmy zbyt słabi, żeby się obronić, a wychodzi na to, że w razie konfliktu na poważnie, mielibyśmy jeszcze bronić sojuszników. W takim położeniu jak nasze, umiejętność odpowiedniego dobierania sojuszy jest decydująca o być lub nie być całego państwa.

W przypadku poważnego konfliktu nie unikniemy użycia na naszym terytorium broni jądrowej, przy czym nie ma z naszej perspektywy większego znaczenia, która strona jej użyje pierwsza, czy też użyje jej w ogóle. My na to nie będziemy mieć wpływu i nasi politycy powinni mieć odwagę, żeby przyznać to ludziom prosto w oczy. W konsekwencji użycia takiej broni na naszym terytorium, zapłacimy straszną cenę za brak równowagi.

Wiedząc to wszystko, nie możemy bać się wojny. Jeżeli wiadomo, że nie da się jej uniknąć, należy się na nią przygotować, pod każdym względem, nie tylko wojskowym. Musimy przygotować społeczeństwo, gospodarkę i każdy inny aspekt funkcjonowania naszego kraju, tak żebyśmy byli w stanie przetrwać przyszłą zawieruchę. Dodajmy w naszych realiach nieuniknioną, ponieważ wynika ona z okoliczności dla nas neutralnych. Jeżeli nie ma się na coś wpływu, ani nie da się czegoś przezwyciężyć, to trzeba się dostosować. Alternatywą dla słabych jest zginąć – co się już nam przydarzało. To, że przetrwaliśmy II-gą Wojnę Światową jako Naród biologicznie – trzeba uznać za olbrzymi sukces. Ponieważ bardzo niewiele brakowało, a byśmy dzisiaj nie mieli przyjemności – pisać i czytać tych słów.

Wszystko to wymaga od polityków odwagi, rozwagi i sprytu, pozwalających na stworzenie właściwej strategii przetrwania przez dostosowanie się do wymagań otoczenia. Jak to w ogóle jest możliwe, że mając świadomość sytuacji, w jakiej jesteśmy, nie zrobiliśmy niczego przez 27 lat niepodległości, żeby przygotować się do prowadzenia wojny? Tak szybko zapomniano jakich mamy sąsiadów? Może zagraniczna prasa w Polsce przekonała naszą opinię publiczną, że nie są one sprzeczne, czy wręcz wrogie wobec interesów naszego kraju? Uwielbiamy pytania retoryczne? Jeżeli tak, to można je zadawać w nieskończoność i jeszcze kilka dni dłużej.

Być może pomysł na napędzanie rzeczywistości patriotyzmem, który przeprowadza obecny rząd, w szczególności na polu obronności jest jedynym na jaki możemy się jeszcze zdobyć? W mobilizację powszechną społeczeństwa, w warunkach ludzi rozdrażnionych ośmiorniczkami – nie powinniśmy wierzyć, ponieważ raczej nikt nie chce nadstawiać głowy za system, który robi prawie wszystko, żeby ludzi zgnoić. Nie jest łatwo we współczesnej Polsce, nigdy łatwo nie było, to nie pierwszy raz, kiedy Polacy nie są w stanie zarobić na siebie na swojej własnej ziemi. Niestety tym razem rządzimy się sami, nikt nas nie okupuje i nie trzyma pod lufą. Chyba świadomość właśnie tego, jest najbardziej przerażająca.

Tags: , , , , , ,

14 komentarzy “W naszym położeniu i z naszą historią nie możemy bać się wojny”

  1. Inicjator
    5 grudnia 2016 at 05:06

    Nikt nas nie okupuje?

    Czy Autor nie pomylił epok?

    Dziś nie trzeba patroli obcych wojsk na ulicach i koksowników na chodnikach miast zimą.

    Wystarczy przejąć media i gospodarkę, a raczej jej resztki plus system bankowy i narobić długów, żebyśmy SAMI SIĘ PILNOWALI, co do ich spłaty, jak przy kredytach hipotecznych …

    A co do obrony naszego jakże drogocennego terytorium.

    Niech nam sąsiedzi zapłacą za gotowość do ich obrony, i to sąsiedzi z każdego kierunku …

    Tylko jak tym z Zachodu i ze Wschodu wyjdzie, że to im się nie opłaci, plus nasza niska wiarygodność – to co wtedy?

    Pozostanie ucieczka pontonami przez Bałtyk do Szwecji?

    A Morze Bałtyckie to nie jest ciepłe i łagodne Morze Śródziemne.

    Wnioski: uczmy się pływać.

  2. wlodek
    5 grudnia 2016 at 06:32

    Mimo dużych starań z mojej strony,retoryka wojenna Krakauera do mnie nie przemawia bo wpisuje się w poczynania Antoniego Smoleńskiego. Największym naszym wrogiem jesteśmy my sami z naszą ksenofobią,rusofobią,ogłupieni 500+,i wiarą w białego konia Andersa/czytaj USA/.

    • Wierny czytelnik
      5 grudnia 2016 at 07:53

      Do mnie przemawia. W tak słabym kraju czułbym się pewniej jakbyśmy mieli z sąsiadami karabiny. Wtedy przynajmniej mielibyśmy wybór w razie ostateczności.

  3. Ja-robot
    5 grudnia 2016 at 07:47

    Niestety ale autor chyba słusznie przestrzega. Żebyśmy nie żałowali.

  4. Pozorovatel
    5 grudnia 2016 at 08:00

    Co nasze państwo zrobiło i wciąż robi aby dać Polakom szanse biologicznego przetrwania wojny?
    Koncepcję stworzenia polskich sił zbrojnych zdolnych do odparcia ataku ze strony Rosji, Niemiec czy USA odrzucam jako zupełnie nierealną. Nie jesteśmy na to narodem wystarczająco licznym ani zasobnym aby uzyskać taką zdolność. Wobec praktycznego braku potencjału naukowego, technicznego i przemysłowego nie jesteśmy zdolni do wyprodukowania odpowiedniej ilości i jakości broni. Utraciliśmy też poczucie wartości państwa narodowego chroniącego nasze wspólne interesy. Państwo traktujemy już jako kolejnego okupanta oferującego nam represje, grabiącego nas z owoców naszej pracy i podważającego nasze dotychczasowe prawa do: bezpieczeństwa, pracy, emerytury, oświaty, ochrony zdrowia, narodowej kultury, ochrony tradycji. Państwo w obawie przed silnym społeczeństwem zrobiło wszystko co zdołało aby niszczyć społeczne więzi i poczucie wspólnoty narodowej. Po cóż więc obywatelom takie państwo? Dalsze obciążanie nas daninami a tym bardziej przymusowa służba wojskowa zaowocuje po prostu nasileniem emigracji i zmniejszeniem dzietności. Nie widzę też wielkich perspektyw w rządowej koncepcji wymiany narodowej polegającej na wypychaniu na emigrację kosmopolitycznej już polskiej młodzieży i zastępowania jej ludnością uciekającą z Ukrainy. Ci uchodźcy z pewnością nigdy nie staną się kochającymi Polskę lojalnymi obywatelami. Tym bardziej że właśnie w polskim państwie widzą podpalacza ich ojczyzny.
    Powrócę do tematu przetrwania wojny.
    Nam nie czołgów, samolotów i rakiet potrzeba, ale schronów, zapasów żywności, leków, odzieży i nieskażonej wody. III wojna światowa jest zapewne nieunikniona, a polska polityka ostatniego 20-lecia przeznaczyła nasze terytorium na główną europejską arenę wymiany ciosów jądrowych. Odsetek ludności która przetrwa jądrowy armagedon będzie rzeczywiście uzależniony od ilości zgromadzonej w Polsce broni ofensywnej (a zaliczam do nie również środki obrony przeciwrakietowej), lecz proporcji odwrotnej, czyli im więcej broni na naszym terytorium, tym więcej Polaków zginie. Nie zapominajmy o historii lat 1938-1945. Polska okazała się największym przegranym II wojny światowej, zaś największym jej zwycięzcą USA. Natomiast w Europie zwycięską była głównie niewielka Czechosłowacja, co nie wynikało z jej potęgi militarnej, lecz mądrej polityki w latach poprzedzających wybuch wojny. Zapewne i dzisiaj nikt z jej władz nie marzy o wybuchu bomby atomowej nad Pragą, czego o polskiej polityce nie da się powiedzieć. Znów nasz kraj staje się przedmurzem i personifikacją Chrystusa i Winkelrieda, którzy musieli złożyć siebie w ofierze aby osiągnąć wyższe cele. A twórcy naszej polityki? No cóż wspomnijmy polskie władze polityczne, wojskowe i finansowe, które na samym początku wojny porzuciły naród i żołnierzy aby salwować się zaleszczycką ucieczką.
    Co warunkuje możliwość biologicznego przetrwania narodu w warunkach wojny?
    1. Schronienie przed bezpośrednim oddziaływaniem środków bojowych. Otóż pamiętam jak w czasach PRL dostosowywano podpiwniczenia budynków do funkcji prowizorycznych schronów, oznaczano drogi ucieczki i utrzymywano systemy powiadamiania o zagrożeniu, zapasy środków ochrony, żywności itp. Sam w latach 80-tych uczestniczyłem w budowie ogromnego schronu na głębokości 550 metrów pod powierzchnią terenu. Wyposażony był w systemy filtracji powietrza, uzdatniania wody, zapasy żywności, medykamentów i środków higieny. W latach 90-tych schron został zdewastowany a wyposażenie i zapasy rozgrabione.
    2. Dostęp do wody i żywności. Jeszcze przed 30 laty Polska posiadała kilka milionów ośrodków produkcji żywności. Były nimi wszystkie gospodarstwa rolne. Większość spośród nich była zdolna do wytwarzania na miejscu i konserwowania przetworów żywnościowych. Większość posiadała na miejscu studnie, często już nieczynne , ale możliwe do uruchomienia po zniszczeniu infrastruktury wodociągowej. Tak rozproszonej infrastruktury nie udało by się zniszczyć żadnym bombardowaniem, a praktyka II wojny światowej potwierdziła że nawet ludobójcza okupacja nie była wystarczająco skuteczna by pozbawić Polaków żywności. Co nam zostało dzisiaj? Żywność wytwarza się, magazynuje i dystrybuuje w nielicznych skoncentrowanych ośrodkach. Miejsca kolejnych etapów jej przetworzenia oddalone są od siebie o setki kilometrów a ich działanie uzależnione jest od sprawnego funkcjonowania transportu samochodowego. Zniszczenie tak skoncentrowanego i transportochłonnego systemu wytwarzania i dystrybucji żywności jest, z wojskowego punktu widzenia, rzeczą tania i prostą.
    3. Podobnie jest z wodą zaopatrzeniem w opał i czynniki energetyczne oraz zapewnienie opieki medycznej.
    Wniosek: Jeżeli wojna wybuchnie w czasie mroźnej zimy to nieprzyjaciel, przy użyciu stosunkowo stosunkowo szczupłych środków, uzyska zupełny paraliż państwa i humanitarną klęskę ludności. Po kilku miesiącach jego siły lądowe będą mogły zająć terytorium właściwie oczyszczone z polskiej ludności.

  5. realista
    5 grudnia 2016 at 08:41

    No muszę to skomentować. Kiedy wreszcie dotrze do naszych polskich fff i fffffh łbów, że my potrzebujemy ŻYWYCH bohaterów – takich zdolnych do pracy, do BUDOWY Polski, a nie MARTWYCH, którzy do niczego już się nam nie przydadzą. Groby tych ostatnich są już przepełnione. Generał Patton powiedział, że w wojnie chodzi o to, żeby to ten gościu po drugiej stronie oddał swoje życie za swoją ojczyznę, bo martwi nie wygrywają wojen, tylko ŻYWI. Polska po 26 latach d**okracji potrzebuje kolejnych 26 lat pokoju na odbudowę swojej gospodarki, swojej demografii i swojej siły. Wojna i pchnięcie tych młodych patriotycznych zapaleńców pod karabinowe kule to ostateczny KONIEC Polski. Wojna to ostatnie, co jest teraz potrzebne do ostatecznego wykończenia narodu Polskiego i każdy kto do niej dąży za wszelką cenę jest zbrodniarzem i wrogiem Polski. Jeśli tego nie zrozumiemy to niech ostatni zapali znicz na grobie Polski ku przestrodze dla innych. Pozdrowienia z emigracji. Czasem warto spojrzeć na pewne sprawy z dalszej perspektywy.

  6. Marylka
    5 grudnia 2016 at 09:24

    Jak to było? “Niestety, rządzimy się sami…” ?
    Autor od rana dowcipami sypie. 🙂

  7. Dawid Warszawski
    5 grudnia 2016 at 11:01

    Podoba mi się że autor wali prosto z mostu i niczego nie udaje, ani niczego nie ukrywa – pisze jak jest. W mediach głównego nurtu tego nie podadzą – to dowód na to że obecny i poprzedni reżim to takie samo zło dla naszego kraju

  8. DrQ+
    5 grudnia 2016 at 14:33

    Ja się nie boję. Nie ma czego. Po prostu będzie jak zwykle.

  9. daniel
    5 grudnia 2016 at 20:11

    nie ma czegoś takiego, jak bezkarna zdrada przyjaciół. Zdradziliśmy Słowiańszczyznę i zostaniemy ukarani. jak nie my, to nasze dzieci lub wnuki. Będziemy się jeszcze w grobach przewracać.

    • krzyk58
      5 grudnia 2016 at 21:38

      “Zdradziliśmy Słowiańszczyznę” – Zapytam, który to już raz ONI w naszym imieniu robią swoje – rozgrywają Nas.
      Także po tamtej stronie – zachodzi podobny proces.
      i TO nie jest tajemnica…

  10. jerzyjj
    5 grudnia 2016 at 21:39

    To nie USA czy NATO, poniosą straty w czasie konfliktu. To polskie społeczeństwo będzie mięsem armatnim. Będzie to sytuacja podobna do tej w 1939 roku, kiedy to pan Beck na polecenie USA zmienił o 180 stopni opcję i wdał się w wojnę z Niemcami siłami polskiego społeczeństwa, a sam uciekł z kraju.
    Los Polski jest przesadzony. Zostanie zmieciona i nic nie będzie”.
    PS…
    Pohukiwania aktorów polskiej sceny politycznej tyle są warte, co klaskania klakierów w teatrze. Wojsko polskie nie jest w stanie obronić kraju. Polska praktycznie nie ma armii a leopardy z dwoma pociskami z lat 70. są dobre na defilady, ale nie do walki, podobnie jak i 20 000 czynnych żołnierzy.
    Polskojęzyczne postokragłostołowe reżimy uczyniły z Polski wasala Ameryki.Politycy przepoczwarzyli się w sparaliżowanych strachem i kompleksami chłopców na posyłki.

  11. krzyk58
    5 grudnia 2016 at 21:45

    Cd.

    Antypolska prowokacja rosyjskiej TV Center – Антипольская провокация ТВ Центр http://polski.blog.ru/223000499.html (25.11.2016).

    …Każdy kraj musi dbać o swoje cele i szukać rozwiązań w nowym modelu ekonomicznym, w nowym, wielobiegunowym świecie. A nie zasłaniać się amerykańskimi interesami.

    – W Polsce to nie będzie łatwe.

    Tu problem jest bardziej złożony. W Polsce wciąż silne są grupy, które uważają, że [antyrosyjskie] powstanie kościuszkowskie wciąż trwa. Nie rozumieją, że świat jest już całkiem inny…

    Kedmi: Świat wielobiegunowy to przyszłość – Кедми: Многополярный мир – это будущее http://polski.blog.ru/223429891.html (05.12.2016).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up